Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 152
Перейти на страницу:

– To dlatego, że tyle lat jesteście towarzyszami. – Daghena przykucnęła i objęła ją delikatnie. – Za każdym razem łączycie się łatwiej i szybciej. Ale teraz musisz się rozdzielić.

To przypominało odrywanie zaskorupiałego opatrunku. Jakby próbowała podnieść się za włosy. Bolało jak cholera, ale powoli, kroczek po kroczku, poszło. I nagle znów była sobą, zapachy przestały atakować ze wszystkich stron, las zaszumiał dźwiękami, które zlały się w jedno, kolory stały się mocniejsze, ale kształty straciły ostre kontury.

Westchnęła głęboko i nagle, nie wiedzieć czemu, rozpłakała się.

– To zaraz minie. – Uścisk Dagheny stał się silniejszy. – Babka mi mówiła, że rozdzielanie dwóch dusz, nawet lekko połączonych, przypomina wyrywanie sobie serca.

Coś zimnego dotknęło jej twarzy. Berdeth, był tu, nie odszedł i teraz szturchał ją nosem i próbował zlizywać łzy. Objęła go ostrożnie, przytuliła się.

– Móc dotknąć ducha – w szepcie przyjaciółki pojawił się podziw. – Nie wiesz nawet, jaki to rzadki dar. Moja matka i babka dałyby sobie rękę obciąć, żeby doświadczyć czegoś takiego.

Berdeth powoli wysunął się z jej objęć i znikł. Rozumiała go, ona też potrzebowała czasu, by wylizać własne rany.

Daghena pomogła jej się podnieść i niemal siłą posadziła na pryczy.

– Dziękuję. – Myśli nadal krążyły chaotycznie, słowa nie całkiem chciały się dopasować do pojęć, ale te podstawowe odnajdywała bez trudu.

– Nie ma za co. Na przyszłość pamiętaj, żeby łączyć się z nim nie dłużej niż na pół dnia.

– Wiem... teraz wiem... Kiedy nabrałaś podejrzeń?

– Gdy patrząc na mojego konia, zaczęłaś się ślinić.

– To żaden dowód, nadal się ślinię, myśląc o twoim koniu.

– Czemu nie o tym pociągowym?

– Ma większe kopyta, trudniej byłoby go zagryźć.

Uśmiechnęły się. Żart był kiepski, ale dopóki bawił je tak samo, było dobrze.

Daghena spoważniała pierwsza.

– Musimy podjąć decyzję co dalej, Kailean. Czy mamy ją odprowadzić, gdzie chce, czy zawrócić i oddać w ręce Szczurów.

– Przysięgłyśmy.

Przysięgły. Przebijając się przez zamek, przez chaos i ciemności, prowadzone przez służącą Laiwy, nie wiedziały, że zaprowadzi je to tutaj, do opuszczonego szałasu, z całkowicie pewnym oskarżeniem o zdradę wiszącym nad głową.

To, co działo się w zamku, trudno nazwać szturmem, nie było wrogich tłumów wdzierających się przez wyłamaną bramę, tylko krzyki i jęki, jakieś wycie dobiegające z dolnych kondygnaqi, swąd palonej sierści, blask setki słońc wybuchający nagle w jednym z okien. W pierwszym korytarzu uzbroiły się, Kailean w szablę, Daghena w krótką włócznię, choć okazję do użycia broni miały dopiero na schodach prowadzących na wyższe piętro. Dwa cienie wypadły nagle z wnęk w ścianach i zaatakowały, korzystając z półmroku i zaskoczenia. Lecz kogoś wychowanego na pograniczu Wielkich Stepów trudno zaskoczyć.

Szabla, którą Kailean zabrała ze ściany, może i nie była najostrzejsza, ale sztych miała dobry. Dziewczyna odparowała pchnięcie szerokiego noża i skontrowała tak szybko, że dwa dźwięki zlały się w jeden. Jej przeciwnik zawisł na ostrzu, pozwoliła mu się zsunąć po klindze i kopniakiem posłała na dół. Drugi morderca dołączył chwilę później. Z poirytowaną Dag lepiej nie zadzierać.

Zdawało się, że prowadząca je kobieta w ogóle nie zauważyła starcia. Szła naprzód, mamrocząc pod nosem.

– Ewelunrech i weh’zaav, przeklęte przez pamięć Einree bezduszne zwierzęta. Za długo, za dużo... trzeba było uciekać... Kanaloo, oby zdechł zaraz po wyjściu z łona... nie ma innej drogi... trzeba szukać ocalenia w savhoren. Boją się... nadal się boją... Ale gdzie hel’zaav... gdzie głowa...

Dotarły do sypialń hrabiowskiej rodziny i od razu skierowały się do komnaty Laiwy. Gdy Sainha otworzyła drzwi, młoda szlachcianka siedziała na łożu, oczy miała nieprzytomne.

Potem było przedzieranie się przez zamek z arystokratką która szła bezwolnie jak odurzona. Dwa razy napotkały trupy, w obu przypadkach w strojach służących, podziurawione tyloma ciosami, że trudno było uwierzyć, iż ciało ludzkie może ich tyle przyjąć. A zamek informował, że zabijanie jeszcze się nie skończyło, krzyki, jęki, dzikie wrzaski dobiegały z różnych pięter, a nagłe błyski światła, dziwne zapachy, wiatr, który wiał nie wiadomo skąd, drżenie posadzki informowały, że ktoś bawi się Mocą. Najpewniej nie dotarłyby do stajni bez natknięcia się na napastników, gdyby służąca Laiwy nie skręciła w boczny korytarz i nie otworzyła drzwi ukrytych w ścianie.

– Tajne przejście? – Daghena zajrzała do środka i pociągnęła nosem.

Służąca wzruszyła ramionami.

– Nie takie tajne, młodzi panicze często z niego korzystają, można się nim dostać wprost do stajni.

Mówiła prawdę. Tunel między ścianami kończył się za drewnianym przepierzeniem w jednym z pustych boksów. Naoliwione zawiasy świadczyły o tym, że często go używano.

Tylko że ich goście odwiedzili też stajnię. Kailean wiedziała o tym już w połowie schodów, bo powietrze coraz bardziej tchnęło śmiercią. Nie tylko zapachem krwi, ale właśnie śmiercią, odorem rozprutych bebechów, limfy i przede wszystkim przerażenia. Tak właśnie czuła, przerażenie, ten szczególny rodzaj potu pojawiający się na skórze, gdy żywa istota staje w obliczu dławiącego dech niebezpieczeństwa, przed którym nie ma ucieczki. Śmierć ma własny zapach.

Po wejściu do stajni zrozumiała, że śmierć ma też własny kształt, zaklęty w rozdartym brzuchu, jelitach rozwłóczonych po ziemi, płatach skóry ściągniętych z boków i zwisających niczym parodia skrzydeł. I że koński trup może stać na nogach, podwiązany rzemieniami przewleczonymi przez kręgosłup do sufitu. I jakie to robi wrażenie, jeśli zostanie przy okazji dokładnie oświetlony kilkoma oliwnymi lampkami.

Daghena obróciła się gwałtownie i zwymiotowała. Kailean nie odczuwała takich sensacji, Berdeth osłonił ją, odepchnął grozę tego widoku, więc gdy się odezwała, miała niemal normalny głos.

– Dlaczego? Dlaczego tak?

– Dlaczego Ewelunrech tak się bawią? Bo szukają swego serca. Bo nikt im nie przeszkodzi. Bo mogą.

– To oni mordują ludzi w górach?

– Tak.

Rozejrzała się. Zwierzę w sąsiednim boksie zostało rozdarte na strzępy, dwie przegrody dalej ktoś powiesił konia, przerzucając sznur przez belkę stropową i podciągając go tylko tyle, żeby przednie nogi wierzchowca nie sięgały ziemi. Lampkę ustawiono tak, by światło padało na wywalony język i świecące białkami oczy. Za następnym przepierzeniem koń był żywy, tylko ktoś ciasno obwiązał mu szczękę, tak że zwierzę nie mogło wydać z siebie najmniejszego dźwięku, po czym oślepił. Daghena wyprostowała się i powiodła wokół błędnym wzrokiem. Płomienie lampek zamigotały, mimo iż chroniły je szklane klosze. Kailean spojrzała uważniej, wokół amuletów i talizmanów, kamyków, muszelek i piór zaczęły się gromadzić cienie.

– Dag, siostro... nie. Nie teraz. Zrób to, co musisz, ale zachowaj siły na spotkanie z nimi.

Podziałało. Nie ma to jak obietnica, że będzie można komuś poderżnąć gardło.

Wskazała na boksy po przeciwnej stronie. Tam zwierzęta stały nietknięte, wyglądało na to, że nikt nawet nie próbował się do nich zbliżyć.

– A te? Dlaczego zostawili je żywe!

– Bo tak. Bo mogą.

Oślepiony koń wydał nagle zduszone sapnięcie i ukląkł, a potem przewrócił się na bok. Daghena starannie wytarła nóż o sierść zwierzęcia, a cienie wokół niektórych jej ozdób przybrały barwę głębokiej czerni.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)