Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
W tym momencie spłoszyła się klacz Masuri, jakby oparzona wzrokiem Masemy, jednak kobieta opanowała zwierzę, lekko pociągnąwszy cugle i odpowiedziała Prorokowi typowym dla Aes Sedai nieodgadnionym, nieruchomym jak zamarznięty staw spojrzeniem. Nic nie potwierdzało ich potajemnych spotkań.
— Strach stanowi przydatny bodziec do dowcipów i determinacji, o ile jest dobrze kontrolowany. Jeśli wcale nie lękamy się naszych wrogów, pozostaje jedynie pogarda, pogarda zaś prowadzi do zwycięstwa przeciwnika. — Można by sądzić, że kobieta gawędzi z prostym farmerem, z którym nigdy przedtem się nie zetknęła. Natomiast Annoura wyglądała na nieco niedomagającą. Czyżby obawiała się, że ich sekret się wyda? Że ktoś może udaremnić ich plany związane z Masemą?
Prorok znów wydął wargi — w uśmiechu bądź szyderstwie. Aes Sedai wyraźnie przestała dla niego istnieć, kiedy przeniósł uwagę na Perrina.
— Niektórzy spośród podążających za Lordem Smokiem znaleźli miasto o nazwie So Habor. — Zawsze tak opowiadał o swoich zwolennikach: że w gruncie rzeczy idą oni za Smokiem Odrodzonym, nie zaś za nim, Prorokiem Smoka. Fakt, że Masema mówił im, co mają zrobić oraz kiedy i jak mają to zrobić, wydawał się dla niego jedynie szczegółem. — Ładne miejsce dla trzech lub czterech tysięcy ludzi, położone o dzień drogi... albo i mniej... na południowy zachód. Najwyraźniej zeszli z podstawowej drogi Aielów, a zbiory mieli w ubiegłym roku dobre mimo suszy. Ich magazyny są pełne jęczmienia, prosa, owsa i innych potrzebnych produktów, wszystkich, jakie przyjdą wam na myśl. Wiem, że brakuje wam żywności. Jedzenia dla ludzi i paszy dla waszych koni.
— Dlaczego ich magazyny miałyby być pełne o tej porze roku? — Berelain pochyliła się do przodu, marszcząc czoło. W jej tonie można było dosłyszeć żądanie i nieufność.
Nengar, groźnie popatrując, położył rękę na rękojeści miecza przy siodle. Nikt nie wysuwał żądań wobec Proroka Lorda Smoka, nikt też nigdy w niego nie wątpił. Nikt, kto pragnął żyć. Skóra zaskrzypiała, kiedy lansjerzy przesunęli się w siodłach, lecz Nengar ich zignorował. Powietrze wypełnił zapach wściekłości Masemy i uderzył w nos Perrina. Prorok przypatrywał się Pierwszej z Mayene. Wydawał się nieświadom Nengara, lansjerów czy też możliwości, że otaczający go ludzie lada moment mogą się zacząć zabijać.
— Kwestia chciwości — oznajmił w końcu. — Widocznie handlarze ziarnem z So Habor zamierzali więcej zarobić dzięki przetrzymaniu zapasów aż do zimy i podbiciu w ten sposób cen. Normalnie sprzedają na zachód, do Ghealdan i Amadicii, ale po zdarzeniach, do których doszło tam i w Ebou Dar, przerazili się, że wszystko, co wyślą, zostanie skonfiskowane. Teraz z powodu tejże chciwości mają pełne magazyny i puste sakiewki. — W głosie Masemy pojawiła się nutka satysfakcji. Prorok gardził chciwością. Zresztą gardził wszelkimi ludzkimi słabościami, wielkimi czy małymi. — Myślę, że teraz bardzo tanio rozstaną się ze swoim ziarnem.
Aybara wyczuł pułapkę, co wcale nie wymagało wilczego nosa. Masema musiał wyżywić własnych żołnierzy i konie, a niezależnie od tego, jak gruntownie jego ludzie oczyścili z żywności krainę, którą przemierzali, nie byli prawdopodobnie w lepszej formie niż ludzie Perrina. Dlaczego Prorok Smoka Odrodzonego nie wysłał kilku tysięcy swoich zwolenników do tego miasta i nie opróżnił mieszkańcom magazynów? Dzień drogi stąd. To odciągnęłoby Aybarę jeszcze bardziej od Faile, a Shaido Aiel zyskaliby czas na pokonanie kolejnych mil. Czy taki był powód tej szczególnej oferty? Albo dalsza zwłoka, dzięki której Masema pozostanie na zachodzie, blisko swoich przyjaciół Seanchan?
— Może będzie czas na odwiedzenie tego miasta po uwolnieniu mojej żony. — Do uszu Perrina ponownie dotarł słaby odgłos pędzących przez las ludzi i koni. Bez wątpienia usłyszał ich jako pierwszy. Tym razem zbliżali się z zachodu, czyli od strony obozu. Posłaniec Gallenne’a najwyraźniej przez całą drogę galopował.
— Twojej żony — powiedział stanowczym głosem Masema, po czym przeniósł wzrok na Berelain, a od jego spojrzenia w Aybarze zawrzała krew. Nawet twarz Pierwszej z Mayene spąsowiała, choć jej rysy pozostały niewzruszone. — Naprawdę wierzysz, że dostaniesz dziś jakąś wiadomość o niej?
— Tak — odparł Perrin tonem równie stanowczym jak głos Proroka, lecz twardszym. By powstrzymać się przed sięgnięciem po toporek, chwycił łęk swojego siodła, tuż nad rączkami otrzymanego od Berelain koszyka. — Uwolnienie jej jest najważniejsze. Uwolnienie jej i pozostałych. Gdy ją odzyskam, wtedy maksymalnie napełnimy nasze brzuchy, najpierw jednak muszę ją odnaleźć i odbić.
Odgłos nadbiegających koni stał się teraz słyszalny dla wszystkich. Na zachodzie, wśród ocienionych drzew pojawił się rozległy szereg lansjerów, a za nim drugi szereg konnych. Długie, czerwone wstążki i napierśniki Mayenian przeplatały się z długimi, zielonymi wstążkami i lśniącymi pancerzami Ghealdan. Szeregi rozciągnęły się przed Perrinem i masą jeźdźców Masemy. Piechurzy z charakterystycznymi dla Dwu Rzek długimi łukami przemieszczali się od drzewa do drzewa. Aybara miał nadzieję, że w obozie pozostała ich choćby garstka. Kradzież seanchańskiego dokumentu mogła wywrzeć presję na Masemę, który przyzwyczajony był do walk wzdłuż granicy Ugoru i przeciwko Aielom. Może miał szersze plany, niż tylko przejażdżka w celu znalezienia Berelain. Kolejna kowalska łamigłówka. Wystarczy ruszyć jeden element, by przesunąć drugi, a tym samym uwolnić trzeci. Obóz niemal pozbawiony obrońców łatwo najechać, a w tym lesie bardziej niż ogólna liczba ludzi liczyło się posiadanie osób z umiejętnością przenoszenia Mocy. Czy Masema chciał za wszelką cenę zachować swój sekret? Perrin zdał sobie sprawę, że położył całą dłoń na toporku, na szczęście nie podniósł broni.
Wśród mas zwolenników Proroka zafalowało — jeźdźcy szarpali cugle wierzchowców, konie przestępowały nerwowo z nogi na nogę, ludzie krzyczeli i unosili broń — jednak sam Masema studiował nadjeżdżających lansjerów i łuczników, nie zmieniwszy wyrazu twarzy: ani był sroższy, ani mniej srogi. Równie dobrze mógł obserwować ptaki skaczące z gałęzi na gałąź. Bijący od niego gniewny zapach także się nie zmienił.
— Trzeba zrobić wszystko, co konieczne w służbie Światłości — oświadczył, kiedy przybysze zatrzymali się mniej więcej dwieście kroków od niego. Łucznicy z Dwu Rzek z łatwością trafiali na tę odległość i Prorok chociaż dostrzegł ogólne poruszenie, nijak na reagował na fakt, że strzały o szerokich grotach w każdej chwili mogą trafić go w serce. — Wszystko inne to niewiele warte bzdury. Pamiętaj o tym, Lordzie Perrinie „Złote Oko”. Wszystko poza służbą Światłości to niewiele warte bzdury!
Wypowiedziawszy te słowa, gwałtownie zawrócił cisawego wierzchowca i ruszył ku czekającym na niego ludziom. Nengar i Bartu pojechali za nim, wszyscy trzej ponaglali konie do cwału, nie biorąc pod uwagę niebezpieczeństwa złamania nogi przez zwierzę lub rozbicia sobie głowy. Reszta żołnierzy uformowała się za nimi i cała grupa pognała na południe. Kilka osób na tyłach przystanęło, by wyciągnąć bezwładne ciało mężczyzny spod rannego konia, którego cierpienia ukróciło szybkie cięcie sztyletu. Potem zaczęło się patroszenie i krojenie. Nie mogli sobie pozwolić na zmarnowanie tak dużej ilości mięsa. Zmiażdżonego jeźdźca nie tknęli.
— Ten człowiek wierzy w każde słowo, które wypowiada — sapnęła Annoura. — Ale dokąd zaprowadzi go ta wiara?
Aybara zastanowił się, czy nie spytać wprost, dokąd jej zdaniem zaprowadzi Masemę jego wiara i... dokąd Annoura chciałaby Proroka zaprowadzić, jednak kobieta przybrała tę typową dla Aes Sedai nieprzeniknioną minę i Perrin zrezygnował. Czubeczek ostrego nosa poczerwieniał Annourze od zimna, a ona sama przypatrywała się Aybarze z uwagą. Mężczyzna uprzytomnił sobie, że ze spoglądającej w ten sposób Aes Sedai nie wydobędzie żadnej odpowiedzi. Byłoby to równie trudne, co podniesienie gołymi rękoma z ziemi tego oznaczonego przez Psy Czarnego kamienia. Będzie musiał zatem wypytać Berelain.