Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 296
Перейти на страницу:

– Elayne Sedai okazała się mądrością – powiedziała na koniec. – Powiedz Romandzie, że zrobimy to według jej wskazówek. Niech Żółte Ajah znajdą sobie jedno miejsce, gdzie wszystkie będą Uzdrawiać, pod warunkiem, że nie będzie to Biała Wieża.

– Matko? – zdziwiła się Silviana.

– Chodzi o Seanchan – wyjaśniła Egwene. I znowu, jak za każdym razem, gdy o nich pomyślała, musiała zdusić węża niepokoju, który podnosił łeb w jej duszy. – Nie będę ryzykować, że Żółte padną ofiarą ataku, kiedy będą zmęczone Uzdrawianiem. Biała Wieża nie jest bezpieczna, bo może w każdej chwili stać się celem ataku wroga… jeżeli nie Seanchan, to Cienia.

– Słuszna uwaga – zgodziła się Silviana, aczkolwiek z pewną niechęcią. – Wobec tego, gdzie? Caemlyn padło, a Ziemie Graniczne są zbyt niebezpieczne. Łza?

– Raczej nie – zaprotestowała Egwene. To był obszar pozostający pod kontrolą Randa, a poza tym wybór był jakby zbyt oczywisty. – Zapytaj Elayne i przekaż jej nasze sugestie. Może Pierwsza z Mayene zechce przeznaczyć na ten cel odpowiedni budynek, ale musi być bardzo duży. – Egwene postukała palcem o krawędź siodła. – Przyjęte i nowicjuszki udadzą się na miejsce z Żółtymi siostrami. Nie mam zamiaru wysyłać ich na pola bitewne, niemniej ich siłę można wykorzystać do Uzdrawiania.

Połączona w krąg z Żółtą siostrą najsłabsza nowicjuszka mogła dołączyć strumyczek Mocy i w ten sposób uratować wiele żywotów. Wiele z pewnością przeżyje rozczarowanie – zapewne marzyły o zabijaniu Trolloków. Cóż, będzie to dla nich szansa na wsparcie wysiłku wojennego, a równocześnie sposób, żeby niewyćwiczone nie plątały się pod stopami.

Egwene obejrzała się przez ramię. Przemarsz przez bramy nie skończy się szybko.

– Silviana, przekaż moje słowa Elayne Sedai – poleciła. – Gawyn, mam coś do zrobienia.

Chubaina znaleźli, jak doglądał rozbijania polowej kwatery głównej w dolinie na zachód od rzeki, tworzącej granicę między Kandorem a Arafel. Stąd pójdzie atak przez krainę wzgórz na zbliżającą się armię Trolloków, równocześnie w pobliskich dolinach rozmieszczone zostały siły, których zadaniem miało być nękanie wroga, a na szczytach wzgórz jednostki defensywne i oddziały łuczników. Plan polegał na zdecydowanym uderzeniu w momencie, gdy Cień będzie próbował wtargnąć na wzgórza i zadaniu mu największych jak to możliwe strat. Jednostki przeznaczone do nękania przeciwnika będą szarpać jego flanki, podczas gdy oddziały defensywne przyjmą na siebie impet głównego ataku.

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa raczej nie uda się im utrzymać pozycji, więc dalsze plany przewidywały odwrót na szerokie równiny Arafel, które pozwolą bardziej efektywnie wykorzystać kawalerię. Siły Egwene, podobnie jak siły Lana na północy, miały w pierwszym rzędzie za zadanie opóźnić pochód Trolloków do czasu, aż Elayne upora się z armiami na południu. W idealnej sytuacji utrzymać się do przybycia posiłków.

Chubain zasalutował i od razu zaprowadził ich do właśnie wzniesionego namiotu w pobliżu. Egwene zsiadła z konia i już chciała wejść do środka, gdy poczuła na ramieniu rękę Gawyna. Westchnęła, ale puściła go przodem.

Wewnątrz, na podłodze, z podwiniętymi nogami siedziała Seanchanka, którą Nyaneve nazywała Egeanin, a która sama o sobie mówiła, że ma na imię Leilwin. Trzech żołnierzy Gwardii Wieży pilnowało jej i jej illiańskiego męża.

Leilwin spojrzała na wchodzącą Egwene, po czym natychmiast podniosła się na klęczki i wykonała głęboki ukłon, przyciskając czoło do podłogi namiotu. Mąż poszedł za jej przykładem, bez większego przekonania. A być może po prostu był gorszym aktorem niż ona.

– Wyjść – rozkazała Egwene gwardzistom.

Nie protestowali, choć wychodzili z wyraźnym wahaniem. Jakby ona i jej Strażnik nie umieli sobie poradzić z dwójką osób, które nie potrafiły przenosić. Mężczyźni.

Gawyn stanął pod ścianą namiotu, zapewniając jej symboliczną swobodę w rozmowie z więźniami.

– Nynaeve twierdzi, że przynajmniej w minimalnym stopniu można ci ufać – odezwała się Egwene do Leilwin. – Och, usiądźże. Nikt nie kłania się tak nisko w Białej Wieży, nawet najpokorniejsze sługi.

Leilwin zajęła poprzednią pozycję, ale oczy trzymała spuszczone.

– Zawiodłam srodze i nie wypełniłam powierzonego mi obowiązku, tym samym narażając sam Wzór na zniszczenie.

– Tak – zgodziła się Egwene. – Bransolety. Wiem wszystko. Czy gotowa jesteś skorzystać z szansy na spłacenie swego długu?

Tamta pokłoniła się znowu, wciskając czoło w podłogę namiotu. Egwene westchnęła, zanim jednak zdążyła zakazać Leilwin dalszych gestów, ta przemówiła:

– Na Światłość i moją nadzieję zbawienia i odrodzenia – zaczęła – przysięgam służyć tobie i chronić cię, Amyrlin, władczyni Białej Wieży. W imię Kryształowego Tronu i krwi Imperatorowej łączę mój los z tobą, zobowiązuję się wypełniać wszystkie twoje rozkazy i cenić twoje życie ponad własne. W imię Światłości, niech się tak stanie. – Pocałowała podłogę.

Egwene patrzyła na nią, oszołomiona. Tylko Sprzymierzeniec Ciemności byłby skłonny złamać tak wiążącą przysięgę. Oczywiście, każdy Seanchanin był kimś w rodzaju Sprzymierzeńca Ciemności.

– Wydaje ci się, że potrzebna mi ochrona? – zapytała Egwene. – Że nie poradzę sobie bez kolejnej sługi?

– Myślę tylko o tym, jak spłacić mój dług – odparła Leilwin.

W tonie jej głosu Egwene wyłowiła nuty niezdarne, nuty gorzkie. Rezonowały prawdą. Poniżanie się tej kobiecie nie przychodziło łatwo.

Egwene zaplotła ramiona na piersiach, zbita z tropu.

– Co możesz mi powiedzieć o seanchańskiej sile zbrojnej, jej uzbrojeniu, zdolności bojowej i planach Imperatorowej?

– Co nieco wiem na ten temat, Amyrlin – odpowiedziała Leilwin. – Ale byłam kapitanem okrętu. A to, co wiem o seanchańskiej marynarce, na wiele ci się nie przyda.

„Oczywiście” – pomyślała Egwene. Spojrzała przelotnie na Gawyna, a ten wzruszył ramionami.

– Proszę – błagalnie szepnęła Leilwin. – Pozwól, żebym w jakikolwiek sposób mogła dowieść swej wartości. Niewiele więcej mi zostało. Nawet imię noszę nie własne.

– Najpierw – rzekła Egwene – musisz mi opowiedzieć o Seanchanach. Nie obchodzi mnie, co uznasz za ważne, a co za nieważne. Wszystko, czego się od ciebie dowiem, może okazać się przydatne. – Tudzież może obnażyć ewentualne kłamstwa Leilwin, co może być równie pomocne. – Gawyn, znajdź mi krzesło. Wysłucham, co ona ma do powiedzenia. Potem… zobaczymy…

Rand samotnie przebierał w stosie map, notatek i raportów. Stał z kikutem założonym za plecy. Na jego biurku paliła się pojedyncza lampa. Otulony szkłem płomień tańczył w błędnych podmuchach wiatru wpadającego do namiotu.

Czy płomień jest żywy? Przecież je i porusza się sam przez się. Można go zdusić, więc chyba na swój sposób oddycha? Czy to jest równoznaczne z życiem?

Czy idee zdolne są do życia?

„Świat bez Czarnego. Świat bez zła”.

Wrócił do swych map. To, co z nich wyczytał, zrobiło na nim spore wrażenie. Przygotowania czynione przez Elayne szły nadzwyczaj sprawnie. Nie uczestniczył we wszystkich naradach, na których układano plany bitew. Większość jego uwagi pochłaniała północ. Gdzie leżało Shayol Ghul. Jego przeznaczenie. Jego grób.

Nienawidził tego, w jaki sposób mapy wojskowe z lakonicznymi oznaczeniami dla jednostek i grup bojowych sprowadzały ludzkie żywoty do znaczków na papierze. Liczby i statystyka. Och, zgadzał się w pełni z tym, że jasność widzenia, którą zapewniał tylko odpowiedni dystans, jest decydujący dla dowódcy. Ale i tak jej nienawidził.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)