Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 167
Перейти на страницу:

— Niech cię zaraza z tą twoją łaciną — jęknął d’Artagnan, czując, że jest u kresu sił.

— Do widzenia, mój synu, do jutra — rzekł proboszcz.

— Do jutra, młody wietrzniku — powiedział jezuita — zapowiadasz się na jedną z gwiazd Kościoła; niechaj nieba sprawią, żeby światło tej gwiazdy nie było trawiącym ogniem.

D’Artagnan, który przez godzinę z niecierpliwością obgryzał paznokcie, zaczął się już zabierać do palców.

Dwaj kapłani w czerni wstali, skłonili się Aramisowi i d’Artagnanowi i skierowali się ku drzwiom. Bazin, który stał przy drzwiach i słuchał tej dysputy z pobożną radością, podskoczył ku drzwiom, wziął brewiarz proboszcza, mszał jezuity i torując im drogę ruszył przed nimi z wielkim szacunkiem.

Aramis odprowadził księży na dół i wrócił zaraz do d’Artagnana, który był wciąż jeszcze jak we śnie.

Przyjaciele przez pewien czas milczeli zakłopotani: jednak któryś z nich musiał przerwać tę ciszę pierwszy, a że d’Artagnan nie bardzo się kwapił, Aramis rzekł w te słowa:

— Jak widzisz, wróciłem do moich dawnych zamiarów.

— Tak, doznałeś skutecznej łaski, jak mówił ten ksiądz przed chwilą.

— O, myślałem o klasztorze od dawna; słyszałeś przecie, że mówiłem o tym, prawda, mój przyjacielu?

— Tak, ale przypuszczałem, że żartujesz.

— Żartować w tych sprawach! Och, d’Artagnanie!

— Do licha, nieźle żartuje się ze śmiercią!

— Bardzo źle, d’Artagnanie, ponieważ śmierć jest bramą, wiodącą do zguby lub do zbawienia.

— Zgoda, ale jeśli łaska, nie rozprawiajmy o teologii, Aramisie; powinieneś mieć tego dosyć na resztę dnia. Co do mnie, niemal całkiem zapomniałem łaciny, a nigdy nie znałem jej dobrze, poza tym, muszę ci wyznać, nie jadłem od dziesiątej rano i jestem głodny jak wilk.

— Wkrótce zjemy kolację, drogi przyjacielu, zapamiętaj jednak, że dziś jest piątek, a więc dzień, kiedy nie mogę ani jeść, ani patrzeć na mięso. Jeśli zechcesz się zadowolić moim obiadem, proszę cię bardzo, składa się z gotowanej zieleniny i owoców.

— Co rozumiesz przez zieleninę? — zapytał d’Artagnan z niepokojem.

— Szpinak — wyjaśnił Aramis — ale ze względu na ciebie dodam jaja, choć jest to poważne naruszenie reguły, jako że jaja to mięso, skoro z jaja wykrawa się kurczę.

— Uczta nie będzie nazbyt obfita, ale mniejsza o to, przystaję, żeby zostać z tobą.

— Wdzięczny ci jestem za poświęcenie — rzekł Aramis — i jeśli ten posiłek nie przyniesie pożytku twemu ciału, bez wątpienia będzie pożyteczny dla twej duszy.

— A zatem, Aramisie, wstępujesz do zakonu. Co powiedzą twoi przyjaciele, co powie pan de Tréville? Uprzedzam, że uznają cię za dezertera.

— Rzecz wygląda nieco inaczej, wracam do Kościoła. Porzuciłem Kościół dla świata, wiesz bowiem dobrze, że zadałem sobie gwałt wkładając opończę muszkietera.

— Nic o tym nie wiem.

— Nie wiesz, jak porzuciłem seminarium?

— Nic zgoła.

— Oto moja historia. Zresztą Pismo Święte powiada: “Spowiadajcie się jedni przed drugimi”, spowiadam się więc przed tobą, d’Artagnanie.

— A ja daję ci z góry rozgrzeszenie; sam widzisz, że jestem poczciwym człowiekiem.

— Nie pokpiwaj sobie z rzeczy świętych, mój przyjacielu.

— Mów, słucham cię.

— Byłem w seminarium od dziewiątego roku życia, miałem skończyć za trzy dni dwadzieścia lat i zostać księdzem, wszystko już było ułożone. Pewnego dnia, kiedy udałem się jak zawsze do domu, gdzie bywałem z przyjemnością — cóż, jest się młodym, jest się słabym — pewien oficer, który patrzył zawistnym okiem, że czytam “Żywoty Świętych” pani domu, wszedł nagle i bez oznajmienia. Właśnie tego wieczora przełożyłem epizod o Judycie i czytałem moje wiersze damie, a ona nie szczędziła mi pochwał i wsparta o moje ramię odczytywała je na nowo wraz ze mną. Jej poza, nieco swobodna, muszę przyznać, nie spodobała się oficerowi; nie powiedział nic, ale kiedy wychodziłem, poszedł za mną i rzekł

— Mój księże, czy lubisz kije?

— Nie potrafię odpowiedzieć — rzekłem — bo jak dotychczas nikt jeszcze nie ośmielił się mnie uderzyć.

— Zapamiętaj więc sobie, mój księże, że jeśli pojawisz się raz jeszcze w domu, gdzie spotkałem cię dzisiaj, ja się ośmielę.

Myślę, że przeląkłem się; zbladłem mocno, czułem, że nogi uginają się pode mną, szukałem odpowiedzi, ale jej nie znalazłem i nie powiedziałem ani słowa.

Oficer czekał na odpowiedź i widząc, że milczę, zaczął się śmiać, odwrócił się do mnie plecami i Wszedł do domu. Ja wróciłem do seminarium.

Jestem z dobrej szlachty i krew mam gorącą, jak to mogłeś zauważyć, drogi d’Artagnanie; zniewaga była straszna i choć nikt jej nie słyszał, czułem ją w głębi serca. Powiedziałem przełożonym, że nie czuję się dostatecznie przygotowany do święceń, i na moje żądanie odłożono ceremonię na rok. Udałem się wówczas do najlepszego fechtmistrza w Paryżu, umówiłem się, że codziennie będę brał u niego lekcje, i istotnie brałem je co dzień przez rok. Za czym w rocznicę tego dnia, kiedy zostałem znieważony, powiesiłem sutannę na kołku, włożyłem strój kawalerski i udałem się na bal do znajomej damy, gdzie spodziewałem się spotkać mego wroga. Było to przy ulicy Francs-Bourgeois[*], obok La Force[*]. Mój oficer tam był; podszedłem do niego, kiedy śpiewał rzewną pieśń miłosną spoglądając czule na pewną damę, i przerwałem mu w samym środku drugiej zwrotki.

— Panie — powiedziałem — czy wciąż nie podoba się panu, bym bywał w pewnym domu przy ulicy Payenne[*], i czy wciąż masz ochotę dać mi kije, gdybym zechciał cię nie usłuchać?

Oficer spojrzał na mnie ze zdumieniem, potem powiedział:

— Czego pan sobie życzy, panie? Nie znam pana.

— Jestem — odparłem — owym księżykiem, który czytał “Żywoty Świętych” i tłumaczył Judytę wierszem.

— Ach tak? Przypominam sobie — rzekł oficer z kpiną — czegóż pan chce ode mnie?

— Chcę, żebyś zechciał wyjść ze mną na chwilę.

— Jutro rano, jeśli to panu dogadza, z największą przyjemnością.

— Nie jutro rano, ale natychmiast, jeśli łaska,

— Jeśli pan tego żąda...

— Tak, żądam tego.

— Wyjdźmy zatem, a panie niechaj sobie nie przeszkadzają — powiedział oficer. — Trzeba mi tylko chwilki, by zabić tego pana, wrócę zaraz skończyć ostatnią zwrotkę.

Wyszliśmy.

— Zaprowadziłem go na ulicę Payenne, na to samo miejsce, gdzie przed rokiem o tej samej godzinie powiedział mi owe miłe słowa, które ci powtórzyłem. Była cudowna noc księżycowa. Wzięliśmy szpady do ręki i przy pierwszym złożeniu zadałem mu cios śmiertelny.

— Do licha! — rzekł d’Artagnan.

— Ale — ciągnął Aramis — jako że śpiewak nie powrócił do dam i znaleziono go przy ulicy Payenne przebitego szpadą, pomyślano, że to dzieło mojej ręki, i zrobił się huczek. Musiałem więc na pewien czas wyrzec się sutanny. Atos, którego poznałem podówczas, i Portos, który poza lekcjami fechtunku nauczył mnie kilku zacnych pchnięć, skłonili mnie, bym wstąpił do muszkieterów. Król bardzo lubił mego ojca, zabitego przy oblężeniu Arras, zaszczycono mnie więc opończą muszkietera. Rozumiesz teraz, że dziś jest właściwa chwila, bym powrócił na łono Kościoła.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)