Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Profesor Aubert, porwany tematem, wdał się w zawiłe wyjaśnienia całego procesu. Mówił o łańcuchu wzmacniającym, otoczonym pierścieniem rtęci, o impulsach z licznika geigerowskiego, umieszczonych w antykoincydencji z impulsami proporcjonalnymi, o promieniowaniu kosmicznym i promieniowaniu gamma.
Randall zupełnie się pogubił, lecz wszystko było nagrane na kasecie i postanowił, że kiedy Lori Cook spisze nagranie, poprosi kogoś w Amsterdamie o wytłumaczenie zawiłości.
– Rozumiem – zwrócił się do Auberta. – Jak długo trwało całe badanie, profesorze?
– Dwa tygodnie, ale to było sześć lat temu. Przy dzisiejszej aparaturze zajęłoby to nam jeden dzień.
– I czego się pan dowiedział w rezultacie badania? – zapytał Randall.
– Że możemy datować próbki papirusu i pergaminu w obrębie dwudziestu pięciu lat od czasu, kiedy istniały i zostały zapisane.
– Jakie to były daty?
– Na szczęście mogłem poinformować profesora Montiego, że pomiary metodą węgla radioaktywnego wykazały niezbicie, iż Pergamin Petroniusza pochodzi z roku trzydziestego, a Ewangelia według Jakuba z sześćdziesiątego drugiego. Innymi słowy, mogłem zapewnić profesora, że najnowocześniejsza aparatura naukowa dwudziestego wieku potwierdziła fakt… fakt, monsieur… że pergamin pochodzi z okresu, gdy Poncjusz Piłat wydał wyrok na Jezusa, natomiast papirus z czasów, kiedy żył jeszcze brat Jezusa i mógł napisać prawdziwą historię Mesjasza. Odkrycie w Ostii było autentyczne ponad wszelką wątpliwość.
– Ze stuprocentową pewnością?
– Tak jest.
Randall wyłączył dyktafon.
– Pański wkład pracy, profesorze – powiedział – bardzo nam pomoże w promowaniu Międzynarodowego Nowego Testamentu.
– Ta współpraca to dla mnie przyjemność. – Uczony spojrzał na zegarek. – Mam pewną sprawę do załatwienia – rzekł – a potem jestem umówiony na lunch z żoną. Czy zechciałby mi pan towarzyszyć, monsieur Randall?
– Nie chciałbym przeszkadzać…
– Nie będzie pan. Porozmawiamy sobie jeszcze. Byłbym bardzo rad.
– Dziękuję. W rzeczy samej mam czas aż do wieczora, to znaczy do odjazdu pociągu do Frankfurtu.
– Ah, bon. Spotka się pan z Hennigiem. Na pewno będzie bardziej komunikatywny ode mnie. – Aubert poprowadził Randalla do wyjścia. – Zatrzymamy się tylko na chwilę pod katedrą Notre Dame, muszę tam podrzucić wyniki badań pewnego obrazu. A potem spotkamy się w Café de Cluny z madame Aubert. Przyjemnie będzie razem coś przekąsić.
Randall doświadczył następnie męczącej jazdy citroenem profesora, wbijając stopy w podłogę przez całą trasę na drugą stronę
Sekwany, do esplanady przy katedrze. Strażnik na parkingu poznał Auberta i szybko znalazł mu miejsce. Podeszli do głównego wejścia, gdzie profesor zostawił go.
– Wracam dosłownie za minutkę – powiedział. – Muszę tylko przekazać któremuś z księży wyniki.
Randall został na zewnątrz, przyglądając się barwnemu tłumowi turystów zwiedzających słynny kościół. Aubert w istocie po kilku minutach był z powrotem.
– Czy przyjrzał się pan rzeźbom nad portalem? – zapytał. – Zacząłem się nimi szczególnie interesować od czasu pracy nad Międzynarodowym Nowym Testamentem. Oczywiście wie pan, że nie istnieje żadne rzeźbiarskie czy malarskie wyobrażenie Jezusa, wykonane w jego czasach. Nie istnieje, ponieważ nie mogło zostać wykonane. Żydzi… a pierwsi chrześcijanie byli przecież Żydami… uważali sporządzanie wizerunków za świętokradztwo i prawo żydowskie zakazywało tworzenia portretów. Jest oczywiście portret Jezusa w Watykanie, o którym legenda mówi, że został narysowany przez Łukasza i uzupełniony przez anioły. Ale to oczywiście nonsens. Jestem zdania, że najstarszym wizerunkiem Jezusa jest ten z katakumb, z roku dwieście dziesiątego. Niech pan teraz spojrzy tam, w górę.
Randall podążył wzrokiem za palcem profesora i na fasadzie Notre Dame zobaczył rzeźbę modlącej się Marii, koronowanej przez anioła, obok której stał Chrystus w koronie, z berłem w ręce, i błogosławił ją.
– Dzieło jest znane pod nazwą Koronacj a Dziewicy – ciągnął Aubert. – Pochodzi z trzynastego wieku. Jest to typowe w swej absurdalności wyobrażenie Jezusa w sztuce. Żaden artysta nie znał jego wyglądu, lecz wyobrażali go jako przystojnego mężczyznę, w pełni chwały. Kiedy ludzie dowiedzą się z zapisów Jakuba, jak Jezus wyglądał naprawdę, będzie to dla nich szok. Co poczną wtedy z całą tą nieprawdziwą sztuką? Być może to samo, co zrobiono podczas rewolucji francuskiej. Rewolucjoniści uważali posągi starotestamentowych królów na fasadzie katedry za wyobrażenie władców Francji i zwalili je. Kto wie, czy nie doświadczymy tego samego w tym roku. A później te fałszywe wizerunki naszego Pana zostaną zastąpione przez prawdziwe… z semickim nosem, zniekształconą sylwetką i całą resztą. Tak będzie lepiej. Ja wierzę w prawdę, panie Randall.
Wrócili do citroena i pojechali przez Pont de l'Archev?ché a potem Quai de la Tournelle. Gdy Quai de la Tournelle przeszło w Quai de Montebello, Randall z zazdrością patrzył na Francuzów, niespiesznie przeglądających książki i plakaty na stoiskach bukinistów nad Sekwaną. Po lewej mignął mu sklep o nazwie Shakespeare and Company, ulubione miejsce Jamesa Joyce'a w innym mieście, przypomniał sobie.
Skręcili w szeroki Boulevard St Michel i dziesięć minut później, kiedy mogli wreszcie zaparkować, profesor poprowadził Randalla w stronę kawiarni na rogu Boulevard St Michel i Boulevard ST-Germain. Ten ostatni był chyba punktem zbornym wszystkich pojazdów i przechodniów na lewym brzegu. Na zielonej markizie chroniącej od słońca trzy rzędy marmurowych stolików i wiklinowych krzeseł widniała nazwa: CAFÉ DE CLUNY.
– To ulubiona kawiarnia mojej żony – stwierdził Aubert. – Samo serce lewego brzegu. Pełno tu młodych. Widzi pan to żelazne ogrodzenie po drugiej stronie ulicy? Jest tam park z ruinami rzymskiej budowli, wzniesionej trzysta lat… albo nawet mniej, według Jakuba… po śmierci Chrystusa. Widzę, że Gabrielle jeszcze nie przyszła. – Spojrzał na zegarek. – Gdzie woli pan usiąść, monsieur Randall, w środku czy na zewnątrz?
– Zdecydowanie na zewnątrz.
– Popieram.
Większość stolików była wolna i kiedy usiedli, Aubert pstryknął palcami na kelnera w białej kurtce.
– Zaczekamy z lunchem na Gabrielle – powiedział. – Jeżeli woli pan coś lekkiego, polecam omelette soufflée a la saucisse. Na razie zmówimy aperitif. Ja biorę pastis duval. Pastis Duval, garçon – zwrócił się do kelnera.
– Dla mnie też – poprosił Randall.
– La meme chose pour lui – rzucił kelnerowi Aubert. Poczęstował Randalla papierosem, lecz ten odmówił, pokazując swoją fajkę. Aubert wsunął papierosa do długiej lufki i kiedy obaj zapalili, profesor rozprostował nogi i obserwując z łagodnym zainteresowaniem przechodniów, po raz pierwszy wyglądał na rozluźnionego.
Po chwili, pocierając grzbiet nosa i wydmuchując dym, odwrócił głowę ku Randallowi.
– Myślałem o tym – rzekł – jakie to dziwne okoliczności sprawiły, że właśnie ja badałem autentyczność tych dokumentów i stałem się odpowiedzialny za przedstawienie ich światu.
– Dlaczego dziwne? – zapytał Randall.
– Dlatego że nigdy nie byłem osobą religijną, a właściwie wręcz przeciwnie – wyznał Aubert. – I nawet teraz, jeśli w ogóle wyznaję jakąś religię, nie jest to z pewnością żadna ortodoksja. Przyznam jednak, że całe to wydarzenie… mam na myśli mój skromny udział w przygotowaniu nowej Biblii… wywarło na mnie głęboki wpływ.
Randall zawahał się, lecz ciekawość przeważyła.
– Czy zechce pan powiedzieć o tym coś więcej, profesorze? – poprosił.
– Zmienił się mój sposób patrzenia na świat. I z pewnością zmieniły się moje związki z bliskimi. Jeśli naprawdę to pana interesuje…