Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 153
Перейти на страницу:

Randall ciekaw był, co się stało, lecz nie naciskał, pozostając biernym słuchaczem.

Aubert po chwili podjął wątek.

– Przed dziesięcioma miesiącami francuski wydawca Międzynarodowego Nowego Testamentu, mój dobry znajomy monsieur Fontaine, zjawił się u mnie i zapytał, czy chciałbym się zapoznać z efektem badań autentyczności papirusu i pergaminu. Poszedł załatwiać jakieś sprawy, a mnie zostawił francuski przekład Pergaminu Petroniusza i Ewangelii według Jakuba. Oczywiście rozumie pan, że podczas badań nie pokazano mi tych dokumentów w całości, a nawet gdyby, to i tak przecież nie znam aramejskiego. Tak więc zapoznałem się z ich treścią po raz pierwszy dopiero dziesięć miesięcy temu. – Aubert westchnął. – Nie wiem, czy w ogóle potrafię wyrazić słowami, co czułem po przeczytaniu raportu Petroniusza i tekstu Jakuba, szczególnie tekstu Jakuba.

– Chyba to rozumiem – rzekł Randall.

– Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł to zrozumieć. Oto ja, obiektywny naukowiec, sceptyczny wobec tego, co niezbadane, poszukujący prawdy, natrafiłem nagle na tę prawdę. I była to prawda, której prawdziwość jakimś niewytłumaczalnym zrządzeniem losu, albo opatrzności, właśnie ja sam potwierdziłem, zbadałem laboratoryjnie. Teraz już nie mogłem jej zaprzeczać. Jezus stał się rzeczywistością. Jaka była moja reakcja? Jakby to powiedzieć… zostałem odmieniony. Skoro Syn Boży był faktem, to zgodnie z logiką także Bóg był faktem. Po raz pierwszy w życiu, niczym Hamlet zacząłem rozumieć, że sana świecie rzeczy nieznane naszej nauce i filozofom. Przez całe wieki ludzie wierzyli w Chrystusa bez dowodów, tylko dzięki ślepej wierze, i teraz oto tę ich wiarę miały umocnić fakty. Możliwe wobec tego, że można by uwierzyć także w inne abstrakcje, takie jak dobra wola i boska motywacja w stworzeniu świata albo życie pozagrobowe. Dlaczego nie?

Aubert rzucił Randallowi wyzywające spojrzenie, ten jednak wzruszył tylko ramionami i powtórzył:

– Istotnie, dlaczego nie.

– Wtedy też zrozumiałem po raz pierwszy, monsieur Randall, tych moich kolegów naukowców, którzy potrafili pogodzić wiarę ze światopoglądem naukowym. Na przekład Blaise Pascal w siedemnastym wieku uzasadnił swoją wiarę takim stwierdzeniem: „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna".

– Sądziłem, że Pascal był filozofem – powiedział Randall.

– Oczywiście, ale zajmował się głównie fizyką i matematyką – wyjaśnił Aubert. – Jako szesnastolatek napisał traktat o przecięciach stożkowych. Stworzył podstawy teorii prawdopodobieństwa. Wynalazł pierwszy komputer i wysłał jeden egzemplarz królowej szwedzkiej Krystynie. Zajmował się badaniem ciśnienia atmosferycznego. A jednocześnie wierzył w cuda, ponieważ sam jednego doświadczył. Wierzył w Najwyższą Istotę. Napisał tak: „Ludzie pogardzają religią i boją się, że nie ma w niej prawdy. By temu zaradzić, należy im najpierw pokazać, że religia nie sprzęciwia się rozumowi, że jest godna czci i warta szacunku, następnie sprawić, by była przyjazna, i szczerze pragnąć, by okazało się to prawdą, na koniec wreszcie dowieść, że jest prawdziwa". A oto słynny zakład Pascala: albo Bóg istnieje, albo nie istnieje. Czemu by więc się nie założyć? Załóż się, że Bóg istnieje: „Jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że jest, bez wahania". Tyle Pascal, ale byli też oczywiście inni.

– Inni?

– Uczeni, którzy godzili rozum z tym, co nadprzyrodzone. Nasz ukochany Pasteur wyznał na przykład, że im bardziej kontempluje tajemnice natury, tym bardziej jego wiara przypomina wiarę bretońskiego chłopa. Albert Einstein także nie widział konfliktu między nauką a religią. Nauka zajmowała się „tym, co jest", powiadał, religia zaś tym, co „powinno być". Einstein napisał tak: „Najpiękniejszym i największym przeżyciem, jakie może być dane człowiekowi, jest poczucie tajemniczości. Wrażenie, że za wszystkim, czego doświadczamy, ukrywa się coś, czego nasz umysł nie może ogarnąć i czego piękno i majestat dosięga nas jedynie pośrednio jako słabe odbicie, to jest religijność. W tym sensie jestem religijny".

Profesor Aubert próbował sprawdzić, jakie wrażenie wywiera na Randallu, i dodał z nieśmiałym uśmiechem:

– W tym sensie ja także zaliczam się do ludzi religijnych, panie Randall. Uznałem nawet za zabawną uwagę Froude'a o tym, że przesądy nauki szydzą z przesądów wiary. Nagle stałem się innym człowiekiem, jeśli nie w mojej pracy, to na pewno w życiu osobistym. Zmieniło się zupełnie moje podejście do żony, do jej odczuć i pragnień, do znaczenia rodziny. Nawet pomysł, żeby wydać na świat dziecko… nad tym też się musiałem poważnie zastanowić, no i…

Przerwał mu kobiecy głos.

– Henri, chéri, te voil?! Excusemoi, chéri, d'etre en retard. J'ai été retenue. Tu dois etre afflarne.

Aubert zerwał się z miejsca, rozpromieniony, i Randall także wstał. Zobaczył młodą kobietę, na oko po trzydziestce, z idealnie utapirowaną fryzurą, o doskonałej twarzy ze starannym makijażem, elegancko ubraną. Kiedy podeszła do ich stolika, Aubert wziął ją w ramiona i ucałował w oba policzki.

– Gabrielle, kotku – rzekł – pozwól, że ci przedstawię mojego gościa z Ameryki. Monsieur Steven Randall pracuje przy projekcie Drugie Zmartwychwstanie w Amsterdamie.

– Enchantée – powiedziała Gabrielle Aubert.

Randall ujął jej dłoń i wówczas dopiero spostrzegł, że żona profesora jest w zaawansowanej ciąży.

Podążyła za jego spojrzeniem i potwierdziła z uśmiechem.

– Tak – przytaknęła, niemal wyśpiewując to słowo. – Henri i ja spodziewamy się dziecka, mniej więcej za miesiąc.

Nocny pociąg do Frankfurtu nad Menem wyruszył z Gare l'Est w Paryżu o dwudziestej trzeciej. Steve Randall miał własny przedział sypialny. Łóżko już było pościelone i natychmiast położył się spać, a o siódmej piętnaście rano obudził go dzwonek i jednocześnie ostre pukanie do drzwi przedziału. Konduktor przyniósł mu tacę z herbatą, biskwitami, masłem i rachunkiem na dwa franki, a także oddał paszport i bilet kolejowy.

Randall podciągnął roletę w oknie i przez następny kwadrans przyglądał się widokom przypominającym kolorową, lecz zmieniającą się dioramę – zielone lasy, betonowe wstęgi autostrad, wysokie, ostro rysujące się budynki, a potem coraz więcej torów, czerwony Schlafwagen na bocznicy i w końcu wieża kontrolna z napisem FRANKFURT/MAIN HBF.

Po wymianie czeków podróżnych na marki w kantorze na dworcu Randall pojechał brudną taksówką do hotelu Frankfurter Hof przy Bethmannstrasse. Zameldował się, zapytał Freulein w recepcji, czy nie ma dla niego poczty, kupił „International Herald-Tribune", a potem zaprowadzono go do dwupokojowego apartamentu z widokiem na Kaiserplatz.

Był więc w Niemczech, w kraju Henniga, w ciągu niecałych pięćdziesięciu godzin odwiedził już czwarte miasto i czwarty kraj i czuł się tym nieco skołowany.

Samochód z kierowcą od Henniga miał się zjawić za trzy kwadranse, by zawieźć go do Moguncji. Tymczasem zamówił porządne śniadanie, przeczytał gazetę, przejrzał raz jeszcze teczkę z materiałami o Hennigu, zadzwonił do Lori Cook w Amsterdamie, żeby załatwiła przepustkę i jakieś biurko dla Angeli Monti, dowiedział się, że doktor Florian Knight przyjechał przedwczoraj z Londynu razem z profesorem Jeffriesem, i w końcu trzeba było wychodzić.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)