Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
D’Artagnan nudził się śmiertelnie, proboszcz również.
— Proszę, jaki początek! — zawołał jezuita.
— Exordium — powtórzył ksiądz proboszcz, żeby cokolwiek powiedzieć.
— Quemadmodum inter coelorum immensitatem.
Aramis spojrzał ukradkiem na d’Artagnana i zauważył, że jego przyjaciel ziewa od ucha do ucha.
— Mówmy po francusku, mój ojcze — rzekł do jezuity — pan d’Artagnan łatwiej uchwyci sens naszych rozważań.
— Tak, jestem zmęczony podróżą — rzekł d’Artagnan — i łacina umyka mojej uwagi.
— Dobrze — rzekł jezuita trochę niezadowolony, podczas gdy proboszcz spojrzał na d’Artagnana z wdzięcznością — zobaczmy więc, jakie korzyści można wyciągnąć z tego zdania.
— Mojżesz, sługa boży... jest tylko sługą, zwróć uwagę! Mojżesz błogosławi rękami; każe podtrzymywać sobie ręce, kiedy Hebrajczycy walczą z nieprzyjaciółmi; błogosławi więc dwiema rękami. Zresztą Ewangelia powiada: Imponite manus a nie manum — połóżcie ręce, a nie rękę.
— Połóżcie ręce — rzekł proboszcz czyniąc odpowiedni gest.
— Inaczej święty Piotr, którego następcami są papieże — ciągnął jezuita. — Porrige digitos. Połóżcie palce; rozumiesz teraz?
— Oczywiście — odparł Aramis z widocznym zadowoleniem — ale kwestia jest nader delikatna.
— Palce! — podjął jezuita — święty Piotr błogosławi palcami. Papież błogosławi również palcami. Iluż palcami błogosławi? Trzema: w imieniu Ojca, Syna i Ducha Świętego.
Wszyscy się przeżegnali; d’Artagnan uznał za konieczne pójść w ślady reszty towarzystwa.
— Papież jest następcą świętego Piotra i reprezentuje trzy władze boskie; reszta, ordines inferiores hierarchii kościelnej, błogosławi w imieniu świętych archaniołów i aniołów. Najskromniejsi słudzy kościoła, jak nasi diakoni i zakrystianie, błogosławią kropidłem, które wyobraża niejako nieokreśloną liczbę palców błogosławiących. Tak więc wygląda to zagadnienie w uproszczeniu, argumentum omni denudatum ornamento. Mógłbym na ten temat — ciągnął jezuita — napisać dwa tomy tej wielkości.
I porwany zapałem uderzył w świętego Chryzostoma in folio, pod którego ciężarem uginał się stół.
D’Artagnan zadrżał.
— Bez wątpienia — rzekł Aramis — przyznaję, że temat jest piękny, uważam jednak, że przerasta moje siły. Wybrałem ten tekst, powiedz mi, drogi d’Artagnanie, czy ci się podoba: Non inutile est desiderium in oblatione albo lepiej jeszcze: “Nieco żalu przyjmie Pan chętnie w ofierze”.
— Stój! — zawołał jezuita — ten temat trąci herezją; podobne sformułowanie jest w Augustinusie herezjarchy Janseniusa, którego dzieło prędzej czy później zostanie spalone na stosie. Miej się na baczności, mój młody przyjacielu; skłaniasz się ku fałszywym doktrynom, mój młody przyjacielu, zginiesz!
— Zginiesz — rzekł proboszcz opuszczając z boleścią głowę.
— Dotykasz tu sławnego zagadnienia wolnej woli, które jest groźną skałą; słuchasz wymysłów pelagijczyków i ludzi do nich zbliżonych.
— Ależ, wielebny ojcze... — wtrącił Aramis nieco oszołomiony gradem argumentów spadających na jego głowę.
— Jak udowodnisz — ciągnął jezuita nie dając mu czasu na odpowiedź — że należy żałować świata, kiedy człowiek ofiarowuje się Bogu? Zastanów się nad tym dylematem: Bóg jest Bogiem, a świat jest diabłem. Żałować świata, to żałować diabła; oto mój wniosek.
— Jest to również i mój wniosek — rzekł proboszcz.
— Ależ, proszę pozwolić... — rzekł Aramis.
— Desideras diabolum, nieszczęsny — zawołał jezuita.
— Żal mu diabła! Ach, mój młody przyjacielu — podjął proboszcz z jękiem — nie żałuj diabła, błagam cię o to.
D’Artagnan czuł się całkiem ogłupiały; wydawało mu się, że jest w domu obłąkanych i że oszaleje tak samo jak ci, których ma przed sobą. Musiał wszakże milczeć, nie rozumiejąc, o co chodzi.
— Ależ niech wielebny ojciec wysłucha mnie wreszcie — podjął Aramis z uprzejmością, pod którą przebijało zniecierpliwienie — nie powiadam, że żałuję; nie, nie wygłoszę nigdy zdania, które nie byłoby zgodne z kanonami wiary...
Jezuita wzniósł ręce ku niebu, proboszcz uczynił to samo.
— Nie, ale przyznajcie przynajmniej, że nie godzi się ofiarowywać Bogu tego, do czego jest się całkiem zniechęconym. Czy nie tak, d’Artagnanie?
— Ta racja wydaje mi się wyborna! — zawołał d’Artagnan.
Proboszcz i jezuita podskoczyli na krzesłach.
— Oto mój punkt wyjścia, jest to sylogizm: świat ma wiele powabów, porzucam świat, zatem czynię ofiarę, a przecie Pismo powiada wyraźnie: “Czyńcie ofiary Panu”.
— To prawda — powiedzieli przeciwnicy.
— A poza tym — ciągnął Aramis szczypiąc się w ucho, by się zaróżowiło, podobnie jak potrząsał rękami, by stały się białe — a poza tym ułożyłem rondo, które w ubiegłym roku przeczytałem panu Voiture; ten wielki człowiek bardzo je chwalił.
— Rondo! — rzekł pogardliwie jezuita.
— Rondo! — rzekł bezmyślnie proboszcz.
— Chcielibyśmy je usłyszeć — zawołał d’Artagnan — to nas nieco rozerwie.
— Nie, to wiersz religijny — odparł Aramis — teologia w rymach.
— Do licha! — zawołał d’Artagnan.
— Oto on — powiedział Aramis ze skromną miną, nie pozbawioną odrobiny hipokryzji:
Proboszcz i d’Artagnan byli wzruszeni. Jezuita upierał się przy swoim.
— Strzeż się świeckich gustów w stylu teologicznym. Cóż bowiem mówi święty Augustyn? Severus sit clericorum sermo.
— Tak, niechaj kazanie będzie jasne! — rzekł proboszcz.
— A zatem — wtrącił szybko jezuita widząc, że jego sprzymierzeniec nieco się zaplątał — twój temat spodoba się damom, będzie miał powodzenie, jeśli użyje go w mowie sądowej mistrz Patru.
— Daj to Boże! — zawołał Aramis w uniesieniu.
— Widzisz sam — zawołał jezuita — świat przemawia jeszcze przez ciebie wielkim głosem, altissima voce. Świat cię nęci, mój młody przyjacielu, i obawiam się wielce, czy łaska będzie skuteczna.
— Pociesz się, ojcze wielebny, odpowiadam za siebie.
— Zadufanie światowe.
— Znam siebie, ojcze, moje postanowienie jest nieodwołalne.
— Zatem trwasz przy swoim temacie?
— Czuję się powołany do zajmowania się tym właśnie, a nie innym; będę więc pracował nadal i mam nadzieję, że wielebny ojciec będzie zadowolony z poprawek, jakie wprowadzę za jego radą.
— Pracuj powoli — rzekł proboszcz — zostawiamy cię w wybornym stanie ducha.
— Tak, grunt jest zasiany — dodał jezuita — i nie musimy się obawiać, że część ziarna upadła na kamień, inna rozsypała się wzdłuż drogi, a ptaki niebieskie zjadły resztę, aves coeli comederunt illam.