Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 128
Перейти на страницу:

Prawa noga Nebogipfela była pokiereszowana wskutek napaści diatrymy. Kolano wydawało się zmiażdżone, a stopa skręcona była pod nienaturalnym kątem. Używając ostrego kawałka kadłuba samochodu — nie miałem noża — spróbowałem wyciąć lniane włosy z miejsc obrażeń. Obmyłem odsłonięte ciało najlepiej, jak umiałem. Wydawało się, że przynajmniej rany powierzchniowe zasklepiły się i nie było oznak infekcji.

Nie jestem lekarzem, więc w trakcie moich niezdarnie wykonywanych czynności Morlok, nadal nieprzytomny, chrząknął i miauknął z bólu jak kot.

Oczyściwszy rany, przesunąłem rękami po zranionej nodze, ale nie wykryłem żadnego wyraźnego pęknięcia golenia lub kości łydkowej. Jak już wcześniej zauważyłem, uszkodzone były głównie kolano i kostka. To mnie przeraziło, gdyż może zdołałbym nastawić ręką złamaną piszczel, ale żadną miarą nie umiałbym wyleczyć takich ran, jakie odniósł Nebogipfel. Mimo to przetrząsnąłem wrak samochodu, aż znalazłem dwa proste pręty ramy. Przyłożyłem sklecony na poczekaniu nóż do marynarki — nie spodziewałem się, by ta część garderoby przydała mi się w tym klimacie — i pociąłem ją na bandaże, które wypłukałem w wodzie.

Zbierając odwagę, naprostowałem nogę i stopę Morloka. Mocno przywiązałem kończynę do łupków, a następnie do drugiej, zdrowej nogi, żeby ją lepiej podeprzeć.

Wrzaski Morloka, odbijające się echem od drzew, były straszliwe.

Wyczerpany, posiliłem się tamtego wieczora ostrygami — surowymi, gdyż nie miałem siły, by rozpalić ogień — i usiadłem obok Morloka, opierając się plecami o pień drzewa i trzymając w ręku klucz Mosesa.

3. NASZE ŻYCIE

Rozbiłem obóz na brzegu paleoceńskiego morza, w pobliżu strumienia ze świeżą wodą, który znalazłem. Zdecydowałem, że tam będziemy zdrowsi i bezpieczniejsi niż w półmroku lasu. Skleciłem parasol przeciwsłoneczny dla Nebogipfela, konstruując szkielet z kawałków samochodu czasu i rozciągając na nich skrawki płótna.

Zaniosłem tam Nebogipfela na rękach. Był lekki jak dziecko i nadal półprzytomny. Spojrzał na mnie bezradnie przez potłuczone gogle i niemal zapomniałem, że był przedstawicielem gatunku, który pokonał ograniczenia przestrzeni i ujarzmił Słońce!

Moim następnym priorytetowym zadaniem było rozpalenie ognia. Dostępne drewno — gałęzie, które pospadały z drzew — było wilgotne i spleśniałe. Zaniosłem je na plażę i położyłem, by wyschło. Używając opadłych liści na podpałkę i krzesając iskrę z kamienia uderzanego o metalową część samochodu czasu, dość szybko udało mi się zapalić płomień. Na początku rozniecałem ogień każdego dnia, ale wkrótce odkryłem niewątpliwie odwieczną sztuczkę, która polegała na pozostawianiu węgli żarzących się w dołku w ciągu dnia, dzięki czemu łatwo było powtórnie rozpalić ogień, kiedy tylko człowiek chciał.

Proces rekonwalescencji Nebogipfela postępował powoli. Dla członka gatunku, który nie zna snu, przymusowa nieprzytomność to poważna i niepokojąca sprawa, i kiedy Nebogipfel przyszedł wreszcie do siebie, siedział w cieniu przez kilka dni i nie chciał rozmawiać. Okazało się, że jednak może — choć robił to bardzo niechętnie — jeść ostrygi i małże, które przynosiłem z morza. Po pewnym czasie mogłem urozmaicić naszą dietę gotowanym mięsem żółwia, gdyż tych stworzeń było całkiem sporo na całym wybrzeżu. Kiedy nabyłem trochę praktyki, udało mi się strącać pęki owoców z palm przy plaży, rzucając kawałkami metalu i kamieniami w gałęzie. Kokosy okazały się bardzo pożyteczne: ich mleko i miąższ urozmaiciły naszą dietę, puste skorupy służyły za pojemniki do różnych celów, a nawet z brązowych włókien przylegających do ich skorup można było utkać prymitywną tkaninę. Nie mam jednak wielkich zdolności do takich precyzyjnych prac i szczytem moich osiągnięć była czapka, którą sobie zrobiłem — o szerokim rondzie, przypominająca kapelusz kulisa.

Jednak, pomimo szczodrości morza i palm, nasz jadłospis był monotonny. Patrzyłem z zazdrością na soczyste stworzonka, które poruszały się, poza moim zasięgiem, wśród gałęzi nade mną.

Zbadałem przybrzeżny obszar morza. Wiele różnych stworzeń zamieszkiwało ten oceaniczny świat. Zaobserwowałem szerokie, rombowe cienie przesuwające się po powierzchni wody, które uznałem za płaszczki, i dwukrotnie zauważyłem pionowo wystające płetwy o wysokości co najmniej stopy, które przesuwały się na wodzie i mogły jedynie oznaczać olbrzymie rekiny.

Zobaczyłem też falujący kształt, który pruł wodę w odległości około mili od lądu. Dostrzegłem białe ciało oraz szeroką, umocowaną jak na zawiasie szczękę wyposażoną w małe, ostre zęby. Ta bestia miała jakieś pięć stóp długości i płynęła, wykonując faliste ruchy swoim krętym ciałem. Opowiedziałem o tym Nebogipfelowi. Odgrzebując trochę więcej encyklopedycznej wiedzy, którą miał zgromadzoną w swojej małej głowie, Morlok zidentyfikował zwierzę jako Champsosaurusa: starożytne stworzenie spokrewnione z krokodylem, które przetrwało wiek dinozaurów, już dawno zastąpiony przez epokę paleoceńską.

Nebogipfel powiedział mi, że w tym okresie ssaki morskie z moich czasów — wieloryby, syreny i wiele innych — są w trakcie ewolucyjnej adaptacji do morza i żyją nadal jako duże, wolno poruszające się zwierzęta lądowe. Rozglądałem się uważnie za wygrzewającymi się w słońcu wielorybami lądowymi, gdyż na pewno zdołałbym upolować takie wolno poruszające się zwierzę, ale nigdy żadnego nie zobaczyłem.

Gdy po raz pierwszy zdjąłem łupki Morlokowi, rany wydawały się goić. Nebogipfel jednak zbadał stawy i orzekł, że kości zostały źle nastawione. Wcale mnie to nie zdziwiło, ale żaden z nas nie potrafił wymyślić sposobu, jak można by sytuację polepszyć. Mimo to, po pewnym czasie Nebogipfel mógł jako tako chodzić, korzystając z kuli wykonanej z odpowiednio ukształtowanej gałęzi; przyzwyczaił się do utykania, chodząc po naszym małym obozowisku jak jakiś zasuszony czarownik.

Jednakże jego oko, które uszkodziłem podczas ataku w warsztacie samochodów czasu, nie zagoiło się i pozostało ślepe. Było to powodem mojego głębokiego żalu i wstydu.

Jako Morlok, biedny Nebogipfel czuł się bardzo niedobrze w silnym słońcu grzejącym za dnia. Dlatego spał w dzień w zbudowanym przeze mnie schronieniu i wstawał w nocy, natomiast ja preferowałem światło dzienne. Tak więc każdy z nas spędzał bezsenne godziny sam. Spotykaliśmy się i rozmawialiśmy o zmierzchu i świcie, choć muszę przyznać, że po kilku tygodniach ciężkiej pracy fizycznej oraz przebywania na wolnym powietrzu i w upale byłem bardzo wyczerpany, kiedy słońce zachodziło.

Palmy miały szerokie liście i postanowiłem, że trochę ich zdobędę, zamierzając wykorzystać je do zbudowania lepszego schronienia. Ale wszystkie moje wysiłki związane z rzucaniem przedmiotów w drzewa spełzły na niczym, a nie miałem środków, by ściąć same drzewa. Zmuszony więc byłem rozebrać się do spodni i wdrapywać na palmy jak małpa. Gdy już znajdowałem się przy koronie drzewa, niedługo trwało zerwanie liści i upuszczenie ich na ziemię. Te wspinaczki były dla mnie wyczerpujące. Przebywając na świeżym powietrzu w pobliżu morza i w świetle słonecznym, nabierałem zdrowia i krzepkości, ale nie jestem już młody i wkrótce poznałem granice moich atletycznych możliwości.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)