Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 197
Перейти на страницу:

— Nie mam pojęcia — odparł powoli Perrin. Zmiana? Sam dowiedział się od wilków jedynie tego, gdzie znajdują się większe grupy ludzi, żeby móc je omijać po drodze. Nie przyszło mu do głowy, że mógłby wypytywać je o coś więcej. Wszak nawet tutaj, w Ghealdan, dręczyło go czasem poczucie winy za wilki, które poległy pod Studniami Dumai. Jaka zmiana? — Rand wiele zmienia, to pewne, ale ja nigdy nie umiałem orzec, co te zmiany znaczą. Na Światłość, co ja tu gadam o Randzie, wszak cały świat staje na głowie.

— Wszystko się zmienia — wtrącił Gaul pobłażliwym tonem. — A nas, pogrążonych we śnie, jakoby wiatr kołysze, dopóki nie. zostaniemy obudzeni. — Przez chwilę przyglądał się Perrinowi i Elyasowi. Porównywał ich oczy, Perrin był pewien. Nic jednak nie powiedział na ich temat, Aielowie zdawali się uważać złote oczy za jeszcze jedną osobliwą cechę mieszkańców mokradeł. — Zostawię was, abyście mogli pogadać na osobności. Przyjaciele, którzy długo się nie widzieli, winni mieć prawo do rozmowy na osobności. Sulin, czy są tu gdzieś Chiad i Bain? Przyglądałem im się wczoraj, gdy polowały, i pomyślałem sobie, że zanim któraś się postrzeli, pokażę im, jak się naciąga cięciwę.

— Zdziwiłam się dzisiaj, zobaczywszy, jak wracasz cały i zdrowy — odparła siwowłosa kobieta. — Te dwie poszły przecież zastawiać sidła na króliki. — Panny zachichotały i zamigotały palcami w mowie dłoni.

Gaul westchnął i ostentacyjnie wzniósł oczy ku niebu.

— To w takim razie chyba będę musiał pójść je uwolnić. — Ta replika spotkała się z żywą reakcją Panien, sama Sulin też się śmiała. — Obyś znalazł cień tego dnia — pożegnał Perrina zwyczajową formułą stosowaną między przyjaciółmi, za to Elyasa objął ramionami i rzekł: — Mój honor należy do ciebie, Elyasie Machera.

— Dziwny człowiek — mruknął Elyas, obserwując Gaula, który długimi susami zbiegał już w dół zbocza. — Kiedy zakasłałem, błyskawicznie się odwrócił, zapewne gotów mnie natychmiast zabić, a jednak tylko się roześmiał. Masz coś przeciwko, abyśmy przenieśli się w jakieś inne miejsce? Nie znam wprawdzie siostry, która tam katuje dywanik, ale z Aes Sedai wolę nie ryzykować. — Zmrużył oczy. — Gaul twierdzi, że trzy przebywają wśród was. Nie planujesz chyba kolejnych z nimi spotkań, prawda?

— Liczę, że uda mi się ich uniknąć — odparł Perrin. Masuri zerkała w ich stronę pomiędzy kolejnymi wymachami trzepaczki, dowie się rychło o oczach Elyasa i natychmiast zacznie węszyć, co jeszcze łączy go z Perrinem. — Chodź. Zresztą i tak już czas najwyższy, bym wrócił do swojego obozu. Obawiasz się spotkać tu jakąś Aes Sedai, która może cię poznać? — Elyas przestał być Strażnikiem w momencie, gdy się rozeszło, że potrafi rozmawiać z wilkami. Kilka sióstr uznało, że to piętno Czarnego skończyło się na tym, że podczas ucieczki pozabijał innych Strażników.

Starszy mężczyzna zaczekał z odpowiedzią, dopóki nie uszli kilkunastu kroków od namiotów, a nawet wtedy mówił cicho, jakby się bał, że za ich plecami kryje się ktoś, kto ma słuch równie dobry jak oni.

— Wystarczy jedna, której nieobce będzie moje imię. Strażnicy nieczęsto uciekają, chłopcze. Większość Aes Sedai gotowa jest uwolnić mężczyznę, który naprawdę pragnie odejść... postąpi tak prawie każda... zwłaszcza jeśli kiedyś zechcą na ciebie zapolować, to i tak do ciebie dotrą, jakbyś daleko nie uciekł. Każda siostra natomiast, która znajdzie renegata, poświęci wszystkie wolne chwile, byle sprawić, by ten pożałował, że się w ogóle urodził. — Elyas zadygotał nieznacznie. W bijącej od niego woni nie czuło się strachu, a jedynie antycypację bólu. — A potem odda go w ręce jego własnej Aes Sedai, by ta wbiła mu lekcję do głowy. Po czymś takim mężczyzna już nigdy nie jest taki sam. — Na skraju zbocza obejrzał się. Masuri istotnie zdawała się katować dywanik, względnie skupiać całą swoją złość na próbach zrobienia w nim dziury. Elyas znowu zadygotał. — Najgorzej byłoby wpaść na Rinę. Wolałbym już raczej z obiema połamanymi nogami uwięznąć w chaszczach płonącego lasu.

— Rina to twoja Aes Sedai? Ale niby jak mógłbyś na nią wpaść przypadkiem? Dzięki więzi wiesz przecież, gdzie ona się znajduje. — Wygłaszając to stwierdzenie, Perrin poczuł, że trąca jakąś strunę w jego pamięci, ale to wrażenie ulotniło się wraz z odpowiedzią Elyasa.

— Liczne Aes Sedai potrafią wytłumić więź, że się tak wyrażę. Może nawet do każdej się to odnosi. Człowiek nie wie wtedy nic prócz tego, że ona wciąż żyje, a to akurat nietrudno wywnioskować, choćby stąd, że jeszcze nie oszalałem. — Elyas zauważył pytający wyraz na twarzy Perrina i zaniósł się śmiechem. — Na Światłość, człowieku, przecież siostra to normalna kobieta, z krwi i kości. Wszystkie są kobietami, no, przynajmniej prawie wszystkie. Zastanówże się. Chciałbyś, żeby ktoś siedział ci w głowie, kiedy ty ściskasz się z jakąś miłą dziewką? Przepraszam, zapomniałem, że jesteś żonaty. Naprawdę nie chciałem cię obrazić. Ale prawdę mówiąc, zdziwiłem się, gdy się dowiedziałem, żeś poślubił Saldaeankę.

— Zdziwiłeś się? — Perrin nigdy nie myślał o takich konsekwencjach więzi Strażnika. Światłości! A zresztą nigdy nie myślał o Aes Sedai w ten sposób. A przecież nie było w tym nic bardziej niemożliwego niż... w fakcie, że człowiek może rozmawiać z wilkami. — Czemu się zdziwiłeś? — Ruszyli w dół, lawirując między drzewami porastającymi wzgórze od tej strony, nie spiesząc się i prawie nie hałasując. Perrin był zawsze dobrym myśliwym, który znał las, a Elyas maszerował zwinnie po poszyciu, prawie nie roztrącając liści i nie zahaczając stopami o nawet najmniejsze gałązki. Mógł teraz zarzucić sobie łuk na plecy, a jednak wciąż go niósł w pogotowiu. Elyas z natury bardzo czujny, dodatkowo pilnował się, przebywając wśród ludzi.

— No jakże, po człowieku spokojnego charakteru oczekiwałem, że ożeni się ze spokojną kobietą. Cóż... już pewnie wiesz, że Saldaeanie do spokojnych nie należą. No, chyba że w towarzystwie cudzoziemców. W jednej chwili gotowi podpalić słońce, w następnej zdmuchnąć i zapomnieć o całym zdarzeniu. W porównaniu z nimi Arafelianie zdają się flegmatyczni, a Domani wręcz nudni. — Ni stąd, ni zowąd uśmiechnął się. — Żyłem kiedyś cały rok z Saldaeanką o imieniu Merya, Ta kobieta wydzierała się na mnie przez pięć dni w tygodniu i o ile pamięć mnie nie myli, rozbijała mi na głowie naczynia kuchenne. Za każdym razem, kiedy decydowałem się odejść, już mnie przepraszała i jakoś nigdy nawet nie dotarłem do drzwi. W końcu sama mnie rzuciła. Stwierdziła, że jestem zbyt chłodny, jak na jej gust. — Pogrążony we wspomnieniach Elyas zaśmiał się chrapliwie i potarł się po bladej, zastarzałej bliźnie przecinającej mu szczękę. Wyglądała jak ślad po nożu.

— Faile jest inna. — Ale zabrzmiało to tak, jakby on ożenił się nie z Faile, tylko z Nynaeve! Z Nynaeve, która zachowywała się, jakby ją wiecznie bolały zęby! — Nie chcę twierdzić, że się nie złości od czasu do czasu — przyznał z niechęcią — ale nie krzyczy i niczym we mnie nie rzuca. — A w każdym razie na pewno nie krzyczała często, a jej gniew, zamiast błyskawicznie rozjarzać się do czerwoności i gasnąć, najpierw długo się rozgrzewał, a potem długo stygł.

Elyas spojrzał na niego z ukosa.

— Wiem, jak pachną ludzie, którym się wydaje, że grad ich nie dosięgnie... Cały czas prawisz jej słodkie słówka, prawda? Łagodny jak woda z mlekiem, nigdy nie szczerzysz kłów? Nigdy nie podnosisz na nią głosu?

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)