Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 236
Перейти на страницу:

— Stąd idziemy pieszo — oznajmił Elyas głosem niewiele głośniejszym niż sporadyczny stukot końskich kopyt. Powiedział wcześniej, że Shaido są nieostrożni i nie wystawili żadnych albo prawie żadnych wartowników, a teraz przemawiał tak cicho, jakby żywił obawy, że przeciwnik znajduje się zaledwie o dwadzieścia kroków stąd. — Człowiek na koniu zawsze się bardziej wyróżnia. Shaido Aiel nie są ślepi, choć ślepi jak na Aielów, co oznacza, że i tak widzą dwukrotnie ostrzej niż każdy z was, więc kiedy dotrzemy do wierzchołka, starajcie się nie rzucać w oczy. I spróbujcie nie robić więcej hałasu niż to konieczne, bo Shaido nie są również głusi. W końcu znajdą nasze ślady... nic na to nie poradzimy przy takim śniegu... jednak nie powinno dojść do tego ani zbyt szybko, ani z naszej winy.

Arganda, już dostatecznie rozwścieczony faktem utraty zbroi i piór, teraz zaczął się sprzeczać z Elyasem o dowodzenie. Ponieważ nie był kompletnym głupcem, toteż kłócił się cichym głosem, który się nie niósł po okolicy. Tyle że Arganda w wieku piętnastu lat został żołnierzem, a później prowadził swoich ludzi przeciwko Białym Płaszczom, Altaranom i wojownikom z Amadicii, lubił także podkreślać, że walczył w Wojnie z Aielami i przeżył Bitwę Krwawego Śniegu w Tar Valon. Wiedział o Aielach sporo i nie życzył sobie, aby rozkazywał mu jakiś nieogolony drwal. Perrin nie wtrącał się, póki Pierwszy Kapitan dobrze wykonywał swoje obowiązki i panował nad swoimi żołnierzami. W sumie na pewno nie był głupcem, po prostu obawiał się o los swojej królowej. Gallenne zostawił wszystkich swoich ludzi, mamrocząc, że bez koni lansjerzy są bardziej niż bezużyteczni, a jeśli każe im przejść większą odległość na piechotę, prawdopodobnie skręcą sobie karki. Gallenne także nie był głupi, lecz zawsze w każdej sprawie dostrzegał najpierw jej najczarniejsze aspekty. Elyas objął prowadzenie, a Perrin zabrał jedynie z sakw Steppera lunetę w grubej, oprawnej w mosiądz tubie i włożył ją sobie do kieszeni płaszcza, po czym ruszył za Macherą.

Pod drzewami rosły zarośla w kępach. Wśród drzew przeważały sosny i jodły, od czasu do czasu zdarzały się liściaste — po zimowemu szare i bezlistne, a teren, wcale nie bardziej stromy niż rodzinne Piaskowe Wzgórza, choć może nieco bardziej skalisty, nie sprawiał żadnych problemów Dannilowi i innym mężczyznom z Dwu Rzek, którzy wspinali się w milczeniu z napiętymi łukami i czujnie popatrywali na boki, niemal tak cisi jak mgła ich oddechów. Aram, któremu nieobca była jazda przez las, trzymał się blisko Perrina z wyciągniętym mieczem. W pewnym momencie zaczął nim wprawdzie siekać plątaninę gęstych, brązowych pnączy rosnących im na drodze, toteż Aybara musiał go powstrzymać, kładąc mu rękę na ramieniu, jednak ogólnie rzecz biorąc, Aiel nie robił większego hałasu niż sam Perrin, którego buty lekko chrzęściły na śniegu. Aybary nie zdziwiło, że Marline przemieszcza się wśród drzew z wprawą osoby, która wychowała się w lesie zamiast na Pustkowiu Aiel, gdzie drzewa były niezwykle rzadkie, a o śniegu nikt nie słyszał; wbrew obawom Perrina jej liczne naszyjniki i bransoletki wcale podczas ruchu nie brzęczały. Annoura natomiast wspinała się z pewnym wysiłkiem, grzęznąc nieco w śniegu z powodu licznych spódnic, lecz zwinnie unikała ostrych cierni asparagusów i innych roślin. Aes Sedai zawsze potrafią człowieka zaskoczyć. Przy lada okazji Annoura nie przestawała zerkać na Grady’ego, chociaż Asha’man wydawał się całkowicie skupiony na stawianiu jednej stopy przed drugą; czasami wzdychał ciężko, zatrzymywał się na minutę, marszcząc brwi, spoglądał na wierzchołek przed sobą, mimo to wszakże nigdy nie zostawał w tyle. Gallenne i Arganda nie byli już młodzi ani przyzwyczajeni do wędrówki, gdyż zazwyczaj jeździli konno, więc ich oddechy w miarę wspinaczki stawały się coraz cięższe, co jakiś czas któryś z nich zatrzymywał się przy kolejnych drzewach, choć z drugiej strony obserwowali się bacznie nawzajem, gdyż żaden najwyraźniej nie zamierzał dać się prześcignąć drugiemu. Z kolei czterej ghealdańscy lansjerzy ślizgali się, zsuwali, potykali o przykryte śniegiem korzenie, a pochwy mieczy stale im utykały wśród winorośli, więc wszyscy pozostali co rusz mruczeli przekleństwa pod ich adresem, szczególnie ilekroć któryś lansjer upadł na skałę albo nadział się na ciernie. Perrin zaczął się zastanawiać, czy ich nie odesłać z poleceniem poczekania przy koniach. Albo zostawić ich tutaj i zabrać w drodze powrotnej.

Nagle z zarośli wyszli dwaj Aielowie. Stanęli przed Elyasem. Ciemne welony skrywały ich twarze aż po oczy, na grzbietach nosili długie, białe płaszcze, w rękach zaś włócznie i puklerze. Sądząc po ich wzroście, nie byli mężczyznami, lecz Pannami Włóczni, choć fakt ten bynajmniej nie czynił ich mniej niebezpiecznymi od innych algai’d’siswai, toteż wszyscy towarzysze Perrina równocześnie wycelowali w ich serca dziewięć strzał o szerokich grotach z dziewięciu długich łuków.

— W ten sposób możesz zostać ranna, Tuandho — szepnął Machera. — Powinnaś lepiej przemyśleć swój ruch, Sulin. — Aybara dał znak ręką ludziom z Dwu Rzek i ci opuścili łuki, a Aramowi rozkazał schować miecz. Złapał zapachy obu kobiet w tym samym czasie, co Elyas, czyli jeszcze zanim Panny Włóczni w ogóle się ujawniły.

Obie kobiety wymieniły zaskoczone spojrzenia, tym niemniej odsłoniły twarze i woale opadły im na piersi.

— Dobrze zauważyłeś, Elyasie Machera — powiedziała Sulin. Ta umięśniona, o twardej skórze na twarzy i bliźnie przecinającej jeden policzek kobieta miała bystre, niebieskie oczy, którymi potrafiła przeszywać niczym szydłem, teraz wszakże uwidaczniały wyłącznie zdumienie. Wyższa i młodsza od niej Tuandha mogła być ładna, zanim straciła prawe oko i zyskała grubą szramę, która teraz biegła jej od podbródka aż pod shoufę. Blizna uniosła jeden kącik ust tej Panny w półuśmiech, który jednakże nigdy się nie rozszerzał.

— Wasze kaftany są inne — zauważył Perrin. Tuandha z marsową miną popatrzyła w dół, na swój strój, cały szaro-zielono-brązowy, potem na identyczną część garderoby Sulin. — Także wasze płaszcze. — Elyas rzeczywiście był zmęczony, skoro umykały mu fakty. — Nie wyruszyli jeszcze, prawda?

— Nie, Perrinie Aybara — odparła Sulin. — Shaido zdają się przygotowani na pozostanie w jednym miejscu przez pewien czas. Z ich powodu ludzie z miasta odeszli ubiegłej nocy i skierowali się na północ... to znaczy, ci mieszkańcy, którym Shaido pozwolili odejść. — Lekko potrząsnęła głową, wciąż zmieszana faktem, że Shaido Aiel zmieniają ludzi w gai’shain, którzy nie służą zgodnie z wymogami ji’e’toh. — Twoi przyjaciele: Jondyn Barran, Get Ayliah i Hu Marwin poszli za nimi, starając się dowiedzieć czegoś konkretnego. Nasze siostry włóczni i Gaul znów okrążają obóz. Czekaliśmy tutaj na Elyasa Macherę. Zamierzamy wrócić z wami. — Sulin rzadko dopuszczała do głosu emocje i teraz też trudno się było doszukać jakichkolwiek uczuć w jej tonie, kobieta wydzielała wszakże zapach smutku. — Chodź, pokażę ci.

Dwie Panny Włóczni wspięły się na zbocze, a Perrin pospieszył za nimi, zapominając o swoich ludziach. Tuż przed szczytem kobiety kucnęły, po czym opadły na kolana i łokcie. Aybara podążył za ich przykładem. Ostatnie kilka piędzi przebyli na czworakach wśród śniegu, aż w końcu zza drzewa mogli spojrzeć za szczyt pasma. Tam las przechodził w rzadkie zarośla, stok porastały jedynie nieliczne młode drzewka. Perrin był wystarczająco wysoko, aby widzieć na odległość kilku lig — gdzie znajdowały się faliste szczyty i długie bezdrzewne wzgórza — a także dalej, na ciemny pas kolejnych lasów. Widział teraz niemal wszystko, co chciał zobaczyć.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)