Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— To oni nie wylatują na Opad?
— Och, od czasu do czasu. Jeżeli im się chce albo jeżeli ich smoki zbytnio się denerwują… — Pogarda Sharry była niedwuznaczna. Potem zauważyła konsternację na ich twarzach i dodała — Pamiętajcie, że to co się dzieje nie jest winą smoków. I po prawdzie nie wydaje mi się, żeby to nawet była wina jeźdźców. Ale sądzę, że powinni przynajmniej starać się wypełniać swoje obowiązki. Bez wątpienia większość Władców z przeszłości pozostała na północy. Tak więc tych kilku jeźdźców w Południowym psuje opinię wszystkim jeźdźcom smoków. Mimo to… gdyby wyszli chociaż w pół drogi… bylibyśmy pomogli.
— Powinnam się tam udać, tak sądzę — powiedziała Brekke podnosząc się i stając twarzą w kierunku zachodu. — T’kul tylko na wpół jest teraz człowiekiem. Wiem, jakie to jest uczucie… Głos jej zamarł, cała krew odpłynęła z twarzy, kiedy wpatrywała się na zachód, a oczy jej robiły się coraz większe, aż z ust wyrwał jej się okrzyk grozy. — Och, nie! — Ręka jej sama podniosła się do gardła, a ona odwróciła ją dłonią na zewnątrz, jak gdyby odparowując jakiś cios.
— Brekke, co się dzieje? — Sharra skoczyła na nogi i objęta ją ramionami. Ruth zaskomlał i wtulił się w Jaxoma, szukając pociechy.
Ona bardzo się boi. Ona rozmawia z Canthem. On jest nieszczęśliwy. To jest straszne. Drugi smok jest bardzo słaby. Canth jest z nim. Teraz Mnemeth mówi. T’kul bije się z F’larem!
— T’kul walczy z F’larem? — Jaxom oparł się o bark Rutha, żeby się nie przewrócić.
Poruszenie udzieliło się jaszczurkom ognistym, które zaczęły pikować i nurkować, trajkocząc przenikliwie, aż Jaxom zamachał rękami, żeby się uspokoiły.
— To okropne, Jaxomie — zawołała Brekke. — Muszę tam polecieć. Oni chyba muszą orientować się, że T’kul nie odpowiada za to, co robi. Czemu go po prostu nie obezwładnią? Musi w Ista być ktoś, kto ma trochę rozumu! Co robi D’ram? Przyniosę mój rynsztunek do latania. — Pobiegła z powrotem do schronienia.
— Jaxomie — Sharra zwróciła się do niego podnosząc do góry dłoń, błagając, by ją uspokoił. — T’kul nienawidzi F’lara. Słyszałam, jak obwiniał F’lara o wszystko, co tylko się złego wydarzyło w Weyrze Południowym. Jeżeli T’kul stracił smoka, to jest niepoczytalny. On zabije F’lara!
Jaxom przyciągnął dziewczynę do siebie, zastanawiając się, któremu z nich bardziej potrzeba pociechy. T’kul próbuje zabić F’lara? Poprosił Rutha, żeby dobrze się przysłuchiwał.
Nic nie słyszę. Canth jest pomiędzy. Slyszę tylko klopoty. Ramoth frunie…
— Tutaj?
Nie, tam gdzie oni są! Oczy Rutha przybrały głęboki odcień fioletu, oznaczający zmartwienie. Nie podoba mi się to.
— Co, Ruth?
— Och, proszę cię, Jaxomie, co on mówi? Boję się.
— On też. I j a też.
Brekke wróciła przez las, w jednej ręce miała rynsztunek, a w drugiej małą paczuszkę leków na wpół tylko zamkniętą, co groziło, że jej zawartość wysypie się na ziemię. Zatrzymała się, zanim weszła na piasek, zamrugała i zmarszczyła brwi ze zniecierpliwienia i konsternacji.
— Nie mam jak tam polecieć! Canth musi zostać z Ranilthem B’zona. Nie możemy stracić dzisiaj dwóch spiżowych smoków! Rozejrzała się wkoło, jak gdyby na plaży nagle mogło wykiełkować jakieś rozwiązanie jej problemu. Zagryzła dolną wargę, a następnie wykrzyknęła sfrustrowana. — Muszę się tam dostać!
Drugi szok uderzył w Brekke i Jaxoma w tym samym momencie, kiedy Ruth zatrąbił z przerażenia.
— Robinton! — Brekke zatoczyła się i byłaby upadła, gdyby Jaxom nie skoczył jej podtrzymać. — Och nie, tylko nie Robinton? Jak?
Mistrz Harfiarz.
— Nie umarł chyba? — wykrzyknęła Sharra.
Mistrz Harfutrz jest bardzo chory. Oni nie pozwolili mu odejść. Będzie musiał zostać. Tak jak ty zostałeś.
— Zabiorę cię tam, Brekke. Na Ruthu. Niech tylko zbiorę swój rynsztunek.
Obydwie kobiety wyciągnęły ręce, żeby go zatrzymać.
— Nie wolno ci jeszcze latać, Jaxomie. Nie wolno ci polecieć pomiędzy! — Teraz w oczach Brekke malowała się obawa o niego.
— Naprawdę nie możesz, Jaxomie — powiedziała Sharra, potrząsając głową i błagając go oczami. — To zimno pomiędzy… nie jesteś jeszcze na tyle zdrowy. Proszę cię!
One się teraz boją o ciebie, powiedział Ruth wyraźnie stropiony. Bardzo się boją. Nie wiem, dlaczego to ci może zaszkodzić, jak polecisz na mnie, ale może!
— On ma rację, Jaxomie, to by była katastrofa — powiedziała Brekke, a jej ciało zgarbiło się w poczuciu klęski. Ze znużeniem podniosła rękę do głowy i ściągnęła. z niej niepotrzebny już hełm. — Nie wolno ci próbować polecieć w pomiędzy jeszcze co najmniej przez miesiąc albo sześć siedmiodni. Gdybyś to zrobił, mógłbyś do końca życia cierpieć na ból głowy, a być może nawet… oślepnąć…
— Skąd wiesz? — zapytał Jaxom, walcząc z wściekłością, że trzymano go w nieświadomości co do takich ograniczeń i z frustracją, że nie jest w stanie pomóc ani Brekke, ani Harfiarzowi.
— Ja to wiem — powiedziała Sharra, odwracając Jaxoma twarzą do siebie. — Jeden ze smoczych jeźdźców w Południowym zapadł na płomienną grypę. Nie wiedzieliśmy o niebezpieczeństwach związanych z lataniem pomiędzy. Najpierw oślepł. Potem oszalał z bólu głowy i… umarł. Jego smok też. — Głos jej się załamał, kiedy przypomniała sobie tę tragedię, a oczy zaszły łzami.
Jaxom tylko wpatrywał się w nią, jak ogłuszony.
— Czemu mi o tym wcześniej nie powiedziano?
— Nie było powodu — powiedziała Sharra, ciągle patrząc mu w oczy, błagając go wzrokiem, żeby zrozumiał. — Z dnia na dzień byłeś coraz mocniejszy. Zanim zdałbyś sobie sprawę, że takie ograniczenie istnieje, uprzedzanie cię o tym mogło w ogóle stać się zbyteczne.
— Jeszcze ze cztery czy sześć siedmiodni? — Zmełł te słowa w ustach, świadom, że zaciska pięści i że bolą go mięśnie szczęk z wysiłku; próbował opanować wściekłość.
Sharra skinęła powoli głową, z twarzą bez wyrazu.
Jaxom głęboko wciągnął powietrze, na siłę tłumiąc emocje.
— To dosyć niezręczna sytuacja, czyż nie, bo akurat teraz potrzebny nam jest smoczy jeździec.
Spojrzał w kierunku Brekke. Głowę miała zwróconą nieco na zachód. Jaxom wyczuwał jej pragnienie, by znaleźć się tam, gdzie była pilnie potrzebna, wyczuwał, jak powstrzymuje się przed zażądaniem pomocy od Cantha, który był potrzebny gdzie indziej.
— Mamy przecież smoczego jeźdźca! — zawołał, krzycząc z radości. — Ruth, czy zabierzesz Brekke do Isty beze mnie?
Zabrałbym Brekke wszędzie.
Mały biały smok podniósł głowę, jego oczy szybko wirowały, kiedy postąpił krok naprzód w stronę Brekke.
Z twarzy Brekke w cudowny sposób ustąpiły smutek i bezradność.
— Och, Jaxomie, czy naprawdę pozwoliłbyś mi na to? — Zapytała bez tchu i dobrze mu się odpłaciła tą swoją bezgraniczną wdzięcznością.
Wziął ją za ramię ponaglając.
— Musisz polecieć. Jeżeli Mistrz Robinton… — Jaxom zakrztusił się resztą tego zdania, sama myśl ścisnęła mu gardło.
— Och, dziękuję ci, Jaxomie, dziękuję ci, Ruth. — Brekke niezręcznie zapinała pasek przy hełmie.