Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 163
Перейти на страницу:

– Idź na obiad – powiedział do Ambrosia, kiedy samochód stanął na placu San Martín. I bądź za półtorej godziny.

Wszedł do baru w hotelu Bolívar i usiadł w pobliżu drzwi. Kazał sobie podać gin i dwie paczki inca. Przy sąsiednim stoliku rozmawiało trzech facetów i słyszał, jakie kawały sobie opowiadali. Wypalił papierosa, a kieliszek był już do połowy opróżniony, kiedy przez drzwi zobaczył tamtego, szedł przez Colmena.

– Bardzo przepraszam, że kazałem panu czekać – powiedział don Fermín. – Właśnie mieliśmy partyjkę, a Landa, pan wie, jak usiądzie do kart, to nie może skończyć. Senator Landa taki szczęśliwy, skończył się strajk w „Olave”.

– Był pan teraz w Klubie? – powiedział. – Pańscy przyjaciele oligarchowie nie spiskują przeciw rządowi?

– Na razie nie – uśmiechnął się don Fermín i dał znak kelnerowi, żeby i jemu przyniósł gin. – O, kaszelek? Złapał pan grypę?

– To z papierosa – powiedział i znowu odchrząknął. – Co u pana? Jeszcze ciągle kłopoty z nieposłusznym synem?

– Z Chispasem? – don Fermín podniósł do ust garść orzeszków. – Nie, poszedł po rozum do głowy i pracuje jak należy, w biurze. Teraz mam zmartwienie z tym drugim.

– A co, też się chce wyszumieć? – powiedział.

– Nie chce iść na Uniwersytet Katolicki, tylko na San Marcos, do tego gniazda rozrabiaków – don Fermín, smakując alkohol, zrobił niechętny gest. – Coś go napadło i wygaduje niestworzone rzeczy na księży i na wojskowych, na wszystko się krzywi, żeby tylko zrobić na złość matce i mnie.

– Każdy chłopak w tym wieku się buntuje – powiedział Bermúdez. – Ja chyba też taki byłem.

– Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło, don Cayo – powiedział don Fermín. – Był taki wzorowy, zawsze najlepsze stopnie, pobożny, niemal świętoszek. A teraz się zrobił z niego niedowiarek. Jeszcze się okaże, że w moim domu wyrósł komunista, anarchista czy bo ja wiem kto. Tylko tego mi brakuje.

– A wtedy ja zacząłbym mieć z nim kłopoty – uśmiechnął się Bermúdez. – Ale wie pan, gdybym ja miał syna, to chyba bym wolał go posłać na San Marcos. Tam nie wszystko jest, jak trzeba, ale to jednak prawdziwa wyższa uczelnia, prawda?

– Nie tak bardzo, tam się za dużo polityku je – powiedział don Fermín z roztargnionym wyrazem twarzy. – Poza tym San Marcos stracił klasę, to już nie to co kiedyś. Teraz tam się roi od Metysów, piękne towarzystwo dla mojego chudziny, piękne znajomości.

Bermúdez popatrzył na niego bez słowa i zobaczył, jak tamten mruga oczami i zmieszany spuszcza wzrok.

– No nie, nie mam nic przeciw kolorowym – aha, połapałeś się, skurwysynu – wręcz przeciwnie, zawsze byłem demokratą. Chciałbym tylko, żeby Santiago miał taką przyszłość, na jaką zasługuje. A w naszym kraju wszystko zależy od znajomości, sam pan rozumie.

Wypili gin i zamówili następny. Don Fermín chrupał orzeszki, dziobał oliwki i frytki. Bermúdez tylko pił i palił.

– Dowiedziałem się o nowej licytacji, buduje się drugie odgałęzienie Panamerykańskiej – powiedział. – Pańskie przedsiębiorstwo weźmie w tym udział?

– Odkąd mamy autostradę do Pacasmayo, to nam na razie wystarcza – powiedział don Fermín. – Kto chce za dużo na raz, temu nic nie zostaje w garści. Laboratorium zabiera mi sporo czasu, zwłaszcza teraz, kiedy odmładzamy personel. Zanim rozszerzę produkcję, chciałbym żeby Chispas się czegoś nauczył i odciążył mnie w pracy.

Rozmawiali jeszcze o tym i owym, o epidemii grypy, o tym, że apriści obrzucili kamieniami ambasadę w Buenos Aires, o grożącym strajku włókniarzy, i co będzie z modą: długie spódnice czy krótkie? Aż opróżnili kieliszki.

– Inocencia pamiętała, że to twoje ulubione danie, i przygotowała chupe z krewetkami – stryj Clodomiro zrobił do niego oko. – Biedaczka, już nie gotuje tak jak kiedyś. Chciałem cię zabrać na obiad na miasto, ale się rozmyśliłem, bo jej by było przykro.

Stryj Clodomiro postawił przed nim kieliszek wermutu. Jego promieniejące ładem, czyściutkie mieszkanie na Santa Beatriz, i stara Inocencia, zawsze taka dobra, Zavalita. Wychowała ich obydwu, mówiła im po imieniu, kiedyś byłeś świadkiem, jak wytargała za uszy twojego starego: co się dzieje, Fermín, całe wieki nie pokazujesz się u brata. Stryj Clodomiro wypił wino i otarł usta. Był taki schludny, zawsze w kamizelce, zawsze miał nakrochmalony kołnierzyk i mankiety; i te jego bystre oczki, drobna, nikła figurka, nerwowe dłonie. Myśli: czy wiedział? Czy się kiedykolwiek dowie? Nie byłeś u niego od miesięcy, od lat, Zavalita. Trzeba by pójść do niego, pójdę. -

– Pamiętasz, Ambrosio, ile lat różnicy było między moim ojcem a stryjem Clodomiro? – mówi Santiago.

– Starych nie należy pytać o lata – zaśmiał się stryj Clodomiro. – Pięć lat, chudzino. Fermín ma pięćdziesiąt dwa, no więc sobie policz, niedługo dobiję do sześćdziesiątki.

– A mimo wszystko on wygląda starzej od ciebie – powiedział Santiago. – Ty jesteś ciągle młody, stryjku.

– Ba, młody – uśmiechnął się stryj Clodomiro. – Może dlatego, że jestem kawalerem. Powiedz no, byłeś w końcu u rodziców?

– Jeszcze nie, stryjku – powiedział Santiago. – Ale pójdę, naprawdę pójdę, słowo.

– To już kawał czasu, chudy, nie można tak długo – napominał stryj Clodomiro patrząc na niego swymi czystymi, żywymi oczami. – Ile to miesięcy? Cztery, pięć?

– Będzie scena, mama narobi krzyku, zechce, żebym wrócił – myśli: już sześć miesięcy. – A ja do nich nie wrócę, stryju, oni to musza zrozumieć.

– Mieszkasz w tym samym mieście i przez tyle miesięcy nie widziałeś rodziców ani rodzeństwa – stryj Clodomiro niedowierzająco pokręcił głową. – Gdybyś był moim synem, już następnego dnia bym cię odszukał, wlepił parę rózeg i sprowadził do domu.

Ale on cię nie szukał, Zavalita, ani nie groził rózgami, ani nie kazał wracać. Dlaczego, tato?

– Nie chcę ci nic doradzać, jesteś dorosły mężczyzna, ale niedobrze robisz, chudy. Że chcesz być sam, to już jest szaleństwo, no, ale zresztą. Ale że nie chcesz widywać rodziców, to już gorzej, chłopcze. Zoila jest przez ciebie nieszczęśliwa. A Fermín, jak tylko się u mnie zjawi, zaraz wypytuje, a jak mu jest, a co robi? Jest coraz bardziej przybity.

– Jak się zechce ze mną zobaczyć, proszę bardzo – powiedział Santiago. – Ale może mnie sto razy zabierać siłą do domu i sto razy ucieknę.

– On tego nie rozumie i ja też nie – powiedział stryj Clodomiro. – Jesteś zły, że cię wyciągnął z aresztu? Wolałbyś, żeby cię tam zostawił, razem z tymi szaleńcami? Przecież ci zawsze we wszystkim ustępował, prawda? I zawsze bardziej był z ciebie dumny niż z Chispasa i Teté. No więc tak szczerze, chudy. O co masz pretensję do Fermina?

– To trudno powiedzieć, stryjku. Na razie będzie lepiej, żebym się nie pokazywał w domu. Pójdę za jakiś czas, przyrzekam.

– Przestań wydziwiać i idź do nich wreszcie – powiedział stryj Clodomiro. – Ani Zoila, ani Fermín nie mają nic przeciw temu, żebyś pracował w „Kronice”. Tylko się martwią, że rzucisz studia. Nie chcą, żebyś był całe życie małym urzędniczyną, tak jak ja.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)