Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 163
Перейти на страницу:

– Przy takim założeniu wiele pan traci – powiedział don Fermín. – To nonsens, żeby poprzestawać na tych nędznych sumach, to nonsens trzymać cały kapitał w banku.

– Ciągle się pan upiera, żeby mnie wprowadzić w świat interesów – uśmiechnął się Bermúdez. – Nie, don Fermín, ja już tego doświadczyłem. Nigdy więcej.

– Inny na pana miejscu wyciągałby trzy razy tyle co pan-powiedział don Fermín. – A to nie jest w porządku, bo pan decyduje o biegu spraw. A z drugiej strony, kiedy się pan namyśli, żeby zacząć inwestować? Proponowałem panu ze cztery czy pięć transakcji, które każdy inny przyjąłby z entuzjazmem.

Tamten słuchał z grzecznym uśmieszkiem, ale po jego oczach widać było, że go to nudzi. Rostbef stał przed nim od dłuższej chwili, a on jeszcze go nie tknął.

– Już panu tłumaczyłem – ujął nóż i widelec i znieruchomiał na moment, wpatrując się w sztućce. – Kiedy rząd się zmieni, ja właśnie będę kozłem ofiarnym.

– To jeszcze jeden powód więcej, żeby sobie zapewnić przyszłość – powiedział don Fermín.

– Wszyscy się na mnie rzucą, a zwłaszcza ci, co teraz są przy władzy – powiedział tamten, ze zgnębioną miną spoglądając na mięso i sałatkę. – Będą mnie obsmarowywać błotem, to najlepszy sposób, żeby się samemu oczyścić. Tylko idiota może w coś inwestować w tym kraju.

– Co za pesymista z pana, don Cayo – don Fermín odsunął talerz z rosołem, kelner przyniósł rybę. – Można by pomyśleć, że Odria lada dzień upadnie.

– No, jeszcze nie tak zaraz – odparł. – Ale sam pan wie, żaden rząd nie trwa wiecznie. Ja zresztą nie mam w tym względzie ambicji. Jak przyjdzie koniec, wycofam się, żeby żyć spokojnie gdzieś na uboczu, żeby spokojnie umrzeć.

Spojrzał na zegarek i usiłował przełknąć mięso. Przeżuwał bez zapału, popijając wodą mineralną, i wreszcie dał znak kelnerowi, żeby zabrał talerz.

– O trzeciej mam spotkanie z ministrem, a już piętnaście po drugiej. Czy mamy coś jeszcze do obgadania, don Fermín?

Don Fermín zamówił dwie kawy i zapalił papierosa. Wyciągnął z kieszeni kopertę i położył na stole.

– Przygotowałem memorandum, żeby pan mógł spokojnie przestudiować dane, don Cayo. Zgłoszenie własności ziemi w rejonie Bagua. Młodzi inżynierowie, z inicjatywą, pełni zapału do pracy. Chcą tam prowadzić hodowlę bydła, sam pan zobaczy, co to za interes. Dokumenty od pół roku leżą w Ministerstwie Rolnictwa.

– Zanotował pan numer akt? – nie patrząc schował kopertę do teczki.

– Tak, i datę, od momentu wszczęcia procedury prawnej – powiedział don Fermín. – Ja tu zresztą nie jestem zainteresowany. Chcę tylko pomóc pewnym osobom. To moi przyjaciele.

– Nie mogę nic obiecywać, zanim nie zasięgnę informacji – powiedział. – A poza tym minister Rolnictwa nie bardzo mnie lubi. No ale, tak czy tak, porozmawiam z nim.

– Ci młodzi ludzie przyjmą pańskie warunki, to oczywiste – powiedział don Fermín. – Ja chcę im zrobić przysługę jako przyjaciel, ale bynajmniej nie chodzi mi o to, żeby pan trudził się bezinteresownie na rzecz kogoś, kogo pan nawet nie zna.

– Jasne – rzekł tamten bez uśmiechu. – Ja trudzę się bezinteresownie tylko w sprawach państwowych.

W milczeniu wypili kawę. Kiedy kelner przyszedł z rachunkiem, obaj sięgnęli do portfelu, ale zapłacił don Fermín. Razem wyszli na plac San Martin.

– Pewno jest pan bardzo zajęty w związku z tą podróżą prezydenta do Cajamarca – powiedział don Fermín.

– Tak, to prawda, zadzwonię, jak się rozejrzę w tej sprawie – odparł podając mu rękę. Tutaj stoi mój wóz. No to na razie, don Fermín.

Wsiadł, kazał jechać do ministerstwa, szybko. Ambrosio okrążył plac, skręcił w stronę Parku Uniwersyteckiego, potem w Abancay. Tamten przerzucał papiery otrzymane od don Fermina, a od czasu do czasu podnosił oczy, ze spojrzeniem utkwionym w kark Ambrosia. Ten skurwysyn nie chce, żeby jego pieszczoszek zadawał się z kolorowymi, jeszcze by, broń Boże, nabrał od nich złych manier. Pewnie dlatego zaprasza do siebie takich jak Arévalo czy Landa, a nawet gringów, których nazywa nieokrzesanymi dzikusami. Ale jego nie. Roześmiał się, wyciągnął z kieszeni pastylkę i zbierał ślinę w ustach: jasne, boi się, żeby jego żona i dzieci nie nabrały od ciebie złych manier.

– Przez cały wieczór zasypywałeś mnie pytaniami, a teraz ja cię o coś zapytam – powiedział stryj Clodomiro. – Jak ci idzie praca w „Kronice”.

– Już się nauczyłem pisać tyle, ile potrzeba – powiedział Santiago. – Na początku pisałem albo za dużo, albo za mało. No i przyzwyczaiłem się pracować po nocach, a spać w dzień.

– Fermina gnębi co innego – powiedział stryj Clodomiro. – On uważa, że przy takim rozkładzie zajęć stracisz zdrowie. I że rzucisz uniwersytet. Chodzisz na wykłady? Powiedz prawdę.

– Nie, nie chodzę – powiedział Santiago. – Odkąd uciekłem z domu, nie pokazałem się na uniwerku. Nie mów tego ojcu, stryju.

Stryj Clodomiro przestał się bujać na fotelu, jego małe dłonie zatrzepotały niespokojnie, przestraszył się, widać to było po oczach.

– Możesz mnie nie pytać dlaczego, ja sam nie potrafię ci wytłumaczyć – powiedział Santiago. – Czasem wydaje mi się, że nie chodzę, bo nie chcę się spotkać z tymi chłopakami, co wtedy zostali w areszcie, jak mnie tata stamtąd wyciągnął. Ale kiedy indziej myślę, że to jednak nie to. Po prostu adwokatura mnie nie ciągnie, wydaje mi się idiotyzmem, nie wierzę w to wszystko, stryju. Na diabła mi tytuł?

– Fermín ma rację, oddałem ci niedźwiedzią przysługę – powiedział stryj Clodomiro ze smutkiem. – Teraz, kiedy jesteś przy forsie, już ci się nie chce studiować.

– Twój przyjaciel Vallejo nie mówił ci, ile nam płacą? – zaśmiał się Santiago. – Nie, stryju, jestem prawie zawsze bez forsy. Mam czas, mógłbym się uczyć. Ale to jest silniejsze ode mnie, flaki mi się wywracają na samą myśl o tym, że miałbym wejść na dziedziniec uniwersytecki.

– W ten sposób możesz na całe życie zostać małym urzędniczyną, czy ty tego nie rozumiesz? – powiedział stryj Clodomiro zbity z tropu. – Taki chłopiec jak ty, chudzino, taki zdolny, taki pilny.

– Nie jestem zdolny ani pilny, stryjku, nie powtarzaj po moim starym – powiedział Santiago. – Jestem zdezorientowany, cała rzecz w tym. Wiem, czym nie chcę być, ale nie wiem, co by mi odpowiadało. Nie chcę być adwokatem i nie chcę być bogaty i nie chcę być nikim ważnym, stryju. A kiedy dojdę do pięćdziesiątki, nie chcę być taki jak mój tata i jego znajomi. Rozumiesz, stryjku?

– Rozumiem tylko jedno: że ci brak zdrowego rozsądku – powiedział stryj Clodomiro ze zgnębioną twarzą. – Teraz żałuję, że dzwoniłem do Vallejo. Czuję się odpowiedzialny za wszystko.

– Gdybym się nie dostał do „Kroniki”, znalazłbym sobie jakąś inną pracę, cokolwiek – powiedział Santiago. To by było to samo.

Czy naprawdę, Zavalita? Nie, może by było inaczej, może biedny stryj Clodomiro był rzeczywiście częściowo odpowiedzialny. Dziesiąta wieczór, musiał już iść. Podniósł się.

– Poczekaj, chciałem cię jeszcze zapytać o to, o co mnie zawsze męczy Zoilita – powiedział stryj Clodomiro. – Za każdym razem mam tu prawdziwe śledztwo. Kto ci pierze bieliznę, kto ci przyszywa guziki.

– Właścicielka pensjonatu bardzo się o mnie troszczy – powiedział Santiago. – Niech mama się nie martwi.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)