Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 152
Перейти на страницу:

Tak jak teraz. Ojciec wyszedł na inspekcję pancernych ścian obozu, a ona najpierw posprzątała wóz, a później, siedząc na schodkach, pracowicie splatała giętkie gałązki. Rogaty Gród wymagał tysięcy takich ozdóbek. Wozy bojowe miały wysokie burty, chroniące całkowicie strzelców, ale przez to stawały się bardziej wywrotne. Wiklinowe płotki miały chronić je przed hakami, a ponieważ, jak podsłuchała przypadkiem, koczownicy jeszcze nie widzieli tej sztuczki, powinna to być dla nich przykra niespodzianka. Od jej pracy mogło zależeć czyjeś życie, więc starała się, najlepiej jak umiała.

I – rzecz jasna – był jeszcze on. Chłopiec. Nadal siedział na wozie przewożącym kuźnię, nadal niemal się nie poruszał i nadal nic nie mówił. Ani słóweczka. Patrzył tylko na nią tymi swoimi niesamowitymi oczyma, zjadał i wypijał wszystko, co mu przyniosła, i chyba przez większość czasu spał, choć nigdy go na tym nie przyłapała. Na szczęście teraz nie miała problemu ze zdobywaniem dla niego prowiantu, nawet Ana’we nie zdołałaby się doliczyć, ile ich goście zjedli i wypili. Na dodatek zarówno ojciec, jak i bracia mieli tyle zajęć, że nikt nie myślał o montowaniu kuźni, w końcu trudno, by En’leyd całego obozu zajmował się jeszcze podkuwaniem koni. To były dobre okoliczności, dzięki którym on mógł się jeszcze jakiś czas ukrywać. Ale wiedziała, że to nie będzie trwało wiecznie. Poza tym wyjechali z gór. Jeszcze nie miała okazji mu o tym powiedzieć, zresztą ich rozmowy przypominały gadanie do konia, ona otwierała usta, a on tylko patrzył. Mimo wszystko musiała z nim porozmawiać, bo może nie życzył sobie wyjazdu w nieznane.

Na wojnę.

Sama przed sobą nie chciała się przyznać, że to słowo ją przerażało. Wojna. Krótkie, dosadne, ostateczne. Jak jest wojna, to nie ma więcej nic. Trzeba się jej podporządkować całkowicie, bez żadnych wyjątków, ludzie o niczym innym nie mówią i nie myślą. Widziała to w obozie, wszyscy mężczyźni chodzili z bronią, większość kobiet też. Czujne spojrzenia, precyzyjne ruchy, oszczędność w słowach i gestach. Znikło gdzieś piękno i płynność av’anaho, wysoka mowa była zarezerwowana dla występów bajarzy i opowiadania cudownych historii, a nie dla wojskowych komend. Znikły szerokie uśmiechy, żartobliwe pokpiwania, zabawy. Ostatnia noc po drugiej stronie gór, przerwana nagłym atakiem koczowników, sprawiła, że wojna zawisła nad wszystkim, niczym zjawa odziana w zakrwawiony całun.

Rodziny zabitych pochowały ich w płytkich grobach, wplotły żałobne wstążki w końskie grzywy i złożyły Przysięgę Pomsty. Krew Verdanno znów wsiąkała w Wyżynę Lytherańską, a choć starcie zakończyło się zwycięstwem, wszyscy wiedzieli, że to dopiero początek. Nawet bliźniacy, choć dotąd zawsze mieli dla niej czas, przez ostatnie dni zmienili się, stali poważniejsi, bardziej skryci. Gdy odwiedzali rodzinne wozy, ledwo raczyli rzucić okiem na najmłodszą siostrę. A jeśli już otworzyli usta, nagle okazywało się, że znikli gdzieś Fen i Gen, a pojawił się woźnica rydwanu i jego łucznik.

Mówili o wojnie, myśleli o wojnie, żyli wojną. Gdy opowiadali, jak ich Fala idzie pełnym cwałem do ataku, oczy im płonęły, a w głosach pojawiał się dziki zachwyt. Dłonie jednego mimowolnie układały się do chwytania lejców, drugiego do łuku. I wydawało się, że najbardziej żałują, iż to nie oni brali udział w nocnym starciu z koczownikami.

Nie poznawała ich.

Westchnęła, przeplatając szczególnie oporną witkę. Czasem żałowała, że nie została na Stepach wraz z większością starców i małych dzieci. Lecz nie mieli tam żadnych zaufanych krewnych, lata życia w Lithrew nie pozwoliły odnowić więzi rodowych, więc ojciec zdecydował się zabrać ją na wyprawę, mimo że dzieci w jej wieku było w całym obozie ledwie kilkoro. Czuła się jak kulawe źrebię, które tylko obciąża tabun. Dlatego obiecała sobie, że nie będzie płakać ani nie pozwoli, by ktokolwiek wykonywał za nią obowiązki, nawet jeśli wojna, która nad nimi wisiała, powodowała u niej skurcz żołądka i rozpaczliwy łomot serca.

Musiała sama przed sobą przyznać, że była małym, paskudnym tchórzem.

A przecież wychowała się w Lithrew, miasteczku, w którym walka i śmierć majaczyły na horyzoncie dzień i noc. Wystarczyło przejechać kilka mil i znajdowało się po drugiej stronie granicznej rzeki, gdzie każdy mógł cię zastrzelić, bo był twoim wrogiem. Przeżyła też trzy duże ataki na miasto, dwa pierwsze ledwo pamiętała, trzeci, gdy wszyscy walczyli z Błyskawicami i czarami Pomiotników, wyrył się jej w pamięci obrazami całej rodziny z bronią w ręku, nawet mama i siostry miały lekkie kusze i wpatrywały się z zaciętymi minami w cienie wokół wozów, gotowe szyć do każdego, kto spróbowałby ich zaatakować. Ale pamiętała też, że siedząc wtedy w kącie, przykryta dla ochrony kilkoma grubymi matami, czuła się bezpieczniej niż teraz. Bo cała rodzina była razem, nawet jeśli ich nie widziała, wiedziała, że są obok, w sąsiednich wozach, że będą walczyć z napastnikami i z pewnością ich pokonają.

Oddałaby wszystko, by znów poczuć się w ten sposób, a przecież otaczały ją tysiące wozów i dziesiątki tysięcy współplemieńców.

Ale wtedy to był po prostu napad, a teraz trwała wojna. A wojna, jak już zauważyła, zmienia ludzi, zanim ci jeszcze przeleją krew.

Jeszcze raz westchnęła ciężko, zaplatając ostatnie gałązki. Kolejne trzy płotki stały oparte o wóz, każdy szeroki na cztery stopy, wysoki na dwie, zwieńczony gęstwiną sterczących ku górze witek. Całe popołudnie pracy, od której bolały ją podrapane i posiniaczone palce. Przynajmniej miała świadomość, że załoga wozu, na którym je zamontują, będzie bezpieczniejsza, oto cały pożytek z kulawego źrebięcia.

Rozejrzała się uważnie, ojciec raczej nie wróci zbyt prędko, przegląd ustawienia wozów zajmował mu zawsze sporo czasu i jak się orientowała, wiązał się z ostrymi dyskusjami z Boutanu. W trakcie wędrówki to jej ojciec był najważniejszy, decydował o szyku wozów, rozmieszczeniu tabunów, prędkości marszu. Teraz stopniowo przekazywał władzę Emn’klewesowi Wergorethowi, którego zadaniem była obrona obozu. To on właśnie zarządził ustawienie Rogatego Grodu, choć ojciec był przeciw, głównie ze względu na to, że Gród nie pozwalał się zwinąć w czasie ataku wroga. Był jak kamienna twierdza: trudna do zdobycia, ale wgryziona w ziemię. Ale taki też był Emn’klewes, solidny i stały jak skała, a doświadczenia, jakie zdobył w czasie wojny i potem, w trakcie obrony wielkich obozów założonych w Imperium, były bezcenne. Ich dyskusje trwały godzinami i kończyły się zazwyczaj jakimś kompromisem, jak na przykład zostawieniem w kilku miejscach wozów ustawionych w linie proste, by można było łatwo je usunąć i wypuścić karawanę albo rydwany. Mogła jednak być pewna, że zanim osiągną porozumienie, słońce zacznie się chować za górami.

Bracia bawili się w wojowników, Ana’we znów wystawiała się na sprzedaż, próbując zdobyć uznanie babki Kar’dena, Nee’wa ćwiczyła gdzieś strzelanie z łuku. Zupełnie jakby wszyscy zakładali, że rodzinne wozy można zostawić pod jej opieką. Miała jednak dość rozumu, żeby wiedzieć, że to raczej lekceważenie, połączone z przekonaniem, iż jest wystarczająco duża, by nie narobić kłopotów.

Podeszła do wozu z kuźnią i rozejrzawszy się jeszcze raz, wskoczyła do środka.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)