Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Udało mu się zwrócić myśli na inne tory, kiedy po powrocie do hotelu zabrał się do lektury materiałów o profesorze Aubercie, słynnym dyrektorze instytutu datowania metodą węgla radioaktywnego w Centre National de la Recherche Scientifique.
Był ranek. Przed półgodziną przyjechał taksówką do nowego kamiennego gmachu Centre National przy Rue d'Ulm. Kiedy wysiadał z taksówki przed budynkiem CNRS w chłodne ranne powietrze, opadły go nagle wątpliwości. Angela Monti, niefachowiec opowiadający o archeologii, to jedno, pomyślał. Ale profesor, specjalista od datowania, który miał mu tłumaczyć, jak potwierdził wiek dokumentów z wybrzeża Ostii, to zupełnie co innego. Choć czytał trochę o metodzie węgla 14C, nie miał przygotowania naukowego i liczył na to, że Aubert będzie dlań tak wyrozumiały jak dla pytającego dziecka.
Jego obawy okazały się bezpodstawne. Rozmawiali od dziesięciu minut i profesor Aubert w istocie okazywał mu taką cierpliwość, jakby miał do czynienia z dzieckiem.
Początkowo Francuz trochę go onieśmielał. Był wysokim, dobrze zbudowanym i elegancko ubranym mężczyzną po czterdziestce. Miał zaczesane do góry, wypomadowane włosy, galijską twarz z orlim nosem, a kiedy mówił nienaganną angielszczyzną, podkreślał słowa zmrużeniem oczu i sztywnymi gestami ręki. Jednakże Randall szybko rozbił tę fasadę arystokratycznej wyniosłości, okazując zainteresowanie jego pracą. Dla Auberta praca była wszystkim. Kiedy się zorientował, że Randall jest nią autentycznie zaciekawiony, usztywnienie zniknęło i stał się czarującym rozmówcą.
Najpierw poskarżył się na wpół przepraszająco Randallowi, że jego żona Gabrielle, samozwańcza dekoratorka wnętrz, zmieniła funkcjonalny gabinet z metalowymi meblami w ekspozycję zabytków z epoki Ludwika XVI. Następnie poprowadził go korytarzem do laboratorium instytutu.
Po drodze Randall włączył dyktafon i Aubert zaczął tłumaczyć mu w najprostszych słowach węglową metodę radiodatowania.
– Odkrył ją Amerykanin, profesor Willard Libby, który otrzymał za to w roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii. Dzięki temu niezwykłemu odkryciu możemy teraz dość precyzyjnie datować odnalezione kości, kawałki drewna czy fragmenty papirusu, nawet sprzed sześćdziesięciu tysięcy lat. Wiadomo było, że odkąd istnieje życie na Ziemi, każdy żyjący organizm, czy to człowiek, czy zwierzę lub roślina, bombardowany jest promieniowaniem kosmicznym wszechświata. Na skutek tego bombardowania azot zamienia się w radioaktywne cząsteczki węgla. Wszystko, co żyje, absorbuje węgiel radioaktywny aż do momentu swej śmierci. Natomiast od chwili śmierci w tkankach zaczyna ubywać atomów węgla, w tempie dającym się określić. Wiadomo, że obiekt organiczny traci połowę węgla radioaktywnego po upływie pięciu tysięcy pięciuset sześćdziesięciu ośmiu lat od jego śmierci. Wyposażony w tę wiedzę, Willard Libby założył, że gdyby udało się zmierzyć ilość węgla i produktów jego rozpadu, pozostałych w martwym organizmie, wówczas można by także wyliczyć ilość radioaktywnego węgla, który uległ rozpadowi. Tym sposobem, dzięki wyliczeniu straty, można określić, kiedy dany obiekt po raz ostatni absorbował węgiel, czyli był żywy. Innymi słowy, panie Randall, można określić wiek obiektu.
– Czy profesor Libby wymyślił także metodę pomiaru? – zapytał Randall, zaczynając powoli rozumieć cały proces.
– Oui. Stworzył tak zwany zegar węgla czternaście, urządzenie oparte na liczniku Geigera, które określa, jak wiele węgla radioaktywnego stracił obiekt od momentu swej śmierci. Dzięki temu nauka otrzymała nareszcie wiarygodny system datowania. Teraz możemy ustalić rok, w którym kawałek węgla drzewnego palił się w ognisku prehistorycznego jaskiniowca, czas, kiedy jakaś skamielina była jeszcze żywym zwierzęciem, albo wiek domu na podstawie drzazgi z jego konstrukcji. Podobno Libby przebadał dziesięć tysięcy różnych obiektów. Dzięki jego metodzie udowodniono kiedyś, że para indiańskich sandałów znalezionych w jaskini w Oregonie miała dziewięć tysięcy lat. Duży kawałek drewna odłupany z łodzi pogrzebowej faraona, znaleziony w jego grobowcu, pozwolił wyznaczyć datę śmierci egipskiego władcy na rok dwutysięczny przed Chrystusem. Fragment lnianej tkaniny, w którą owinięto zwój znad Morza Martwego, pomógł dowieść, że tekst napisano pomiędzy rokiem sto sześćdziesiątym ósmym przed Chrystusem a dwieście trzydziestym trzecim naszej ery, prawdopodobnie około roku setnego przed Chrystusem. Z drugiej strony, kości człowieka z Piltdown, znalezione w żwirowym jarze na torfowiskach w Sussex, uważano za prehistoryczne do czasu, kiedy testy fluorowe przeprowadzone przez profesora Oakleya i potwierdzone potem metodą węgla radioaktywnego wykazały, że człowiek z Piltdown pochodzi z czasów współczesnych i cała sprawa jest fałszerstwem.
Weszli do laboratorium, gdzie nad palnikami podgrzewały się bulgoczące retorty i słychać było miarowe tykanie liczników Geigera.
– Monsieur Randall, teraz już pan wie, w jaki sposób potwierdziliśmy wiek pergaminu i papirusu z Ostii. Pokażę panu w skrócie, jak to zostało zrobione.
Podszedł do dwóch połączonych ze sobą urządzeń. Jedno z nich było dwukrotnie szersze od drugiego i wyglądały jak dwie metalowe szafki wyposażone w nieznaną Randallowi aparaturę. Mniejsze urządzenie miało na wierzchu tablicę rozdzielczą, a niżej półkę z dwoma zegarami i było połączone rurkami z szerszym, otwartym w środku i zawierającym skomplikowany model licznika Geigera.
– To właśnie jest aparatura, którą datowaliśmy znaleziska profesora Montiego – rzekł francuski chemik. – Kiedy profesor zjawił się tutaj przed sześcioma laty, by przeprowadzić decydujące badanie, był już poinformowany, że musi mi przekazać niewielkie próbki pergaminu i papirusu. Kiedy profesor Libby datował zwoje znad Morza Martwego, potrzebował trzydziestu gramów, czyli ponad uncji włókien lnianych. Od tamtych czasów metoda została znacznie udoskonalona. Libby stosował początkowo bryłki węgla, którymi mazał wnętrze takiego cylindra jak ten, tak jakby go malował farbą. Przy tej metodzie zużywało się sporo drogocennego zabytkowego materiału. Teraz potrzebujemy go już znacznie mniej.
– Ile papirusu i pergaminu zużył pan, profesorze? – zapytał Randall.
Francuski uczony uśmiechnął się lekko.
– Na szczęście bardzo niewiele, ponieważ musimy to spalać. W przypadku węgla drzewnego wystarczą trzy gramy. Do kawałka drewna, dziesięć. A do zbadania znalezisk profesora Montiego poprosiłem o piętnaście gramów… prawie pół uncji… pergaminu i po dwanaście gramów papirusu z dwóch różnych fragmentów.
– I spalił je pan – powiedział Randall do dyktafonu i podsunął go bliżej rozmówcy.
– Nie od razu – odparł Aubert. – Na początek każdą taką próbkę należy oczyścić fizycznie i chemicznie, żeby nie zawierała węgla z zewnątrz, który ją zanieczyścił już po śmierci komórek.
– Ma pan na myśli zanieczyszczenie promieniowaniem w efekcie prób z bombami wodorowymi czy jądrowymi?
– Nie, to nie działa na materię, która jest już martwa-wyjaśnił uczony. – Próbki profesora Montiego musiałem oczyścić z resztek organicznych, takich jak korzonki i inne pozostałości, które mogłyby wpłynąć na wynik badania. Potem spaliłem każdą z próbek w strumieniu tlenu, aż pozostał z niej tylko popiół. Powstały w wyniku spalania kwas węglowy został oczyszczony, wysuszony i wprowadzony do licznika Geigera. Przede wszystkim, jak widać po sposobie zbudowania tego urządzenia, musimy wyeliminować jakiekolwiek promieniowanie zewnętrzne, które mogłoby sfałszować wyniki. Voil?.