Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 128
Перейти на страницу:

Nebogipfel przyrządził mi trochę zupy z mięczaków. Gdy skończyłem jeść, słońce już zaszło i jedyne światło dochodziło od sierpa księżyca, który wisiał nisko na niebie. Nebogipfel zdjął gogle i zobaczyłem, jak w ciemności chaty jego olbrzymie, szaro-czerwone oko przypomina przeświecający cień księżyca.

— Chcę się dowiedzieć — odezwałem się — dlaczego zachorowałem.

— Nie jestem pewien.

— Nie jesteś pewien?

Zdziwiło mnie to niezwykłe przyznanie się do własnych ograniczeń, gdyż rozległość i głębokość wiedzy Nebogipfela były nadzwyczajne. Wyobraziłem sobie umysł dziewiętnastowiecznego człowieka jako coś podobnego do mojego starego warsztatu: pełnego informacji, ale poukładanych dość chaotycznie, z otwartymi książkami i świstkami notatek oraz szkicami porozrzucanymi na wszystkich płaskich powierzchniach. W porównaniu z tym nieładem umysł Morloka — dzięki zaawansowanym technikom nauczania z roku 657 208 — uporządkowany był jak zawartość doskonałej encyklopedii, a księgi z wiadomościami empirycznymi i teoretycznymi skatalogowane i poukładane na półkach. To wszystko podnosiło praktyczną inteligencję i wiedzę do poziomu, o którym nie śniło się ludziom z moich czasów.

— Mimo to — dodał — nie powinien nas dziwić sam fakt choroby. Właściwie, dziwię się tylko, że nie zachorowałeś już wcześniej.

— Co chcesz przez to powiedzieć?

Odwrócił się do mnie.

— Że jesteś człowiekiem poza swoim czasem.

Nagle zrozumiałem, o co mu chodzi.

Zarazki zbierały żniwo ofiar ludzkich od samego początku. Zaiste, nawet w tych zamierzchłych czasach zabijały przodków człowieka. Ale z powodu tego ponurego przesiewu naszej rasy rozwinęła się u nas odporność. Nasze ciała walczą ze wszystkimi zarazkami i na niektóre uodparniają się całkowicie.

Wyobraziłem sobie wszystkie pokolenia ludzi, które miały się pojawić dopiero po zakończeniu tej prehistorycznej ery, te podobne do robaczków świętojańskich duszyczki ludzkie, które będą migotać jak iskierki, nim zostaną pogaszone na zawsze! Ale te maluczkie zmagania nie będą daremne, gdyż tym żniwem śmierci biliona istot człowiek kupi sobie prawo do Ziemi, przysługujące mu z tytułu urodzenia.

W przypadku Morloka sprawa wyglądała inaczej. W stuleciu Nebogipfela nie pozostanie już zbyt wiele z archetypu człowieka. Nebogipfel powiedział mi wcześniej, że wszystko w Morloku — kości, ciało, płuca, wątroba — zostało skorygowane, by stworzyć idealną równowagę między długowiecznością i pełnią życia. Nebogipfel mógł zostać zraniony, czego byłem świadkiem, ale — według niego — jego ciało było podatne na zarażenie nie bardziej niż zbroja. I rzeczywiście, nie dostrzegłem oznak infekcji ani w jego nodze, ani w oku. Przypomniałem sobie, że w pierwotnym świecie Elojów i Morloków znaleziono inne rozwiązanie, gdyż tam też nie widziałem żadnych chorób czy zakażeń, a także niewiele oznak gnicia, i domyśliłem się, że jest to świat oczyszczony ze szkodliwych bakterii.

Ja jednak nie posiadałem w sobie takiej ochrony.

Po moim pierwszym zetknięciu się z chorobą Nebogipfel zwrócił uwagę na bardziej subtelne aspekty naszych potrzeb związanych z przetrwaniem. Wysłał mnie po artykuły uzupełniające naszą dietę, w tym orzechy, bulwy, owoce i jadalne grzyby. Dodaliśmy to wszystko do podstawowych potraw z ryb i skorupiaków morskich oraz mięsa zwierząt i ptaków na tyle głupich, by dać się upolować za pomocą procy i kamieni. Nebogipfel spróbował również spreparować proste leki: kataplazmy, herbaty ziołowe i tym podobne.

Moja choroba bardzo mnie przygnębiła, gdyż było to niebezpieczeństwo podróżowania w czasie, które nie przyszło mi przedtem na myśl. Zadrżałem i objąłem ramionami swoje nadal osłabione ciało. Moja siła i inteligencja mogły odeprzeć diatrymę oraz innych drapieżców paleocenu, ale nie były w stanie zapewnić mi żadnej obrony przed atakami niewidzialnych potworów znajdujących się w powietrzu, wodzie i ciele.

5. BURZA

Gdybym choć trochę znał tropikalne warunki przed naszym pobytem w paleocenie, być może byłbym przygotowany na burzę.

Dzień był duszny i bardziej wilgotny niż zwykle, a powietrze w pobliżu morza odznaczało się dziwną jasnością, którą człowiek kojarzy z nadchodzącą zmianą pogody. Tego wieczora, wyczerpany pracą i w złym samopoczuciu, z radością położyłem się na sienniku. Na początku jednak upał był tak wielki, że nie mogłem zasnąć.

Obudził mnie powolny grzechot kropli deszczu padających na nasz prowizoryczny dach z liści palmowych. Słyszałem deszcz, który padał w lesie za nami — wodne kule uderzające w liście — i bił w piasek na plaży. Nie słyszałem i nie widziałem Nebogipfela. To była najciemniejsza część nocy.

A potem zerwała się burza.

To było tak, jakby otwarto jakąś pokrywę w niebie. Spadły galony deszczowej wody i po chwili nasz dach z liści palmowych się zawalił. Szczątki naszej lichej chaty runęły wokół mnie i przemokłem do suchej nitki. Nadal leżałem na plecach i patrzyłem na proste trajektorie kropli deszczu, które ginęły w otchłani przesłoniętego przez chmury nieba.

Usiłowałem wstać, ale przeszkadzały mi przesiąknięte wodą liście z dachu. Mój siennik przemienił się w zabłoconą maź. Wkrótce pokryła mnie warstwa błota i brudu. Woda waliła mnie w głowę i spływała mi do oczu, przez co byłem prawie ślepy.

Kiedy zdołałem wreszcie wstać, przeraziła mnie łatwość, z jaką nasze schronienie się zapadało. Wszystkie rozporki pospadały lub szaleńczo się przechylały. Dostrzegłem pudełkowaty kształt zrekonstruowanej przez Nebogipfela machiny czasu, ale w tej chwili była już ona prawie pogrzebana wśród szczątków chaty.

Odgarniając liście i kawałki płótna, sprawdziłem wnętrze tego przemoczonego, śliskiego wraka. Znalazłem Nebogipfela. Z włosami przyklejonymi do ciała i kolanami przyciągniętymi do klatki piersiowej wyglądał jak gigantyczny szczur. Zgubił gogle i drżał, był całkiem bezradny. Odczułem ulgę, że tak łatwo go znalazłem, gdyż zwykle to właśnie w nocy funkcjonował i mógł być dosłownie wszędzie w promieniu mniej więcej mili od chaty.

Pochyliłem się, żeby go wziąć na ręce, ale odwrócił się do mnie twarzą, ukazując ciemny oczodół po utraconym oku.

— Samochód czasu! Musimy ratować samochód czasu!

W hałasie burzy jego płynny głos był prawie niesłyszalny. Znów wyciągnąłem do niego ręce, ale odsunął się ode mnie resztkami sił.

Czując grad kropli deszczu na głowie, warknąłem na znak protestu, ale ochoczo przebrnąłem przez szczątki naszego domu do konstrukcji Nebogipfela. Usunąłem z niej mnóstwo liści i stwierdziłem, że rama pogrąża się w błocie, wraz z ubraniem, filiżankami i resztkami naszych prowizorycznych mebli. Chwyciłem pionowe elementy ramy i spróbowałem wyciągnąć machinę z błota, ale udało mi się tylko powykrzywiać ramę, a potem poodrywać jej narożniki.

Wyprostowałem się i rozejrzałem. Chata była już niemal doszczętnie zdemolowana. Zobaczyłem, że woda zaczyna wypływać z lasu, zalewając piasek i podążając ku oceanowi. Nawet nasz przyjazny strumień ze świeżą wodą robił się coraz szerszy, bardziej gniewny i groził, że wystąpi ze swoich płytkich brzegów i nas zaleje.

Zostawiłem samochód czasu i podszedłem do Nebogipfela.

— To już koniec — krzyknąłem do niego. — Musimy stąd uciekać.

— Ale machina czasu...

— Musimy ją zostawić! Nie rozumiesz? Jeśli pójdzie tak dalej, zostaniemy zepchnięci do morza!

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)