Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
Kontynuowała opowiadanie, napełniając pojemniki do lodu i porządnie ustawiając je w zamrażarce. Oparłam się o blat i zaczęłam zastanawiać, kiedy dokładnie zniknęły punkty wspólne między życiem moim a życiem rodziców.
– Chodź, chcę cię przedstawić Eileen. Pracuje ze mną w centrum kryzysowym i w tym roku była zbawieniem. Wie o tobie wszystko i nie mogę się doczekać, żebyście się poznały.
Nie musiałyśmy jej szukać, ponieważ Eileen zjawiła się w kuchni, zanim zdołałyśmy ustawić dzbanki na tacach, żeby je wynieść na zewnątrz.
– O niech mnie, to musi być Bettina! – wysapała, pędząc w moim kierunku i wywijając mięsistymi ramionami. Była w przyjemny sposób grubiutka, dzięki tej krągłości i szerokiemu uśmiechowi sprawiała wrażenie osoby godnej zaufania. Zanim zdążyłam pomyśleć o wykonaniu jakiegokolwiek ruchu, chwyciła mnie w objęcia jak niemowlę.
– Och! Tak się cieszę, że wreszcie się spotykamy. Twoja mama tyle mi o tobie opowiadała, czytałam niektóre z tych fantastycznych listów, które pisałaś w liceum! – W tym momencie rzuciłam mamie zabójcze spojrzenie, ale tylko wzruszyła ramionami.
– Naprawdę? Cóż, to było kawał czasu temu. Oczywiście też słyszałam o pani wiele dobrego – skłamałam. Imię tej kobiety padło po raz pierwszy trzydzieści sekund wcześniej, ale mama wyglądała na zadowoloną.
– Hę! Doprawdy? No, chodź tu. Siadaj obok cioci Eileen i opowiadaj, jak to jest być sławną!
„Ciocia Eileen” to była już lekka przesada, biorąc pod uwagę, że wyglądała na może dziesięć lat ode mnie starszą, ale nie protestowałam i usiadłam przy kuchennym stole.
– Sławna? Chyba myśli pani o kimś innym. W pewnym sensie pracuję ze sławnym ludźmi, zajmuję się public relations, ale siebie absolutnie bym tak nie opisała-powiedziałam wolno, przekonana, że Eileen musiała mnie pomylić z czyjąś inną córką.
– Moja droga, może i mieszkam w Poughkeepsie, ale nikt nie czyta tylu kolorowych pism co ja! A teraz – nie zatrzymuj tego dla siebie ani chwili dłużej. Jak to jest chodzić z tym boskim Philipem Westonem? – W tym miejscu gwałtownie zaczerpnęła tchu i udała, że mdleje. – Mów, nie pomiń najmniejszego szczegółu. To najwspanialszy mężczyzna na ziemi!
Roześmiałam się skrępowana, rozważając w myślach drogi ucieczki, ale tak naprawdę zdenerwowałam się dopiero, widząc wyraz twarzy mojej matki.
– Przepraszam?- zapytała. – Jakim Philipem?
Eileen spojrzała na nią z niedowierzaniem i powiedziała:
– Anne, tylko spróbuj mi powiedzieć, że nie wiesz, że twoja rodzona córka umawia się z najbardziej pożądanym mężczyzną na świecie. Tylko spróbuj! – pisnęła. – Nie zapytałam o to ciebie, bo wiedziałam, że dziś wieczorem poznam Bettinę i chciałam rozkoszować się wszystkimi soczystymi szczegółami wprost z ust samej bohaterki!
Mama nie mogłaby wyglądać na bardziej zaskoczoną, nawet gdybym ją uderzyła, i w czasie tych kilku krótkich sekund zrozumiałam, że rodzice na szczęście nie czytali ostatnich rewelacji w odcinkach autorstwa Abby.
– Ja… eee… nie wiedziałam, że masz chłopaka – wyjąkała, najprawdopodobniej czując się podwójnie zdradzona: córka najwyraźniej nie tylko nie przekazała jej kluczowych informacji, ale ta skaza w relacji matka-córka była teraz wyraźnie widoczna dla jej współpracownicy. Chciałam uściskać mamę i odciągnąć gdzieś na bok, żeby spróbować wszystko wyjaśnić, ale Eileen nadal bombardowała mnie pytaniami.
– Czy podał jakieś wyjaśnienie, czemu on i Gwynnie się rozstali? Zawsze się nad tym zastanawiałam. Och, i czy kiedykolwiek spotkał osobiście królową angielską? Domyślam się, że tak, przecież pochodzi ze szlachty, ale zastanawiam się, jakie to uczucie?
– Ze szlachty? – wyszeptała mama, przytrzymując się blatu dla zachowania równowagi. Wyglądała, jakby chciała mi zadać milion pytań, ale jedyne, na co się zdobyła, brzmiało: – A co z tym chłopcem z wczorajszego wieczoru?
– Był tutaj? – Eileen z miejsca zażądała odpowiedzi. – Philip Weston tu był? W Poughkeepsie? Wczoraj? Omójboże…
– Nie, Philipa Westona tu nie było. Podwiozłam przyjaciela, który wracał do domu i wstąpił poznać mamę i tatę. Nie umawiam się z Philipem. Po prostu parę razy byliśmy gdzieś razem. Jest zaprzyjaźniony ze wszystkimi ludźmi, z którymi pracuję.
– Oooooch – westchnęła Eileen. Najwyraźniej wystarczyło jej to wyjaśnienie. Mama nie wyglądała jednak na równie zadowoloną.
– Parę razy wychodziłaś, ale z kim? Z jakimś Westonem, tym czy innym? Chcesz powiedzieć, że z tych sławnych angielskich Westonów?
Czułam pewną dumę, że Philip jest tak szeroko znany – nawet mama o nim słyszała.
– Tym samym – stwierdziłam, zachwycona, że tak gładko wszystko się wyjaśniło.
– Bettino, czy masz świadomość, że Westonowie to zaprzysięgli antysemici? Pamiętasz tę sytuację z kontami ofiar Holokaustu w szwajcarskich bankach? I jakby tego było mało, są znani z wykorzystywania niewolniczej pracy w Ameryce Południowej w niektórych swoich przedsięwzięciach biznesowych. A ty się umawiasz z jednym z nich?
Eileen najwyraźniej zorientowała się, że rozmowa przybrała niepożądany obrót, i cicho się wymknęła.
– Nie umawiam się z nim – odparłam stanowczo, chociaż to zaprzeczenie zabrzmiało nieco śmiesznie w świetle mojego poprzedniego oświadczenia, że parą razy z nim wychodziłam.
Spojrzała na mnie badawczo, jakby widziała mnie po raz pierwszy od miesięcy, i powoli pokręciła głową.
– Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała, Bettino, naprawdę.
– Czego nie spodziewała?
– Nigdy nie sądziłam, że moja córka mogłaby przebywać w towarzystwie tego typu ludzi. Chcemy, żebyś była tym, kim jesteś, inteligentną, ambitną dziewczyną, która odnosi sukcesy, ale próbowaliśmy także wpoić ci pewną społeczną i obywatelską świadomość. Co się z tym stało, Bettino? Powiedz mi, co się z tym stało?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, jakiś mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałam, wbiegł do kuchni oznajmić, że mama jest potrzebna na zewnątrz do zdjęcia dla miejscowej gazety. Od pięciu lat rodzice wykorzystywali doroczne przyjęcia, by zbierać fundusze na schroniska dla maltretowanych kobiet z okolicy, i rzecz nabrała w Poughkeepsie takiej rangi, że relacje zamieszczały obie gazety, wydawana przez college i lokalna. Przyglądałam się, jak fotograf ustawia rodziców najpierw w oranżerii, a potem przy ognisku, i resztę wieczoru spędziłam, poznając ogromne grono ich przyjaciół i współpracowników. Ani mama, ani ojciec nie wspomnieli więcej o mojej pracy czy Philipie Westonie, ale obie te sprawy wisiały w powietrzu, pozostawiając niemiły posmak. Nagle nie mogłam się doczekać, żeby znów znaleźć się w mieście.
21
Tydzień po Święcie Dziękczynienia był nie do wytrzymania. Wisiała nade mną troska rodziców, Philip dzwonił bez przerwy i chociaż wmawiałam sobie, że nie ma powodu do zmartwienia, Sammy jeszcze się nie odezwał. Parę dni spędziłam w rozmarzeniu, od nowa przeżywając Pocałunek, wspominając, jak Sammy wyciągnął mnie z samochodu, i zastanawiając się, kiedy wreszcie się ze mną skontaktuje, ale zaczynało to tracić urok. Na domiar złego Abby nie przestała o mnie pisać, mimo że opuściłam miasto na pięć pełnych dni. W tamtym okresie nie miałam pewności co do wielu spraw, ale wiedziałam z całą pewnością, że Abby nie brała udziału w Święcie Plonów moich rodziców, więc tym bardziej denerwujący okazał się widok mojego nazwiska w nagłówku „Nowojorskiej Bomby”. KŁOPOTY W RAJU? ROBINSON ZBIERA SIŁY W RODZINNYM MIEŚCIE. Abby dodała jeszcze, jak to moja „nagła nieobecność” dała się zauważyć, ponieważ Philip i ja byliśmy „nierozłączni” i fakt, że „ratowałam się ucieczką” do domu rodziców w głębi stanu najwyraźniej wskazywał na jakieś poważne kłopoty w naszym związku. Znalazła się nawet dodatkowa sugestia, że „weekend z dala od imprezowej sceny” mógł mieć coś wspólnego z potrzebą „detoksu” albo może „lizaniem ran po odtrąceniu”. Zakończyła tekst, zachęcając wszystkich, by śledzili dalsze losy sagi Weston/Robinson.