Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 152
Перейти на страницу:

Odszukał wzrokiem znajdujący się pośrodku verdańskiej armii rydwan, nad którym powiewała tyczka zwieńczona ciemnoszarym proporcem z wizerunkiem płonącego wozu. Znak Obozu New’harr, znak tych, co przebyli Krwawy Marsz. Lamerei stał obok woźnicy i jakby wyczuwając to spojrzenie, popatrzył na wzgórze. Kocimiętka przekazał mu kilka znaków w mowie niskiej. „Droga wolna”.

„Pilnujcie dalej” musiało mu wystarczyć za całą odpowiedź. Cholerny bękart.

Popędził konia, zjeżdżając ze wzgórza. Verdanno wykorzystywali ich jako zwiad, oczy i uszy oddziału. To oni wjeżdżali na wzgórza, żeby się rozejrzeć, wysuwając się nieraz na milę przed pędzące kolumny, a Janne i Lea od czasu do czasu używali własnych talentów, by przeczesać dalszą okolicę. Nie do końca mu się to podobało, w końcu Wozacy mieli własnych czarowników, jak choćby ta budząca lęk starucha, która nieustannie kręciła się przy Awe’aweroh Mantoru. To oni powinni używać swoich Mocy, by sprawdzać teren przed armią.

Z drugiej strony ich szóstka i tak miała towarzyszyć rydwanom, a sposób, którym posługiwali się Janne i Lea, był nie do wykrycia przez Źrebiarzy. Kto przy zdrowych zmysłach będzie uważał na każdego ptaka w promieniu kilkudziesięciu mil albo sprawdzał, czy w okolicy nie ma dziewczyny wciskającej dłonie w ziemię?

Tak czy inaczej wyglądało na to, że dziś nie zetrą się z wrogiem. Rydwany dałyby radę do zachodu słońca pokonać pięćdziesiąt mil dzielące je od koczowników, zwłaszcza że ci pewnie także posuwali się naprzód, ale wtedy i ludzie, i konie byliby po całodziennym forsownym marszu, a tylko głupiec rozpoczyna walkę, mając zmęczoną armię. I to tuż przed zapadnięciem zmroku. Zwłaszcza że Se-kohlandczycy prowadzili ze sobą całe tabuny luzaków, z których mogli skorzystać ich wojownicy, a Verdanno wiedli zaledwie garstkę zapasowych koni.

Nie, rozsądniej będzie przejechać jeszcze jakieś piętnaście, dwadzieścia mil i wcześnie rozbić obóz, odpocząć, by na długo przed świtem poderwać się do drogi. Jeśli szczęście by im dopisało, mogliby uderzyć na koczowników o wschodzie słońca, zaatakować ich rozespanych i rozleniwionych, wpaść między namioty, rozpędzić – albo lepiej, ukraść – konie, podpalić wozy z zapasami, rozpętać chaos, który sparaliżuje wędrujące plemiona na wiele dni.

Prrrrrr, kobyło, zganił sam siebie w myślach. Znów zaczynasz snuć plany jak dowódca jazdy. To nie jest, mimo łomotu tylu kopyt, kawaleria. Rydwanami nie bardzo można wjeżdżać w głąb obozu, między rozstawione namioty, wozy i tabuny. Za ciasno, za mało miejsca, pojazdy będą przewracać się, grzęznąć, łamać osie. Ich załogi, rozproszone i otoczone przez wrogów, zostaną raz-dwa wyrżnięte. Siłą rydwanu jest walka w ruchu, gdy stanie, zamienia się w pułapkę. Nie, atak na obóz odpada, chyba że...

Z wrażenia aż ściągnął wodze, a jego koń parsknął niezadowolony. Chyba że ma się ze dwa, trzy tysiące ciężkiej piechoty. Chędożone bękarty! Czyżby to właśnie planowali? Zaatakować obóz najlepszej konnicy świata, poza imperialnymi pułkami i czaardanem Laskolnyka oczywiście, piechotą? Zwarte oddziały wdzierające się w głąb obozowiska, opancerzone od stóp do głów i uzbrojone po zęby, mające przeciw sobie koczowników w skórzanych pancerzach, wojłokowych przeszywanicach i z lekkimi szablami? A na zewnątrz pierścień rydwanów, szyjący do wszystkiego, co spróbuje się wydostać. Ciężkozbrojnych było trochę za mało, by zmiażdżyć jednym atakiem całą liczącą kilkadziesiąt tysięcy głów hordę, ale mogli wydrzeć jej serce, może nawet, jeśli dopisałoby im szczęście, dostać samego Syna Wojny.

Cholera! Czy to możliwe? Czy za tą wyprawą stoi taki właśnie plan?

Czy Verdanno chcą się popisać, czy też tak lekceważą nadciągającego wroga, że uznali, iż to się da zrobić? Ale, na długie nogi Czarnogrzywej, Kyh Danu Kredo może i jest młody, i został Synem Wojny dopiero jakieś dziesięć lat temu, lecz tylko głupiec by go lekceważył. Jeśli przez cały ten czas utrzymał się w siodle, to znaczy, że ten stary skurwiel Yawenyr dobrze wybrał. Tytułu Syna Wojny nie dziedziczyło się, trzeba było na niego zasłużyć bezwzględnością, oddaniem i talentami wojennymi. Na dodatek Danu Kredo miał pod sobą co najmniej piętnaście tysięcy wyszkolonej jazdy, a mógł mieć drugie tyle, po prostu sadzając na koń młodzików, starszych mężczyzn, pastuchów, a nawet kobiety, bo wśród koczowników każdy mógł w kilka chwil zostać wojownikiem. Kocimiętka popędził konia, wyprowadzając swój oddzialik przed rydwany. Wozacy zaczęli zwalniać, ich konie przeszły w lekki kłus. Najwyraźniej informacja, którą przekazał głównodowodzącemu, wywarła taki efekt, jak się spodziewał, Verdanno nie szykowali się dziś do bitwy, chcieli jeszcze przejechać kilkanaście mil i rozbić obóz. Rozsądna decyzja.

Nadal jednak nie było odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Dlaczego jest tak spokojnie? Resztki rozbitego podjazdu musiały już dotrzeć do głównego obozu koczowników, Syn Wojny musiał już wiedzieć, że Wozacy przeszli góry i okopują się na wyżynie. Jeśli znał sprawność, z jaką Verdanno zakładali warowne obozy, powinien starać się ze wszystkich sił im w tym przeszkodzić. Tymczasem nadciągał wolnym marszem, w takim tempie, jakby miał przed sobą cały czas świata. Nie wyglądało to na wojenną wyprawę, tylko na zwykłą o tej porze roku wędrówkę na nowe pastwiska.

A może właśnie o to chodziło, że to nie wojenna wyprawa? Rozmawiali o tym w czasie narady, nim rydwany wyruszyły na południe, i to chyba And’ewers poczęstował ich takim stwierdzeniem. Gdy koczownicy walczyli z Verdanno po raz pierwszy, na Wyżynę Lytherańską uderzyła konna armia, lotne zagony szybkie i zwinne, w czasie tłumienia powstania Wozacy również walczyli tylko z jazdą. Ale teraz sytuacja wśród Synów Wojny jest napięta, żaden z nich nie zostawi swoich kobiet i dzieci, stad bydła i tabunów na Wielkich Stepach bez ochrony. Mogłoby się okazać, że gdy on będzie zajęty walką, sąsiad wyrżnie mu współplemieńców i zagarnie majątek. Wojna wojną, ale Yawenyr od niej nie ozdrowieje. A kiedy umrze, bezpieczniej jest trzymać swoje rodziny i zwierzęta pod bokiem, żeby mieć do czego wrócić.

Oczywiście mogło też być i tak, że Syn Wojny chce, aby Verdanno wjechali na Wyżynę. W końcu jeńcy zeznali, że wyruszył wcześniej, licząc na dobry łup, więc nie powinien próbować ich zatrzymywać za niezdobytą ścianą Olekadów; tempo marszu dyktuje mu chciwość, woli dotrzeć na miejsce dopiero wtedy, gdy większość niewyobrażalnych bogactw znajdzie się w zasięgu ręki. Może więc brak zwiadowców, poprzedzających jego plemiona, to zwykła arogancja, bo wierzy, że i tak zdobędzie każdy obóz. A wtedy nie spodziewa się ataku, Verdanno zaś mają realną szansę rozbić i odepchnąć go jednym, zaskakującym uderzeniem.

Kocimiętka zgrzytnął zębami. Rozważania, wątpliwości, teorie... Psiakrew, gdy w czasie wojny dowodził chorągwią, wszystko było prostsze, przychodziły rozkazy, siadało się na koń i jechało do bitki. Gdy śmigał po Stepach na czele bandy desperatów, też nie myślał wiele o przyszłych dniach, żyło się od łupu do łupu, od napadu do napadu. Inaczej się wtedy smakowało świat, haustami, dławiąc się i wgryzając wściekle w każdą chwilę. W armii odpowiedzialność zdejmowała mu z barków wojskowa hierarchia, w czasie zbójowania własny kodeks, którego się trzymał, i świadomość ulotności życia bandyty. Dziś jesz i pijesz, jutro karmią się tobą padlinożercy. Ale teraz...

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)