Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 87
Перейти на страницу:

Benjamin i Latifa zainstalowali się w holu, skąd w razie potrzeby mogą się szybko przemieścić między frontem a tyłem budynku. Mimo że wszyscy wiemy, że taka potrzeba nie zajdzie. Przynajmniej nie przez jakiś czas.

Pojawiła się policja. Najpierw samochodami, później jeepami, a teraz na ciężarówkach. Rozproszyli się na dole w tych swoich obcisłych koszulach, wykrzykując i przestawiając pojazdy; nie zdecydowali się jeszcze, czy mogą chodzić nonszalancko po ulicy, czy powinni przebiegać na drugą stronę z nisko pochylonymi głowami, aby uniknąć ognia snajpera. Zapewne widzą Bernharda na dachu, ale nie wiedzą jeszcze, kto to jest i co tam robi.

Francisco i ja znajdujemy się w biurze konsula.

Przetrzymujemy tu ośmioro zakładników — pięciu mężczyzn i trzy kobiety skutych razem zebranymi przez Bernharda policyjnymi kajdankami. Zapytaliśmy, czy pogniewają się, jeżeli każemy im usiąść na niezwykle pięknym kilimie. Wyjaśniliśmy, że jeżeli któreś z nich wyjdzie poza jego obręb, ryzykuje, że zostanie zastrzelone przez Francisca lub przeze mnie z jednego z dwóch pistoletów maszynowych Steyr AUG, których inteligentnie nie zapomnieliśmy ze sobą zabrać.

Wyjątek uczyniliśmy dla samego konsula, ponieważ nie jesteśmy zwierzętami — mamy świadomość rangi oraz protokołu i nie chcemy zmuszać ważnego człowieka do siedzenia po turecku na podłodze — poza tym musi mieć dostęp do telefonu.

Benjamin pomajstrował przy centrali telefonicznej i zapewnił nas, że każde połączenie z dowolnym numerem w budynku zostanie przekierowane do tego pokoju.

Tak więc pan James Beamon, będący przedstawicielem rządu Stanów Zjednoczonych w Casablance, drugi w kolejności na marokańskiej ziemi po ambasadorze w Rabacie, siedzi teraz przy swoim biurku, wpatrując się we Francisca chłodnym, oceniającym wzrokiem.

Beamon, jak dobrze wiemy z zebranych wcześniej informacji, to zawodowy dyplomata. Nie jest emerytowanym sprzedawcą butów, którego można by się spodziewać na tej placówce — człowiekiem, który przekazał pięćdziesiąt milionów dolarów na kampanię wyborczą prezydenta i dostał w nagrodę biurko oraz trzysta darmowych lunchów rocznie. Beamon dobiega sześćdziesiątki, jest wysoki, mocno zbudowany i potrafi bardzo szybko myśleć. Zachowa się mądrze i odpowiedzialnie.

Na to właśnie liczymy.

— A co z wyjściami do toalety? — pyta Beamon.

— Pojedynczo raz na pół godziny — odpowiada Francisco. — Sami ustalacie kolejność, idziecie tam z którymś z nas i nie zamykacie drzwi.

Francisco podchodzi do okna i wygląda na ulicę. Podnosi do oczu lornetkę.

Spoglądam na zegarek. Dziesiąta czterdzieści jeden.

Przybędą o świcie, myślę. Atakujący zawsze tak robią, odkąd w ogóle wynaleziono atak.

O świcie. Kiedy będziemy zmęczeni, głodni, znudzeni i wystraszeni.

Przybędą o świcie, przybędą ze wschodu, mając za plecami słońce wiszące nisko nad horyzontem.

O jedenastej dwadzieścia konsul odbiera pierwszy telefon.

Wafik Hassan, inspektor policji, przedstawił się Francisco, po czym przywitał się z Beamonem. Nie miał nic specjalnego do zakomunikowania, poza wyrażeniem nadziei, że wszyscy zachowają zdrowy rozsądek i że bez — większych komplikacji uda się rozwiązać sytuację. Francisco powiedział później, że Hassan mówił dobrze po angielsku, a Beamon dodał, że dwa dni wcześniej był zaproszony do Hassana na kolację. Rozmawiali o tym, jak spokojna jest Casablanca.

O jedenastej czterdzieści dodzwoniła się prasa. Przepraszamy, że zawracamy głowę, ale czy chcą państwo wydać jakieś oświadczenie? Francisco dwukrotnie przeliterował swoje nazwisko, po czym poinformował, że przekaże pisemne oświadczenie przedstawicielowi CNN, kiedy tylko ten dotrze na miejsce.

Za pięć dwunasta telefon zadzwonił ponownie. Beamon odebrał i poinformował rozmówcę, że nie może w tej chwili rozmawiać, czy tamten mógłby zadzwonić jutro, a najlepiej pojutrze? Francisco wziął słuchawkę i słuchał przez chwilę, po czym wybuchnął śmiechem — turysta z Karoliny Północnej chciał się dowiedzieć, że konsulat może zapewnić wodę do picia w Regency Hotel.

Nawet Beamona to rozbawiło.

O drugiej piętnaście przysłali nam lunch. Duszona baranina z jarzynami, do tego ogromny garnek kuskusu. Benjamin odebrał go ze schodów przed głównym wejściem, podczas gdy Latifa nerwowo wymachiwała przez drzwi na prawo i lewo swoim uzi.

Cyrus znalazł gdzieś papierowe talerzyki, nie mieliśmy jednak sztućców, więc musieliśmy zaczekać, aż jedzenie ostygnie, i w końcu zjedliśmy je palcami.

Biorąc pod uwagę okoliczności, potrawa smakowała zupełnie dobrze.

Dziesięć po trzeciej usłyszeliśmy, że ciężarówki zaczynają się przemieszczać. Francisco podbiegł do okna.

Obserwowaliśmy, jak kierowcy zwiększają obroty i zgrzytają skrzyniami biegów, zawracając na dziesięć razy.

Dlaczego je przestawiają? — mruknął Francisco, przyglądając się ciężarówkom przez lornetkę.

Wzruszyłem ramionami.

— Chcą uniknąć mandatu za złe parkowanie?

Spojrzał na mnie ze złością.

— Skąd mam, kurwa, wiedzieć — powiedziałem. — o coś im chodzi. Może hałasują, żeby zagłuszyć odgłosy kopania tunelu. Nic na to nie poradzimy.

Przez chwilę przygryzał wargę, po czym podszedł do biurka. Podniósł słuchawkę i zadzwonił do holu. Telefon musiała odebrać Latifa.

— Lat, bądź w gotowości — powiedział. — Jeżeli tylko usłyszysz lub zobaczysz coś podejrzanego, dzwoń natychmiast.

Rzucił słuchawkę na widełki, trochę za gwałtownie.

Nie jesteś aż taki opanowany, jak udawałeś, pomyślałem.

O czwartej telefon dzwonił już na całego, Marokańczycy i Amerykanie zgłaszali się co pięć minut i zawsze chcieli rozmawiać z kimś innym niż osoba, która podniosła słuchawkę.

Francisco postanowił, że czas na zmianę pozycji. Zawołał Cyrusa i Benjamina na pierwsze piętro, a ja zszedłem na dół do Latify.

Stała na środku holu, wyglądając przez okna, przestępując z nogi na nogę i przerzucając sobie małe uzi z ręki do ręki.

— Co się dzieje? — zapytałem. — Musisz iść do toalety?

Skinęła głową. Powiedziałem, żeby poszła i przestała — się tak bardzo wszystkim przejmować.

— Słońce zachodzi — stwierdziła Latifa pół paczki papierosów później.

Spojrzałem na zegarek, potem przez okna wychodzące na tył budynku. Faktycznie słońce spadało, podnosiła się noc.

— No — przyznałem.

Latifa zaczęła poprawiać włosy w szybie przy biurku w recepcji.

— Wychodzę na zewnątrz — oznajmiłem.

Obejrzała się na mnie, zaskoczona.

— Co? Zwariowałeś?

— Chcę tylko rzucić na coś okiem, to wszystko.

— Na co rzucić okiem? — spytała Latifa i widziałem, że naprawdę jest na mnie wściekła, jakbym opuszczał ją na dobre. — Bernhard siedzi na dachu i ma najlepszy widok z nas wszystkich. Po co chcesz wyjść na zewnątrz?

Cmoknąłem niezadowolony i ponownie zerknąłem na zegarek.

— Niepokoi mnie tamto drzewo.

— Chcesz się przyjrzeć jakiemuś pieprzonemu drzewu? — zapytała.

— Gałęzie przechodzą przez mur. Chcę tylko rzucić na to okiem.

Podeszła do mnie i wyjrzała mi przez ramię na zewnątrz. Zraszacz cały czas działał.

— Które drzewo?

— Tamto — pokazałem jej. — Araukaria.

Dziesięć po piątej.

Słońce pokonało połowę drogi do horyzontu.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)