Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Maszynka do golenia. Służy po to, by zgolić z twarzy tę paskudną brodę.
— Doprawdy? Gdyby Pan w swej mądrości zapragnął, żeby jego stworzenia płci męskiej nie miały włosów na twarzy, stworzyłby je gładkimi. Pozwól, niech to wyrzucę!
Sięgnął (sięgnęła) po moją maszynkę. Cofnąłem rękę.
— O nie, nic z tego! Gdzie jest ta budka informacyjna?
— W lewą stronę. Sześćset sześćdziesiąt mil stąd.
Prychnął (prychnęła) nosem.
Odwróciłem się wściekły. Biurokracja. Nawet w niebie. Nie zadawałem już więcej pytań, ponieważ dostrzegłem ukryty sens tego, co usłyszałem. Sześćset sześćdziesiąt mil to cyfra, którą przypominałem sobie z naszej wycieczki — dokładna odległość od bramy wejściowej (jak Brama Asera, przy której się znajdowałem) do centrum nieba, to jest wielkiego białego tronu Pana Boga Jehowy, Boga Ojca. Anioł chciał (chciała) mi powiedzieć, niezbyt oględnie, że jeśli nie podoba mi się sposób, w jaki mnie traktują, mogę się udać ze skargą do samego Szefa, czyli, innymi słowy, usłyszałem: „Spływaj!”
Zabrałem swoje dokumenty i odszedłem, rozglądając się za jakimś innym przedstawicielem władz.
Ten, kto zorganizował całą tę imprezę — Gabriel, Michał, czy ktokolwiek inny, przewidział, że wkoło będzie się kręciło mnóstwo zaambarasowanych stworzeń dotkniętych kłopotami, do których rozwiązania system nie był przystosowany. Wśród tłumu znajdowały się więc liczne cheruby. Nie wyobrażajcie sobie czegoś z obrazu Michała Anioła lub Luca delia Robii, to nie były „bambinos” z dołeczkami na kolanach, lecz osoby o półtorej stopy wyższe niż my, nowo przybyli. Wyglądały jak anioły, ale miały małe skrzydełka cherubów i tabliczkę z napisem: „PERSONEL”.
A może to rzeczywiście były anioły. Nigdy nie byłem pewien, jakie są różnice pomiędzy aniołami, cherubinami, serafinami i tak dalej. Biblia uważa, że są to tak oczywiste sprawy, iż nie ma potrzeby o nich mówić. Papiści wyróżniają dziewięć różnych klas aniołów! Na jakiej podstawie? W Księdze tego nie ma!
Sam stwierdziłem, że w niebie istnieją tylko dwie odrębne klasy — anioły i ludzie. Anioły uważają się za coś lepszego i okazują ci to bez wahania. Istotnie mają wyższą pozycję, władzę i przywileje. Zbawieni są obywatelami drugiej kategorii. W całym protestantyzmie — a może i wśród papistów — istnieje wyobrażenie, że zbawiona dusza będzie praktycznie siedzieć na kolanach Boga. Nic z tych rzeczy! Gdy zostajesz zbawiony i idziesz do nieba, stwierdzasz natychmiast, że jesteś tu nowy i znajdujesz się na samym dole drabiny.
Zbawiona dusza w niebie ma mniej więcej taką pozycję społeczną, jak czarnuch w Arkansas. I to właśnie anioły przypominają ci o tym na każdym kroku.
Nigdy nie spotkałem anioła, którego bym polubił.
Przyczyną tego są uczucia, jakie żywią do nas. Spójrzmy na to z anielskiego punktu widzenia. Według Daniela w niebie mieszka sto milionów aniołów. Przed zmartwychwstaniem i zachwyceniem niebo musiało być miłym, pustym miejscem, w którym łatwo było o dobrą posadę. Trochę pracy w charakterze wysłannika, a trochę w chórze, od czasu do czasu jakiś rytuał. Jestem pewien, że aniołom się to podobało.
I nagle pojawił się wielki tłum imigrantów — wiele milionów (miliardów?) Niektórzy z nich nie wiedzą nawet, gdzie się można załatwić. Wszystkimi trzeba się opiekować. Po niezliczonych eonach błogiej egzystencji anioły nagle stwierdziły, że muszą pracować w nadgodzinach, kierując czymś, co w praktyce jest jednym gigantycznym sierocińcem. Nic dziwnego, że nas nie lubią.
Mimo to… ja też ich nie lubię. Snoby!
Odnalazłem cherubina (anioła?) z tabliczką z napisem „PERSONEL” i zapytałem go o drogę do najbliższej budki informacyjnej.
— Sześć tysięcy furlongów wzdłuż bulwaru. Stoi przy rzece wypływającej spod tronu.
Spojrzałem w tamtym kierunku. Z tej odległości Bóg Ojciec na swym tronie wyglądał jak wschodzące słońce.
— Sześć tysięcy furlongów to ponad sześćset mil. Czy nie ma żadnej budki w pobliżu?
— Stworzenie, to ma swój sens. Gdybyśmy umieścili budkę na każdym rogu, wokół wszystkich kręciłyby się tłumy, zadając głupie pytania. Urządzono to tak, żeby stworzeniu nie chciało się zadawać sobie aż takiego trudu, chyba że pragnie otrzymać odpowiedź na naprawdę ważne pytanie.
Logiczne. I wkurzające. Stwierdziłem, że ponownie opanowały mnie myśli, które w tym miejscu były niestosowne. Zawsze wyobrażałem sobie, że niebo jest miejscem zapewniającym wszystkim błogostan, a nie pełnym tych samych głupich przeszkód, jakie tak często spotykamy na Ziemi. Policzyłem do dziesięciu po angielsku, a potem po łacinie.
— Jak długo trzeba tam lecieć? Czy istnieje ograniczenie prędkości?
— Nie wyobrażasz sobie chyba, że będzie ci wolno tu latać?
— Czemu nie? Nie dalej jak dzisiaj przyleciałem tutaj, a potem obleciałem miasto wokoło.
— Tak ci się tylko zdawało. W rzeczywistości wszystkim kierował dowódca waszej kohorty. Stworzenie, pozwól, że udzielę ci rady, która zaoszczędzi ci kłopotów. Kiedy dostaniesz już swoje skrzydła, jeśli w ogóle ci je dadzą, nigdy nie próbuj latać nad Miastem Świętym. Sprowadzą cię na ziemię tak szybko, aż cię zęby zabolą i odbiorą ci skrzydła.
— Dlaczego?
— Dlatego, że nie masz do tego uprawnień. Wy, nowi przybysze, ledwie się tu pokazaliście, a już myślicie, że to miejsce jest waszą własnością. Wyrzeźbilibyście swoje inicjały na samym tronie, gdyby pozwolono się wam do niego zbliżyć. Pozwól, niech cię oświecę. W niebie obowiązuje tylko jedna zasada — UZOR. Rozumiesz, co to znaczy?
— Nie — odparłem niezupełnie zgodnie z prawdą.
— Więc słuchaj i ucz się. Możesz zapomnieć o Dziesięciorgu Przykazań. Tutaj tylko dwa czy trzy z nich mają zastosowanie i przekonasz się, że nie zdołasz ich złamać, choćbyś nawet próbował. Złota reguła obowiązująca w całym niebie brzmi: „Uprawnienia Zależą od Rangi”. W tym gronie jesteś świeżym rekrutem w Armii Bożej, z najniższą rangą, jaka jest możliwa. I z najniższymi uprawnieniami. W gruncie rzeczy jedynym twoim uprawnieniem, jakie sobie przypominam, jest fakt, że masz prawo być tutaj. Pan w Swej nieskończonej mądrości postanowił, że masz prawo wstępu do Miasta Świętego. Na tym jednak koniec. Bądź grzeczny, a pozwolą ci tu pozostać. Wracając do zasad ruchu drogowego, o które pytałeś. Anioły i tylko anioły latają nad Miastem Świętym. Gdy są na służbie i podczas uroczystości. Ty nie jesteś aniołem. Nie staniesz się nim, nawet jeśli dadzą ci skrzydła. Zwracam na to uwagę, ponieważ zaskakująca liczba was — stworzeń przybyła do nieba żywiąc iluzję, że dostanie się tutaj automatycznie zmienia stworzenie w anioła. To nie jest możliwe. Stworzenia nigdy nie mogą zostać aniołami. Niektóre zostają świętymi, choć zdarza się to rzadko. Aniołami nigdy.
Policzyłem wstecz od dziesięciu po hebrajsku.
— Chciałbym jednak dostać się do tej budki informacyjnej. Skoro nie wolno mi latać, jak mam to uczynić?
— Dlaczego nie spytałeś o to od razu? Pojedź autobusem.
Po jakimś czasie siedziałem w autobusie — rydwanie należącym do Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego Miasta Świętego, który toczył się z turkotem w kierunku odległego tronu. Rydwan był otwarty, miał kształt łodzi. Wejście znajdowało się z tyłu. Nie dostrzegłem żadnego widocznego źródła napędu, ani szofera czy konduktora. Pojazd zatrzymywał się na oznakowanych przystankach. W ten sposób udało mi się do niego wsiąść. Nie zdołałem ustalić, w jaki sposób się go zatrzymuje.
Najwyraźniej mieszkańcy korzystali z tego środka lokomocji, (z wyjątkiem ważnych osobistości, którym przysługiwały prywatne rydwany). Nawet anioły. Większość pasażerów stanowili ludzie odziani w konwencjonalną biel i noszący zwykłe aureole. Niektórzy z nich nosili jednak kostiumy z różnych epok, a nad głowami większe i ładniejsze aureole. Zauważyłem, że anioły odnosiły się stosunkowo uprzejmie do stworzeń z ładniejszymi aureolami, lecz nie siadały pośród nich. Anioły zajmowały miejsca z przodu pojazdu, ci uprzywilejowani ludzie w środku, a szara masa (wraz z niżej podpisanym) z tyłu.