Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 296
Перейти на страницу:

Przed sobą miał płomień, który żył, a równocześnie ludzi, którzy byli już martwi. I znowu – nie byłby niezdolny do poprowadzenia żołnierzy w bój. Po prostu wolałby nie oglądać takich map. Udział w przygotowaniach do wojny wzbudzał żal z powodu ginących żołnierzy.

Poczuł przeszywający go znienacka lodowaty dreszcz, włosy stanęły mu dęba na przedramionach – nadzwyczaj osobliwy, a równocześnie niedający się pomylić z niczym dreszcz gdzieś w pół drogi między podnieceniem a przerażeniem. Jakaś kobieta przenosiła Moc.

Rand uniósł głowę i zobaczył Elayne, która pod jego wzrokiem zamarła w wejściu do namiotu.

– Światłości! – prawie krzyknęła, zaskoczona. – Rand! Co ty tu robisz? Próbujesz mnie przerazić na śmierć?

Przyjrzał się jej uważnie, chłonąc jej postać. Palce spoczęły nieruchomo na mapach. To dopiero było życie! Zarumienione policzki, złote włosy tknięte lekką nutą miodu i róży, oczy, które płonęły niczym ogniska. Szkarłatna suknia opinała wypukłość brzucha, w którym były jego dzieci. Światłości, ależ była piękna!

– Rand al’Thor? – zapytała Elayne. – Masz zamiar porozmawiać ze mną czy będziesz się dalej tak gapił?

– Jeżeli nie mógłbym gapić się na ciebie, to na kogo miałbym? – zapytał Rand.

– Przestań się do mnie szczerzyć w ten sposób, wieśniaku – przekomarzała się z nim. – Wślizgnąłeś się do mojego namiotu? Naprawdę. Co ludzie powiedzą?

– Powiedzą, że pewnie musiałem cię zobaczyć. Poza tym nie wślizgiwałem się. Gwardziści mnie wpuścili.

Zaplotła ramiona na piersiach.

– Nic mi nie powiedzieli.

– Poprosiłem ich o to.

– Wobec tego, mając na względzie zamiary i sposoby, w jakie wprowadziłeś je w życie, wślizgnąłeś się. – Elayne przeszła obok niego blisko. Pachniała wspaniale. – Szczerze mówiąc, już tego, co Aviendha zrobiła…

– Nie chciałem, aby widzieli mnie prości żołnierze – wyjaśnił Rand. – Nie chciałem wywoływać zamieszania w twoim obozie. Poprosiłem gwardzistów, żeby nie wspominali, iż mnie widzieli. – Podszedł do niej, kładąc jej dłoń na ramieniu. – Musiałem cię raz jeszcze zobaczyć, zanim…

– Widzieliśmy się na Polu Merrilora.

– Elayne…

– Przepraszam – powiedziała, odwracając się ku niemu. – Jestem taka szczęśliwa, mogąc cię zobaczyć i tak się cieszę, że przyszedłeś. Po prostu próbuję bez powodzenia ułożyć sobie w głowie to, jakie jest twoje miejsce w tym wszystkim. Jakie jest nasze miejsce.

– Nie wiem – odparł Rand. – Nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć. Przykro mi.

Westchnęła, siadając za biurkiem.

– Powinnam chyba być zadowolona, że są jakieś rzeczy, których nie potrafisz załatwić gestem dłoni.

– Jest wiele rzeczy, których nie potrafię załatwić, Elayne. – Odruchowo zerknął na biurko i leżące na nim mapy. – Tak wiele…

„Nie myśl o tym”.

Ukląkł przed nią, za co został obdarzony spojrzeniem spod uniesionej brwi, które zniknęło, gdy kładł dłoń na jej brzuchu – początkowo delikatnie i z wahaniem.

– Nie wiedziałem – powiedział. – Do niedawna. Dowiedziałem się dopiero w noc przed spotkaniem. Bliźnięta, tak mówią?

– Tak.

– Więc Tam zostanie dziadkiem – mówił dalej. – A ja…

Jak mężczyzna miałby zareagować na takie wieści? Przewrócić się, poczuć, jak ziemia usuwa mu się spod stóp? Rand w swoim życiu przeżył już dość niespodzianek, aby można było obdzielić nimi wiele żywotów. Czasami wydawało mu się, że nie może dać dwóch kroków, żeby jego świat nie wywrócił się.

Ale to… to nie była niespodzianka. Kiedy się dowiedział, przekonał się, że gdzieś w głębi miał nadzieję, iż kiedyś będzie ojcem. I tak się stało. Wraz z tą wiedzą zrodziły się w nim ciepłe uczucia. Choć jedna rzecz w świecie toczyła się we właściwy sposób, to tyle innych szło złym kursem.

Dzieci. Jego dzieci. Zamknął oczy, ciesząc się tą myślą.

Nigdy ich nie pozna. Osieroci je, zanim się w ogóle urodzą. Ale sam przecież też został osierocony przez Janduina – i ostatecznie wyszedł na ludzi. Może to i owo mogło pójść lepiej, ale…

– Masz już dla nich imiona? – zapytał w końcu.

– Jeżeli urodzi się chłopiec, chciałabym dać mu na imię Rand.

Zamarł, skupiając się na dłoni spoczywającej na jej łonie. Jakiś ruch? Kopnięcie?

– Nie – powiedział cicho. – Proszę cię, nie dawaj żadnemu z dzieci mojego imienia, Elayne. Niech żyją własnym życiem. Świat i tak będzie żył w moim długim cieniu.

– Dobrze.

Uniósł głowę, spojrzał jej w oczy i zobaczył w nich czułość. Oparła gładką dłoń na jego policzku.

– Będziesz wspaniałym ojcem.

– Elayne…

– Ani słowa na ten temat – szepnęła, unosząc palec. – Żadnych rozmów o śmierci, o obowiązku.

– Nie możemy udawać, że nie stanie się, co się stanie.

– Ale nie musimy o tym gadać – ucięła. – Nauczyłam cię dość o tym, jak być królem, Rand. Zdaje mi się, że zapomniałam o jeszcze jednej lekcji. Oto ona: najlepiej przygotować się na najgorszy możliwy bieg spraw, ale absolutnie nie wolno się nad nim rozwodzić. Nie wolno się na nim obsesyjnie skupiać. W pierwszym rzędzie królowa musi kierować się nadzieją.

– Nie nurzam się w beznadziejności – zapewnił ja Rand. – Jednak przedmiotem mojej nadziei jest świat, ty, wszyscy, którzy muszą walczyć. To nie zmienia faktu, że zaakceptowałem swoją śmierć.

– Dość – rzekła. – Powiedziałam: żadnych więcej rozmów na ten temat. Dziś wieczorem zjem kolację z mężczyzną, którego kocham.

Rand westchnął, ale podniósł się i usiadł w krześle obok niej. Zaraz zawołała do gwardzistów stojących przy wejściu do namiotu, żeby kazali im przynieść kolację.

– Nie moglibyśmy przynajmniej omówić przyjętej taktyki? – zapytał Rand. – Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, co tu osiągnęłaś. Sam bym tego lepiej nie zrobił.

– W istotnej części to dzieło wielkich komendantów.

– Widziałem adnotacje skreślone twoją ręką – upierał się. – Bashere i tamci pozostali to znakomici dowódcy, ale interesują ich tylko konkretne bitwy. Ktoś musi koordynować ich działania, a ty wywiązujesz się z tego zadania znakomicie. Masz do tego głowę.

– Nie, nie mam – zaprzeczyła Elayne. – Mam po prostu za sobą życie spędzone w roli Dziedziczki Tronu Andoru i niekończące się przygotowania do wojen, które mogą nadejść. Podziękuj generałowi Bryne’owi i mojej matce za stworzenie osoby, którą masz przed sobą. Znalazłeś coś w tych notatkach, co chciałbyś zmienić?

– Caemlyn od Lasu Braem, gdzie chcesz urządzić zasadzkę na Cień, dzieli sto pięćdziesiąt mil – zauważył Rand. – Ryzykowna sprawa. Co się stanie, jeżeli twoje wojska natkną się na przeciwnika, zanim dotrą do Lasu? Dalej: wszystko zależy od zwycięstwa nad Trollokami pod Lasem. Nasze oddziały nękające będą korzystać z najsilniejszych, najszybszych wierzchowców. Nie ma wątpliwości, że to będzie wyczerpujący wyścig, a konie zostaną zajeżdżone prawie na śmierć, zanim dotrą do Lasu. Mamy nadzieję, że Trolloki będą w owym czasie w jeszcze gorszej kondycji, co powinno nam ułatwić zadanie.

Na dyskusjach o taktyce zszedł im wieczór. Pojawiła się służba z kolacją – bulion i pieczeń z dzika. Rand miał wcześniej nadzieję, że jego obecność w obozie przejdzie niepostrzeżenie, ale służba zawsze wiedziała o wszystkim.

Zasiedli do kolacji, Rand dał się porwać rozmowie. Które pole bitewne było najbardziej niebezpieczne? Któremu z wielkich komendantów przyznać rację, gdy pojawi się między nimi różnica zdań, co wcale nie zdarzało się tak rzadko? Jak zgrać działania militarne z operacją armii Randa, która wciąż czekała na właściwy moment, żeby wejść do Shayol Ghul?

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)