Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 113
Перейти на страницу:

Zresztą nie on jeden zaczął gromkim głosem domagać się ukarania winnych. Burdette natychmiast brutalnie zaatakował Sky Domes i lady Harrington oraz powierzanie kobietom w ogóle władzy należnej mężczyznom. Zrobił to w ciągu godziny od podania informacji o zawaleniu się kopuły. Dołączył do niego Edmond Marchant, który w czasie, gdy większość księży odprawiała nabożeństwa, prosząc Boga o łaskę dla ofiar i ich rodzin, pluł jadem i potępieniem wiecznym z bezprawnie okupowanej ambony w katedrze Burdette. Napakowanej ludźmi do ostatniego miejsca od chwili, gdy rozeszła się wieść o jego krasomówczych kazaniach.

Benjamin Mayhew wiedział doskonale, że jeszcze panuje nad sytuacją, ale nie miał pojęcia, jak długo potrwa to „jeszcze”. Wściekłość skierowana przeciwko Honor Harrington wzbierała niczym fala tsunami — gdy dotrze do brzegu, zniszczy wszystko, co napotka na swej drodze. W tym najprawdopodobniej wszystko, o co walczył dla swej planety i swoich ludzi.

— Dziwne…

Cichy głos Stuarta Matthewsa zwrócił uwagę Adama Gerricka pochylonego nad swoim komputerem. Stuart, szef zespołu analizującego przebieg katastrofy, powiedział to bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, przyglądając się dokładnemu holograficznemu modelowi zawalonej kopuły. Model przedstawiał wszystko poza ofiarami, za co Gerrick był wdzięczny, ale i tak jego wyobraźnia dodawała zmasakrowane ciała tam, gdzie w rzeczywistości się znajdowały. Wstrząsnął nim dreszcz, gdy przypomniał sobie ten ostatni dziecięcy uśmiech.

Zamknął oczy, otrząsnął się ze wspomnień… a gdy odzyskał zdolność myślenia, wstał i podszedł do holoprojekcji.

— O co chodzi? — wychrypiał.

Miał zaczerwienione oczy i zapadniętą, ziemistą twarz, w czym nie było nic dziwnego — spał mniej niż dziesięć godzin w ciągu ostatnich dziewięćdziesięciu paru, które minęły od katastrofy. I to zresztą wyłącznie dlatego, że medyk odmówił mu kolejnej porcji stymulanta. Matthews wyglądał niewiele lepiej — jak wszyscy starsi inżynierowie Sky Domes nie spał, nie kąpał się i jadł byle co (czyli to co przyniesiono), aby tylko nie tracić czasu. Widać było, że jest zmęczony. Teraz zamrugał podkrążonymi oczyma, przesunął dłonią po tłustych, rzedniejących włosach i odparł:

— Sprawdzam, jak przebiegła rzeczywista katastrofa, i porównuję z naszymi symulacjami tego, co mogło się wydarzyć.

— I co?

— I nic się nie zgadza, Adam. Nawet uwzględniając to, że wszędzie był felerny cerambet.

— Że co?!

Gerrick przysiadł na stole, czując, że drżą mu nogi. Ciało poddawało się zmęczeniu, natomiast napędzany stymulantami umysł pracował nawet lepiej niż zwykle, tyle tylko że z dziwnym wrażeniem separacji od reszty osoby Adama Gerricka.

— Mówię, że to, co się stało, nie pasuje do symulacji tego, co się powinno stać.

— Musi — uparł się całkiem rozsądnie Gerrick. — Jesteś pewien, że uwzględniłeś wszystkie czynniki?

— Pewnie, że kurwa jestem pewien! — Matthewsowi zaczynały puszczać nerwy, jak wszystkim obecnym, choć robił, co mógł, by tego nie okazać.

Odetchnął głęboko parę razy, pomilczał dłuższą chwilę, a gdy wreszcie się odezwał, mówił w miarę normalnym głosem.

— Uwzględniliśmy wszystko, gwarantuję. Cholera, zaprogramowaliśmy nawet warunki atmosferyczne panujące przez cały okres od pierwszego pomiaru do rozpoczęcia budowy, żeby sprawdzić, czy nie miały przypadkiem jakiegoś wpływu na właściwości podłoża. I mówię ci, że żaden model nie pasuje do tego, co się w rzeczywistości wydarzyło.

— Dlaczego nie?

— Sam zobacz, tak będzie najprościej.

Stuart nacisnął klawisz na sterowniku i holoprojekcja zmieniła się, tworząc obraz na wpół ukończonej kopuły. Gerrick wstał i podszedł bliżej, by lepiej widzieć.

— Spowolniłem wszystko sześćdziesiąt razy, żeby dokładniej widać było szczegóły — wyjaśnił Matthews. — Uważaj na sektor alfa wschodniej ściany.

Gerrick mruknął potwierdzająco i czekał. Przez moment nic się nie działo, a potem zauważył ten sam drobniutki ruch, który widział na budowie. Przywołało to wszystkie koszmarne wspomnienia, ale tym razem obserwował proces z innej perspektywy… i nie był świadkiem niczyjej śmierci. Mógł myśleć i analizować to, co widział, a nie brać udział w tragedii.

Pierwszy wspornik zaczął padać, a drugi poruszył się… potem trzeci… i kolejny… Nagle Gerrick zmrużył oczy — w tym, co widział, była pewna prawidłowość. Wzór, którego nie zauważył, będąc na miejscu, i którego jeszcze nie mógł dokładnie zidentyfikować. Umysł wyrobiony przez lata pracy zarejestrował tę prawidłowość, ale świadomie jeszcze nie był w stanie określić, na czym ona polega. Pochylił się niżej, próbując wyodrębnić ten jeden, nie pasujący do całości element.

— O, właśnie! — Stuart zatrzymał projekcję. Opadające elementy zamarły, a Matthews polecił:

— Popatrz na sektor alfa, widzisz o co mi chodzi” Ponieważ Gerrick milczał, Stuart wcisnął kombinację klawiszy i nagle część elementów nośnych zmieniła kolor na jaskrawoczerwony.

— Taaaak — mruknął Gerrick, marszcząc brwi.

— To się nie mogło wydarzyć w ten sposób — powtórzył Stuart i wprowadził kolejne polecenie do sterującego holoprojekcją komputera.

Obok czerwonych elementów pojawiły się wektory i analizy.

— Widzisz? — spytał. — Te cholery się obracają. Nie tylko się walą, ale także obracają się wokół własnych osi w otworach.

— Ale… — zaczął Gerrick i zamilkł.

Przypomniał sobie swoje pierwsze wrażenie, gdy patrzył na walącą się konstrukcję. Metalowe wsporniki rzeczywiście się obracały padając, tylko potem zapomniał o tym…

— Ale tak właśnie było, Stu — powiedział bardzo powoli. — Byłem tam i widziałem to.

— Wiem, że tak było: to nie jest symulacja, tylko odtworzenie rzeczywistego przebiegu na podstawie nagrań — zgodził się Matthews. — Problem w tym, że to co widzisz jest technicznie niemożliwe, bo kształt otworów został tak zaprojektowany, by uniemożliwić ten ruch obrotowy.

— Stu, tam leciały naprawdę duże ciężary, a nie musiało puścić samo mocowanie, żeby wywołać wrażenie ruchu obrotowego. Nawet tak wytrzymały stop jak 6-19 skręci się pod odpowiednio wielkim obciążeniem.

— Pewnie, że się skręci, ale nie tak szybko. To co widzisz to początek trzeciej sekundy w sekwencji kaskadowej. Co więcej: jeśli się przyjrzysz dokładnie, stwierdzisz, że wsporniki są zdeformowane w niewielkim stopniu, a prawdę mówiąc, te zaznaczone na czerwono, jak wynika z materiału po katastrofie, są mniej zdeformowane od pozostałych… i żaden z nich nie pękł. Nie, Adam: ten złom zaczął się obracać, zanim jeszcze zaczął się walić.

Gerrick chrząknął, ale nie protestował, gdyż Matthews miał rację. To co się wydarzyło, nie powinno się wydarzyć, ponieważ otwory, w których umieszczano wsporniki, miały specyficzny przekrój pomyślany tak, by uniemożliwić podobne wypadki. Po osiągnięciu skały zwężały się, zmieniając kształt z okrągłego na prostokątny tak jak przekrój wspornika, którego ostatnie dziesięć metrów było wpasowane w otwór ciasno, praktycznie na wcisk, jeszcze przed zalaniem cerambetem, którym zalewano resztę, uszczelniając połączenie i tworząc monolit ze skałą. Inaczej skała bez wzmocnienia cerambetem nie byłaby w stanie utrzymać obciążenia, ale mimo to powinna powstrzymać ruch obrotowy wsporników. W przypadku katastrofy wsporniki powinny przez pierwsze kilkanaście metrów padać prosto i dopiero potem skręcić się pod wpływem przeciążenia. Samo skręcenie mogło mieć miejsce nie wcześniej niż w dwóch trzecich upadku.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)