Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 137
Перейти на страницу:

„Koszmar — mawiał potem skatowanym głosem Malanów. — Co się wyczynia z językiem rosyjskim…” „Zgoda — ochoczo podchwytywała Irka; czas narzekań — czas odpoczynku. — Nawet spikerzy, nawet aktorzy już nie widzą, powiedzmy, różnicy między ”ubrał” i ”nałożył”. Jak ci taki powie ”ubrał kalosze”, to od razu próbuję sobie wyobrazić, cóż on takiego na nie nałożył.

Kapelusz? Rajstopy?”,A wyobrażasz sobie, jak zaczną mylić się w drugą stronę? — zaczynał marzyć Malanów. — O jakimś troskliwym bankierze: ma żonę nałożoną jak spod igły!” — „Gdzie nakładasz żonę? — ze śmiechem mówi Irka. — U Diora!”,A zwróciłaś uwagę na reklamówki w metrze? Design, kolor, poligrafia… jakie moce uruchomione, jaka kasa utopiona, a piszą ”alkohol” przez ”ch”.,A firma Jaguana? — podchwytuje Irka. — Jakby na cześć Baby Jagi, a nie iguany”. Ależ nie — nagle zachichotał domyślny Malanów. — Oni tak się przedstawiają. Oblicze firmy. Ja, powiada, guano. Guano, wiesz? Ptasi nawóz zbierany na chilijskich wyspach. Nawóz, że palce lizać, sam bym zjadł. Po hiszpańsku guano, a po naszemu gówno. Po prostu sami komunikują: ja gówno”.

I znowu się śmiali.

„Dobra — mówił w końcu Malanów. — Myślmy logicznie. Co chciał powiedzieć autor? Sądzę, że spocone twarze na swych stanowiskach pracy orzą do utraty tętna. Do upadłego. Do siódmych potów! Krew z nosa kapie im na warsztaty, a nie kawa! Tak napiszemy… ” I jego palce zaczynały zręcznie pląsać po warczącej i brzęczącej klawiaturze rozdygotanej maszyny.

Przygadywał: „Od mojego wysiłku też… drży powietrze w pokoju… A ciekawe… ile płacą temu, co nam… przygotował taki…” „Czy nie za bardzo oddaliłeś się od oryginału?” — martwiła się uczciwa Irka, zerkając mu przez ramię. „Daj spokój! — odpowiadał Malanów. — Myślisz, że znajdzie się idiota, który za te pieniądze będzie porównywał tłumaczenie z oryginałem? Dyktuj dalej!” Irka ostukiwała papierosa, twarz jej się wyciągała. „On myślał — czytała załamanym głosem — że trawa kołysząca się na wietrze za pagórkiem, jedna trawa to trawa w całości, a trawa w całości to jedna trawa. Jeśli nie tak, myślał on, to on, mający tylko imię, nie ma potrzeby umierać… ” „J-jap!..” — czkał Malanów. „Nie, nie rozumiem! — wołała Irka, szlochając teatralnie. — W ogóle nie rozumiem, co chciał powiedzieć autor! — Czytała jeszcze raz. — …Jedna trawa to trawa w całości… a w całości… to jedna trawa… Słuchaj, może to ma związek ze wschodnimi filozofiami? Zen, sinto… co tam jeszcze… tao… Może zadzwonimy do Głuchowa? Jak myślisz?” „Myślę — odpowiadał Malanów, zaczynając trochę się wściekać z powodu obfitości trawy — że w piątek mamy oddać czystopis. Cały. Inaczej w ogóle się nie doczekamy nowego zamówienia. I tak już dają nam do zrozumienia, że teraz mają do dyspozycji masę prawdziwych zawodowców. A co do ”Nie rozumiem”… Wielkich autorów zawsze trudno jest zrozumieć. Daj mi, na przykład, Sonatę Kreutzerowską”. Irka nie mogła zrozumieć, do czego Malanowowi nagle jest potrzebna Sonata Kreutzerowską, ale posłusznie wyciągała rękę i zdejmowała z półki hrabiego Tołstoja. Malanów brał książkę. „Pamiętasz fabułę? — pytał. — Jedzie zabić z zazdrości żonę… O, jest! — Czytał: — Cierpienia moje były tak mocne, że, jak pamiętam, przyszła mi do głowy myśl, która bardzo mi się spodobała, wyjść na trasę kolejową, położyć się na szyny pod wagonem i kończyć”. „Cooo?” — pytała oszołomiona Irka, poczekawszy na ciąg dalszy, ale zrozumiawszy, że to koniec cytatu. Zupełnie nie oczekiwała od hrabiego podobnego kantu. Malanowowie chwilę patrzyli sobie w oczy, potem znowu wybuchali śmiechem. „Diabelski zwyrodnialec! — udawało się wykrztusić tracącej ze śmiechu oddech Irce. — No to niechby sobie kończył na szyny — po co dziabać kobietę nożem? Hej, słuchaj, a może i Anna Karenina pod parowozem… tego…?” I znowu długo się śmiali.

Gdyby nie chichot do upadłego, przynajmniej raz na dziesięć minut, to z upokorzenia i przygnębienia można by zwario…

3

…czasu, gdy objawiła mu się cała prawda, ż ycie stało się piekłem.

Nie, nie działo się nic strasznego. Nie działo się nic, co można by uznać za w charakterystyczny sposób niepojęte i uniknąć tego, jak niegdyś. Dlatego był maksymalnie ostrożny: z nikim nie rozmawiał, nic nie notował, nic nie próbował pojąć ani tym bardziej usystematyzować; w ogóle starał się nie myśleć na ten temat. Prawdę mówiąc, starał się w ogóle nie myśleć. Zycie temu sprzyjało, z roku na rok coraz bardziej, co prawda, to prawda; ale przecież nie da się całkowicie amputować mózgu. Albo przyśni się coś, albo czasami błyśnie jakaś niekontrolowana myśl — zanim zdążysz ją wybić ze łba, wydusić jak ropę z czyraka i zamienić na coś czystego, coś zwyczajnego, coś smętnego, nudnego, ale bezpiecznego…

Nie wolno! Myśl o czym chcesz — o terminie oddania kolejnego chłamu, o tenisówkach, o puczu, o nadciśnieniu, o ocenach Bobki, o pieniądzach, i jeszcze o pieniądzach, i cały czas o pieniądzach; zresztą jest o czym! Aż wyliczyć to trudno! Byle nie o najważniejszym!

Najpierw niczego nie zauważał. Potem udawał, że nie zauważa. Potem długo przekonywał siebie, że nie ma czego zauważać. Potem kpił z siebie: Paranoja, stary, typowa paranoja! Z kilku nic nie znaczących przypadków psychol potrafi wyprowadzić twardą prawidłowość i potem we wszystkim widzieć jej przejawy! Skończ z tymi głupotami, sam sobie napytasz biedy, skończysz w wariatkowie!

Nie pomagało.

Drobiazgi, drobiazgi, drobiazgi… Właśnie do niego zawsze się przyczepiał po drodze jakiś zalany w trupa, śmierdzący i agresywny menel. Prawie zawsze. Obojętne, o której godzinie Malanów przemieszczał się po mieście — rano, w dzień, wieczorem czy już w nocy — spotkanie z jakimś mętem miał jak w banku.

W instytutowym bufecie, kiedy jeszcze był tam bufet, zawsze dostawał wyszczerbioną szklankę. Albo z odbitym kawałkiem, albo jakby obgryzioną przez kogoś, albo z długim świeżym pęknięciem od brzegu do środka denka. Zawsze.

Zawsze kiedy Malanów wchodził na własne podwórko, albo na odwrót, wychodził z podwórka, pod łukiem bramy zawsze zakręcała ciężarówka; wydawało się, że całymi dniami nic nie robią, tylko czyhają, kiedy Malanów wejdzie pod łuk; ale ciężarówki były różne, to kraz, to kamaz, i na pewno miały różne numery. Ale za każdym razem trzeba było z refleksem karateki przykleić się do ceglanego muru, zbrukać się paskudztwami i przekleństwami, i wróżyć — walnie czy nie. Na razie nie walnęła. Ale kto wie…

Czy to na poczcie, czy w kawiarni, czy w sklepie — właśnie wtedy gdy przychodziła jego kolej, ekspedientka czy kto tam jeszcze odwracała się pogadać o czymś, pewnie bardzo pilnym, albo w ogóle wychodziła, nie powiedziawszy ani słowa, w najlepszym razie rzuciwszy: „Jedną chwilkę… ” — i mogła być nieobecna dziesięć, piętnaście, dwadzieścia minut. I oczywiście, właśnie do Malanowa, uczciwie i bez słowa sterczącego te piętnaście, dwadzieścia minut przy okienku czy ladzie, z nieuchronną pewnością zwracali się staruszkowie, staruszki, kalecy, chorzy i kobiety w ciąży, proszącymi głosami i z żądaniem w oczach. „Bardzo się śpieszę”. „Bardzo źle się czuję”. „Mama w domu leży na łożu śmierci”. „Zostawiłam dziecko same w domu”. „Za chwilę urodzę”. Rzecz jasna, czujący się względnie młodo, względnie zdrowo i całkowicie nie w ciąży Malanów nigdy nie mógł odmówić.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)