Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]
Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]

Электронная книга - «Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]». Краткое содержание книги:

Mieszkaniec planety Anarres, fizyk imieniem Szevek, nigdy nie potrafi zrezygnować z prawa do odrębności, do osobistej wolności, dlatego czuł się nieszczęśliwy będąc członkiem społeczeństwa ludzi całkowicie równych. Idealnym wyjściem w tej sytuacji wydaje się emigracja na sąsiednią, wrogą planetę Urras. Szevek otrzymuje zaproszenie i opuszcza ojczyznę, lecz już na pokładzie statku kosmicznego zdobywa pewne niepokojące informacje o Urras. Statek niebawem wyląduje…

Powieść otrzymała nagrodę Nebulę w 1974 i Hugo w 1975.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 95
Перейти на страницу:

— Przez ostatnich parę tygodni zanadto się pan przepracowywał — westchnął — nie powinien się pan tak przemęczać.

Nie usiadł i, uosobienie dobrych manier, szybko się oddalił.

Atro opowiadał o wojnie w Benbili, która — jak to ujął — przybierała rozmiary „operacji na wielką skalę”.

— Czy ludzie w tym kraju akceptują tę wojnę? — zapytał Szevek, przerywając starcowi tym pytaniem wykład o strategii. Zdumiewał go całkowity brak oceny moralnej w poświęconych wojnie artykułach gazet brukowych. Porzuciły one ton świętego oburzenia; ich sformułowania przypominały wypisz, wymaluj wydawane przez rząd telefaksowe biuletyny.

— Czy akceptują? Chyba nie sądzisz, że będziemy siedzieli z założonymi rękami i pozwolimy po sobie deptać tym cholernym Thuwianczykom? Tu idzie o nasz status światowego mocarstwa!

— Miałem na myśli ludzi, nie rząd. Ludzi, którzy… którzy zmuszeni są walczyć.

— A co oni mają do tego? Przywykli do powszechnych mobilizacji. Po to są, mój drogi chłopcze! Żeby walczyli za swój kraj.

I dowiedz się, że nie ma na świecie bitniejszego żołnierza od ajońskiego szeregowca, gdy go się raz wdroży do posłuchu. W pokojowych czasach będzie ci taki głosił czułostkowy pacyfizm, ale duch w nim siedzi hartowny. Pospolity żołnierz był zawsze naszym największym narodowym skarbem. To dzięki niemu doszliśmy do obecnej przywódczej roli.

— Wspinając się po trupach dzieci? — zapytał Szevek, ale gniew, a może i nieświadoma niechęć do ranienia uczuć starego człowieka, stłumiły mu głos, i Atro nie dosłyszał pytania.

— Nie — ciągnął Atro — gdy kraj w potrzebie, dusza ludu dźwięczy oddaniem czystym jak stal. Między wojnami paru mąciwodów w Nio i miastach fabrycznych gardłuje ci na potęgę, ale serce rośnie, gdy widzisz, jak naród zwiera szeregi, kiedy sztandar w niebezpieczeństwie. Wiem, że przyznajesz to niechętnie. Widzisz, mój drogi chłopcze, kłopot z odonizmem polega na tym, że to filozofia babska. Nie uwzględnia po prostu męskiej strony życia.

„Krew i stal to bitwy blask” — jak mówi dawny poeta. Odonizm nie ma zrozumienia dla odwagi — dla miłości sztandaru.

Szevek milczał chwilę, po czym rzekł łagodnie:

— To może być po części prawda. Jakkolwiek by było, my nie mamy sztandarów.

Po odejściu Atro zjawił się Efor, żeby zabrać tacę po kolacji.

Szevek zatrzymał go.

— Przepraszam, Eforze — powiedział, podszedłszy doń blisko, a następnie położył na tacy kawałek papieru, na którym napisał:

„Czy w tym pokoju jest podsłuch?”

Służący pochylił głowę i czytał powoli, potem podniósł na Szeveka wzrok i długo się weń z bliska wpatrywał. Następnie wskazał oczami kominek.

— A w sypialni? — badał dalej Szevek, posługując się tym samym środkiem porozumienia.

Efor pokręcił głową, odstawił tacę i poszedł za Szevekiem do sypialni. Bezszelestnie, jak przystało na dobrego sługę, zamknął za sobą drzwi.

— Tamten wypatrzyłem zaraz pierwszego dnia, jakem ścierał kurze — pochwalił się z uśmiechem, który zmarszczki na jego twarzy pogłębił w surowe bruzdy.

— A tu żadnego nie ma?

Efor wzruszył ramionami.

— Nic nie wykryłem. Możemy puścić tam wodę, sir, jak to robią w powieściach szpiegowskich.

Przeszli do wspaniałej, kapiącej od złota i kości słoniowej świątyni sracza. Efor odkręcił krany i prześlizgnął się wzrokiem po ścianach.

— Nie — ocenił — nie wydaje mi się. Potrafię wykryć każdą pluskwę. Napatrzyłem się na nie, jakem pracował u jednego pana w Nio. Nie sposób ich przegapić, jak sieje raz widziało.

Szevek wyjął z kieszeni inny kawałek papieru i pokazał go Eforowi.

— Nie wiesz, skąd to się wzięło?

Był to ów skrawek, który znalazł w kieszeni palta: „Przyłącz się do nas, swych braci”.

Efor czytał powoli, poruszając wargami; po chwili rzekł:

— Nie wiem, sir.

Szevek poczuł rozczarowanie. Wydawało mu się, że to właśnie Efor mógłby najłatwiej wsunąć coś do kieszeni swojego „pana”.

— Domyślam się tylko, od kogo to może pochodzić.

— Od kogo? Jak mogę się z nimi skontaktować?

Kolejna pauza.

— To niebezpieczne, panie Szevek — ostrzegł sługa.

Odwrócił się i puścił z kranów silniejszy strumień wody.

— Ciebie nie myślę w to mieszać. Gdybyś mógł mi tylko powiedzieć, tylko dokąd mam się udać. O co pytać. Choćby jedno nazwisko.

Jeszcze dłuższa pauza. Twarz Efora skurczyła się i stężała.

— Ja nie… — zaczął i urwał. Aż nagle wyrzucił z siebie ściszonym do szeptu głosem: — Pan posłucha, panie Szevek, Bóg widzi, że im na panu zależy, że pana potrzebujemy, ale niech pan posłucha, pan nie wie, jak tu jest. W jaki sposób chce się pan ukryć?

Człowiek taki jak pan? Z pańskim wyglądem? Tu jest pan w pułapce, ale gdzie indziej też pan będzie w pułapce. Może pan uciec, ale nie zdoła się pan ukryć. Nie wiem, co mam panu powiedzieć.

Podać panu nazwiska, proszę. Niech pan spyta pierwszego lepszego Niotyjczyka, on panu powie, dokąd iść. My już mamy dość. Potrzebujemy powietrza, żeby odetchnąć. Ale złapią pana, rozstrzelają — i jak ja się będę czuł? Pracuję u pana od ośmiu miesięcy, polubiłem pana. Podziwiam pana. Tamci mnie cały czas naciskają. A ja im mówię: Nie. Zostawcie go w spokoju. To dobry człowiek i nic mu do naszych bied. Niech wraca tam, skąd przyjechał, gdzie ludzie są wolni. Niech choć jeden wyjdzie wolno z tego przeklętego więzienia, w którym żyjemy.

— Ja nie mogę wrócić. Jeszcze nie teraz. Chcę się spotkać z tymi ludźmi.

Efor stał w milczeniu. Wreszcie, sprawił to może nawyk służącego, człowieka, którego życie wdrożyło do posłuchu, kiwnął głową i powiedział szeptem:

— Tuio Maedda, jego pan potrzebuje. Zaułek Dowcip na Starym Mieście. Sklepik spożywczy.

— Pae twierdzi, że nie wolno mi opuszczać campusu. Mogą mnie zatrzymać, gdy zobaczą, jak wsiadam do pociągu.

— Można by taksówką — podsunął Efor. — Sprowadzę ją panu, a pan tylko zejdzie po schodach. Znam tu jednego taksówkarza z postoju, Kae Oimona. Ma głowę nie od parady. Ale sam nie wiem.

— Dobra. Pośpiesz się. Pae tylko co tutaj był, widział mnie, sądzi, że nie wychodzę z pokoju, bo jestem chory. Która godzina?

— Wpół do ósmej.

— Jeśli wyjadę zaraz, będę miał całą noc na znalezienie tego, kogo szukam. Sprowadź taksówkę, Eforze.

— Spakuję panu torbę, sir…

— Torbę? Po co?

— Będzie panu potrzebne ubranie…

— Mam je na sobie! Pośpiesz się.

— Nie może pan jechać tak bez niczego — powiedział służący.

Zamiar Szeveka, by jechać bez bagażu, wprawił go w większe niż cokolwiek dotąd zmieszanie i wzburzenie. — Czy ma pan pieniądze?

— A prawda. Powinienem je wziąć.

I Szevek już był gotów do drogi. Efor, nachmurzony i sposępniały, podrapał się w głowę, wyszedł jednak do holu, by zatelefonować po taksówkę. Kiedy wrócił, Szevek czekał już w płaszczu przy drzwiach.

— Niech pan zejdzie na dół — powiedział Efor z niechęcią. — Kae będzie czekał za pięć minut przy tylnym wyjściu. Niech mu pan każe jechać Zagajnikową, tam nie będzie kontroli, jak przy głównej bramie. Nie wyjeżdżajcie bramą, tam by pana pewnikiem zatrzymali.

— Czy nie oskarżą cię aby o współudział?

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 95
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)