Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 153
Перейти на страницу:

Jazda z tętniącego życiem Frankfurtu do spokojniejszej Moguncji trwała pięćdziesiąt minut. Kierowca, palący cygaro starszawy

Niemiec, wjechał wykonanym na zamówienie porsche na czteropasmową autostradę przy tablicy z napisem AKFANG 80 KM. Na poboczach stali uginający się pod ciężarem plecaków autostopowicze. Mijali niezliczone wielkie ciężarówki z płóciennymi budami. Czasami pojawiał się policjant na motocyklu, w srebrzystym hełmie. Mijali zielone lasy i niebieskie stacje benzynowe, pomarańczowożółte drogowskazy z czarnymi strzałkami do miasteczek i wsi, małe lotniska, gospodarstwa, szare plujące dymem fabryki, aż w końcu pokazał się napis: RUDESHEIM/MAINZ/BITTE. Zjechali z autostrady i po przekroczeniu jednego ceglanego mostu nad torami i drugiego nad szeroko rozlanym Renem znaleźli się w Moguncji.

Pięć minut później stanęli przed nowoczesnym, sześciopiętrowym, narożnym biurowcem z dwojgiem obrotowych drzwi.

– Das ist die Hennig Druckerei, hier, mein Herr – oznajmił kierowca.

Nareszcie, pomyślał Randall. Zobaczy zaraz Międzynarodowy Nowy Testament, jak na ostatniej próbie kostiumowej, przed przekazaniem całego nakładu do dystrybucji. Żałował, że profesor Monti lub Angela – właściwie głównie Angela – nie może być tutaj z nim, by ujrzeć, jak marzenie zrodzone w ruinach starożytnej Ostii spełnia się we współczesnym niemieckim mieście Moguncji.

Randall otworzył drzwiczki, żeby wysiąść, gdy kątem oka dostrzegł postać wyłaniającą się z budynku jednym z wyjść. Postać jakby znajomą. Mężczyzna o bladej cerze, oczach łasicy i z krótką bródką przystanął, by zapalić papierosa, i kiedy wkładał go do ust, obnażył wystające zęby. Randall natychmiast cofnął się do wnętrza auta, żeby nie zostać zauważonym.

To był Cedric Plummer z „London Daily Courier".

Randall skulił się na tylnym siedzeniu i czekał. Plummer wypuścił z ust obłok dymu, nie rozglądając się, przeszedł na światłach na drugą stronę ulicy i po chwili zniknął mu z oczu.

Cedric Plummer w Moguncji, wychodzący z kwatery głównej drukarza i producenta Słowa, z fortecy, która miała ochraniać księgę!

Cóż to, u diabła, miało oznaczać?

Nie tracąc już więcej czasu, pospieszył do budynku, gdzie recepcjonistka w niebieskim żakiecie zawiozła go windą na górę i poprowadziła wyłożonym marmurem korytarzem do dyrektorskiego gabinetu.

W przestronnym biurze, jakby żywcem przeniesionym ze Skandynawii, powitał go miażdżącym uściskiem dłoni Karl Hennig, drukarz w zespole Drugiego Zmartwychwstania.

– Willkommen! – ryknął głębokim, chrapliwym głosem, od którego aż drżały bębenki w uszach. – Świetnie, że w końcu się pan zjawił w mieście Jana Gutenberga, który odmienił oblicze świata, tak jak niedługo odmieni je ponownie Karl Hennig.

Niemiecki drukarz przypominał z postury zapaśnika. Ostrzyżony krótko, na modłę pruską, miał nieproporcjonalnie dużą głowę, twarz apoplektyka, która wyglądała jak zdefasonowana potężną pięścią, oczy osadzone głęboko w oczodołach, kartoflowaty noś, spękane suche usta i gruby kark. Wypisz wymaluj zapaśnik sumo, ubrany w garnitur z szarego jedwabiu. Powitał Randalla z radością, nie tylko jako współpracownika w tajnym projekcie, lecz także jako Amerykanina. Herr Hennig lubił bowiem Amerykanów, szczególnie obrotnych biznesmenów, i szczycił się tym, że jego angielski jest amerykański, nie brytyjski, i to bez niemieckiego akcentu, choć z żalem przyznał, że rzadko ma okazję się nim posługiwać.

– Bitte, setzen Sie sich, proszę, niech pan siada – powiedział, podsuwając Randallowi wygodny skórzany fotel, stojący między biurkiem a ścianą, zakrytą całkowicie ogromną reliefową mapą Moguncji z napisem na srebrnej tabliczce: Anno Domini 1633 bei Merian. – Napijemy się czegoś, prawda? – wychrypiał, podchodząc do dębowego bufetu, mieszczącego w środku barek i małą lodówkę. Nalał szkockiej do szklaneczek z kostkami lodu i jedną podał Randallowi, a sam usadowił się z drugą na wielkim dyrektorskim fotelu za biurkiem. Mówił właściwie bez przerwy i nawet przypomniał Randallowi o włączeniu dyktafonu.

– Mój ojciec założył tę firmę, ponieważ nie mógł znieść głupoty niemieckich drukarzy – oznajmił. – Jedni dostarczali do sklepów papier listowy, a inni koperty, które w ogóle do niego nie pasowały, więc ojciec zaczął drukować papier i koperty w kompletach i dorobił się na tym fortuny. Po jego śmierci… a właśnie zaczynał rozkręcać druk książek… ja przejąłem biznes. Nie interesowała mnie papeteria i skoncentrowałem się całkowicie na książkach. Obecnie mam pięciuset pracowników. No cóż, trzeba powiedzieć, że Karl Hennig radzi sobie całkiem nieźle.

Randall starał się okazywać miną, że robi to na nim wrażenie.

– Na szczęście – ciągnął Hennig – siedziałem kiedyś dość głęboko w branży biblijnej i chyba to skoniło profesora Deichhardta do zaproponowania mi tej roboty. W Niemczech większość wydań Biblii drukuje się w Stuttgarcie, ale są to byle jakie wydania. Ja trzymałem się od nich z daleka, wolałem zostać w Moguncji, pod okiem Gutenberga. Moguncja jest lepiej położona, mniej więcej pośrodku między Hamburgiem i Monachium, i łatwiej stąd prowadzić dystrybucję. Zostałem więc tutaj i postarałem się zgromadzić w firmie prawdziwych drukarzy, tych nielicznych, którzy szanują swój fach, którzy drukarstwo mają we krwi. Stworzyliśmy razem kilka najwspanialszych bibliofilskich edycji Pisma Świętego. I chociaż później musiałem odejść od Biblii, gdyż przynosiło to zbyt mały dochód, udało mi się na szczęście zatrzymać kilku doświadczonych weteranów, więc kiedy wypłynęła sprawa z Międzynarodowym Nowym Testamentem, dysponowałem zalążkiem fachowej ekipy.

– Ile czasu zajmie panu wydrukowanie tej Biblii? – zapytał Randall.

– Niech pomyślę. – Hennig cmoknął z namysłem ustami. – Może powiem tak. Biblia to cholernie gruba księga. Jeżeli robi się całość, Stary Testament i Nowy, to oznacza wydrukowanie około siedmiuset siedemdziesięciu pięciu tysięcy słów, czyli sześciu… siedmiu książek o typowej czcionce. Jeżeli czas nas nie goni, mniej więcej rok zajmuje zaprojektowanie czcionki i formatu, jakieś dwa lata skład i próbne wydruki, i niecały rok ostateczny druk i oprawa. Cztery lata, no ale to przy całej Biblii. Teraz robimy tylko Nowy Testament. Jest cieńszy od Starego i mniej pracochłonny, ale za to wykonujemy go z wielką starannością i artyzmem. Nowy przekład Starego Testamentu, który jest dłuższy, wydrukujemy później, już bez tej presji czasu. Zresztą tak na marginesie, pierwsza edycja Nowego Testamentu jest limitowana, wie pan o tym?

– Limitowana?

– Ależ oczywiście, to tak zwana edycja kaznodziejska, w czterech językach, lecz przeznaczona tylko dla duchowieństwa, dziennikarzy i przywódców politycznych, dla niewielkiej grupy odbiorców. Kiedy ją wypuścimy, każdy z wydawców zajmie się w swoim kraju drukiem tańszego, ogólnodostępnego wydania, i ja zrobię to samo w Niemczech. Na razie spędziłem ponad rok na projektowaniu tej drugiej edycji, a druk i oprawa nie potrwają dłużej niż pół roku.

– Co sprawiło panu najwięcej problemów?

– Papier. Przy druku Biblii zawsze problemy stwarza papier, oczywiście mam na myśli wydanie popularne. Tekstu jest tak cholernie dużo, nawet w cieńszym Nowym Testamencie, że nie można użyć zwykłego papieru. Musi być lekki i cienki, ale nie za cienki, żeby tekst nie przebijał na drugą stronę. No i musi być trwały, przecież ludzie często używają jednej Biblii przez całe swoje życie. Jednocześnie koszt też nie może być zbyt wysoki. No, ale do tej pierwszej edycji użyjemy papieru najwyższej jakości.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)