Pan Lodowego Ogrodu. Tom II
- Автор: Гжендович Ярослав
- Серия: Pan Lodowego Ogrodu #2
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom II». Краткое содержание книги:
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
Ilustracje Jan J. Marek
Głos uwiązł mi w gardle.
— Jest zdrowy — odezwał się Mrok. — Na tyle, na ile byłem w stanie mu pomóc. Choroba głowy może wracać. Był już chory, kiedy wbito w niego igły. Przy okazji, N’Gwemba Asani nie żyje.
— Jak to...
— NGwemba Asani, Węzeł, syn Ptasznika, Kłos, syn Garncarza — tropiciel, który was pojmał. Dwaj żołnierze, którzy eskortowali cię do kopuły na górze, a dziś mieli wartę, oraz chłopiec. Sierota imieniem Młot, syn Łowcy. Leczyłem jego siostrę z żółtej gorączki.
Otworzyłem tylko usta i zostałem tak. Nie ma oddechu, nie ma słów. Najwyżej skrzek.
— To był demon — ciągnął Mrok zza swojej kolczej zasłony. — Potężny demon uroczyska, z takich, które my nazywamy roiho, a Amitraje upyrmaz. To właśnie widziałem w wodzie i kształtach dymu, ale zrozumiałem dopiero teraz. Idzie twoim śladem. Zabija każdego, kto miał z tobą cokolwiek wspólnego. Każdego. Dlatego musicie odejść natychmiast. Damy wam kilku ludzi, zapasy, nawet wierzchowce. Musisz dotrzeć tam, gdzie prowadzi cię twój los, synu Oszczepnika. Twój i nasz, i oby ci się udało. Będę się za was modlił, Filarze.
— Skąd on... — zaczął z osłupieniem Brus, ale nie zwróciliśmy na niego uwagi. Zauważył to i umilkł.
— Jak to każdego...? — zapytałem. — Przecież ty, tohimon Knot... Brus... Nie mówiąc już...
— Przez całą noc odprawiałem nad twoim towarzyszem egzorcyzmy. Potwór krążył wokół namiotu, czułem go, słyszałem, lecz nie mógł pokonać pieśni. N’Gwemba wyszedł, żeby go odpędzić, i zginął. Dopiero mnie się udało. Odszedł, ale wróci.
— Powiedziałeś, że podąża moim śladem. W takim razie musimy zaraz wyruszać. Może pójdzie za nami, a was zostawi w spokoju. Skoro napada na tych, których spotykam, to...
— Na to właśnie liczę — przerwał mi mnich. — On nie napada na twoich prześladowców, napada, bo czuje ciebie. Twój trop. To ciebie roiho chce dostać. Jeśli zostaniesz, to zginie i Brus, syn Piołunnika, i Knot, syn Kowala, i ja, i Woda, córka Tkaczki. A także każdy, o kogo bodaj się otrzesz. Idź po swoje rzeczy, synu Oszczepnika. Nie ma czasu do stracenia.
— Agiru Kano! — szczeknąłem kamiennym głosem i ruszyłem do wyjścia.
— Filarze! — zawołał Mrok. Odwróciłem się.
— Zdążysz się pożegnać.
— Mroku, Woda... Kiedy ruszycie w dalszą drogę...
— Wiem, synu Oszczepnika.
Wyszedłem z namiotu.
Rozdział 7
Droga czarownika
Płomień od płomienia zapala się, aż się wypali,
ogień wzniecasz od ognia;
mąż od męża mądrości się uczy,
mąż o mężu przez rozmowę o sobie wiedzą.
(...)
Ta rzecz jest pewna: gdy pytasz o runy
od bogów pochodzące, radą ich rytowane,
przez Najwyższego znaczone —
najlepiej zachowaj milczenie.