Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pan Lodowego Ogrodu. Tom II
Pan Lodowego Ogrodu. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pan Lodowego Ogrodu. Tom II

Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom II». Краткое содержание книги:

Jarosław Grzędowicz — urodzony w 1965 roku, debiutował w 1982 na łamach tygodnika „Odgłosy” opowiadaniem Azyl dla starych pilotów. Klub absolutnej karty kredytowej (publikacja w internecie w 1999 r.) otrzymał nominację do Nagrody Elektrybałta, a po publikacji w Wizjach alternatywnych 2002 także nominację do nagrody Sfinksa. W 1990 roku wraz z Andrzejem Łaskim, Krzysztofem Sokołowskim, Dariuszem Zientalakiem i Rafałem Ziemkiewiczem założył magazyn literacki „Fenix”, w którym prowadził dział prozy polskiej, a od 1993 roku był jego redaktorem naczelnym.
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
Ilustracje Jan J. Marek
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 116
Перейти на страницу:

Na obracającym się kamieniu siedział po turecku nagi starzec. Karykaturalnie chudy, brzydki, o bladej cerze z przebarwieniami, z resztkami włosów na pomarszczonej czaszce. Siedział i obracał się, jakby był zwieńczeniem upiornej karuzeli, ukazując co chwilę małpio-żabią twarz o oczach, które wyglądały jak zarośnięte.

Drakkainen pozbierał się z ziemi i obmacał całe ciało, z pewnym zdziwieniem stwierdził, że brwi i rzęsy częściowo ocalały, odrastający po wyjściu z drzewa meszek na głowie natomiast będzie musiał zaczynać od nowa, zniknął też trzydniowy zarost. Przeszło mu przez myśl, że chyba zasłonił oczy ramieniem, lecz na skórze nie było śladów poważniejszych oparzeń. Parę piekących zaczerwienień, to wszystko.

Poczuł na wardze ciepłą, żelazistosłoną strugę, a potem opadł na kolana. Mięśnie drżały z wysiłku.

Przyszło mu do głowy, że cała ta obłąkana konfrontacja trwała najwyżej trzy sekundy.

Podparł się jedną ręką, usiłując nie zemdleć. Otrząsnął się jak ogłuszony bokser, wypluł zmieszaną z krwią ślinę i otarł twarz.

— Zginąłbyś — rozległ się skrzypiący, kamienny głos. Starzec nie otwierał ust ani się nie poruszał. Głos płynął zewsząd. — Jesteś szybki, ale z prawdziwym Wiedzącym nie miałbyś szans. Twoje pieśni są nieporadne.

— Zacząłem dopiero dzisiaj rano — burknął Drakkainen i spróbował wstać, czepiając się ściany. — Ty jesteś Bondswif? Oba Niedźwiedzie? A kim jest tamten?

— On nie ma znaczenia. Nie pamiętam, jak się nazywa. Chyba Hodwil Kopiący Kamień. A może to był ten poprzedni? Zawsze znajdzie się jakiś głupiec, który chce czynić i który przyszedłszy po radę, pomyśli, że wystarczy zająć opuszczoną chatę pod Jęczącą Górą i udawać wielkiego Czyniącego. Jest mi potrzebny. Nie jem już od dawna, ale ktoś musi obmywać mnie i okadzać. Wciąż muszę też pić. Ktoś musi mi śpiewać. Ktoś musi uspokajać smutek Jęczącej Góry. Zanim stanę się mgłą. Zanim osiągnę wtajemniczenie. Zanim powstrzymam się od czynienia oraz działania i odejdę jako czysty umysł nieprzywiązany do woli.

— Zmieniłeś jego syna w potwora — zauważył Drakkainen sucho.

— Ach, tak. Uznałem, że nyfling będzie lepszym sługą. Przynajmniej odstrasza natrętów. Ale tamten przyszedł szukać swojej żony. Więc zostawiłem sobie obu. Kiedy osiągnę oświecenie, będą wolni. Jeśli dożyją. To już tak długo... Wciąż nie jestem jeszcze Śniącym. Obudziła mnie Ludzki Płomień. Hatrun. Pani Gniewu i Namiętności. Rozkazała, że mam ci pomóc. Więc pomagam.

— Aha — powiedział Vuko posępnie. — Pomagasz mi.

— Tak. Pokazałem ci drogę. Dałem ci w ręce moc uroczyska. Ale ty jesteś tępy i niezgrabny. Wchodzisz w głąb góry. Widzisz obraz swojego najgorszego wroga i co robisz? Sięgasz po miecz. On jest potężny. Myślisz, że zabijesz go żelazem?

— Znasz go?

— Słyszałem o nim. Czuję, co robi z pieśniami bogów. Widzę go twoimi oczami. Jest szalony, ale potężny. Jeśli go nie powstrzymasz, nadejdzie koniec.

— Tak, tak, wiem. Wojna bogów — wycedził zwiadowca.

— To możliwe. Nawet jeśli bogowie nie zwrócą się przeciw sobie, równowaga runie. Mogą obwołać wtedy kolejne narodziny świata. Nadejdzie martwy śnieg.

— Zaczynam mieć dosyć tych kryptonimów. — Drakkainen zmrużył oczy. — Może ktoś powiedziałby coś konkretniej? Choć raz? Każdy śnieg jest w zasadzie martwy. To tylko kłapcie z lodu. To taka sensacja, że śnieg pada?

— Co to kreaptah najmą? Nieważne. To jest inny śnieg. Pokrywa świat, jak w czasie zimy, lecz to inna zima. Oznacza koniec i początek. Cały świat zasypia. Zwierzęta i ludzie. Martwy śnieg odbiera im pamięć. Kiedy wstają, jest już nowy świat. Nie pamiętają ani swoich imion, ani twarzy bliskich. Nie wiedzą, kim są, ani skąd pochodzą. Nie znają przyjaciół, ani drogi do domu. Nic. Tylko to, co znajduje się w pieśni ludzi. Najprostsze prawa, to, jak orać pole albo wykuć miecz. Najprostsze rzeczy. Wszystkiego muszą uczyć się od początku. Czasem budzą się w zupełnie innych miejscach niż te, gdzie zastał ich martwy śnieg. Niektórzy muszą od nowa uczyć się mówić i chodzić, jakby znowu byli dziećmi. Niektórzy zaś nie budzą się wcale.

— Coś wspaniałego — oznajmił Drakkainen. — Jak często się to odbywa?

— Tego nikt nie wie. Ci, którzy obudzili się na początku świata, niczego nie pamiętają. Nawet my, Wiedzący potrafimy jedynie powiedzieć, że nadchodzi, czasem co sto lat, czasem co tysiąc. Kiedy świat traci równowagę. Gdy pojawia się za dużo zmian. Gdy czas wypada ze swoich kolein. Zazwyczaj dlatego, że zbyt wielu zbyt pochopnie sięgnęło po pieśni bogów. A czasem świat za bardzo się zmienia tylko z powodu ludzi. Kiedy jest za dużo wojen, za dużo nowych pomysłów, za dużo dziwnych rzeczy które niszczą równowagę.

— Jak rozpoznać ten martwy śnieg?

— Nadchodzi mgła i ciemność. To może wydarzyć się wiosną albo w ciągu lata. Tak jakby słońce umarło. Drzewa nagle tracą liście i wszystko zasypia. A martwy śnieg ponoć nie jest zimny. Jest niczym popiół. Ale nic ci z tego nie przyjdzie. Nie uciekniesz przed martwym śniegiem. Nawet Wiedzący zasypiają. Niektórzy z nich potem coś pamiętają. Podobno. To nieważne. To wiedza, która na nic ci się nie zda. Posłuchaj tego, co mam ci powiedzieć, bo zaczynam się męczyć. Niedługo zasnę. Dawno nie mówiłem tak wiele. Dawno nie przebywałem umysłem w świecie tak długo. Słuchaj więc prawdy: nie możesz nieść mocy uroczyska w sobie zbyt długo. Jeśli spróbujesz czynić cokolwiek, za każdym razem jej ubywa. Prawda druga jest taka, że prędzej czy później będziesz musiał wrócić na uroczysko i zaczerpnąć mocy na nowo. Niektórzy usiłują zebrać ją na zapas. Jeśli zerwiesz grzyb rosnący na uroczysku lub zagarniesz trochę ziemi, uwolnisz pyłek z rośliny lub nazbierasz śniegu, zawsze będzie tam trochę pieśni bogów. Lecz taka rzecz jest niebezpieczna i to jest prawda trzecia. Ten, kto nie umie śpiewać, może uwolnić niszczycielską moc nawet jedną pochopną myślą. Możesz sam ją uwolnić we śnie albo w gniewie. Jeśli masz ze sobą taki zapas, musisz go ukryć i zamknąć. Nikt nie może tego dotknąć ani otworzyć. Prawda czwarta mówi, że można też zmusić, by pieśni bogów same do ciebie przyszły, tworząc upiora, Obudzonego. Pod taką postacią pieśń bogów może do ciebie przywędrować, lecz musisz pamiętać, że Obudzony ma własne życie i jest jak bestia. A taka jest prawda piąta: to nieprawda, że pieśń bogów nie posłucha każdego. Posłucha, tylko trzeba umieć poprosić. Jeśli będziesz spragniony, musisz poprosić o drewniany kubek wody nie większy niż kwarta i woda ta musi być czysta. Jeśli powiesz po prostu „wody", pieśń spuści na ciebie wodospad lub strąci cię do morza. Musisz czuć pieśni i śpiewać tak, by potrafiły cię zrozumieć. Prawda szósta i ostatnia jest taka, że jeśli nawet pieśń cię zrozumie, zrobi wszystko najprościej. Jeśli zechcesz, by pieśń bogów zapaliła ci ognisko i nie powiesz nic więcej, zapewne uderzy w nie piorun. Musisz zapamiętać wszystkie myśli i uczucia, z jakimi coś czynisz. Następnie musisz z tego stworzyć specjalną pieśń i zamknąć ją w jednym zdaniu lub słowie. Takim, którego nie zna nikt poza tobą. Potem powiesz słowo i przypomnisz sobie całą pieśń. To, czego pragniesz, ponownie się wydarzy. Zapamiętaj, co mówiłem, to będziesz miał pożytek, jeśli zrozumiałeś. Teraz odejdź. Nie mam już więcej siły, by oglądać ten świat. Gdy wyjdziesz, powiedz temu tam Hodwilowi, czy jak on się tam zwie, żeby dziś już nie przychodził.

* * *

A potem starzec milknie. Kaganki przygasają nieco, ale płoną nadal. Czekam przez jakiś czas w nadziei, że jeszcze się odezwie, lecz wibrujący głos góry milknie. Starzec siedzi nieruchomo, okrągły, polerowany dysk nadal wiruje powoli, jak hamujące koło ruletki.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)