Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 102
Перейти на страницу:

– Służbowo, wyobraź sobie. Mamy nowego klienta, jakieś Stowarzyszenie Właścicieli Nocnych Klubów, i chcą, żebyśmy promowali nocne życie w Stambule. Zasadniczo eksportujemy po prostu do nich całą imprezę i pilnujemy, żeby miała tutaj dobrą prasę. Stwierdzili, że Nowy Rok to świetny moment na początek.

Zaczęła się śmiać i powiedziała:

– A ty zmusiłaś mnie, żebym wydusiła z siebie całą tę żałosną historię, kiedy sama dzwoniłaś odwołać spotkanie? Ależ z ciebie suka.

– Przepraszam bardzo, od razu stwierdziłaś, że mam nie przyjeżdżać, więc nie widzę powodu do nazywania mnie suką. – Obie się śmiałyśmy i miałam uczucie, że ktoś zdjął z moich ramion wielki ciężar.

– Ale całkiem poważnie, to brzmi fantastycznie – stwierdziła. – Będziesz miała czas na zwiedzanie? Słyszałam, jak ludzie opisywali Hagia Sofię jako transcendentalne przeżycie. I Błękitny Meczet, i Wielki Bazar. Przejażdżka łodzią wycieczkową po Bosforze! Mój Boże, Bette, to brzmi niesamowicie…

Nie chciałam jej mówić, że jak na razie jedyne zajęcia w czasie dnia, które widziałam w planie, to masaże gorącymi kamieniami, a jedyna planowana przejażdżka łodzią miała służyć wielkiemu pijaństwu, więc mruczałam potakująco i spróbowałam zmienić temat.

– Wiem, powinno być wspaniale. A co u ciebie?

– Och, nic takiego. To i tamto, wiesz.

– Penelope! Jeśli dobrze sobie przypominam, przeprowadziłaś się ostatnio na drugi koniec kraju. Jak tam jest? Co się dzieje? Opowiedz mi wszystko! – Zapaliłam papierosa i posadziłam sobie Millington na kolanach, gotowa do wysłuchania, jak cudownie zalane słońcem jest LA, ale Penelope zdecydowanie nie miała zachwyconego głosu.

– Cóż, na razie w porządku – stwierdziła ostrożnie.

– Brzmi to żałośnie. Co się dzieje?

– Nie wiem – westchnęła. – Kalifornia jest w porządku. Właściwie miła. Naprawdę miła. Kiedy pominiesz cały ten absurd z koktajlami z perzu, to niezłe miejsce do życia. Mamy wspaniały apartament w Santa Monica, kilka przecznic od plaży, i świetnie jest być tak daleko od rodziców. Sama nie wiem, to po prostu…

– Co po prostu?

– Myślałam, że Avery trochę się uspokoi, kiedy tu dotrzemy, ale natychmiast nawiązał kontakty z całą masą ludzi z ubezpieczeń, którzy przeprowadzili się tu po college'u. Prawie go nie widuję. Ponieważ nie zacznie zajęć przed połową stycznia, ma przed sobą kolejny miesiąc samych całonocnych wyjść, co wieczór.

– Och, kochanie, na pewno po prostu musi przywyknąć do nowego miejsca. Będzie musiał zwolnić, kiedy zacznie szkołę.

– Pewnie tak. Masz rację, na pewno. Chodzi tylko o to, że on… nieważne.

– Penelope! Co miałaś zamiar powiedzieć?

– Pomyślisz, że jestem najgorszą osobą na świecie.

– Pozwól, że ci przypomnę, droga przyjaciółko, że rozmawiasz z kimś, kto – początek cytatu – umawia się – koniec cytatu – z facetem wyłącznie z powodów zawodowych. Nie wydaje mi się, żebym z tej pozycji mogła cię teraz osądzać.

Westchnęła.

– Przedwczoraj sprawdziłam konto Avery'ego na Yahoo, kiedy był na imprezie w Viceroyu, i znalazłam trochę e-maili, które były dość niepokojące.

– Macie dostęp do swoich kont pocztowych? – zapytałam przerażona.

– Oczywiście, że nie. Ale nietrudno było wpaść na jego hasło. Wpisałam po prostu nazwą jego fajki wodnej i voila! Pełny dostęp!

– Fajki wodnej? I co znalazłaś? – Z pewnością nie uważałam, że źle postępuje, włamując się na jego konto. Całymi miesiącami usiłowałam podejrzeć, jak Cameron wpisuje swoje hasło, ale zawsze był zbyt szybki.

– Wiem, że pewnie reaguję przesadnie, ale są tam bardzo słodziutkie e-maile do dziewczyny, z którą pracował w Nowym Jorku.

– Zdefiniuj „słodziutkie”.

– W kółko o tym, jaką to ona ma mocną głowę, bardziej niż każda inna dziewczyna, którą spotkał.

– Rany, co za donżuan. Facet mógłby napisać podręcznik uwodzenia.

– Prawda? Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale były naprawdę flirciarskie. Podpisał je „buziaczki”.

– O Boże. Czy jest gejem? Stanowczo nie jest gejem, prawda? Jaki heteroseksualny facet tak pisze?

– Cóż, na pewno nie pisał czegoś takiego do mnie. Po prostu się wystraszyłam. Wczoraj, kiedy wrócił do domu o trzeciej nad ranem, zapytałam go jakby nigdy nic, czy podtrzymuje kontakty z kimś z pracy i powiedział „nie” tuż przedtem, nim stracił przytomność. Czy reaguję przesadnie? Dzisiaj rano był taki uroczy i zaproponował, że zabierze mnie na zakupy, żebyśmy spędzili razem dzień…

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Do ślubu zostało jeszcze osiem miesięcy i wyglądało na to, że Penelope może – tylko może – zda sobie sprawę, zanim będzie za późno, że Avery to dupek pierwszej klasy i nie jest wart całej jej małżeńskiej przyszłości. Z radością podsyciłabym w niej to przekonanie, ale do podstawowego wniosku musiała dojść sama.

– Cóż – zaczęłam powoli, dobierając starannie słowa – to chyba normalne, że każdy związek ma lepsze i gorsze momenty, prawda? To dlatego ludzie najpierw się zaręczają. To tylko tyle. Zaręczyny. Jeżeli odkryjesz na jego temat coś, z czym nie będziesz mogła żyć, no wiesz, nie jesteście po ślubie i…

– Bette, nie o tym mówią – przerwała mi ostro. Ups. – Kocham Avery'ego i oczywiście wychodzą za niego za mąż. Po prostu rozmawiam z moją najlepszą przyjaciółką o czymś, co z pewnością jest śmiesznym, bezpodstawnym, paranoicznym podejrzeniem. To stanowczo mój problem, nie Avery'ego. Muszę tylko bardziej wierzyć w jego uczucia do mnie, to wszystko.

– Jasne, jasne, Pen. Całkowicie rozumiem. Nie chciałam niczego sugerować. I oczywiście zawsze tu jestem, żeby cię wysłuchać. Przepraszam, że to powiedziałam.

– Mniejsza z tym, jestem teraz trochę rozemocjonowana. Trochę tęsknię za domem. Poważnie, dzięki, że mnie wysłuchałaś. Przepraszam za to wszystko. A co u ciebie? Philip? Jest w porządku?

Jakim sposobem sytuacja tak bardzo wymknęła się spod kontroli, że moja najlepsza przyjaciółka nie tylko pyta o Philipa, ale nie ma pojęcia o istnieniu Sammy'ego? Było niewyobrażalne, żebym mogła pocałować kogoś takiego jak Sammy i nie powiedzieć o tym Pen trzydzieści sekund po fakcie, kiedy całymi dniami razem pracowałyśmy, a wieczorami spotykałyśmy się w Black Door, ale minęły wieki, odkąd ostatnio to zrobiłyśmy. A przynajmniej miałam uczucie, że to były wieki.

– To dość skomplikowane. Wszyscy uważają, że się spotykamy, pewnie nawet on, ale tak naprawdę się nie spotykamy – wyjaśniłam, świetnie rozumiejąc, że to stwierdzenie nie ma za grosz sensu, ale zabrakło mi energii na cofanie się do początku i wyjaśnianie.

– Cóż, prawdopodobnie to nie moja rola, ale nie jestem pewna, czy jest dla ciebie odpowiedni, Bette.

Zaczęłam się zastanawiać, jak by zareagowała, gdyby wiedziała, co mama powiedziała mi o Westonach.

Westchnęłam.

– Wiem o tym, Pen. Po prostu teraz czuję się przytłoczona, rozumiesz?

– Niezupełnie. Właściwe to niczego nie wyjaśniłaś.

– Chodzi o to, że ta praca w jakiś sposób przeniknęła do całej reszty mojego życia. Szefowa nie jest specjalnie dobra w dokonywaniu rozróżnień między tym, co dzieje się w biurze, a tym, co dzieje się gdzie indziej, i wiele rzeczy działa na zakładkę. Czy to ma jakiś sens?

– Nie. Co szefowa ma wspólnego z twoim życiem osobistym?

– Nie tylko o to chodzi. Will załatwił mi tę pracę i oczekuje, że się dobrze sprawię. Ktoś wyświadczył mu wielką przysługę. I dobrze sobie radzę, jak sądzę, cokolwiek by to znaczyło. Ale cała sprawa z Philipem jest z tym w pewien sposób powiązana. – Wiedziałam, że mówię zupełnie bez sensu, że równie dobrze mogłabym mówić po chińsku, bo niczego nie wyjaśniam ani Penelope, ani sobie, ale nie byłam w stanie znieść myśli o tłumaczeniu tego teraz.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)