Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
Przez cały tydzień Amalia była zamyślona, nieobecna. Nad czym tak medytujesz, mówiła Carlota, a Simula jak kto się śmieje sam do siebie, to znaczy, że rozpamiętuje swoje niegodziwości, a pani Hortensja co się z tobą dzieje, wróć na ziemię. Już nie była zła na niego, już nie wściekała się na siebie samą, że się z nim wtedy spotkała. Nienawidzisz go, ale zapominasz o tym, myślała, w jednej chwili nienawidzisz i zaraz zapominasz, no i dlaczego, ty wariatko. Którejś nocy śniło jej się, że w niedzielę, jak miała wychodne, zobaczyła go na przystanku, czekał na nią. Ale w najbliższą niedzielę Carlota i Simula miały chrzciny i Amalii wypadło wychodne w sobotę. Dokąd pójść? Chciała się zobaczyć z Gertrudis, nie widziała jej od kilku miesięcy. Poszła pod laboratorium, kiedy kończyli pracę, i Gertrudis zabrała ją na obiad do siebie. Ty niedobra, tyle czasu, mówiła Gertrudis, chodziła wiele razy do Mirones i pani Rosario nie wiedziała, gdzie ty pracujesz, opowiedz, jak ci tam jest. Miała na końcu języka coś o tym, że widziała Ambrosia, ale się rozmyśliła, tyle na niego kiedyś nagadała. Umówiły się na przyszłą niedzielę. Było jeszcze widno, jak wróciła na San Miguel i położyła się do łóżka. Po tym wszystkim, co ci zrobił, jeszcze o nim myślisz, głupia. W nocy śnił jej się Trinidad. Obrzucał ją wyzwiskami i na koniec, sinoblady, ostrzegł ją: czekam na ciebie, jak umrzesz. W niedzielę Simula i Carlota wyszły wcześnie, a pani razem z panienką Queta niedługo potem. Amalia zmyła po śniadaniu, usiadła w salonie i włączyła radio. Nic nie było, tylko sprawozdanie z jakichś wyścigów i piłki nożnej i bardzo się nudziła, a tu nagle ktoś zastukał do drzwi od kuchni. Tak, to był on.
– Pani nie ma? – był w czapce i w swoim mundurze kierowcy.
– To pani też się boisz? – powiedziała Amalia bez uśmiechu.
– Don Fermín kazał mi coś załatwić i wymknąłem się, żeby cię chociaż zobaczyć – powiedział i uśmiechnął się do niej, jakby nie słyszał, co mu mówiła. – Zostawiłem wóz za rogiem, może pani Hortensja go nie pozna.
– Widzę, że coraz bardziej się boisz don Fermina – powiedziała Amalia.
Uśmiech uleciał z jego twarzy, zrobił gest pełen zniechęcenia i patrzył na nią bezradnie. Zsunął czapkę na tył głowy, uśmiechnął się z wysiłkiem: on się naraża na nieprzyjemności, żeby tu zajrzeć, a ty mnie tak przyjmujesz, Amalio. Co było, to było, Amalio, to już minęło. Niechby teraz było tak, jakby się dopiero co poznali, Amalio.
– Myślisz, że drugi raz zrobisz mi to samo? – usłyszała Amalia swój własny drżący głos. – No to się naciąłeś.
Nie zdążyła się cofnąć, bo złapał ją za rękę i mrugając patrzył w oczy. Nawet nie próbował jej objąć, nie postąpił kroku naprzód. Trzymał ją tak przez chwilę za rękę, a potem puścił, aż jej było dziwnie.
– Mimo tego włókniarza i chociaż cię nie widziałem parę lat, dla mnie zawsze byłaś moją żoną – wychrypiał Ambrosio i Amalii aż się serce ścisnęło. Pomyślała on się rozpłacze, ja się rozpłaczę. – Żebyś wiedziała, ja cię kocham jak dawniej.
Znów się w nią wpatrywał, a ona cofnęła się do środka i zamknęła drzwi. Widziała, że na chwilę się zawahał; potem poprawił czapkę i poszedł. Wróciła do salonu i jeszcze zobaczyła, jak zakręca na rogu. Usiadła przy radiu, rozcierała sobie przegub dłoni, dziwiła się, że nie jest zła. Czy to prawda, czy on ją ciągle kocha? Nie, nieprawda. A może zakocha! się w niej na nowo, jak się wtedy spotkali na ulicy? Na dworze nawet najmniejszego hałasu, zasłony były odsunięte, rozsłoneczniona zieleń wdzierała się z ogrodu. Ale miał taki głos, że chyba mówił szczerze, myślała kręcąc gałką w radiu. Nie nadawali nic z teatru, ciągle tylko te wyścigi i ta piłka nożna.