Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Rozumiem, święty. Masz prawo złożyć skargę na Khromitycinel. Z drugiej strony jednak mógłbym skorzystać z tego nadajnika, aby zadać pytanie w twoim imieniu.
— Myślę, że tak będzie lepiej.
— Ja też. Na dłuższą metę. Dla ciebie. Rozumiesz, co mam na myśli?
— Rozumiem.
— Zanim jednak połączę się z tą spółdzielnią, upewnijmy się w urzędzie świętego Piotra, czy twoja żona w ogóle tu przybyła. Kiedy umarła?
— W ogóle nie umarła. Została uniesiona w zachwyceniu, podobnie jak ja.
— Aha. To znaczy, że łatwo będzie to sprawdzić. Nie będzie trzeba grzebać w starych archiwach. Pełne nazwisko, wiek, płeć, jeśli ją posiada, miejsce i data… nie, tego nie potrzeba. Na początek pełne nazwisko.
— Margrethe Svensdatter Gunderson.
— Lepiej to przeliteruj.
Tak też zrobiłem.
— Na razie to wystarczy. O ile w biurze Piotra znają ortografię. Nie możesz zaczekać tutaj. Nie mamy poczekalni. Tam po drugiej stronie jest mała restauracja. Czy widzisz szyld?
— „Święta Krowa”?
— Tak jest. Mają tam dobrą kuchnię, o ile jesz. Zaczekaj tam! Powiadomimy cię.
— Dziękuję!
— Do usług. — Spojrzała ponownie na moje papiery, zanim mi je oddała. — Święty Aleksandrze Hergensheimer.
„Święta Krowa” wyglądała najbardziej swojsko ze wszystkiego, co widziałem od chwili zachwycenia. Był to mały schludny lokal, który mógłby się znajdować w Saint Louis czy Denver. Wszedłem do środka. Wysoki czarnuch, którego kucharska czapa wystawała mu nad aureolę, stał nad rusztem odwrócony do mnie tyłem. Usiadłem za barem i chrząknąłem znacząco.
— Zaczekaj momencik. — Dokończył robotę i odwrócił się. — Czym mogę… proszę bardzo! Co panu przygotować, święty? Proszę tylko podać nazwę!
— Luke! Cieszę się, że cię widzę!
Przyjrzał mi się:
— Czy my się znamy?
— Nie pamiętasz mnie? Pracowałem u ciebie. „U Rona” Nowales. Alec. Zmywałem naczynia.
Przyjrzał mi się ponownie i westchnął głęboko:
— Naprawdę cię nie poznałem… święty Alecu.
— Dla przyjaciół jestem Alec. To jakaś pomyłka w administracji, Luke. Kiedy się połapią, zmienią mi tę odświętną ozdobę na zwykłą aureolę.
— Śmiem wątpić, święty Alecu. W niebie nie zdarzają się pomyłki! Hej! Albert! Stań za ladą! Mój przyjaciel święty Alec i ja posiedzimy razem w jadalni. Albert to mój szef kuchni.
Ścisnąłem dłoń małemu tłustemu człowieczkowi, który wyglądał niemal jak karykatura francuskiego kucharza. Oprócz aureoli miał na głowie kapelusz „Cordon Bleu”. Następnie Luke i ja przeszliśmy przez boczne drzwi do małej jadalni i usiedliśmy przy stole. Wkrótce dołączyła do nas kelnerka i wtedy przeżyłem następny szok.
— Hazel, chcę, żebyś poznała mojego starego kumpla, świętego Aleca — oznajmił Luke. — Prowadziliśmy razem interes. Hazel jest kelnerką w „Świętej Krowie”.
— Zmywałem u Luke’a naczynia — wyjaśniłem jej. — Hazel, jak cudownie cię spotkać!
Wstałem, aby uścisnąć jej dłoń, lecz zmieniłem zdanie i objąłem ją.
Uśmiechnęła się do mnie. Nie wyglądała na zaskoczoną.
— Witaj, Alec! Teraz święty Alec! To mnie nie dziwi.
— Mnie dziwi. To pomyłka.
— W niebie nie zdarzają się pomyłki. Gdzie Margie? Czy nadal żyje na Ziemi?
— Nie.
Wyjaśniłem jej, w jakich okolicznościach zostaliśmy rozdzieleni. — Tak więc czekam tu na wiadomość.
— Na pewno ją znajdziesz.
Obdarzyła mnie pośpiesznym, lecz ciepłym pocałunkiem, co przypomniało mi o moim czterodniowym zaroście. Posadziłem ją na krześle, po czym sam usiadłem wraz z dwojgiem moich przyjaciół.
— Na pewno odnajdziesz ją szybko, ponieważ obiecano nam to i obietnica ta jest ściśle realizowana. Połączenie się w niebie z tymi, których kochamy. „Zbierzmy się u brzegów rzeki” — rzeczywiście jest tu rzeka, zaraz za naszymi drzwiami. Steve — święty Alecu, czy pamiętasz Steve’a? Był z tobą i Margie, gdy się spotkaliśmy.
— Jak mógłbym go zapomnieć? Kupił nam obiad i dał nam złotą dziesięciodolarówkę, gdy byliśmy spłukani. Jak mógłbym go nie pamiętać!
— Cieszę się, że to mówisz… dlatego, iż Steve uważa, że zawdzięcza tobie swe nawrócenie — powtórne narodziny, dzięki którym dostał się do nieba. Rozumiesz, Steve poległ na równinie Megiddo, a ja też zginęłam na wojnie, hmm, około pięciu lat po tym, jak was spotkaliśmy.
— Pięciu lat?
— Tak. Zabili mnie zaraz na początku wojny. Steve dotrwał aż do Armageddonu…
— Hazel… minęło niewiele ponad miesiąc od chwili, gdy Steve kupił nam ten obiad w Rimrock.
— To logiczne. Zostałeś uniesiony w zachwyceniu, które zapoczątkowało wojnę. Spędziłeś więc lata wojny w powietrzu, co sprawia, że Steve i ja dotarliśmy tu przed tobą, mimo że ty wyruszyłeś wcześniej. Możesz podyskutować o tym ze Steve’em. On za chwilę wróci. Muszę dodać, że jestem teraz jego konkubiną, byłabym jego żoną, ale tu nikt się nie żeni ani nie wychodzi za mąż. W każdym razie Steve wrócił do armii, gdy wybuchła wojna i dosłużył się stopnia kapitana, zanim go zabili. Jego jednostka wylądowała w Hajfie i Steve zginął, walcząc za Pana w samym szczycie Armageddonu. Jestem z niego naprawdę dumna.
— I słusznie. Luke, czy ty też zginąłeś na wojnie?
Luke uśmiechnął się szeroko.
— Nie, święty Alecu. Powiesili mnie.
— Nie żartuj!
— Nie żartuję. Powiesili mnie i już. Pamiętasz, jak rzuciłeś u mnie pracę?
— Nie rzuciłem pracy. Zdarzył się cud. W ten sposób poznałem Hazel i Steve’a.
— Hmm… wiesz o cudach więcej niż ja. W każdym razie potrzebny był nam szybko następny pomywacz i musieliśmy przyjąć Meksykańca. Człowieku, to był dopiero kawał sukinsyna. Wyciągnął na mnie nóż. To był jego błąd. Tylko wariat wyciąga nóż na kucharza w jego własnej kuchni! On mnie skaleczył lekko, ja go skaleczyłem na amen. Ława przysięgłych musiała się składać z jego kuzynów. Ponadto prokurator oświadczył, że pora udzielić przykładu. Nic nie szkodzi. Byłem ochrzczony już dawno. Kapelan więzienny pomógł mi narodzić się ponownie. Stojąc na zapadni, z pętlą na szyi, wygłosiłem kazanie, a potem wykrzyknąłem: „Już można! Wyślijcie mnie do Jezusa! Alleluja!” Tak zrobili. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Albert wsadził głowę do środka.
— Święty Alecu, szuka cię jakiś anioł.
— Już idę!
Anioł czekał przed wejściem, dlatego, że był wyższy od drzwi, a nie miał ochoty się schylać.
— Święty Aleksander Hergensheimer? — zapytał.
— To ja.
— Zapytywałeś o stworzenie zwane Margrethe Svensdatter Gunderson. Odpowiedź brzmi: Obiekt nie został uniesiony w zachwyceniu ani nie pojawił się w żadnym z późniejszych transportów. Tego stworzenia — Margrethe Svensdatter Gunderson — nie ma w niebie i nie oczekuje się jego przybycia. To wszystko.
XXIII
Ciebie błagałem o pomoc. Bez echa.
Czekałem. Nie zwracasz uwagi.