Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Tylko z tymi co zwykle, najwyżej trzema. Sami wolni strzelcy, więc nie będą związani z jednym wydawnictwem. Dorzuć czterech, może pięciu dziennikarzy, też wolnych strzelców, i powinniśmy mieć zapewnione fantastyczne relacje prasowe.
Rozważyłam tę informację. Za niespełna dwa tygodnie będę w drodze do Stambułu, do Turcji, zobowiązana do picia, tańców i wylegiwania się przy basenie jednego z najprzyjemniejszych na świecie hoteli, a jedynym moim prawdziwym obowiązkiem będzie zaopatrywanie starannie wybranej grupy ludzi z towarzystwa w wystarczającą ilość alkoholu i narkotyków, żeby na zdjęciach wyglądali na zadowolonych, ale jednocześnie byli odpowiednio trzeźwi, by powiedzieć reporterom coś chociaż z grubsza zrozumiałego. Zdjęcia z imprez pojawią się we wszystkich kolorowych tygodnikach i gazetach, kiedy tylko wrócimy do domu, a podpisy wyjaśnią, że każdy, kto jest kimś, bawi się teraz w Stambule i nikt się nie zorientuje, że dosłownie zapłaciliśmy, żeby przenieść tam imprezę, i to z obsługą w postaci wybranych fotografów, żeby ją uwiecznić, i dziennikarzy, żeby ją opisać. Genialne i stanowiące idealną realizację motta naszej branży: „Nagraj to i sprzedaj”.
Przelotnie błysnął mi obraz Penelope i prawie się udławiłam: jak mogę znowu jej to zrobić?
– Bette, pozwoliłam sobie poprosić Stowarzyszenie, żeby zarezerwowali dla ciebie i Philipa apartament dla nowożeńców. Przynajmniej tyle mogłam zrobić dla mojej ulubionej pary! – oświadczyła Kelly z wyraźną dumą.
– Philip jedzie? – wydusiłam. Od pocałunku z Sammym moja pseudorelacja z Philipem wydawała się jeszcze dziwniejsza.
– Ależ oczywiście, że jedzie! To jego pomysł! Opowiadałam mu o naszym nowym kliencie na imprezie BlackBerry i zaoferował pomoc. Stwierdził, że będzie szczęśliwy, zabierając grupę przyjaciół, żeby tam się zabawić, jeśli to w czymś pomoże. Nawet zaproponował odrzutowiec swojego ojca, ale Stowarzyszenie zaplanowało już wykorzystanie własnego. Bette, musisz być taka szczęśliwa.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, cokolwiek, ale Kelly doszła już do drzwi sali konferencyjnej.
– Okej, dzieciaki, mamy w najbliższych tygodniach masę roboty. Eliso, jesteś odpowiedzialna za kontakt z klientem i gośćmi, żeby potwierdzić i jeszcze raz potwierdzić wszystkie szczegóły dotyczące podróży. Upewnij się, że wszyscy wiedzą, kiedy i dokąd jadą i czego potrzebują. Leo, ty masz się skupić na kontakcie z dziennikarzami i fotografami oraz ich wydawcami, przygotuj krótki komunikat prasowy i „podpowiedzi”, załatw im wszystkie zdjęcia naszych gości, jakie zdołasz wygrzebać. Davide, zacznij kompletować teczki ludzi, których będziecie gościli. Wszyscy są oczywiście w bazie danych, więc wyciągnij ich charakterystyki i zaopatrz zespół w historie ich życia towarzyskiego, upodobania i to, czego nie lubią. Potem skontaktuj się z hotelem, żebyśmy mieli pewność, że wszyscy mają w pokojach właściwe wody, wina i przekąski. Nie sądzę, żebyśmy mieli do czynienia z jakimiś poważnymi konfliktami o podtekście romantycznym, ale się upewnij. Oprócz tego, że Camilla pieprzyła się z Oliverem, a on podobno sypia teraz z Monicą, mamy chyba raczej grupę bez takich niestosownie intymnych powiązań, co powinno ułatwić sprawę.
Wszyscy notowali jak szaleni, a dziewczyny od wykazów, którym pozwolono siedzieć z tyłu sali i obserwować zebranie, wpatrywały się w nas ze zdumieniem.
– Kelly, a co ja mam robić? – zawołałam, kiedy odwróciła się, żeby wyjść.
– Ty? Ależ Bette, jedyne, czym masz się przejmować, to Philip. Ma kluczowe znaczenie dla całości, więc skup się tylko na tym, żeby był zadowolony. Jeśli czegoś zapragnie, załatw to. Daj mu wszystko, czego będzie potrzebował. Jeżeli Philip będzie szczęśliwy, to szczęśliwi będą też jego przyjaciele i cały projekt dorówna trudnością przechadzce po parku. – Mrugnęła, na wypadek gdyby ktoś z nas nie zrozumiał, co dokładnie miała na myśli, a potem pospiesznie wróciła do swojego biurka.
Leo, Skye i Elisa trajkotali wesoło i postanowili zjeść lunch obok, w Patis, żeby dalej planować, ale się wymówiłam. Nie mogłam się pozbyć koszmarnej wizji: Philip wyciągnięty na balkonie ekstrawaganckiego apartamentu dla nowożeńców, ubrany tylko w jedwabne bokserki i wykonujący wszelkiego rodzaju wygibasy wyuczone na zajęciach z jogi, podczas gdy fotograf robi zdjęcia, siedząc na naszym wspólnym łóżku, a Penelope przygląda się temu z daleka.
22
W końcu skontaktowałam się z Penelope we wtorek wieczorem. Wydawała się daleka, w sensie fizycznym w związku z odległością i różnicą czasu, ale też w innym znaczeniu. Przysięgła, że wybaczyła mi wyjście tego wieczoru z jej pożegnalnego przyjęcia, ale nie miałam wrażenia, by sprawa zupełnie przebrzmiała. Wciąż nie powiedziałam jej o pocałunku Sammy'ego, sytuacji z rodzicami podczas Święta Plonów ani o tym, co zdradziła mi Kelly, że za okropnymi artykułami na mój temat stoi Abby. Trzy miesiące temu byłoby to zupełnie niezrozumiałe. A teraz miałam wszystko jeszcze bardziej pogorszyć. Może nawet nieodwracalnie.
Przez ostatnie trzy godziny zbierałam odwagę, żeby zadzwonić do Pen, myśląc jednocześnie o Sammym, zastanawiając się, czy jest w domu i szykuje się do zerwania ze swoją dziewczyną, żebyśmy mogli być razem. Zawsze wydawał się taki uszczęśliwiony, kiedy widział mnie w Bungalowie, że wiedziałam: postąpi właściwie, co oczywiście oznacza natychmiastowe zakończenie związku z tamtą i rozpoczęcie długotrwałego romansu ze mną. To było takie oczywiste. Przynajmniej dla mnie.
Ostatecznie palce wykonały polecenie mózgu, żeby wybrać numer, i zanim zdążyłam odłożyć słuchawkę po raz tysięczny, Penelope odebrała.
– Cześć! Jak się masz? – zapytałam nieco zbyt entuzjastycznie. Wciąż nie znalazłam właściwych słów i chciałam zyskać na czasie.
– Bette! Cześć. Co tam? – Odpowiedziała równie entuzjastycznie.
– Nic specjalnego. Jak zwykle, wiesz. – Postanowiłam zerwać plaster szybko: jedno pociągnięcie zamiast długiej powolnej tortury. – Muszę ci coś powiedzieć. Pen…
Przerwała mi, kiedy formułowałam pierwsze słowa.
– Bette, zanim cokolwiek powiesz, mam ci do powiedzenia coś okropnego. – Zrobiła głęboki wdech, a potem oznajmiła: – Nie mogę spędzić z tobą sylwestra.
Co? Jak to możliwe? Czy już skądś wie o Turcji? Jest taka zirytowana, że postanowiła pierwsza odwołać? Musiała zinterpretować moje zdumione milczenie jako gniew, bo pospiesznie rzuciła:
– Jesteś tam? Bette, tak mi przykro, nawet nie umiem ci wyjaśnić, jak bardzo. Właśnie dzwonili moi rodzice, żeby nam powiedzieć, że wynajęli dom w Las Ventanas na tydzień między świętami a Nowym Rokiem. Powiedziałam im, że mam już plany na sylwestra, ale stwierdzili, że zaprosili już rodziców Avery'ego i jego brata, więc wszyscy musimy jechać i nie mam wyboru. Jak zwykle.
To było zbyt piękne, żeby okazało się prawdziwe.
– Naprawdę? Zamiast tego jedziesz do Meksyku? – Pytałam, bo chciałam się upewnić, że dobrze rozumiem jej opowieść, ale dla Penelope musiało to zabrzmieć, jakbym była bardzo zagniewana.
– Och, Bette, tak mi strasznie, strasznie przykro. Oczywiście zwrócę ci pieniądze za bilet, z którego nie skorzystasz, i kupię następny, kiedy tylko będziesz mogła. Proszę, wybacz mi. Jeżeli to jakaś pociecha, to czeka mnie absolutnie koszmarny sylwester… – Była taka zmartwiona, że miałam ochotę ją uściskać.
– Pen, nie martw się…
– Naprawdę? Nie jesteś wściekła?
– Jeżeli obie mamy być szczere, to dzwoniłam odwołać swój noworoczny przyjazd. Kelly chce nas wszystkich wysłać do Turcji.
– Do Turcji? – zapytała niepewnie. – Dlaczego do Turcji?