Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
Przerwał jej:
— Próbowałem wcześniej leczenia metapsychicznego. Nic nie pomogło. Powiedzieli, że jestem zbyt silny, że to będzie wymagało specjalnego typu uzdrowiciela: zaangażowanego, by mógł we mnie przeniknąć i wyrzucić to paskudztwo. I ty to zrobiłaś.
— Wstępne nacięcie zrobiła Elżbieta — zaprotestowała Sukey. — Ja się starałam — jej spojrzenie uciekło w bok — i zupełnie spaskudziłam robotę. Elżbieta cudownie to naprawiła i wydobyła z ciebie na zewnątrz rzeczy naprawdę niebezpieczne, których nie mogłam tknąć. Dużo jej zawdzięczasz, Stein. Ja także.
Miał wątpliwości.
— Tam w gospodzie, ja i mój kumpel Ryszard nazywaliśmy ją Królową Lodu. Kompletnie mroźna i przerażająca pani. Ale chwileczkę!… Przecież mówiła nam, że straciła swe metafunkcje!
— Wróciły. Dzięki szokowi przejścia przez bramę czasu. Jest cudowną korektorką, Stein. Była jedną z czołowych nauczycielek i doradców w swym sektorze galaktycznym. W klasie mistrzowskiej. Nigdy jej nie dorównam, może tylko wobec ciebie.
Bardzo ostrożnie objął ją swymi potężnymi łapskami. Miała długie, czarne i zupełnie proste włosy, lekko tylko pachnące ziołowym mydłem Tanów. Przytuliła się do nagiej piersi Steina; słyszała powolne bicie jego serca. Bała się zajrzeć w głąb myśli Wikinga w obawie, że nie znajdzie tam tego, na co miała nadzieję. Byli sami w pokoju na wieży. Nawet Elżbieta znikła, gdy stało się jasne, że leczenie Steina się powiedzie.
Sukey powiedziała:
— Jest coś, co powinieneś wiedzieć. — Dotknęła srebrnej obręczy na swej dość pulchnej szyi. — Te srebrne obroże… Twój przyjaciel Aiken też ma taką, a także niektórzy z przybyłych przez bramę. One powodują, że uśpione metafunkcje stają się aktywne. W ten właśnie sposób stałam się korektorką… I jest także obca rasa kosmiczna w pliocenie obok nas. Nazywają się Tanu i przybyli tu dawno temu z jakiejś odległej o miliardy lat świetlnych galaktyki. Oni także są latentni i noszą złote obręcze, które zmieniają ich w istoty tak potężne, jak nasi metapsychicy ze Środowiska. Wyglądają prawie jak ludzie, z tym wyjątkiem, że są bardzo wysocy i mają dziwne oczy. Tanowie rządzą tym krajem prawie tak samo, jak średniowieczni baronowie rządzili dawniej Ziemią.
— Coś mi się zaczyna przypominać — rzekł powoli Stein. — Bójka w jakimś zamku… I ciągle jeszcze jesteśmy w nim zamknięci?
Sukey potrząsnęła głową.
— Zabrali nas, to znaczy ciebie, mnie i paru innych w dół Rodanu. Jesteśmy w drodze do stolicy Tanów. Ta miejscowość nazywa się Darask, leży prawie nad brzegiem Morza Śródziemnego. Jesteśmy tu od dwóch dni. Elżbieta udzieliła pomocy pani tego domu, która miała ciężki poród, dostaliśmy więc, jako swego rodzaju zapłatę, zgodę na zatrzymanie się tu i wyleczenie ciebie. Spływ rzeką do Darask był bardzo wyczerpujący nerwowo.
— Więc jest tu Elżbieta i Aiken. Kto jeszcze?
— Z twojej grupy Bryan. I jeszcze jeden mężczyzna, nazwiskiem Raimo Hakkinen, który był leśnikiem w Brytyjskiej Kolumbii. Zdaje się, że z Grupy Pomarańczowej. I jest jeden Tanu, który ma nas dostarczyć do stolicy. Nazywa się Creyn i jest chyba czymś w rodzaju lekarza kosmitów, gdy nie eskortuje niewolników. Wyleczył wszystkie rany, jakich doznałeś w walce. Nawiasem mówiąc, nie używał żadnego regenerobasenu, a tylko coś podobnego do plastykowego opatrunku i działał mentalnie. Reszta twoich przyjaciół i inni ludzie, którzy byli uwięzieni w zamku, zostali wysłani do innej miejscowości, setki kilosów stąd na północ.
— Co oni zamierzają z nami zrobić?
— No cóż, Elżbieta to oczywiście szczególny wypadek, bo jak się zdaje, jest na całym Wygnaniu jedyną aktywną ludzką istotą bez naszyjnika. Przypuszczam, że zamierzają zrobić z niej królową planety, jeśli będzie miała na to ochotę.
— Jezu Chryste!
— Bryan znowu, to jeszcze inny wypadek szczególny. Też nie nosi obręczy. Nie dowiedziałam się dlaczego, ale wygląda na to, że Tanowie są przekonani, iż jest im potrzebny antropolog, by wyjaśnił, co ludzie zrobili ze społeczeństwa plioceńskiego. To znaczy, kiedy przybyli przez bramę. Bardzo skomplikowane, ale… No cóż, ci, którzy noszą srebrne obręcze, jak Aiken, ja i Raimo, czyli z uśpionymi metafunkcjami uaktywnionymi przez nie, mają szanse dostać się w szeregi tańskiej arystokracji, jeśli będą grzeczni. Zwykli ludzie bez utajonych metafunkcji nie są, jak się zdaje, niewolnikami ani niczym w tym rodzaju. Obcy przypominają rodzaj małpki człekokształtnej do ciężkiej pracy. Zwykli, których tu widzieliśmy, zajmują się sztuką i rzemiosłem.
Stein podniósł rękę i dotknął swej obroży, a następnie próbował ją zdjąć skracając i rozciągając.
— Nie mogę tego cholerstwa ściągnąć. Mówisz, że ona uaktywni moje uśpione metafunkcje?
Sukey była w rozpaczy.
— Stein… twoja obroża… nie jest srebrna. To jakiś szary metal! Nie jesteś uśpionym meta.
W jasnoniebieskich ocenach Steina pojawił się niebezpieczny błysk.
— W takim razie, do czego ona służy?
Sukey zagryzła wargi. Wyciągnęła rękę do metalowego przedmiotu na szyi Steina. Głosem niewiele głośniejszym od szeptu pi dowiedziała:
— Kontroluje cię. Powoduje przyjemność lub ból. Tanowie mogą jej używać, by rozmawiać z tobą telepatycznie albo by ustalić, gdzie jesteś, gdybyś uciekł. Mogą cię nią uśpić, uspokoić lęki, zaprogramować sugestie hipnotyczne i zapewne robić rzeczy, o których nie wiem.
Opowiedziała, co jeszcze było jej wiadomo o działaniu obręczy. Stein, groźnie, siedział w milczeniu na brzegu łóżka. Gdy skończyła, odezwała się:
— Więc ci, którzy noszą szare, wykonują funkcje podstawowe albo potencjalnie ważne dla obcych. Żołnierze. Strażnicy bramy. Ten żeglarz, który przeprawił nas w dół niebezpiecznej rzeki. I wykonują je nie buntując się, a przeklęta obroża nie zmienia ich w żywe trupy.
— Większość ludzi z szarymi obręczami, których spotkaliśmy, zachowywania się normalnie i wyglądała — na dość zadowolonych. Kapitan naszego statku powiedział, że uwielbia swoją pracę. Jeden z pracowników w pałacu, z którym rozmawiałam, stwierdził, że Tanowie są łaskawi i szczodrzy, chyba że ktoś sprzeciwia się ich rozkazom. Ja… ja przypuszczam, że po pewnym czasie wszyscy zachowują się tak, jak Tanowie tego po nich oczekują, bez żadnego przymusu. Są uwarunkowani i lojalni. To ten sam rodzaj socjalizacji, jaki występuje w każdej zwartej grupie, tyle że lojalność jest zagwarantowana. Stein odpowiedział bardzo spokojnie:
— Nie będę cholernym pachołkiem jakiegoś kosmicznego poganiacza niewolników. Przeszedłem przez bramę czasu i wyrzekłem się wszystkiego, co miałem, aby uciec od takich rzeczy. By być wolnym człowiekiem, któremu wolno robić, co mu się podoba! Inaczej żyć, nie potrafię. I nie chcę! Raczej dam sobie rozwalić łeb.
Z oczami pełnymi łez Sukey dotknęła jego policzka. Wśliznęła się myślą pod powierzchnię świadomości Steina i ujrzała, że mówi on szczerą prawdę. Upór, z jakim odcinał się od każdego uzdrawiacza, z wyjątkiem jej jednej, która go pokochała, przeciwstawiał się teraz twardo jakimkolwiek pomysłom podporządkowania go, odrzucał całkowicie myśl o robieniu dobrej miny w trudnej sytuacji. Stein nigdy nie ugnie się przed Tanami. Raczej się złamie. Jeśli zapanują nad nim, będą panować tylko nad jego ciałem pozbawionym rozumu.
Jej łzy popłynęły na pościel i na spódniczkę Steina z wilczej skóry. Ujął jej obie ręce.
— To nie jest ten wymarzony przez nas świat, prawda? — zapytała. — Ja chciałam znaleźć tunel wiodący do raju ziemskiego, do Agharty. Creyn powiedział, że legendy muszą się odnosić do raju stworzonego tu przez jego gatunek. Ale to nie może być prawda, nie? Agharta była krainą doskonałego pokoju, szczęścia i sprawiedliwości. To nie może być ten kraj. Nie, bo ten cię… cię unieszczęśliwia. Roześmiał się.