Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 116
Перейти на страницу:

16

— Jest przygotowany, Sukey. Ostateczne rozładowanie musisz wziąć na siebie.

— Ale… czy potrafię? Znów mogę to sfuszerować.

— Nie. Jesteś w stanie dać sobie radę z tą stroną jego leczenia. Mnie on na to nie pozwoli, ale ty możesz. Nie bój się.

… Zbożowe pola Illinois, płaskie jak stół i ciągnące się od horyzontu po horyzont, z domem farmerskim jak zabaweczka i zabudowaniami gospodarczymi zagubionymi w ogromie przestrzeni. Przy jednym z łanów siedzi trzyletni chłopiec i owczarek alzacki, suka. Chłopiec, psotny i zręczny, daje sobie radę z zameczkiem błyskawicznym nie do otwarcia przez dzieci i odpina od spodenek radiosygnalizator. Podaje go suce, która jest w ciąży i miewa dziwaczne apetyty, więc łyka sygnalizator. Chłopiec wstaje i niepewnym, dziecinnym krokiem kieruje się wzdłuż łanu ku ciekawym hałasom w oddali. Suka, której nie wystarczyła elektroniczna przekąska, biegnie do jednego z budynków farmy, gdzie gotuje się lunch…

— Nie! Nie mogę tam się znowu dostać!

— Ciii… Spokojnie. Jesteś blisko, już bardzo blisko.

— … Kombajn-robot, prawie tak wielki jak dom farmera i pomalowany na żywy oranż, posuwa się przed siebie pochłaniając po trzydzieści rzędów kukurydzy na raz, mieląc pędy i liście na użyteczną pulpę, łuskając kolby długie jak ręka mężczyzny i pakując dorodne złote ziarna w kontenery do wysyłki na inne farmy rozrzucone po całym Środowisku Galaktycznym. Ta nowa kukurydziana hybryda daje plon dwudziestu metrów sześciennych ziarna z hektara…

— Nie chcę patrzeć. Nie zmuszaj mnie do tego.

— Bądź spokojna. Odpręż się. Idź za mną. Jeszcze tylko raz.

… Chłopiec posuwa się wzdłuż rzędu roślin, gdzie czarną ziemię upał zmienił w okruchy szarego pyłu. Nad nim chwieją się gigantyczne rośliny z brązowymi na tle nieba pękami włókien; nabrzmiałe kolby na pędach są dojrzałe i gotowe do zbioru. Chłopiec idzie w stronę hałasu, ale to daleko, musi więc przysiąść, by odpocząć. Opiera się plecami o łodygę tak grubą, jak pień młodego drzewka, a szerokie zielone liście osłaniają go przed żarem słońca. Zamyka oczy. Gdy je znów otwiera, hałas jest znacznie głośniejszy, a powietrze pełne pyłu…

— Proszę. Proszę.

— Jeszcze tylko jeden raz musisz tam wniknąć. Ale jestem z tobą. To dla ciebie jedyna droga.

… Oczarowanie zmienia się w niepokój, zmienia w strach, bo chłopczyk dostrzega pomarańczowego potwora przegryzającego się ku niemu. Mózg robota starannie bada rzędy przed sobą na impulsy z radiosygnalizatora, natychmiast wyłączające bieg maszyny. Ale nie ma sygnałów. Maszyna toczy się naprzód. Chłopiec ucieka przed nią, bez trudności wyprzedzając kombajn posuwający się równym marszem kilometr na godzinę…

— Ona to wiedziała! Szukała mnie teledetektorem w porze lunchu i znalazła tylko psa wysyłającego na podwórzu dwa sygnały zamiast jednego. Wiedziała, że muszę być w polu. Zawołała tatę, by zatrzymał kombajn i mnie poszukał, ale nie dostała odpowiedzi. Znajdował się poza obrębem fermy, próbując naprawić zatarty wirnik jednej z anten.

— Tak. Dalej. Możesz ją zobaczyć, jak wyrusza kapsułą na poszukiwania.

… Chłopczyk ucieka przed siebie, nie zdając sobie z braku doświadczenia sprawy, że powinien zejść na bok, poza zasięg maszyny, zamiast biec w prostej linii tuż przed nią. Przyśpiesza kroku i czuje kolkę w boku. Zwalnia i zaczyna skomleć. Potyka się, pada, wstaje i niepewnym krokiem rusza dalej. Jego jasnoniebieskie oczy przesłaniają łzy. Wysoko w górze kapsuła powietrzna unosi się nad nim. Chłopiec zatrzymuje się, macha rękami i wrzeszczy do matki. Kombajn posuwa się dalej, ścinając łodygi tuż przy ziemi, przesuwając je zgrzebłowym przenośnikiem do swej paszczy, tnąc, siekając, wyłuskując ziarna z kolb, przemieniając rzędy olbrzymich roślin w zgrabne pakiety ziarna i drobno zmieloną pulpę celulozową…

— Nie. Proszę, dalej nie.

— Musisz. Musimy. Jeszcze raz i to już koniec. Ufaj mi.

. .. Kapsuła ląduje, a dziecko stoi jak przymurowane do ziemi i czeka, aż matka je uratuje; płacze i wyciąga ramiona. Matka podbiega, podnosi je, a hałas jest coraz głośniejszy i pył wiruje wokół nich w gorącym słońcu. Matka przytula chłopca i stara się przepchnąć pod ostrym kątem przez twarde, zagradzające drogę łodygi, a wielki pomarańczowy stwór posuwa się naprzód. Wszystkie noże tnące, kolce przenoszące i ostrza wirują. Ale piętnaście metrów, jakie matka musi przebyć, to zbyt dużo. Chwyta powietrze, podnosi chłopca jeszcze wyżej i rzuca go daleko. Zielona kukurydza, pomarańczowa maszyna i niebieskie niebo zataczają wokół niego krąg bardzo powoli. Spada na ziemię, a kombajn z dudnieniem przejeżdża obok; pracowite dzwonienie jego maszynerii zagłusza inny dźwięk, który nie trwa zbyt długo…

O Boże, jeszcze to słyszę proszę nie maszyna się zatrzymuje a on nadbiega i krzyczy na mnie ty małe, mordercze zwierzątko Cary Cary o Boże nie tato tato mama upadła pomóż, jej o mój Boże Cary zrobiłaś to by go uratować a on zabił ciebie i to twoja wina ty mordercze małe zwierzątko nie nie co ja mówię Boże mój mały chłopczyk Steinie przepraszam nie myślałem tego o Boże Cary Steinie… Tato błagam nie wypędzaj mnie.

— I nie zrobił tego, Steinie.

— Teraz już wiem.

— Usłyszałeś to? Wszystko, co powiedział?

— Tak. Biedny tata. Nie mógł się od tego powstrzymać. Teraz już wiem. Gniewny, przerażony i bezradny. Rozumiem. A przecież zastrzelił psa… Ale nie musiałem się obawiać. Inaczej nie mógł. Biedny tata. Rozumiem. Dziękuję ci. Dziękuję.

Stein otworzył oczy.

Tuż przy nim twarz nie znanej mu kobiety: zaczerwienione od słońca pyzate policzki, zadarty nosek, pełne oddania ciemnoniebieskie oczy, odrobinę zbyt blisko osadzone. Uśmiechała się.

Stein powiedział:

— I nie muszę mieć żalu do żadnego z nas obu.

— Nie musisz — odrzekła Sukey. — Teraz będziesz w stanie pamiętać o tym ze smutkiem. Ale równocześnie pogodzić się z tym. Już nigdy w życiu poczucia winy, strachu ani złości w związku z tym wydarzeniem.

Stein leżał w milczeniu, a ona połączyła swój umysł z jego w uścisku, który oznaczał udział w jego męce, świadczył, jak Sukey się o niego niepokoi.

— Pomogłaś mi — odezwał się znowu. — Uleczyłaś mnie. A ja nawet nie wiem, jak się nazywasz.

— Jestem Sue Gwen Davies. Przyjaciele nazywają mnie Sukey. To głupie przezwisko…

— Ależ nie. — Oparł się na łokciu i przyjrzał się jej z niewinną ciekawością. — Ty też odbyłaś trening w gospodzie. Widziałem cię tam, pierwszego i drugiego dnia mego pobytu. A potem znikłaś. Musiałaś przejść przez bramę wcześniej niż nasza Grupa Zielona.

— Byłam w Grupie Żółtej. Ja też cię pamiętam. Kostium wikinga nie łatwo się zapomina.

Wyszczerzył zęby i odsunął sprzed oczu przepocone kosmyki włosów.

— Wtedy mi się wydawało, że to dobry pomysł. Rodzaj odbicia mojej osobowości… A ty kim chciałaś być?

Zaśmiała się ze skrępowaniem; bawiła się haftowanym pasem swej długiej sukni.

— Starożytną księżniczką walijską. Dawno temu moja rodzina przybyła stamtąd i myślałam, że to będzie zabawne. Kompletne zerwanie z moim poprzednim trybem życia.

— Kim byłaś? Korektorką?

— Ależ nie! Byłam policjantką. Do spraw nieletnich na ON15, ostatniej ziemskiej kolonii satelitarnej. — Dotknęła swej srebrnej obręczy. — Aktywną korektorką stałam się dopiero wtedy, kiedy przybyłam tutaj. Będę ci to musiała wytłumaczyć…

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)