Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 113
Перейти на страницу:

MacGuiness zaś podszedł do dziewięciu kilogramów nieszczęścia, zebrał je z ziemi i przytulił niczym pobite, przerażone dziecko. A Nimitz wtulił łeb w jego pierś i jęknął tak rozpaczliwie, że LaFolleta coś złapało za gardło. Jęk — inaczej nie sposób było określić tego dźwięku. A potem treecat bez protestu dał się wynieść z kabiny. Nadal się trząsł, choć już mniej, a Mac głaskał go i mamrotał uspokajające słowa, choć wiedział, że są to próżne pocieszenia.

To była najgorsza noc… jak do tej pory. Nikt jednakże nie wiedział, kiedy nienawiść rosnąca na planecie połączona z jej autonienawiścią przebiją się przez resztki obrony i zniszczą ją doszczętnie.

Właz śluzy otworzył się i LaFollet spróbował przygotować się duchowo na powitanie Adama Gerricka, nadal żywiąc nadzieję, że nie przywozi on jeszcze gorszych wieści.

Honor siedziała przed wyłączonym komputerem. Powinna pracować, ale nie była w stanie. Wiedziała, że Brentworth i Yu praktycznie dowodzą eskadrą, zajmując się tym, czym ona powinna się zajmować, i świadomość ta stanowiła kolejny zarzut pod własnym adresem. Nie była w stanie nawet właściwie wykonywać tego, co do niej należało, ale mogła jedynie siedzieć bezczynnie, mając świadomość, że została pokonana. Wiedząc, że to, co próbowała stworzyć po śmierci Paula, by odbudować swoje życie, zostało zniszczone tak samo brutalnie jak on. Udawała, że coś w jej wnętrzu zostało, w czasie dziennej rutyny i każdego wieczora bała się zasnąć, świadoma że wraz ze snem przyjdą koszmary. Stare i znane były wystarczająco okropne, ale nowe były gorsze.

Zawiodła. A nawet gorzej niż zawiodła — odpowiadała za śmierć ludzi, których zatrudniła, i dzieci, które co prawda nie pochodziły z jej domeny, ale to akurat było bez znaczenia, bo to jej kopuła ich wszystkich zabiła. Gorzej — nawet w tym stanie zdawała sobie sprawę, że jej klęskę wykorzystają wrogowie Protektora, by zniszczyć jego reformy i odebrać mu władzę. A wszystko to było jej winą, bo kierując się dumą i arogancją przyjęła na siebie obowiązki, do których się po prostu nie nadawała. A konsekwencje mogli teraz wszyscy obejrzeć. Wydawało jej się, że może zostać patronką i wziąć udział w przedsięwzięciu, które, jak się okazało, przerastało ją z kretesem. Rezultatem było zniszczenie i śmierć. A teraz nie potrafiła robić nawet tej jedynej rzeczy, którą zawsze uważała za swoją specjalność, i musiała polegać na podwładnych, którzy mieli prawo oczekiwać, ba: domagać się od niej przewodzenia. Jeszcze nikt poza eskadrą o tej kolejnej klęsce nie wiedział, ale nie było się co oszukiwać — dowiedzą się.

Spojrzała tępo na Nimitza skulonego na swojej grzędzie nad biurkiem i przyglądającego się jej w sposób wskazujący, że się boi. I to boi się jej, a więc nawet i jego zawiodła, bo nie była w stanie ukryć swych uczuć, podobnie zresztą jak on. Pierwszy raz w ciągu tych wspólnie spędzonych lat Nimitz bał się łączącej ich więzi.

Bleeknął cicho, próbując się z nią nie zgodzić. Czuła jego miłość zmagającą się ze strachem, ale wiedziała równie dobrze jak on, że strach wygra. I że na dobrą sprawę oboje opłakują ruinę tego wszystkiego, czym dla siebie byli przez ten cały czas.

Nimitz ni to bleeknął, ni to mruknął i zeskoczył na biurko. Podszedł do jego skraju, wyprostował się i położył jej na ramionach chwytne łapy, a nosem potarł policzek. Poczuła wzbierające łzy, wiedząc o co mu chodzi — błagał, by przestała się oskarżać i nienawidzić samej siebie, bo w ten sposób niszczyła ich oboje. A najgorsze było to, że nie mogła tego zrobić. Zasługiwała na to, co ją spotkało, a świadomość, jak straszliwie rani przy tym jego, jedynie powiększała poczucie winy i nienawiść do siebie samej.

Wzięła go w ramiona i przytuliła, próbując fizyczną pieszczotą zastąpić emocjonalne, do których już nie była zdolna. Zamruczał basowo, obiecując miłość… a pod nią nadal wyczuwała odwagę, z którą wystawiał się na jej ból — raniła jak sztylet — i rozpłakała się.

Honor nie miała pojęcia, jak długo siedziała z Nimitzem w objęciach i jak długo oboje starali się bezskutecznie pocieszyć się nawzajem. Z tego stanu wyrwał ją sygnał dobiegający od strony drzwi. Ktoś chciał się z nią zobaczyć i z trudem powstrzymała się, by nie warknąć, że ów ktoś ma iść w cholerę. Nie mogła tego zrobić — nadal musiała udawać i znów była w pułapce, grając kogoś zdolnego robić to, z czym, jak się okazało, także nie mogła sobie poradzić. Pocałowała Nimitza między uszami, wzięła głęboki oddech i wstała. Odstawiła go delikatnie na grzędę, otarła łzy i odwróciła się, nadal słysząc jego ciche, pełne miłości mruczenie chwytające za serce. Wcisnęła klawisz otwierający drzwi, nie sprawdzając nawet, kogo licho przyniosło. Było to i tak bez znaczenia. W drzwiach pojawił się LaFollet. Zobaczyła na jego twarzy troskę i strach, choć próbował je ukryć, i udała, że się uśmiecha. A potem do kabiny wszedł Adam Gerrick i parodia uśmiechu zniknęła z jej oblicza. Wiedziała, że następnej katastrofy nie przeżyje…

— Andrew — własny głos zaskoczył ją, bo odezwał się automatycznie: ciąg dalszy rozpaczliwego oszustwa, że jest kimś, kto nadal funkcjonuje.

— Milady — powiedział cicho i ustąpił miejsca Gerrickowi.

— Adam.

— Milady. — Inżynier wyglądał, jakby nie spał od chwili katastrofy, ale po paru sekundach zauważyła w nim jakąś zmianę: gdy ostatnim razem rozmawiali, jego opinia o samym sobie była równie niska co jej, teraz nienawiść nadal istniała, ale inna, bardziej intensywna, niczym w otwartym palenisku.

— Co mogę dla ciebie zrobić? — spytała odruchowo.

I usłyszała zaskakującą odpowiedź:

— Może mnie pani wysłuchać, milady. A potem może pani pomóc mi znaleźć tę bandę skurwysynów, która dokonała sabotażu kopuły.

Pierwszy raz usłyszała, żeby użył jakiegokolwiek obelżywego słowa — to była pierwsza myśl, która zniknęła natychmiast, gdy dotarł do niej pełny sens tego, co usłyszała. Podskoczyła jak uderzona i wyprostowała się.

— Sabotażu? — spytała chrapliwie, ale swoim własnym głosem.

— Sabotażu prawie doskonałego — odparł z lodowatą pewnością siebie.

Honor zachwiała się i LaFollet skoczył ku niej, ale odruchowo złapała się biurka, więc zamarł w pół kroku. Wyglądało na to, że nie zwróciła na to uwagi — wzrok miała wbity w twarz Gerricka, jakby błagała go, by wiedział, co mówi, i by to na pewno była prawda. Odpowiedział jej krótkim, zdecydowanym ruchem głowy i opadła na fotel.

Wstydziła się własnej słabości, ale w specyficzny, jakby odległy sposób. A wszystko wokół kiwało się i raptownie zmieniało. Poczuła, jak opada z niej olbrzymi ciężar, a raczej jak seria ciężarów rozbija się w efekcie domina, oczyszczając jej umysł z mroku i bezwładu. Z trudem odetchnęła głęboko i wyszeptała:

— Jesteś pewien…? To było celowe?

— Było, milady. Stu Matthews zauważył to cztery godziny temu.

— Cztery godziny? — spytała głośniej. — Wiedziałeś… wiedziałeś to już cztery godziny temu?!

Głos jej się załamał, a Gerrick zaczerwienił się po czubki włosów.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)