Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Biały smok [The White Dragon - pl]
Biały smok [The White Dragon - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biały smok [The White Dragon - pl]

Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:

Perneńczycy mają problem — ich smoki się starzeją. Trwają więc dyskusje nad ochroną gatunku i w końcu zapada decyzja. Jeźdzcy wykradają jajo smoczycy Ramoth i umieszczają je w przeszlości, chcąc w ten sposób zapewnić sobie przetrwanie smoczego rodu. Nie wiedzą jednak, że podejmując się tego ryzykownego czynu, sprowadzają na siebie niebezpieczeństwo, które trudno było przewidzieć. W starciu z nowym problemem potrzebna będzie im i odwaga i spryt.
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 119
Перейти на страницу:

T’kul odwrócił się do F’lara, a triumf na jego twarzy był jak obelga. Potem podszedł do boku Cosiry. Władczyni Weyru chwiała się z wysiłku, żeby utrzymać myślowy kontakt ze swoją królową. Nie zauważyła, że to G’dened i T’kul prowadzili ją z powrotem do jej kwatery, gdzie miała czekać na rezultat lotu.

— On zabije Saltha — mamrotał D’ram, twarz miał jak porażoną.

Ten jakiś dziwny ucisk w piersi nie pozwolił Robintonowi uspokoić zmartwionego człowieka.

— I Raniltha także! — D’ram złapał F’lara za rękę. — Czy nic nie możemy zrobić, żeby temu przeszkodzić? Dwa smoki?

— Gdyby się do nas zwrócili… — zaczął F’lar, pocieszająco kładąc rękę na ręce D’rama. — Ale ci Władcy z przeszłości zawsze tylko brali! To był ich błąd od samego początku! — Jego twarz przybrała twardy wyraz.

— Wciąż jeszcze biorą — powiedział Robinton, chcąc przynieść D’ramowi ulgę w jego strapieniu. — Przez cały czas brali z północy, co tylko chcieli. Tu, tam. Co im się podobało. Młode dziewczęta, surowce, kamień, żelazo, klejnoty. Spokojnie, systematycznie łupili, odkąd tylko zostali zesłani. Donoszono mi o tym. Przekazałem te raporty F’larowi.

— Gdyby tylko poprosili! — F’lar podniósł oczy na stale zmniejszające się cętki, którymi stały się lecące smoki.

— O co tutaj właściwie chodzi? — Lord Warbret z Warowni Ista pospiesznie podszedł do nich. — Te dwa ostatnie smoki były stare, albo ja nie znam się na smokach tak dobrze, jak mi się zdawało.

— To był otwarty lot godowy — odparł F’lar, ale Warbret patrzył na niespokojną twarz D’rama.

— Dwa stare smoki? Wydawało mi się, że zastrzegaliście lot dla młodych, które jeszcze nie próbowały swoich sił z królową! Wydaje mi się to niecelowe, żeby znowu Przywódcą Weyru został ktoś stary. Bez obrazy, D’ramie. Zmiana wyprowadza gospodarzy z równowagi. — Rzucił na niego okien. — Jak one wytrzymają przy tych młodszych smokach? To tempo jest wyczerpujące.

— Mają prawo spróbować — powiedział F’lar. — Może trochę wina podczas oczekiwania na wyniki, D’ramie?

— Tak, tak, wina. Lordzie Warbret… — D’ram odzyskał panowanie nad sobą na tyle, żeby gestem zaprosić Lorda Warbreta, aby mu towarzyszył w kierunku mieszkalnych jaskiń. Skinął zapraszająco na innych gości. Sam jednak szedł wolno, jakby z ociąganiem.

— Nie martw się, D’ramie. Ten drugi smok mógł nawet szybko wystartować — Lord Warbret walnął D’rama po ramieniu zachęcająco — ale pokładam całą moją wiarę w G’denedzie i Barnathu. Wspaniały młody człowiek! Wspaniały smok. Poza tym on już się parzył z Caylith wcześniej, czyż nie? To się zawsze widzi, prawda?

Kiedy Robinton odetchnął z ulgą, że Lord Warowni błędnie interpretuje zatroskanie D’rama, na pytanie odpowiedział F’lar.

— Tak. Caylith złożyła trzydzieści cztery jaja po pierwszym razie z Barnathem. Nie trzeba, żeby młoda królowa znosiła nadmierną ilość jaj, ale jej smoczątka były zdrowe i silne. Nie było królewskiego jaja, ale tak się często zdarza, kiedy w Weyrze jest dosyć królowych. Więzy powstałe przy poprzednim parzeniu, mogą stanowić silny czynnik, pomimo to, jak zdradziecka bywa królowa. Ale nigdy nie wiadomo.

Robinton zauważył, że mieszkańcy Weyru wyglądali na nieco napiętych, kiedy usługiwali gościom. Zastanawiał się, ilu z nich faktycznie rozpoznało Południowców. Miał nadzieję, że żaden z nich nie wypaple swoich podejrzeń przed Lordem Warowni.

Salth T’kula musiał dziesiątki razy doganiać swoją królową i zdobywać ją. Mógł być przebiegłym staruchem, ale cały jego spryt nie na wiele się przyda, jeżeli nie dogoni królowej podczas kilku pierwszych minut lotu. Po prostu nie sprosta wytrzymałości młodszych smoków, a możliwe, że nawet nie sprosta temu nagłemu przyspieszeniu, które jest konieczne, by jej dopaść. Stawał teraz w szranki ze wspaniałymi bestiami. Robinton wiedział, jak starannie dobierał N’ton tych czterech spiżowych jeźdźców, którzy mieli kandydować z Fortu. Każdy z nich był przez całe Obroty zastępcą dowódcy skrzydła, byli to ludzie, którzy dowiedli już swojej wartości podczas Opadów jako przywódcy. Mieli silne smoki. F’lar również ograniczył trzech współzawodników z Bendenu do ludzi, którzy spokojnie mogli przywodzić Weyrowi. Robinton mógł tylko przyjąć, że Telgar, Igen i Dalekie Rubieże uhonorowały Weyr D’rama dobrymi ludźmi. Ista była najmniejszym z sześciu Weyrów i jej ludzie musieli żyć w zgodzie.

Pociągnął łyczek wina mając nadzieję, że ból w boku ustąpi; zastanawiał się, co było przyczyną tego deprymującego ucisku. No cóż, wino było lekarstwem na wiele dolegliwości. Zaczekał, aż D’ram odwróci głowę, następnie ponownie napełnił jego czarkę i dostrzegł pełne aprobaty spojrzenie F’lara.

Przy stole zaczęli teraz przystawać mieszkańcy Weyru, pozdrawiając D’rama i Warbreta. Ich oczywista radość, że widzą swojego dawnego przywódcę, podnosiła na duchu D’rama, który odpowiadał im uśmiechem i chętnie z nimi gawędził. Widać było, że jest spięty, ale to było zrozumiałe, troszczył się o rezultaty lotu.

Robinton miał inną zagadkę do przemyślenia: gorzkie słowa T’kula, dotyczące jaja. „Dlaczego zabraliście z powrotem to jajo? Jak je znaleźliście?” Czy T’kul nie zdawał sobie sprawy, że to ktoś z Południowego zwrócił jajo? Nagle Harfiarz cały zesztywniał. To nie żaden z Południowców zwrócił to jajo, bo T’kul zdołałby już odkryć winowajcę.

Robinton zaczął mieć gorącą nadzieję, że żaden z dwóch starych smoków nie umrze, próbując dogonić w locie młodą królową. To typowe dla Władców z przeszłości; zepsuć okazję, która powinna być radosna! Chyba życie w Weyrze Południowym nie było aż tak nieznośne, żeby T’kul decydował się z zimną krwią pozwolić swojemu smokowi igrać ze śmiercią, zamiast żyć tam dalej? Robinton dobrze znał ten Weyr; był on pięknie położony we własnej, małej dolince — dużo lepiej niż dawny T’kulowy Weyr Dalekich Rubieży, surowy i nagi. Na środku wybrukowanego kamieniem dziedzińca znajdował się wielki, dobrze zbudowany dom, żadne Nici nie znalazłyby tam trawy, w którą mogłyby się zaryć. Po jedzenie tylko ręką sięgnąć, obfitość dzikich zwierząt do karmienia smoków, idealna pogoda, a powinności smoczych jeźdźców jedynie w stosunku do niewielkiej Warowni na wybrzeżu.

A potem Robinton uświadomił sobie nienawiść do F’lara, pulsującą w oczach T’kula. Bodźcem do działania dawnego przywódcy Weyru Dalekich Rubieży była niechęć i uraza nienawiść do wygnania, które mu narzucono.

Królowe mogły być za stare, by wznieść się do lotu, ale to stało się dopiero ostatnio, jak sądził Robinton, spiżowym smokom nie mogło być aż tak ciężko. One również się starzały, nie wpadały tak łatwo w podniecenie, więc ich dawne gwałtowne żądze można było z pewnością opanować.

I jeszcze jedno, T’kul nie musiał wtedy udać się na Południe z Mardrą, Tronem i pozostałymi upartymi, i nie umiejącymi się przystosować Władcami Weyrów z przeszłości. Mógł uznać przywództwo Bendenu, zgodzić się, że przez te czterysta Obrotów od ostatniego Przejścia, Cechy i Warownie zdobyły pewne prawa, i zgodnie z tym postępować, i prowadzić sprawy swojego Weyru.

Gdyby którykolwiek z Władców z przeszłości wystąpił, działając honorowo, z prośbą o pomoc do innych Weyrów, był pewien, że nie poskąpiono by mu takowej. Nie wątpił w szczerość D’rama i sam nalegał, aby spełniono ich prośby, na Skorupę!

Biorąc pod uwagę najgorsze możliwe zakończenie dzisiejszych wydarzeń, co stanie się z T’kulem, jeżeli Salth się przeforsuje? Harfiarz głęboko westchnął, w ogóle nie chciał rozważać takiej możliwości, ale uznał, że lepiej będzie, jeśli to zrobi. Taka możliwość oznaczała, że… Robinton zerknął ku pomieszczeniom Władczyni Weyru. T’kul nosił za pasem nóż. Wszyscy nosili noże za pasem. Robinton poczuł, jak wali mu serce. Wiedział, że było to niewłaściwe, ale czy nie powinien zasugerować D’ramowi, żeby w Weyrze królowej był ktoś, tak na wszelki wypadek? Ktoś nie zaangażowany w lot godowy. Kiedy smok umiera, jego człowiek może chwilowo stać się niepoczytalny, nie zdawać sobie sprawy z tego, co robi. Harfiarzowi przed oczami błysnęła jaskrawo nienawiść T’kula. Robinton miał wiele przywilejów, ale nie należało do nich wchodzenie do pokoi Władczyni Wyeru, której smok właśnie się parzył. Mimo wszystko…

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)