Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 167
Перейти на страницу:

D’Artagnan nudził się śmiertelnie, proboszcz również.

— Proszę, jaki początek! — zawołał jezuita.

Exordium — powtórzył ksiądz proboszcz, żeby cokolwiek powiedzieć.

Quemadmodum inter coelorum immensitatem.

Aramis spojrzał ukradkiem na d’Artagnana i zauważył, że jego przyjaciel ziewa od ucha do ucha.

— Mówmy po francusku, mój ojcze — rzekł do jezuity — pan d’Artagnan łatwiej uchwyci sens naszych rozważań.

— Tak, jestem zmęczony podróżą — rzekł d’Artagnan — i łacina umyka mojej uwagi.

— Dobrze — rzekł jezuita trochę niezadowolony, podczas gdy proboszcz spojrzał na d’Artagnana z wdzięcznością — zobaczmy więc, jakie korzyści można wyciągnąć z tego zdania.

— Mojżesz, sługa boży... jest tylko sługą, zwróć uwagę! Mojżesz błogosławi rękami; każe podtrzymywać sobie ręce, kiedy Hebrajczycy walczą z nieprzyjaciółmi; błogosławi więc dwiema rękami. Zresztą Ewangelia powiada: Imponite manus a nie manum — połóżcie ręce, a nie rękę.

— Połóżcie ręce — rzekł proboszcz czyniąc odpowiedni gest.

— Inaczej święty Piotr, którego następcami są papieże — ciągnął jezuita. — Porrige digitos. Połóżcie palce; rozumiesz teraz?

— Oczywiście — odparł Aramis z widocznym zadowoleniem — ale kwestia jest nader delikatna.

— Palce! — podjął jezuita — święty Piotr błogosławi palcami. Papież błogosławi również palcami. Iluż palcami błogosławi? Trzema: w imieniu Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Wszyscy się przeżegnali; d’Artagnan uznał za konieczne pójść w ślady reszty towarzystwa.

— Papież jest następcą świętego Piotra i reprezentuje trzy władze boskie; reszta, ordines inferiores hierarchii kościelnej, błogosławi w imieniu świętych archaniołów i aniołów. Najskromniejsi słudzy kościoła, jak nasi diakoni i zakrystianie, błogosławią kropidłem, które wyobraża niejako nieokreśloną liczbę palców błogosławiących. Tak więc wygląda to zagadnienie w uproszczeniu, argumentum omni denudatum ornamento. Mógłbym na ten temat — ciągnął jezuita — napisać dwa tomy tej wielkości.

I porwany zapałem uderzył w świętego Chryzostoma in folio, pod którego ciężarem uginał się stół.

D’Artagnan zadrżał.

— Bez wątpienia — rzekł Aramis — przyznaję, że temat jest piękny, uważam jednak, że przerasta moje siły. Wybrałem ten tekst, powiedz mi, drogi d’Artagnanie, czy ci się podoba: Non inutile est desiderium in oblatione albo lepiej jeszcze: “Nieco żalu przyjmie Pan chętnie w ofierze”.

— Stój! — zawołał jezuita — ten temat trąci herezją; podobne sformułowanie jest w Augustinusie herezjarchy Janseniusa, którego dzieło prędzej czy później zostanie spalone na stosie. Miej się na baczności, mój młody przyjacielu; skłaniasz się ku fałszywym doktrynom, mój młody przyjacielu, zginiesz!

— Zginiesz — rzekł proboszcz opuszczając z boleścią głowę.

— Dotykasz tu sławnego zagadnienia wolnej woli, które jest groźną skałą; słuchasz wymysłów pelagijczyków i ludzi do nich zbliżonych.

— Ależ, wielebny ojcze... — wtrącił Aramis nieco oszołomiony gradem argumentów spadających na jego głowę.

— Jak udowodnisz — ciągnął jezuita nie dając mu czasu na odpowiedź — że należy żałować świata, kiedy człowiek ofiarowuje się Bogu? Zastanów się nad tym dylematem: Bóg jest Bogiem, a świat jest diabłem. Żałować świata, to żałować diabła; oto mój wniosek.

— Jest to również i mój wniosek — rzekł proboszcz.

— Ależ, proszę pozwolić... — rzekł Aramis.

Desideras diabolum, nieszczęsny — zawołał jezuita.

— Żal mu diabła! Ach, mój młody przyjacielu — podjął proboszcz z jękiem — nie żałuj diabła, błagam cię o to.

D’Artagnan czuł się całkiem ogłupiały; wydawało mu się, że jest w domu obłąkanych i że oszaleje tak samo jak ci, których ma przed sobą. Musiał wszakże milczeć, nie rozumiejąc, o co chodzi.

— Ależ niech wielebny ojciec wysłucha mnie wreszcie — podjął Aramis z uprzejmością, pod którą przebijało zniecierpliwienie — nie powiadam, że żałuję; nie, nie wygłoszę nigdy zdania, które nie byłoby zgodne z kanonami wiary...

Jezuita wzniósł ręce ku niebu, proboszcz uczynił to samo.

— Nie, ale przyznajcie przynajmniej, że nie godzi się ofiarowywać Bogu tego, do czego jest się całkiem zniechęconym. Czy nie tak, d’Artagnanie?

— Ta racja wydaje mi się wyborna! — zawołał d’Artagnan.

Proboszcz i jezuita podskoczyli na krzesłach.

— Oto mój punkt wyjścia, jest to sylogizm: świat ma wiele powabów, porzucam świat, zatem czynię ofiarę, a przecie Pismo powiada wyraźnie: “Czyńcie ofiary Panu”.

— To prawda — powiedzieli przeciwnicy.

— A poza tym — ciągnął Aramis szczypiąc się w ucho, by się zaróżowiło, podobnie jak potrząsał rękami, by stały się białe — a poza tym ułożyłem rondo, które w ubiegłym roku przeczytałem panu Voiture; ten wielki człowiek bardzo je chwalił.

— Rondo! — rzekł pogardliwie jezuita.

— Rondo! — rzekł bezmyślnie proboszcz.

— Chcielibyśmy je usłyszeć — zawołał d’Artagnan — to nas nieco rozerwie.

— Nie, to wiersz religijny — odparł Aramis — teologia w rymach.

— Do licha! — zawołał d’Artagnan.

— Oto on — powiedział Aramis ze skromną miną, nie pozbawioną odrobiny hipokryzji:

Wy, co opłakujecie dawne dni promienne, Wy, dźwigający z sobą trosk i nieszczęść wór, Umilknie smutków waszych żałośliwy chór, Gdy poświęcicie Bogu łzy wasze, tak cenne Jak pereł sznur.

Proboszcz i d’Artagnan byli wzruszeni. Jezuita upierał się przy swoim.

— Strzeż się świeckich gustów w stylu teologicznym. Cóż bowiem mówi święty Augustyn? Severus sit clericorum sermo.

— Tak, niechaj kazanie będzie jasne! — rzekł proboszcz.

— A zatem — wtrącił szybko jezuita widząc, że jego sprzymierzeniec nieco się zaplątał — twój temat spodoba się damom, będzie miał powodzenie, jeśli użyje go w mowie sądowej mistrz Patru.

— Daj to Boże! — zawołał Aramis w uniesieniu.

— Widzisz sam — zawołał jezuita — świat przemawia jeszcze przez ciebie wielkim głosem, altissima voce. Świat cię nęci, mój młody przyjacielu, i obawiam się wielce, czy łaska będzie skuteczna.

— Pociesz się, ojcze wielebny, odpowiadam za siebie.

— Zadufanie światowe.

— Znam siebie, ojcze, moje postanowienie jest nieodwołalne.

— Zatem trwasz przy swoim temacie?

— Czuję się powołany do zajmowania się tym właśnie, a nie innym; będę więc pracował nadal i mam nadzieję, że wielebny ojciec będzie zadowolony z poprawek, jakie wprowadzę za jego radą.

— Pracuj powoli — rzekł proboszcz — zostawiamy cię w wybornym stanie ducha.

— Tak, grunt jest zasiany — dodał jezuita — i nie musimy się obawiać, że część ziarna upadła na kamień, inna rozsypała się wzdłuż drogi, a ptaki niebieskie zjadły resztę, aves coeli comederunt illam.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)