Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 163
Перейти на страницу:

– W porządku, de gustibus… – powiedział don Fermín wzruszając ramionami. – Zajmę się tym, czek będzie jeszcze dziś.

Siedzieli bez słowa, aż przyszedł kelner, który zabrał kieliszki i podał kartę. Rosół i ryba, zamówił don Fermín, a Bermúdez rostbef z sałatką. Kelner rozkładał nakrycia, a on słuchał jednym uchem don Fermina, który opowiadał o nowej diecie odchudzającej, jaką w tym miesiącu podaje pismo „Selecciones”.

– Nigdy cię nie zapraszali – powiedział Santiago. – Zawsze tak cię traktowali, jakbyś był gorszy.

– Za to teraz, kiedy ty uciekłeś z domu, widujemy się częściej – uśmiechnął się stryj Clodomiro. – Wprawdzie nie bezinteresownie, ale przez cały czas zaglądają do mnie po nowiny o tobie. Nie tylko Fermín, Zoila też. Już był najwyższy czas, żeby nawiązać tak absurdalnie zerwane stosunki.

– Ale dlaczego zerwaliście z sobą, stryjku – powiedział Santiago. – Widywaliśmy cię tylko od wielkiego dzwonu.

– Ach, to takie głupstewka, to pomysły Zoili – jakby mówił te prześliczne, te urocze zagrania Zoili, myśli. – Jej wielkopańskie fumy, chudzino. Ja wiem, to wspaniała kobieta, prawdziwa wielka dama, jasne. Ale zawsze miała jakieś uprzedzenia do naszej rodziny, bo byliśmy biedni i nie należeliśmy do jej sfery. Fermín przejął to od niej.

– A ty im wybaczasz – powiedział Santiago. – Mój ojciec nie przestaje cię obrażać, a ty mu na to pozwalasz.

– Twój ojciec nie znosi przeciętności – zaśmiał się stryj Clodomiro. – Myślałem, że jeśli się nie będziemy widywali, ten uraz mu przejdzie. Od małego był strasznie ambitny. Zawsze chciał być kimś. No i jest kimś, nikt temu nie może zaprzeczyć. I ty też powinieneś być z niego dumny. Bo Fermín osiągnął wszystko własną pracą. Rodzina Zoility potem mu trochę pomogła, ale on miał ugruntowaną pozycję już wtedy, kiedy się pobrali. A tymczasem twój stryj gnił żywcem w prowincjonalnych filiach Banku Kredytowego.

– Zawsze mówisz o sobie jak o jakiejś miernocie, ale tak naprawdę nie myślisz – powiedział Santiago. -I ja też tak nie uważam. Nie masz pieniędzy, ale jesteś zadowolony z życia.

– Spokój to nie to samo co szczęście – powiedział stryj Clodomiro. – Dawniej wydawało mi się niesłuszne, że twój ojciec tak strasznie obawia się takiego życia jak moje. Ale teraz go rozumiem. Bo czasem, jak zacznę sobie rozmyślać, okazuje się, że nie mam ani jednego wspomnienia, które byłoby coś warte. Biuro, dom, dom, biuro. Same głupstwa, trochę rutyny, tylko to. No ale dość o smutnych sprawach.

Weszła stara Inocencia: podane, proszę do stołu. Jej kapcie, jej szal, Zavalita, jej ogromny fartuch za wielki na tę wątłą figurkę, jej drżący głos. Przy nakryciu Santiago stał talerz parującego chupe, ale dla› stryja była tylko kawa z mlekiem i kanapka.

– Ja na noc jadam tylko to, nic więcej nie mogę – powiedział stryj Clodomiro. – Proszę, nakładaj sobie, bo ostygnie.

Inocencia zaglądała do nich od czasu do czasu i zaraz do Santiago: a jak tam, a co u niego słychać? Głaskała go po twarzy, jakieś ty urósł, jaki ładny chłopiec z ciebie, a kiedy wychodziła, stryj mrugał na niego: biedaczka, taka serdeczna, ona tak ze wszystkimi, biedna staruszka.

– I jeszcze to pytanie, dlaczego mój stryj Clodomiro nigdy się nie ożenił – mówi Santiago.

– Jesteś dzisiaj strasznie dociekliwy – powiedział stryj Clodomiro bez urazy w głosie. – Widzisz, popełniłem ten błąd, że przez piętnaście lat tłukłem się po prowincji, myśląc, że w ten sposób szybciej do czegoś dojdę. I w żadnym z tych małych miasteczek nie spotkałem dziewczyny, z którą chciałbym się ożenić.

– Nie ma się czym gorszyć, co w tym złego, gdyby nawet nim był – mówi Santiago. – W najlepszych rodzinach się zdarza, Ambrosio.

– A kiedy przyjechałem do Limy, to znowu ja się nie podobałem żadnej pannie, ot co, w tym cały dramat – roześmiał się stryj Clodomiro. – Jak mnie wyrzucili z banku, musiałem zaczynać od nowa, w ministerstwie, z nędzną pensyjką. No i tak zostałem kawalerem. Ale i ja coś niecoś przeżyłem, nie myśl sobie, chłopcze.

– Poczekaj, dziecko, jeszcze nie wstawaj od stołu – zawołała z głębi mieszkania Inocencia. – Jeszcze będzie deser.

– Biedaczka, już prawie nie widzi i nie słyszy, a mimo to cały dzień na nogach – rzekł szeptem stryj Clodomiro. – Tyle razy proponowałem, że wezmę do pomocy jakąś młodą, a ona niechby odpoczęła. Ale nie ma mowy, zaraz się cała trzęsie, mówi, że chcę się jej pozbyć. Uparta jak muł. Ona pójdzie prosto do nieba, mówię ci, chłopcze.

Coś ty, oszalałaś, powiedziała Amalia, ja jemu nie przebaczyłam i nie przebaczę, ona go nienawidzi. Bardzoście się kłócili? powiedziała Gertrudis. Nie, czasem, i zawsze przez to jego tchórzostwo, a tak to było im ze sobą bardzo dobrze. Widywali się, jak mieli wychodne, szli do kina, na spacer, a wieczorem ona biegła boso przez ogród i zostawała u Ambrosia godzinkę albo dwie. Wszystko się dobrze układało, inne dziewczyny nic nie podejrzewały. I Gertrudis: a kiedy się zorientowałaś, że on ma inną? Tego ranka, kiedy mył samochód i rozmawiał z paniczem Chispasem, Amalia kładła bieliznę do pralki i kątem oka zerkała w ich stronę, i nagle zobaczyła, że się zmieszał i powiedział do panicza Chiśpasa: ja? ale skąd, paniczu? Co za pomysł, ona mu się w ogóle nie podoba, nawet za dopłatą by jej nie chciał, paniczu. I pokazywał na mnie, Gertrudis, a wiedział, że ja wszystko słyszę. Amali miała ochotę zostawić całe pranie, wybiec i podrapać mu gębę. Tego wieczora poszła do niego tylko po to, żeby mu powiedzieć nienawidzę cię, coś ty sobie myślał, i wyobrażała sobie, że Ambrosio będzie ją przepraszał. Ale nie, Gertrudis, nic podobnego: już cię nie ma, wynoś się, spływaj. Stała w ciemnościach jak ogłuszona, Gertrudis. Ona nie wyjdzie, dlaczego jesteś taki, co ja ci zrobiłam, aż podniósł się z łóżka i zamknął drzwi. Był wściekły, Gertrudis, nienawidził jej. Amalia zaczęła płakać, myślisz, że nie słyszałam, coś ty o mnie mówił do panicza? a teraz czemu mnie wyrzucasz, czemu mnie tak traktujesz? Panicz się wszystkiego domyśla, i potrząsał ją za ramiona, taki zły, żebyś mi się tu nigdy nie pokazywała w moim pokoju, taki wściekły i zrozpaczony, Gertrudis, nigdy, rozumiesz, nigdy, i wynoś się stąd. Rozgniewany, przerażony, jak wariat, potrząsał nią i tłukł o ścianę. Tobie nie chodzi o to, co powiedzą państwo, nie szukaj wymówek, tak mu chciała przygadać Amalia, znalazłeś sobie inną, ale on ją pociągnął do drzwi, wypchnął za próg i przekręcił klucz: nigdy więcej, rozumiesz? I ty mu przebaczyłaś, i ty go jeszcze kochasz, powiedziała Gertrudis, a Amalia, coś ty, oszalałaś?

Ona go nienawidzi. A ta jego kobieta, co to za jedna? Amalia nie wie, nigdy jej nie widziała. Zawstydzona, upokorzona pobiegła do swojego pokoju i tak głośno płakała, że aż kucharka się obudziła i zajrzała do niej, i Amalia musiała zmyślać, że właśnie ma okres, ja mam zawsze przy tym takie okropne boleści. I od tego czasu już ani razu? Ani razu. Owszem, starał się ją udobruchać, ja ci wszystko wytłumaczę, będziemy znowu ze sobą chodzili, ale tak, żebyśmy się spotykali tylko poza domem. Amalia podnosiła głos, ty obłudniku, tchórzu, przeklęty kłamco, i on przestraszony uciekał. To i tak pół biedy, że nie zaszłaś w ciążę, powiedziała Gertrudis. A Amalia: nie rozmawiałam z nim więcej, dopiero potem, dopiero po długim czasie. Jak się mijali w domu, to on dzień dobry, a ona odwracała głowę, cześć, Amalia, a ona ogania się jak od muchy. A może to nie były wymówki, powiedziała Gertrudis, może się bał, że was przyłapią i wyrzucą z pracy, może nie miał innej. I Amalia: tak myślisz? Najlepszy dowód, że po tylu latach poznał cię na ulicy i pomógł znaleźć pracę, mówiła Gertrudis, bo jak nie, to po co by do ciebie przychodził i zapraszał do kina. Może zawsze ją kochał, może cierpiał, kiedy ty byłaś z Trinidadem, może myślał o tobie i naprawdę żałował, że wtedy tak z tobą postąpił. Tak myślisz, mówiła Amalia, tak myślisz?

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)