Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 87
Перейти на страницу:

W końcu spuścił oczy i rozluźnił uchwyt na moim ramieniu.

— Jak to możliwe, żeby byli razem po tym, co się stało? — kontynuowałem. — Istnieje tylko jedno wyjaśnienie. Zdjęcia nie zrobiono po, ale zanim Aleksander Woolf został zastrzelony. Wiedziałeś, co planuje Barnes, i wiedziałeś lub raczej się domyślałeś, co planuje Sara. Po prostu mi tego nie powiedziałeś.

Zamknął oczy. Jeżeli prosił o wybaczenie, nie robił tego na głos i nie zwracał się do mnie.

— Gdzie w tej chwili znajduje się Absolwent? — zapytałem.

Solomon pokręcił nieznacznie głową.

— Nic mi nie wiadomo na temat tej maszyny — powiedział, nadal z zamkniętymi oczami.

— Dawidzie… — zacząłem, ale mi przerwał.

— Proszę.

Pozwoliłem mu przemyśleć, cokolwiek miał do przemyślenia, i zdecydować, o czymkolwiek musiał zdecydować.

— Wiem tylko, panie — powiedział w końcu i nagle poczułem się, jak za dawnych czasów — że amerykański samolot transportowy wylądował w bazie RAF-u na Gibraltarze dziś w południe. Wyładowano z niego pewną ilość części zamiennych.

Skinąłem głową. Solomon otworzył oczy.

— Jak dużą ilość?

Wziął kolejny głęboki oddech, chcąc wyrzuć z siebie wszystko za jednym zamachem.

— Znajomy znajomego znajomego, który to widział, wspomniał o dwóch skrzynkach, każda mniej więcej sześć metrów na trzy na trzy, którym towarzyszyło szesnastu pasażerów płci męskiej, dziewięciu z nich w mundurach. Podobno natychmiast zajęli się skrzyniami i przenieśli je przez ogrodzenie do hangaru, postawili z boku, zastrzegając, że nikomu nie wolno się do nich zbliżać.

— Barnes? — zapytałem.

Solomon zastanawiał się przez chwilę.

— Trudno powiedzieć, panie. Ale ów znajomy przypomniał sobie, że rozpoznał chyba wśród nich amerykańskiego dyplomatę.

Dyplomatę, gadaj zdrów. A raczej gada zdrów.

— Zgodnie z tym, co powiedział — kontynuował Solomon — wśród nich znajdował się również mężczyzna w wyróżniającym się cywilnym ubraniu.

Wyprostowałem się, czując, że ręce mi się pocą.

— Czym się wyróżniającym? — zapytałem.

Solomon przekrzywił głowę, próbując przypomnieć sobie szczegółowy opis. Jakby musiał to robić.

— Czarna marynarka, czarne spodnie w prążki. Znajomy ocenił, że wyglądał jak hotelowy kelner.

No i ten połysk na skórze. Połysk pieniędzy. Połysk Morderstone'a.

Auć, pomyślałem. Cały gang się zjechał.

W drodze do centrum przedstawiłem Solomonowi swój plan i wyjaśniłem mu, na czym polega jego rola.

Kiwał głową od czasu do czasu, choć w ogóle nie podobało mu się to, co mówię. Musiał jednak zauważyć, że ja również nie strzelałem korkami od szampana.

Kiedy dojechaliśmy do konsulatu, Solomon zwolnił i ostrożnie przejechał wokół budynku, aż zrównaliśmy się z araukarią. Zadarliśmy głowy do góry i przez chwilę przeczesywaliśmy wzrokiem gałęzie, w końcu skinąłem na Solomona, który wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik.

W środku znajdowały się dwa pakunki. Jeden prostokątny mniej więcej rozmiarów pudełka na buty, a drugi w kształcie tuby o długości prawie półtora metra. Oba były zawinięte w brązowy pergamin. Nie widniały na nich żadne oznaczenia, żadne numery seryjne ani terminy przydatności do spożycia.

Widziałem, że Solomon nie ma ochoty ich dotykać, więc schyliłem się i sam je wyciągnąłem.

Zatrzasnął drzwi do samochodu i uruchomił silnik, tymczasem ja ruszyłem w stronę ściany konsulatu.

Rozdział 24

Lecz oto pulsy, jak werble przy skroni, Mówią, że idę, że zbliżam się do niej!
Biskup Henry King

Amerykański konsulat w Casablance znajduje się w połowie obsadzonego drzewami bulwaru Moulay Youssef, tworząc maleńką enklawę dziewiętnastowieczne) francuskiej wspaniałości, zbudowaną, aby pomóc zmęczonym kolonialistom odprężyć się po ciężkim dniu projektowania miejscowej infrastruktury — Francuzi przybyli do Maroka, aby obdarzyć je drogami, kolejami, szpitalami, szkołami i wyczuciem stylu — wszystkim, co przeciętny Francuz uważa za niezbędne elementy nowoczesnej cywilizacji — a kiedy wybijała piąta po południu, Francuzi spoglądali na swoje dzieła i widzieli, że są dobre, uznawali, że zasłużyli sobie, cholera jasna, aby żyć jak maharadżowie. Co przez jakiś czas czynili.

Jednak kiedy sąsiadująca z Marokiem Algieria zwaliła się na nich niczym nawałnica, Francuzi zdali sobie sprawę, że czasami lepiej wyjechać z poczuciem niedosytu; otworzyli więc swoje walizki Louisa Vuittona, spakowali do nich butelki z płynem po goleniu, inne butelki z płynem po goleniu i jeszcze tę dodatkową butelkę, która spadła za rezerwuar w łazience, która po bliższym zbadaniu okazała się zawierać płyn po goleniu, po czym wymknęli się nocą.

Spadkobiercy pozostałych po Francuzach ogromnych, otynkowanych domów nie byli książętami, ani sułtanami, ani przemysłowcami milionerami. Nie byli śpiewakami występującymi w klubach nocnych, ani piłkarzami, ani gangsterami, ani gwiazdami seriali telewizyjnych. Niezwykłym zbiegiem okoliczności okazali się dyplomatami.

Nazywam to niezwykłym zbiegiem okoliczności, ponieważ w dzisiejszych czasach dyplomacja zgarnia wszystko. W każdym mieście, w każdym państwie na świecie dyplomaci żyją i pracują w najbardziej wartościowych i pożądanych nieruchomościach, jakie istnieją. Rezydencje, zamki, pałace, dziesięciopiętrowe budowle z przyległymi terenami łowieckimi: w każdym wypadku dyplomaci wejdą do środka, rozejrzą się i powiedzą: „Tak, myślę, że jakoś tu wytrzymam”.

Poprawiliśmy z Bernhardem krawaty, sprawdziliśmy godzinę i wbiegliśmy po schodach prowadzących do głównego wejścia.

— A więc, co mogę dla panów zrobić?

Mówcie-mi-Roger Buchanan miał niewiele ponad pięćdziesiąt lat i osiągnął szczyt swojej kariery w amerykańskiej dyplomacji. Casablanca była jego ostatnią placówką, przebywał w niej od trzech lat i bez wątpienia w zupełności mu ona odpowiadała. Wspaniali ludzie, wspaniały kraj, jedzenie trochę za tłuste, ale poza tym jest po prostu świetnie.

Mówcie-mi-Roger najwyraźniej nie zwolnił tempa mimo diety bogatej w oliwę, ponieważ musiał wyciskać co najmniej sto kilogramów, co przy wzroście sto siedemdziesiąt centymetrów stanowi spore osiągnięcie.

Wymieniliśmy z Bernhardem spojrzenia, unosząc brwi, jakby nie miało większego znaczenia, który z nas przemówił pierwszy.

— Panie Buchanan — zacząłem poważnym tonem — jak wyjaśniliśmy z kolegą w liście, produkujemy najwyższej — jakości rękawice kuchenne, najlepsze, jakie powstają w regionie Afryki Północnej.

Bernhard skinął powoli głową, dając do zrozumienia, że on powiedziałby „na całym świecie”, ale że nie ma to większego znaczenia.

— Posiadamy zakłady wytwórcze w Fezie, Rabacie, a wkrótce planujemy otwarcie placówki tuż pod Marrakeszem. Oferujemy produkt naprawdę wysokiej jakości. Jesteśmy co do tego przekonani. Mógł pan o nim słyszeć, mógł go pan nawet używać, jeżeli należy pan do tak zwanych Nowoczesnych Mężczyzn.

Zarechotałem jak kretyn, a Bernhard i Roger przyłączyli się do mnie. Mężczyźni. Używający rękawic kuchennych. A to dobre. Bernhard podjął opowieść, nachylając się do przodu i przemawiając ze złowieszczym, budzącym szacunek niemieckim akcentem.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)