Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 96
Перейти на страницу:

— Rozumiem, święty. Masz prawo złożyć skargę na Khromitycinel. Z drugiej strony jednak mógłbym skorzystać z tego nadajnika, aby zadać pytanie w twoim imieniu.

— Myślę, że tak będzie lepiej.

— Ja też. Na dłuższą metę. Dla ciebie. Rozumiesz, co mam na myśli?

— Rozumiem.

— Zanim jednak połączę się z tą spółdzielnią, upewnijmy się w urzędzie świętego Piotra, czy twoja żona w ogóle tu przybyła. Kiedy umarła?

— W ogóle nie umarła. Została uniesiona w zachwyceniu, podobnie jak ja.

— Aha. To znaczy, że łatwo będzie to sprawdzić. Nie będzie trzeba grzebać w starych archiwach. Pełne nazwisko, wiek, płeć, jeśli ją posiada, miejsce i data… nie, tego nie potrzeba. Na początek pełne nazwisko.

— Margrethe Svensdatter Gunderson.

— Lepiej to przeliteruj.

Tak też zrobiłem.

— Na razie to wystarczy. O ile w biurze Piotra znają ortografię. Nie możesz zaczekać tutaj. Nie mamy poczekalni. Tam po drugiej stronie jest mała restauracja. Czy widzisz szyld?

— „Święta Krowa”?

— Tak jest. Mają tam dobrą kuchnię, o ile jesz. Zaczekaj tam! Powiadomimy cię.

— Dziękuję!

— Do usług. — Spojrzała ponownie na moje papiery, zanim mi je oddała. — Święty Aleksandrze Hergensheimer.

„Święta Krowa” wyglądała najbardziej swojsko ze wszystkiego, co widziałem od chwili zachwycenia. Był to mały schludny lokal, który mógłby się znajdować w Saint Louis czy Denver. Wszedłem do środka. Wysoki czarnuch, którego kucharska czapa wystawała mu nad aureolę, stał nad rusztem odwrócony do mnie tyłem. Usiadłem za barem i chrząknąłem znacząco.

— Zaczekaj momencik. — Dokończył robotę i odwrócił się. — Czym mogę… proszę bardzo! Co panu przygotować, święty? Proszę tylko podać nazwę!

— Luke! Cieszę się, że cię widzę!

Przyjrzał mi się:

— Czy my się znamy?

— Nie pamiętasz mnie? Pracowałem u ciebie. „U Rona” Nowales. Alec. Zmywałem naczynia.

Przyjrzał mi się ponownie i westchnął głęboko:

— Naprawdę cię nie poznałem… święty Alecu.

— Dla przyjaciół jestem Alec. To jakaś pomyłka w administracji, Luke. Kiedy się połapią, zmienią mi tę odświętną ozdobę na zwykłą aureolę.

— Śmiem wątpić, święty Alecu. W niebie nie zdarzają się pomyłki! Hej! Albert! Stań za ladą! Mój przyjaciel święty Alec i ja posiedzimy razem w jadalni. Albert to mój szef kuchni.

Ścisnąłem dłoń małemu tłustemu człowieczkowi, który wyglądał niemal jak karykatura francuskiego kucharza. Oprócz aureoli miał na głowie kapelusz „Cordon Bleu”. Następnie Luke i ja przeszliśmy przez boczne drzwi do małej jadalni i usiedliśmy przy stole. Wkrótce dołączyła do nas kelnerka i wtedy przeżyłem następny szok.

— Hazel, chcę, żebyś poznała mojego starego kumpla, świętego Aleca — oznajmił Luke. — Prowadziliśmy razem interes. Hazel jest kelnerką w „Świętej Krowie”.

— Zmywałem u Luke’a naczynia — wyjaśniłem jej. — Hazel, jak cudownie cię spotkać!

Wstałem, aby uścisnąć jej dłoń, lecz zmieniłem zdanie i objąłem ją.

Uśmiechnęła się do mnie. Nie wyglądała na zaskoczoną.

— Witaj, Alec! Teraz święty Alec! To mnie nie dziwi.

— Mnie dziwi. To pomyłka.

— W niebie nie zdarzają się pomyłki. Gdzie Margie? Czy nadal żyje na Ziemi?

— Nie.

Wyjaśniłem jej, w jakich okolicznościach zostaliśmy rozdzieleni. — Tak więc czekam tu na wiadomość.

— Na pewno ją znajdziesz.

Obdarzyła mnie pośpiesznym, lecz ciepłym pocałunkiem, co przypomniało mi o moim czterodniowym zaroście. Posadziłem ją na krześle, po czym sam usiadłem wraz z dwojgiem moich przyjaciół.

— Na pewno odnajdziesz ją szybko, ponieważ obiecano nam to i obietnica ta jest ściśle realizowana. Połączenie się w niebie z tymi, których kochamy. „Zbierzmy się u brzegów rzeki” — rzeczywiście jest tu rzeka, zaraz za naszymi drzwiami. Steve — święty Alecu, czy pamiętasz Steve’a? Był z tobą i Margie, gdy się spotkaliśmy.

— Jak mógłbym go zapomnieć? Kupił nam obiad i dał nam złotą dziesięciodolarówkę, gdy byliśmy spłukani. Jak mógłbym go nie pamiętać!

— Cieszę się, że to mówisz… dlatego, iż Steve uważa, że zawdzięcza tobie swe nawrócenie — powtórne narodziny, dzięki którym dostał się do nieba. Rozumiesz, Steve poległ na równinie Megiddo, a ja też zginęłam na wojnie, hmm, około pięciu lat po tym, jak was spotkaliśmy.

— Pięciu lat?

— Tak. Zabili mnie zaraz na początku wojny. Steve dotrwał aż do Armageddonu…

— Hazel… minęło niewiele ponad miesiąc od chwili, gdy Steve kupił nam ten obiad w Rimrock.

— To logiczne. Zostałeś uniesiony w zachwyceniu, które zapoczątkowało wojnę. Spędziłeś więc lata wojny w powietrzu, co sprawia, że Steve i ja dotarliśmy tu przed tobą, mimo że ty wyruszyłeś wcześniej. Możesz podyskutować o tym ze Steve’em. On za chwilę wróci. Muszę dodać, że jestem teraz jego konkubiną, byłabym jego żoną, ale tu nikt się nie żeni ani nie wychodzi za mąż. W każdym razie Steve wrócił do armii, gdy wybuchła wojna i dosłużył się stopnia kapitana, zanim go zabili. Jego jednostka wylądowała w Hajfie i Steve zginął, walcząc za Pana w samym szczycie Armageddonu. Jestem z niego naprawdę dumna.

— I słusznie. Luke, czy ty też zginąłeś na wojnie?

Luke uśmiechnął się szeroko.

— Nie, święty Alecu. Powiesili mnie.

— Nie żartuj!

— Nie żartuję. Powiesili mnie i już. Pamiętasz, jak rzuciłeś u mnie pracę?

— Nie rzuciłem pracy. Zdarzył się cud. W ten sposób poznałem Hazel i Steve’a.

— Hmm… wiesz o cudach więcej niż ja. W każdym razie potrzebny był nam szybko następny pomywacz i musieliśmy przyjąć Meksykańca. Człowieku, to był dopiero kawał sukinsyna. Wyciągnął na mnie nóż. To był jego błąd. Tylko wariat wyciąga nóż na kucharza w jego własnej kuchni! On mnie skaleczył lekko, ja go skaleczyłem na amen. Ława przysięgłych musiała się składać z jego kuzynów. Ponadto prokurator oświadczył, że pora udzielić przykładu. Nic nie szkodzi. Byłem ochrzczony już dawno. Kapelan więzienny pomógł mi narodzić się ponownie. Stojąc na zapadni, z pętlą na szyi, wygłosiłem kazanie, a potem wykrzyknąłem: „Już można! Wyślijcie mnie do Jezusa! Alleluja!” Tak zrobili. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.

Albert wsadził głowę do środka.

— Święty Alecu, szuka cię jakiś anioł.

— Już idę!

Anioł czekał przed wejściem, dlatego, że był wyższy od drzwi, a nie miał ochoty się schylać.

— Święty Aleksander Hergensheimer? — zapytał.

— To ja.

— Zapytywałeś o stworzenie zwane Margrethe Svensdatter Gunderson. Odpowiedź brzmi: Obiekt nie został uniesiony w zachwyceniu ani nie pojawił się w żadnym z późniejszych transportów. Tego stworzenia — Margrethe Svensdatter Gunderson — nie ma w niebie i nie oczekuje się jego przybycia. To wszystko.

XXIII

Ciebie błagałem o pomoc. Bez echa.

Czekałem. Nie zwracasz uwagi.

Księga Hioba 30, 20

Rzecz jasna, wylądowałem w końcu w biurze świętego Piotra przy bramie Judy — przemierzywszy najpierw całe niebo. Zgodnie z radą Hazel wróciłem najpierw do Bramy Asera i sprawdziłem osobiście w tej spółdzielni „Znajdź swych przyjaciół i ukochanych”.

— Święty Alecu, anioły nie udzielają błędnych informacji, a źródła, z których korzystają, zawsze są dokładne. Mogły jednak sprawdzić nie w tych źródłach, co potrzeba i — moim zdaniem — nie robiły tego tak dokładnie, jak zrobiłbyś to ty sam. Wiesz, jakie są anioły.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)