Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 96
Перейти на страницу:

Zapytałem jednego z pasażerów mojej rangi, ile czasu potrzeba, aby dotrzeć do tronu.

— Nie wiem — padła odpowiedź. — Nie wybieram się aż tak daleko.

Ta dusza miała wygląd kobiety w średnim wieku i sprawiała wrażenie przyjaznej, toteż postanowiłem nawiązać rozmowę w sposób typowy.

— To akcent z Kansas, prawda?

Uśmiechnęła się:

— Nie sądzę. Urodziłam się we Flandrii.

— Naprawdę? Mówi pani po angielsku bardzo dobrze.

— W ogóle nie znam angielskiego — odparła potrząsając głową.

— Ale…

— Wiem o tym. Musiał pan przybyć niedawno. Niebo jest wolne od przekleństwa Wieży Babel. Tutaj nigdy nie doszło do pomieszania języków. Na szczęście dla mnie, bo nigdy nie miałam do nich zdolności, co przed śmiercią stanowiło dla mnie nie lada utrapienie. Tu już tak nie jest.

Spojrzała na mnie z zainteresowaniem.

— Czy można spytać, gdzie pan umarł i w jakim okresie?

— W ogóle nie umarłem — odrzekłem. — Zostałem uniesiony żywcem w zachwyceniu.

Jej oczy rozszerzyły się.

— Och, to wspaniale! Musi pan być bardzo świętym człowiekiem.

— Nie wydaje mi się. Dlaczego tak pani sądzi?

— Zachwycenie nadejdzie — nadeszło? — bez uprzedzenia. Tak przynajmniej mnie uczono.

— To prawda.

— Tak więc bez uprzedzenia, bez czasu na spowiedź, bez kapłana, który by panu pomógł… był pan przygotowany! Równie wolny od grzechu jak Matka Boska. Poszedł pan prosto do nieba. Musi pan być świętym. Tak też pomyślałam, gdy dostrzegłam pański strój — dodała — ponieważ święci, a zwłaszcza męczennicy, często ubierają się tak samo, jak robili to na Ziemi. Widziałam, że nie nosi pan swojej aureoli świętego, ale to pańskie prawo. — Spojrzała na mnie z nagłym zawstydzeniem. — Czy zechce mnie pan pobłogosławić? Czyż nie pozwalam sobie na zbyt wiele?

— Siostro, nie jestem świętym.

— Czy nie udzieli mi pan swego błogosławieństwa?

(Drogi Jezu, jak mogło mi się to przytrafić?)

— Choć słyszałaś, iż, o ile wiem i jak mi się wydaje, nie jestem świętym, nadal pragniesz, abym cię pobłogosławił?

— Jeśli raczysz… święty ojcze.

— Proszę bardzo. Odwróć się i opuść nieco głowę…

Zamiast tego odwróciła się całkowicie i opadła na kolana. Położyłem rękę na jej głowie.

— Prawem nadanym mi jako wyświęconemu kapłanowi jedynego prawdziwego powszechnego kościoła Jezusa Chrystusa Syna Boga Ojca i mocą Ducha Świętego błogosławię tę oto siostrę w Chrystusie. Niech tak się stanie!

Usłyszałem wokół nas głosy powtarzające — Amen!

Mieliśmy całkiem spore audytorium. Poczułem się zawstydzony. Nie byłem pewien, i nadal nie jestem, czy posiadam jakiekolwiek uprawnienia, aby udzielać błogosławieństw w samym niebie. Lecz ta miła kobieta prosiła mnie o to i nie mogłem jej odmówić. Spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

— Wiedziałam to! Wiedziałam!

— Co takiego?

— Że jest pan świętym! Teraz ją pan ma!

Pytałem w kółko:

— Co takiego mam? — Gdyż wydarzył się drobny cud. Nagle ujrzałem siebie jakby z zewnątrz: pomięte i brudne spodnie koloru khaki, wojskowa koszula z demobilu z ciemnymi plamami potu pod pachami i wypukłością w lewej kieszeni na piersi, gdzie tkwiła maszynka do golenia, a do tego trzydniowy zarost i dawno niestrzyżone włosy… a nad moją głową aureola wielkości wanny, lśniąca i mieniąca się iskrami.

— Wstań z klęczek — powiedziałem. — Wszyscy na nas patrzą!

— Tak, ojcze. Nie powinien pan siedzieć z tyłu — dodała.

— Sam będę o tym decydował, córko. Opowiedz mi teraz o sobie!

Gdy ponownie usiadła w fotelu, rozejrzałem się wokoło, przyciągając uwagę anioła, który siedział samotnie z przodu. Anioł skinął (skinęła) na mnie, abym podszedł do niego (niej).

Miałem już dosyć arogancji aniołów, więc z początku zignorowałem ten gest. Wszyscy jednak to widzieli, choć udawali, że nie widzą, a moja pełna nabożności towarzyszka szepnęła do mnie w podnieceniu:

— Mój święty panie, pan anioł chce z panem mówić.

Poddałem się — po trosze dlatego, że było to łatwiejsze, a po trosze dlatego, że chciałem zadać aniołowi pytanie. Wstałem i przeszedłem do przedniej części rydwanu.

— Chciał pan czegoś ode mnie?

— Tak jest. Znasz zasady. Anioły z przodu, stworzenia z tyłu, święci pośrodku. Jeśli siedzisz z tyłu razem ze stworzeniami, uczysz je złych manier. W jaki sposób chcesz zachować swe przywileje świętego, jeśli będziesz łamać protokół? Niech to się już nie powtórzy!

Przyszło mi do głowy kilka odpowiedzi, z których żadna nie miała niebiańskiego charakteru. Zamiast zripostować, bąknąłem:

— Czy mogę zadać panu pytanie?

— Proszę bardzo.

— Ile czasu upłynie, zanim ten autobus dotrze do rzeki wypływającej spod tronu?

— Po co o to pytasz? Masz przed sobą całą wieczność.

— Czy to znaczy, że pan nie wie, czy też nie chce mi powiedzieć?

— Siadaj na swoim miejscu! Natychmiast!

Wróciłem na tył rydwanu, próbując odnaleźć tam miejsce, lecz stworzenia przesunęły się tak, że nie miałem gdzie usiąść. Nikt nie odezwał się ani słowem. Unikali mojego spojrzenia, lecz było oczywiste, że nikt nie wspomoże mnie w przeciwstawieniu się autorytetowi anioła. Westchnąłem i usiadłem w środku, w samotnym splendorze, ponieważ byłem jedynym świętym w pojeździe. O ile rzeczywiście nim byłem.

Nie wiem, ile czasu upłynęło, zanim dotarliśmy do tronu. W niebie oświetlenie nigdy się nie zmienia, podobnie jak pogoda, a zegarka nie miałem. Była to po prostu długa nudna podróż. Nudna? Tak jest.

Wspaniały pałac zbudowany z drogich kamieni stanowi cudowny widok. Tuzin pałaców zbudowanych z drogich kamieni może stanowić tuzin cudownych widoków, każdy inny od poprzedniego. Ale sto mil zabudowanych takimi pałacami) może cię skutecznie uśpić, a sześćset mil pałacowych wspaniałości to śmiertelna nuda. Zacząłem rozglądać się za składem używanych samochodów, śmietnikiem, czy (najlepiej) kawałkiem zielonej nie zabudowanej przestrzeni.

Nowe Jeruzalem jest miastem cudownie pięknym. Jestem gotów to poświadczyć. Ta długa podróż nauczyła mnie jednak, jakie korzyści płyną z brzydoty.

Nigdy się nie dowiedziałem, kto zaprojektował Miasto Święte. Jest oczywiste, że Bóg musiał zatwierdzić projekt i plany budowy. Lecz Biblia nigdzie nie wymienia architekta (architektów) ani budowniczego (budowniczych). Masoni mówią o „Wielkim Architekcie”, mając na myśli Jehowę, lecz w Biblii nie znajdziecie o nim najmniejszej wzmianki. Pewnego razu zapytałem anioła, kto zaprojektował to miasto. Nie spojrzał na mnie z pogardą z powodu mej ignorancji, ani mnie nie zbeształ. Wydawał się niezdolny do zrozumienia tego pytania. Sam jednak nadal rozważam ten problem: Czy Bóg stworzył (zaplanował i zbudował) Miasto Święte osobiście, aż po najdrobniejsze zwieńczenie z klejnotów, czy też zlecił to zadanie swoim podwładnym?

Czyjkolwiek jednak jest to projekt, Miasto Święte ma, moim zdaniem, jedną wielką wadę — nie mówcie, że roszczenie prawa do sądzenia Bożych planów to bluźnierstwo — ale uważam, że Pan o czymś zapomniał.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)