Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
— Wiedziałem, milady. Proszę o wybaczenie, ale chciałem wpierw mieć absolutną pewność, że to nie zbieg okoliczności czy błąd komputera. Teraz jestem pewien… tak samo jak lord Clinkscales, Protektor Benjamin i planetarna służba bezpieczeństwa! — Ostatnie zdanie wygłosił już bez cienia wstydu.
— Mój Boże! — jęknęła.
Za plecami usłyszała ciche tupnięcie, gdy Nimitz wylądował na biurku, a w następnej chwili poczuła na szyi jego chwytne łapy. Chciała się odezwać, lecz nie mogła, bo coś dławiło ją w gardle. Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się tak, że fotel trząsł się w rytm targających nią spazmów.
— Milady! — Gdzieś z oddali dobiegł głos LaFolleta, a w następnej chwili był przy niej, złapał ją za przedramiona i delikatnie, lecz stanowczo zmusił do opuszczenia rąk i spojrzenia na niego.
Zrobiła to z pełnymi łez oczyma i usłyszała jego głęboki i miękki głos:
— To nie była nasza wina, milady. To nie był wypadek czy bezmyślność… to nie twoja wina!
Z jednej strony wstyd jej było, że okazała słabość, z drugiej czuła wdzięczność za wsparcie i uspokojenie. A LaFollet uśmiechnął się. I to bez śladu potępienia czy litości. Łagodnie uwolniła się z jego uchwytu i przesunęła w dół, zamykając jego dłonie w mocnym uścisku, nim z powrotem spojrzała na Gerricka.
— Jak? — spytała prawie normalnym głosem. — Jak to zrobili? I jak to odkryliście?
— Jak to odkryliśmy, to długa historia, milady. Ujmując rzecz zwięźle, to analizowaliśmy na modelach komputerowych, jak mogło dojść do tej katastrofy. Robiliśmy to praktycznie od chwili zawalenia się kopuły i w końcu znaleźliśmy prawidłowość, która nie mogła być naturalna. A potem… — przerwał nagle, potrząsnął głową z irytacją i uśmiechnął się słabo. — Czy będzie pani miała coś przeciwko, jeśli usiądę? Obawiam się, że jestem trochę zmęczony.
— Skądże znowu, siadaj! — poleciła czym prędzej i dodała trochę bez związku: — Zadzwonię po Maca, będziemy potrzebowali…
— Milady — przerwał jej łagodnie, acz zdecydowanie LaFollet, a gdy spojrzała nań zdziwiona, uśmiechnął się i dodał: — Już go zawiadomiłem. Prosił, żebym pani powtórzył, że zjawi się jak tylko znajdzie… Delacourt, chyba tak powiedział.
— Dela… — Honor zamrugała gwałtownie oczami, spoglądając na niego i dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak jest zmęczona i pozbawiona energii. — Delacourt. Mac zawsze miał dobre wyczucie.
I roześmiała się cicho.
— W rzeczy samej i… — LaFollet urwał, ponieważ otworzyły się drzwi prowadzące do kuchni.
Wyłonił się z nich MacGuiness, niosąc na srebrnej tacy trzy wysmukłe kielichy i butelkę z osobistej piwniczki jej ojca znajdującej się na Manticore. Uśmiech, którym ją powitał, mówił wszystko i łapał za gardło.
Podszedł dostojnie do biurka, postawił tacę i dopiero wówczas dostrzegła, że stoi na niej także miseczka z selerem dla Nimitza.
— Pomyślałem sobie, że może pani tego potrzebować, ma’am — powiedział cicho, rozlewając rubinowej barwy wino do kielichów.
Pierwszy podał jej, następny LaFolletowi, a trzeci Gerrickowi.
— Dzięki, Mac — powiedziała, chwytając delikatnie jego dłoń. — Zawsze jesteś, kiedy cię potrzebuję, i wszystko wiesz…
— Przydatna umiejętność, ma’am — odparł równie cicho i na moment przykrył jej dłoń swoją.
Potem odstawił butelkę, cofnął się i skłonił lekko.
— Proszę dać mi znać, jak tylko będzie pani czegoś potrzebowała, ma’am.
I wyszedł.
Honor przyglądała mu się, dopóki nie zniknął za drzwiami, i dopiero wtedy przeniosła spojrzenie na Gerricka i LaFolleta. Andrew stał w formalnej pozie obok jej fotela, więc pokręciła głową i wskazała mu najbliżej stojący. Zawahał się przez moment, widać było, że chce coś powiedzieć, ale ugryzł się w język i wykonał polecenie. Poczekała, aż usiądzie, nim skupiła uwagę na Adamie.
— Powiedz mi — zażądała; mówiła już całkowicie normalnym głosem.
Nadal było w nim napięcie i ból, ale był to jej głos, nad którym w pełni panowała.
— W pewnym sensie jest to nasza wina, milady — oznajmił niespodziewanie. — Chodzi mi o to, że daliśmy tym skurwy… przepraszam, milady… Chodzi mi o to, że ten, kto to wszystko zaplanował, nie miał żadnych problemów, by umieścić swoich ludzi wśród naszych pracowników. Nigdy nie przyszło nam do głowy, że ktoś może chcieć spowodować coś podobnego, i w ogóle nie zwracaliśmy uwagi na środki bezpieczeństwa inne niż związane z samym prowadzeniem prac. Skupiliśmy się na tym, by przyjmować ludzi odpowiednio inteligentnych, by mogli wykonywać te prace, a potem na wyszkoleniu ich w obsłudze nowoczesnego sprzętu. Zabezpieczenia przed sabotażem nigdy nikomu nie przyszły na myśl.
— Bo nie istniały powody, dla których mogłyby przyjść, milady — wtrącił LaFollet. — Na Graysonie nigdy nie wydarzył się podobny przypadek. Owszem, teraz wiemy, że należało na to zwrócić uwagę, ale po fakcie każdy jest mądry. Wtedy nie mieliśmy żadnych podstaw, by przypuszczać, że zechcą się u nas zatrudnić masowi mordercy.
Honor skinęła głową wdzięczna za to zapewnienie, choć tak naprawdę go nie potrzebowała — tego rzeczywiście nie sposób było przewidzieć, a co za tym idzie, nie można się było przed taką ewentualnością zabezpieczyć.
— Major ma zupełną rację, milady. Tym bardziej że nie chodzi tu o samotnego maniaka, którego ewentualnie można by rozpoznać po zachowaniu, ale o zorganizowaną akcję, bo żeby to zrobić, potrzeba było co najmniej osiemnastu, a najprawdopodobniej dwudziestu ludzi współdziałających ze sobą. Zostali z pewnością starannie wybrani i nauczeni, jak się mają zachowywać, by nie wzbudzać podejrzeń.
— Jak to zrobili?
— Na dwa sposoby. Każdy z osobna mógł doprowadzić do runięcia kopuły, oba razem gwarantowały to. Prawdę mówiąc, jestem zaskoczony, że udało nam się doprowadzić budowę do takiego etapu, nim konstrukcja się zawaliła — powiedział to bez złości, zupełnie profesjonalnie. — jeden człowiek najął się jako operator świdra. Przeszedł przeszkolenie i potem zmieniał nieco profile otworów, które wiercił w skale. Zna pani szczegóły całego projektu, milady?
— Jedynie w ogólnych zarysach — przyznała.
Przeglądała naturalnie plany i czytała opisy, ale niewiele z nich zapamiętała, mając mgliste pojęcie o budownictwie.
— Jeśli pani nie pamięta, to proszę mi przerwać. W skrócie chodzi o to, że otwory, w których umieszczone są wsporniki główne, zostały zaprojektowane tak, by dało się w nie wlać jak najwięcej cerambetu od góry, a aby same stanowiły ciasne gniazda u dołu, blokując wspornik już samym swym kształtem i przenosząc obciążenia z niego na skalę. Przy tym założeniu i zalaniu każdego około stoma tonami cerambetu każdy powinien być w zasadzie niezniszczalny.
Tym razem przytaknęła energicznie, lepiej rozumiejąc, o co chodzi. Właściwie stopiony cerambet miałby właściwości bryły skalnej idealnie związanej z otaczającym go masywem i twardszej niż obsydian. W połączeniu z kształtem otworu powinno dać to efekt zakotwiczenia konstrukcji w skalnym podłożu i zespolenie ich w jedną całość.
— Teraz co oni zrobili… — podjął Gerrick. — Więc ten pierwszy wywiercił otwory tak, by wyglądały na wykonane zgodnie z planami, ale dolną ich część poszerzył na tyle, by wsporniki wchodziły w nią z lekkim luzem. W ten sposób zlikwidował jedną z podstaw solidnego ich zakotwiczenia. Zdołaliśmy co prawda sprawdzić tylko dwa z nich, nim inspektorzy Muellera przegonili nas z budowy, ale mamy dobrej jakości nagrania dokumentujące. Operatorzy byli technikami łączności, więc nie mieli prawa zauważyć różnicy, a nikt z naszych inspektorów nie sprawdzał nagrań przed wypadkiem. Teraz obejrzeliśmy je dokładnie i zdołaliśmy obliczyć rzeczywiste zmiany. Co prawda to rekonstrukcja komputerowa, ale zostanie uznana w każdym sądzie, a otwory pozostały i w każdej chwili można to będzie sprawdzić na miejscu, jeśli okaże się to potrzebne.