Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 236
Перейти на страницу:

W końcu pojawił się Aram wraz z ziewającym Jurem Gradym dosiadającym ciemnogniadego wałacha. Maść konia była na tyle ciemna, że wobec białej strzałki na jego nosie reszta wydawała się prawie czarna. W pewnej odległości za nimi jechał Dannil i tuzin mężczyzn z Dwu Rzek, którzy schowali chwilowo włócznie i halabardy na korzyść długich łuków. Grady, krępy osobnik o ogorzałej twarzy, na której wbrew stosunkowo młodemu wiekowi mężczyzny pojawiały się już zmarszczki, mimo miecza o długiej rękojeści przy pasie i czarnego płaszcza ze srebrną szpilką w kształcie miecza przy wysokim kołnierzu, wyglądał jak senny farmer, choć na zawsze porzucił farmerski żywot, a Dannil i pozostali zawsze ustępowali mu miejsca. Ustępowali także Perrinowi, jednak nieco się przy tym ociągali i patrzyli w ziemię, czasami rzucając szybkie, zakłopotane spojrzenia na niego lub na Berelain. Dla Aybary ich zachowanie nie miało znaczenia. Wszystko będzie dobrze, gdy odzyska Faile.

Aram starał się skierować Grady’ego do Perrina, lecz Asha’man wiedział, po co Aybara go wezwał. Westchnąwszy, zsiadł z konia i zbliżył się do Elyasa, który kucał w kręgu słonecznego światła, palcem rysując w śniegu mapę, mówiąc o odległości i kierunku, szczegółowo opisując miejsce, do którego chciał się dostać — polanę na zboczu zwróconym niemal całkowicie na południe, nad którym górowało pasmo o trzech szczytach. Wystarczyło podać odległość i kierunek, byle precyzyjnie, jednak im dokładniejszy obraz miejsca miał w swoim umyśle Asha’man, tym bliżej danego punktu mógł się dostać.

— Nie ma tu mowy o jakimkolwiek marginesie błędu, chłopcze. — Oczy Elyasa wydawały się w tym momencie wyjątkowo lśnić. Cokolwiek inni myśleli o Asha’manie, nigdy go do niczego nie zmuszali. — Wiele jest górskich szczytów w tej krainie, a główny obóz znajduje się tylko mniej więcej milę po drugiej stronie tego. Będą tam wartownicy, mała grupka, każdej nocy w innym miejscu, ale nie dalej niż dwie mile od obozowiska w którąś stronę. Wyślesz nas za blisko nich, a wtedy na pewno zostaniemy dostrzeżeni.

Grady wytrzymał jego spojrzenie bez mrugnięcia okiem. Później kiwnął głową, przeczesał krótkimi, grubymi paluchami włosy i zrobił głęboki wdech. Wyglądał na tak samo zmęczonego jak Elyas. I na tak straszliwie wykończonego, jak Perrin się czuł. Tworzenie bram i utrzymywanie ich w stanie otwarcia wystarczająco długo, aby mogło przez nie przejść tysiące ludzi i koni, stanowiło wyczerpującą pracę.

— Czy jesteś dostatecznie wypoczęty? — spytał Grady’ego Aybara. Zmęczeni ludzie popełniali pomyłki, a pomyłki popełniane przy użyciu Jedynej Mocy mogły się skończyć śmiercią wielu osób. — Może powinienem posłać po Nealda?

Grady podniósł wzrok i zagapił się na niego zaczerwienionymi oczyma, po czym potrząsnął głową.

— Fager nie jest ode mnie bardziej wypoczęty. A może nawet jest bardziej znużony. Jestem trochę silniejszy niż on. Lepiej jeśli ja to zrobię. — Odwrócił się, zapatrzył na północny wschód i bez dodatkowego ostrzeżenia zaczął konstruować bramę. Po chwili obok oznaczonego przez Psy Czarnego kamienia ukazało się pionowe srebrnobłękitne przecięcie. Annoura głośno sapnęła, po czym szarpnęła klacz, zjeżdżając z drogi, gdyż świetlista kreska rozszerzyła się w otwór w powietrzu, a następnie w większą dziurę, za którą widać było nasłonecznioną polanę na stromym stoku wśród drzew znacznie mniejszych niż rosnące wokół Perrina i pozostałych. Rozszczepiony już pień sosny zadrżał, tracąc kolejny cienki pasek kory, która spadła na ziemię z przytłumionym przez śnieg plaśnięciem. Odgłos wystraszył konie, które zaczęły parskać i nerwowo tańczyć w miejscu. Annoura popatrzyła na Asha’mana z furią i ciemniejącą twarzą, Grady wszakże jedynie zamrugał oczami. — Czy tak wygląda punkt docelowy? — spytał.

Elyas poprawił kapelusz, później pokiwał głową.

Na takie potwierdzenie czekał Perrin. Pochylił głowę i popędził Steppera w śnieg, który sięgał bułankowi nad pęciny. Polanka była niewielka, jednak pod pełnym białych obłoków niebem wydawała się rozległa, szczególnie po lesie, który Aybara zostawiał za sobą. W porównaniu z lasem również tutejsze światło prawie oślepiało, chociaż słońce nadal chowało się za porośniętym drzewami szczytem. Obóz Shaido Aiel znajdował się po drugiej stronie tego górskiego grzbietu. Perrin zapatrzył się tęsknie w jego stronę. Na razie wszakże musiał tu czekać, a nie gnać tam, gdzie może w końcu znajdzie Faile. Zwrócił Steppera w kierunku bramy, przez którą właśnie przechodziła Marline.

Nadal obserwowała go z uwagą, odwracając od niego wzrok jedynie na krótką chwilę i spoglądając wtedy w dół, na swoje stopy, aby się nie poślizgnąć na śniegu. Gdy stanęła obok bramy, wyjechali z niej Aram i przedstawiciele Dwu Rzek, którzy do tej pory przyzwyczaili się już do Podróżowania, choć chyba nie do Asha’manów, toteż teraz jedynie nieznacznie pochylali głowy podczas przejścia przez bramę. Tylko najwyżsi musieli się nieco ugiąć, by nie zaczepić głową o szczyt otworu. Perrina uderzyła wielkość bramy, która była większa niż poprzednia wykonana przez Grady’ego. Wtedy, przemieszczając się, Aybara musiał zsiąść z konia. Ta luźna myśl zjawiła się w jego umyśle bezwiednie i nie była dla niego ważniejsza niż brzęczenie muchy.

Aram podjechał prosto do niego. Na jego twarzy Perrin dostrzegł napięcie, w zapachu zaś wyczuł niecierpliwość i pragnienie dalszej jazdy, a kiedy Dannil i pozostali — ustępując z drogi następnym — odeszli od bramy i zaczęli spokojnie nakładać strzały na cięciwy łuków, równocześnie nie odrywając wzroku od otaczających drzew, zjawił się Gallenne i z ponurą miną przypatrzył się drzewom, jakby oczekiwał, że lada moment wybiegnie z nich wróg. Za kapitanem wyszło z bramy pół tuzina Mayenian, którzy, chcąc się obok niego przecisnąć, musieli opuścić lance z czerwonymi wstążkami.

Później przez drugi czas nikt nie wychodził, jednak akurat gdy Perrin zdecydował się wrócić i sprawdzić, co zatrzymało Elyasa, brodaty starzec wyprowadził swego konia, tuż za nim zaś wyjechał Arganda i sześciu Ghealdan z niezadowoleniem wyraźnie wyrzeźbionym na twarzach. Nigdzie nie było widać ani lśniących hełmów mężczyzn, ani ich pancerzy, oni sami zaś popatrywali groźnie, jakby się obawiali, że za moment ktoś każe im zrzucić także portki.

Perrin pokiwał głową. Oczywiście! Obóz Shaido Aiel mieścił się po przeciwnej stronie tegoż szczytu, tam też było słońce. Błyszcząca zbroja Ghealdan lśniłaby niczym lustra. Aybara sam powinien o tym pomyśleć. Ciągle pozwalał, by strach zwiększał jego niecierpliwość i mącił mu umysł. Musiał przecież myśleć jasno i trzeźwo, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Każdy przeoczony obecnie szczegół mógł się skończyć jego śmiercią. A wtedy Faile na zawsze zostanie w rękach Shaido. Łatwiej wszakże powiedzieć, niż naprawdę wyzbyć się lęku. Jak miał się przestać bać o małżonkę? Musiał przegonić strach, ale jak?

Ku jego zaskoczeniu Annoura przejechała przez bramę tuż przed Gradym, który prowadził swego ciemnogniadego wierzchowca. Dokładnie tak samo jak zawsze, kiedy widział ją przejeżdżającą przez bramę, kobieta leżała tak płasko na grzbiecie klaczy, jak wysoki łęk jej siodła pozwalał, krzywiąc się na otwór wykonany przez skażoną męską połówkę Jedynej Mocy. Natychmiast gdy wyjechała z przejścia, popędziła klacz tak daleko w górę zbocza, że o mało nie wjechała między drzewa. Grady zamknął bramę, która zostawiła w oczach Perrina purpurowy powidok pionowej linii, Annoura natomiast zawróciła klacz i ruszyła ku nim, obrzucając piorunującymi spojrzeniami Marline i Perrina. Gdyby nie była Aes Sedai, Aybara powiedziałby, że gotowała się w ponurej furii. To Berelain poleciła jej przejść przez bramę, lecz nie Pierwszą z Mayene kobieta obwiniała za swój pobyt tutaj.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)