Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 87
Перейти на страницу:

Pod koniec jednej z takich kolacji znajomy admirał przemysłu, lekko zamroczony kilkoma kieliszkami claretu, opowiedział Woolfowi zasłyszaną plotkę. Plotka była z gatunku nieprawdopodobnych i Woolf oczywiście w nią nie uwierzył. Tak naprawdę go rozbawiła. Tak bardzo, że postanowił powtórzyć ją pewnej bardzo ważnej osobie podczas jednej z regularnych nocnych rozmów telefonicznych. Połączenie zostało przerwane, zanim zdążył dojść do puenty.

W dniu, w którym Aleksander Woolf postanowił stanąć do walki z kompleksem wojskowo-przemysłowym, wszystko się zmieniło. Dla niego, dla jego rodziny i dla jego firmy. Sprawy ulegały zmianie szybko i definitywnie. Zbudzony ze snu kompleks wojskowo-przemysłowy podniósł wielką, leniwą łapę i pacnął go, jakby był jedynie zwykłym człowiekiem.

Anulowali istniejące kontrakty i wycofali się z negocjacji dotyczących przyszłych. Doprowadzili do bankructwa jego dostawców, skłonili do odejścia jego pracowników, oskarżyli go o uchylanie się od płacenia podatków. W ciągu kilku miesięcy wykupili akcje jego firmy i sprzedali je w ciągu kilku godzin, a kiedy to nie zdało egzaminu, oskarżyli go o handel narkotykami. Wyrzucili go nawet z St Regis za to, że nie uzupełnił kawałka darni wyszarpniętego podczas uderzenia.

Aleksander Woolf nie przejmował się niczym, ponieważ wiedział, że doznał objawienia. Sytuacja martwiła jednak jego córkę, a bestia o tym wiedziała. Bestia wiedziała, że językiem ojczystym Aleksandra Woolfa był niemiecki i że wychowano go w wierze w Amerykę; że w wieku siedemnastu lat sprzedawał wieszaki z furgonetki, mieszkając samotnie w suterenie w Lowes w stanie New Hampshirr Po śmierci rodziców nie dostał w spadku nawet dziesięciu dolarów. Tak zaczynał Aleksander Woolf i do takiego życia był gotów wrócić. Aleksander Woolf nie traktował biedy jako czegoś mrocznego i nieznanego, czego należałoby się obawiać. Na żadnym etapie życia.

W przeciwieństwie do Sary. Ona przez całe życie mieszkała w dużych domach z dużymi basenami, jeździła dużymi samochodami i korzystała z wysokiej jakości usług stomatologicznych, a widmo biedy budziło jej śmiertelne przerażenie. Strach przed nieznanym uczynił ją bezbronną, a bestia o tym wiedziała.

Pewien człowiek złożył jej propozycję.

— Co teraz zrobimy? — zapytała.

— Na dziś już wystarczy — odparłem.

Szczękała zębami, co uświadomiło mi, jak długo tam siedzieliśmy. I jak wiele zostało mi jeszcze do zrobienia.

— Lepiej zawiozę cię do domu — powiedziałem, podnosząc się z ławki.

Zamiast wstać razem ze mną, skuliła się jeszcze bardziej z rękami skrzyżowanymi na brzuchu. Wyglądało, jakby cierpiała. Bo cierpiała. Zaczęła mówić niesłychanie cichym głosem i musiałem przykucnąć, aby ją usłyszeć. Im niżej się schylałem, tym bardziej opuszczała głowę, unikając mojego spojrzenia.

— Nie karz mnie — powiedziała. — Nie karz mnie za śmierć ojca, Thomas, ponieważ sama muszę sobie z tym poradzić.

— Nie karzę cię, Saro — odparłem. — Po prostu zawiozę cię do domu, to wszystko.

Podniosła głowę i spojrzała na mnie, a ja zobaczyłem w jej oczach nowy rodzaj strachu.

— Ale dlaczego? — zapytała. — Przecież teraz… możemy zrobić, co tylko zechcemy. Wyjechać, gdzie tylko zechcemy.

Spuściłem wzrok. Jeszcze tego nie rozumiała.

— A gdzie chciałabyś wyjechać? — zapytałem.

— To przecież nie ma znaczenia — powiedziała, jej głos stawał się mocniejszy wraz z rosnącą desperacją. — Chodzi o to, że możemy. Mój Boże, Thomas, wiesz przecież… mieli nad tobą władzę, ponieważ zagrozili, że coś mi zrobią, a jednocześnie mieli władzę nade mną, ponieważ zagrozili, że zrobią coś tobie. Tak to ustawili. Ale to już przeszłość. Możemy odejść. Zniknąć.

Potrząsnąłem głową.

— Obawiam się, że sytuacja się skomplikowała — powiedziałem. — Jeżeli kiedykolwiek było inaczej.

Zamilkłem i przez chwilę zastanawiałem się, ile powinienem jej powiedzieć. W sumie nie powinienem jej mówić nic. Ale pieprzyć to.

— Teraz już nie chodzi tylko o nas. Jeżeli odejdziemy zginą inni ludzie. Przez nas.

— Inni ludzie? — zdziwiła się Sara. — o czym ty mówisz? Jacy inni ludzie?

Uśmiechnąłem się, aby poprawić jej humor, żeby się tak nie bała, a także dlatego, że wszyscy oni stanęli mi przed oczami.

— Saro — powiedziałem. — Ty i ja…

Głos mi się załamał.

— Tak? — zapytała.

Wziąłem głęboki oddech. Nie dało się tego powiedzieć — w inny sposób.

— Musimy zrobić to, co do nas należy — dokończyłem.

Rozdział 23

Lecz nie istnieje ani Wschód, ani Zachód, Granica ani Rasa, ani Pochodzenie, Kiedy twarzą w twarz staną dwaj silni mężczyźni, choćby pochodzili z dwóch krańców ziemi.
Rudyard Kipling

Jeżeli wybieracie się do Casablanki, nie spodziewajcie się, że będzie przypominała Casablankę, którą znacie z filmu.

Jeżeli macie trochę czasu i pozwala wam na to plan podróży, najlepiej w ogóle nie jedźcie do Casablanki.

Ludzie często nazywają Nigerię i sąsiadujące z nią państwa pachą Afryki, co wydaje mi się niesprawiedliwe, ponieważ ludzie, kultura, krajobrazy i piwo są w tamtej części świata pierwszorzędne. Nie da się jednak ukryć, że jeśli w ciemnym pokoju spojrzycie na mapę przez przymrużone oczy, grając w Co Ci Przypomina Ten Fragment Wybrzeża, może się zdarzyć, że powiecie: tak, owszem, Nigeria przypomina nieco kształtem pachę.

Masz pecha, Nigerio.

Jednak jeżeli Nigeria jest pachą, to Maroko jest ramieniem. A jeżeli Maroko jest ramieniem, Casablanca jest dużą, czerwoną, szpetną plamą na ramieniu z rodzaju tych, które pojawiają się o poranku akurat w dniu, w którym postanowiliście udać się na plażę z ukochanym. To — ten rodzaj plamki, który boleśnie ociera się o ramiączko stanika albo o szelki, w zależności od waszych preferencji płciowych; na jej widok obiecujecie sobie, że od dzisiaj na pewno będziecie jeść więcej warzyw.

Casablanca to miasto okazale, rozlegle i przemysłowe, miasto betonowego pyłu i wyziewów z diesla, gdzie w promieniach słońca rzeczy raczej płowieją, niż nasycają się kolorami. Nie ma tam żadnych wartych obejrzenia atrakcji turystycznych, chyba że na myśl o pół milionie ludzi walczących o przeżycie w labiryncie tektury i blachy falistej z ochotą pakujecie walizki i wsiadacie do samolotu. o ile mi wiadomo, nie ma tam nawet jednego muzeum.

Mogliście sobie pomyśleć, że nie lubię Casablanki. Mogliście odnieść wrażenie, że staram się wyperswadować odwiedzenie tego miasta albo podjąć za was decyzję; ale naprawdę nie na tym polega moja rola. Jeżeli jednak, podobnie jak ja, przez cale życie obserwowaliście drzwi barów, restauracji, pubów, hoteli, gabinetów dentystycznych, w których akurat przyszło wam siedzieć, z nadzieją, że Ingrid Bergman wejdzie do środka w zwiewnej kremowej sukience, spojrzy prosto na was, zarumieni się i zafaluje biustem w sposób, który każe wam podziękować Bogu, że życie ma jednak jakiś sens — jeżeli w jakikolwiek sposób ten obraz do was przemawia, to Casablanca cholernie was rozczaruje.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)