Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 137
Перейти на страницу:

Wstał i zgarbiony powlókł się do tonącej w mroku biblioteczki tak ściśle zastawionej już foliałami, że część musiała leżeć w paczkach na podłodze. Samych japońskich oryginałów znajdowało się tu z pięćset tomów i niemal wszystkie wytłoczone na ich grzbietach tytuły zaczynały się od hieroglifów „Nihon” — „Japonia”; przez dwa lata kontaktów Malanów, chciał czy nie, coś tam zapamiętał. „Nihon”, a potem głupi, w odróżnieniu od zawsze zindywidualizowanych skomplikowanych hieroszków, zupełnie bezosobowy gramatyczny znaczek „no”, oznaczający, jak wyjaśniał Głuchów, przypadek dzierżawczy czy coś w tym rodzaju: „japońska” coś tam, „japońska” jeszcze coś tam, a obok „japońska” coś innego…

— Jak to tam u was idzie? — mówił Głuchów, szperając w wysuwanych jedna po drugiej, całkowicie wypchanych szufladach. — Teoria mnogości… Teoria gier… O, są! — Znalazł to, czego szukał. Głośno wbił na miejsce ostatnią szufladę i wrócił z wytworną szkatułką z laki, kartką papieru z wcześniej rozrysowaną tabelą, Bóg wie, ile godzin czy lat temu, i kieszonkowym kalkulatorem. Zwisające końce niegdyś puszystego, teraz mocno wyłysiałego pasa majtały się na boki. Kapka już odegrała swoją rolę: pomarszczone policzki Głuchowa nabrały żywszego odcienia, a oczy ożyły. — To proste, opanuje to pan w pięć sekund.

Po kapce Malanów zakąsił, Głuchów powąchał.

— Dlaczego pan nie zakąsza, Władlen? — spytał Malanów. — Wędlinka się zepsuje.

Głuchów tylko machnął głową, zdecydowanie odmawiając.

— Niech pan je, Dmitriju. Właściwie to dla pana… Ja albo jem, albo piję, przecież pan wie. — Ostrożnie wytrząsnął ze szkatułki na stół sześć ciężkich kostek. — Jak się je i pije, to tylko się człowiek robi ociężały i diabli biorą polot. Szkoda i jedzenia, i picia… — Kantem dłoni odsunął nieco na bok kalkulator, wyprostował kartkę z tabelą. Nie wiadomo dlaczego postanowił wyjaśnić: — A tę maszynkę podarował mi Ikeda On w osiemdziesiątym szóstym. — Chyba miał na myśli kalkulator. Już było wiadomo, że Głuchów trochę odpłynął. — Wielki japoński sinolog mediewista. Był w tym roku u nas, latem… — Podniósł na Malanowa jasne, młode, ale płonące gorączką oczy i nagle skrzywił się. — Jałmużna, tak. Humanitarna pomoc. No, do roboty!

Rzeczywiście proste. Prawie nie trzeba myśleć, najważniejsze to zdecydować się na to czy tamto, a dalej, jak się poszczęści. Oczywiście najpierw trochę się myliły nazwy: mały fuli, duży fuli, strit, kareta, desperada… Malanów z pewnym niepokojem oczekiwał, jak będzie się zachowywało to na górze — przecież powodzenie, tak potrzebne w podobnej grze, i odgórny nadzór są nie do pogodzenia. Ale niczego nie zauważył.

Wkrótce Malanów poczuł, że rzucanie przyjemnie ciężkimi kostkami, wybijającymi kantami drobny werbel na stole, i dokładne zapisywanie punktów to też stary rytuał, obrośnięty zdaniami i grymasami na długo zanim on, Malanów, zaczął grać. Wyrzuciwszy szczęśliwie „generała” — sześć

szóstek z sześciu — wypadało na przykład głośno powiedzieć jak Antoine w Biegu: „General Czarnota!” A jeśli zamiast szóstek przy próbie wyrzucenia właśnie „generała” wychodziły jakieś drobiazgi, należało rzec, spoglądając na nie z pogardą: „Aha! To on, poznaję go — w k-krągłych okularach kół ratunkowych!” — koniecznie akcentując „k”, jakbyś chciał zakląć. Głuchów celebrował. Potrząsał kośćmi przed rzutem, jakby je pieścił. Zbierał je ze stołu, jakby to były minione lata. Najwyraźniej nie grał z Malanowem, w ogóle nie grał — wspominał…

Malanów poczuł się obco.

Chlapnął więc kieliszek bez zakąski.

Stopniowo, ku jego zdziwieniu, gra wciągnęła go — zaczął się denerwować. Naprawdę się podniecał, kiedy Głuchowowi za bardzo się wiodło, naprawdę się złościł na kości, jeśli były uparte, naprawdę się cieszył, gdy zamyślony układ wypadł szybko i łatwo.

Zassali jeszcze. W głowie mu zaszumiało; Malanów zaczął pokrzykiwać coraz częściej i głośniej. Głuchów z pijanym uśmiechem pogroził mu żartobliwie palcem:

— Jesteś hazardzistą, Paramonie! Malanów wygrał.

Odetchnął, oparł się o plecami o fotel, potem pochylił się, sięgnął do butelki, żeby nalać jeszcze po jednym, i nagle odkrył, że trunek się skończył.

— Rewanż! — głośno oświadczył Głuchów. — Żądam rewanżu! Mam prawo!

— Do r-roboty! — zgodził się Malanów.

— Ale trzeba jeszcze golnąć.

— Na pewno? — powątpiewał Malanów, ale raczej udawał, sam już zaczął myśleć, że trzeba jeszcze golnąć.

— Na pewno.

— Mam jakieś siedem tysięcy.

— Dmitrij, proszę nie obrażać starca. Dzisiaj ja jestem bankierem.

— Dlaczego?

— Bo takie mam odczucia. Lecimy?

— Zaczęło padać. Słyszy pan? Szumi.

— Do kiosków niedaleko, z pięć minut. Nie roztopimy się!

Nie zapalając światła w przedsionku — wystarczyło to z pokoju — co chwila trącając się ramionami i łokciami, narzucili płaszcze, włożyli buty. Głuchów położył dłoń na zamku i nagle skamieniał na kilka sekund, potem odwrócił się do stojącego za plecami Malanowa, zadarł bladą twarz i niemal dotykając wargami podbródka gościa, głośno dysząc, świszczącym szeptem, jakby powierzał straszną tajemnicę, oświadczył:

— Orientalistyka także kaput. Malanów osłupiał.

— Dlaczego?

— Co też pan takie dur-rne pytania zadaje, Dmitrij! — Głuchów odwrócił się i próbował otworzyć zamek. Zamek stawiał opór. — Nie chce… — niezrozumiale mamrotał Głuchów. — Nie puszcza… Nikt nigdzie nas nie puszcza! Po co człowiekowi świat, kiedy nie ma dróg do niego? — Zaczął wściekle szarpać zamek.

— Niech mnie pan puści, Władlen, ja spróbuję. Głuchów nieoczekiwanie się zgodził.

— Proszę — powiedział cicho i potulnie, usuwając się na bok. Drzwi otworzyły się bez trudu.

— Nie zapomnieliśmy klucza? — zapytał Głuchów. I natychmiast sam sobie odpowiedział, wsunąwszy rękę do kieszeni płaszcza: — Oczywiście, że nie, oto on. — Odwrócił się do Malanowa. — Co mi tam? Mam emeryturę i jestem sam. A ci nasi tak zwani młodzi… co mają po trzydzieści pięć, czterdzieści… Uczyć się czego innego za późno, do emerytury nie dociągną, maleńkie dzieci, zarabiać szybko nie zaczną. Koszmar. Koniec, Dmitrij, koniec!

Na schodach nagle ich rozebrało. Stopnie zachowywały się nieobliczalnie. Najpierw Malanów, potem Głuchów o mało się nie zwalili; rechocząc, ratowali się wzajemnie. Na ukośnie zacinający deszcz wypadli objęci, głośno i zgodnie deklamując:

— Trel słowików na cyprysach, toń jeziora księżyc pieści. Kamień czarny, kamień biały, ileż wina dzban ten mieści? Teraz dzban ten miło śpiewa, głośniej niźli serca bicie: „Świat to promyk twarzy druha, wszystko inne jest odbiciem!”

Czarna woda w Kanale Krusteina drżała i pękała drobnymi zygzakami; niskie, ociekające kłującą wodą niebo podświetlone było na pomarańczowo i czerwono. Grzmiały przejeżdżające obok samochody, podskakując na wyszczerbionym asfalcie i rzucając na boki niewesołe fontanny.

— Jestem nędzarz i włóczęga, nic mi w życiu nie wychodzi. Wszystko, czegom się nauczył, zapomniałem. Nic nie szkodzi. Dla… uśmiechu… para-ra-ra i czego tam? Dmitrij, nie pamiętasz?

— I refrenu, któ…

— Który zaraz usłyszycie! Tak jest! Dobrze, że obaj kochali Gumilowa.

— Dla uśmiechu i refrenu, który zaraz usłyszycie: „Świat to promyk twarzy druha, wszystko inne jest odbiciem!”

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)