Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 296
Перейти на страницу:

– Nie – dał się słyszeć głos Taima, znajdującego się gdzieś blisko. – Ten chłopak będzie następny. Wielki Władca domaga się wyników. Z Logainem za długo to trwa.

Evin zaczął płakać głośniej, gdy Mezar z Welynem podeszli do niego i schwycili go pod pachy.

– Nie! – zawołał Androl, wykręcając się. – Nie! Ażebyś sczezł, Taim! Zostaw go w spokoju! Weź mnie!

Taim stał nieopodal, z rękoma splecionymi na plecach, w czarnym uniformie podobnym do tych, które nosili Asha’mani, tyle że z rąbkami obrzeżonymi srebrną nicią. Nie nosił żadnych szpilek przy kołnierzu. Obrócił się w stronę Androla z szyderczą miną.

– Wziąć ciebie? Miałbym sprezentować Wielkiemu Władcy kogoś, kto do tego tak kiepsko przenosi, że nawet kamyka nie skruszyłby? Już dawno temu należało cię odstrzelić.

Powiedziawszy to, ruszył śladem tamtych dwóch, którzy wlekli między sobą oszalałego ze strachu Evina. Androl krzyczał za nimi, tak długo i głośno, że aż ochrypł. A oni zawiedli Evina gdzieś na drugą stronę izby – była bardzo duża – skąd Androl nie mógł ich dostrzec, gdyż nie pozwalały mu na to krępujące go powrozy. Zrozpaczony przyłożył głowę do ubitej ziemi i zamknął oczy, ale i tak słyszał przerażone wrzaski Evina.

– Androl? – rozległ się szept Pevary.

– Milczeć! – Głosowi Mishraile’a towarzyszył tępy odgłos uderzenia, a potem chrapliwy jęk Pevary.

„Naprawdę zaczynam go nienawidzić” – pojawiło się w więzi przesłanie Pevary.

Androl nie odpowiedział.

„Wysilili się i wykopali nas z tego zawalonego pomieszczenia” – kontynuowała Pevara. – „Pamiętam tylko trochę, bo potem oddzielili mnie tarczą i pozbawili przytomności. Odnoszę wrażenie, że minął niecały dzień. Domyślam się, że Taim jeszcze nie dostarczył wymaganej odeń liczby Lordów Strachu Nawróconych na Cień”.

Tej wiadomości towarzyszyło uczucie niemalże beztroski.

Wrzaski Evina rozlegające się gdzieś za nimi ucichły.

„Och, Światłości!” – znów odezwała się Pevara. – „Czy to był Evin?” – Sarkastyczny ton gdzieś zniknął. – „Co się dzieje?”

„Poddają go Konwersji” – odpowiedział jej Androl. – „Siła woli ma coś wspólnego ze stawianym oporem. Dlatego właśnie Logain jeszcze nie został Przekonwertowany”.

Zatroskanie Pevary wyraziło się ciepłem bijącym od więzi. Czy wszystkie Aes Sedai były takie jak ona? Dawniej zakładał, że nie mają żadnych uczuć, a jednak Pevara zdawała się posiadać ich pełen komplet – aczkolwiek z niemalże nieludzkim opanowaniem pilnowała tego, jak one nad nią działały. Kolejny skutek dziesiątków lat praktyki?

„Jak uciekniemy?” – spytała.

„Próbuję rozwiązać swoje więzy. Mam zesztywniałe palce”.

„Widzę węzeł. Jest skomplikowany, ale może uda mi się wytłumaczyć ci, jak masz się do niego zabrać”.

Przytaknął i oboje wzięli się do działa – Pevara opisywała mu skręty węzła, a Androl próbował stosownie manipulować przy nich palcami. Nie udało mu się jednak poluźnić więzów. Próbował wyswobodzić ręce, ale powrozy były naciągnięte zbyt mocno.

Kiedy wreszcie uznał swoją porażkę, palce miał zupełnie zdrętwiałe z braku krążenia.

„Nic z tego nie będzie” – powiadomił Pevarę.

„Próbowałam się przebić przez tarczę” – odparła. – „To jest możliwe i wydaje mi się, że nasze tarcze mogą być tylko podwiązane. Podwiązane tarcze zawodzą”.

Androl odpowiedział jej, że się z nią zgadza, ale nie umiał zwalczyć w sobie poczucia zniechęcenia. Jak długo Evin będzie się trzymał?

Ta cisza nie dawała mu spokoju. Dlaczego nie słyszał żadnych odgłosów? A potem coś wyczuł. Ktoś przenosił. Czyżby tych trzynastu? Światłości. Jeśli tu było również tych trzynastu Myrddraali, to w takim razie ich sytuacja była straszliwa. Co zrobią, jeśli uda się im uciec? Nie zdołają pokonać w walce tak licznej grupy.

„Który klif wybrałeś?” – przysłała Pevara.

„Co?”

„Opowiadałeś, że kiedy byłeś wśród Ludu Morza, to widziałeś, jak tamci skakali z klifu, by dowieść swej odwagi. Im wyższy klif, tym odważniejszy skoczek. Który klif wybrałeś?”

„Najwyższy” – przyznał.

„Dlaczego?”

„Uznałem, że jak człowiek postanawia, że skoczy z klifu, to powinien od razu z najwyższego. Po co się godzić na ryzyko, jak nie po to, by zgarnąć najwyższą nagrodę?”

Pevara odpowiedziała mu, że się z nim zgadza.

„Uciekniemy, Androl. Jakoś nam się uda”.

Przytaknął i zabrał się od nowa za swój węzeł.

Kilka chwil później wrócili ludzie Taima. Evin przykucnął obok Androla. W jego spojrzeniu czaiło się teraz coś nowego, coś okropnego. Uśmiechnął się.

– Cóż, wcale nie było aż tak źle, jak zakładałem, Androl.

– Och, Evin…

– Nie przejmuj się mną – odparł Evin, kładąc dłoń na ramieniu Androla. – Czuję się znakomicie. Koniec strachu. Koniec zmartwień. Nie należało z tym walczyć. Jesteśmy Czarną Wieżą. Musimy współpracować.

„Nie jesteś moim przyjacielem” – pomyślał Androl. – „Może masz jego twarz, ale Evin… Och, Światłości. Evin nie żyje”.

– Gdzie jest Nalaam? – spytał.

– Obawiam się, że zginął pod zawalonym dachem. – Evin potrząsnął głową i przysunął się bliżej do Androla. – Oni planują cię zabić, ale myślę, że ich przekonam, żeby cię Przekonwertowali, boś tego wart. Jeszcze mi podziękujesz.

To straszne coś w jego oczach uśmiechnęło się, a potem Evin poklepał Androla po ramieniu, wstał i wdał się w pogawędkę z Mezarem i Welynem.

Androl z trudem dostrzegł trzynaście cieni, które chwyciły Emarina i gdzieś zawlekły, by teraz to jego poddać Konwersji. Pomory, odziane w płaszcze, których fałdy się nie ruszały.

„Nalaam miał wielkie szczęście, że zginął pod gruzami” – taka myśl przyszła Androlowi do głowy.

9

Dobra śmierć.

Ostrze miecza Lana rozłupało nieomal na pół głowę Myrddraala. Mandarb zatańczył, a Lan wprawnymi ruchami wodzy cofnął go o parę kroków – tymczasem Pomor miotał się w spazmach śmierci, siejąc wokół fragmentami strzaskanej czaszki. Śmierdząca czarna krew zalała skały, już po tylekroć skrwawione.

– Lordzie Mandragoran!

Lan odwrócił się w stronę, z której dobiegał głos. Zobaczył jednego ze swoich ludzi i jego rękę wyciągniętą mniej więcej w kierunku, gdzie znajdował się ich obóz. Powietrze nad nim barwiła łuna w kolorze jaskrawej czerwieni.

„Już południe?” – zdziwił się, unosząc miecz, żeby dać swoim Malkierczykom sygnał do odwrotu. Wojska Kandoru i Arafel zajmowały ich miejsce: lekka kawaleria uzbrojona w łuki zasypywała zbitą masę Trolloków kolejnymi zmasowanymi salwami strzał.

Odór był okropny. Lan i jego ludzie wycofali się z linii frontu, po drodze mijając dwóch Asha’manów i jedną Aes Sedai – Coladarę, która nalegała, żeby pozwolono jej wziąć udział w bitwie w charakterze doradczyni króla Paitara – używających Jedynej Mocy do podpalenia zwałów ciał padłych Trolloków. To z pewnością utrudni zadanie kolejnej fali atakujących bestii.

Wojska Lana ciągnęły swe krwawe dzieło, blokując Trollokom drogę przez Przełęcz, niczym kołek wbity w kadłub powstrzymuje wodę przed zalaniem przeciekającego kadłuba statku. Walczyli na przemian, zmieniając się co godzinę. W nocy przyświecały im ogniska i Asha’mani, tak żeby uniemożliwić Pomiotowi Cienia atak pod osłoną nocnych ciemności.

Po dwóch dniach okrutnej walki Lan zrozumiał, że taktyka, którą przyjęli, tak naprawdę sprzyja Trollokom. Ludzie zabijali je masami, ale Cień od wielu lat budował swoje siły. Każdej nocy Trolloki karmiły się ciałami poległych, nie musiały się martwić o aprowizację i inne rezerwy.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)