Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— One znają się na rzeczach, o których my nic nie wiemy — odparła stanowczym tonem Delora. — A my znamy takie, o których one nie mają pojęcia. — Stanowczo jak cios włóczni między żebra.
— Uczymy się tego, czego nam trzeba, Perrinie Aybara — dodała spokojnie Marline, przeczesując palcami swoje prawie czarne włosy. Rzadkość wśród Aielów, przynajmniej w stopniu, w jakim Perrin się orientował; często się nimi bawiła. — I nauczamy tego, czego trzeba nauczać.
— W każdym razie — dodała Janina — to nie twoja sprawa. Mężczyźni nie wtrącają się do związków Mądrych z ich uczennicami. — Potrząsnęła głową, jakby dziwiąc się jego głupocie.
— Możesz przestać podsłuchiwać na zewnątrz i wejść do środka, Seonid Traighan — powiedziała nagle Edarra. Perrin zamrugał ze zdziwienia, ale żadna z kobiet nawet nie drgnęła.
Zapadła chwilowa cisza, po czym klapa namiotu została odrzucona od zewnątrz i do środka wślizgnęła się Seonid, prędko klękając na dywanikach. Z osławionego opanowania Aes Sedai nie zostało nawet śladu. Usta miała zaciśnięte w cienką kreskę, oczy zamknięte, twarz czerwoną. Pachniała gniewem, frustracją i kilkunastoma innymi emocjami, które kłębiły się w niej tak gwałtownie, że Perrin ledwie potrafił je rozpoznać.
— Czy otrzyma pozwolenie, aby z nim porozmawiać? — spytała drętwym głosem.
— O ile będziesz uważała na to, co mówisz — odparła Edarra. Upiwszy łyk wina, przyglądała się jej ponad brzegiem pucharu. Nauczycielka obserwująca uczennicę? Jastrząb śledzący mysz? Perrin nie miał pewności. Za to Edarra doskonale wiedziała, niezależnie od tego, która z tych dwu możliwości była prawdziwa. Podobnie Seonid. On, niestety, musiał poprzestać na domysłach.
Obróciła się, nadal klęcząc. Wyprostowała się, by spojrzeć mu w twarz gorejącymi oczyma. W jej zapachu wrzała złość.
— Masz zapomnieć o wszystkim, co dotąd wiedziałeś — powiedziała gniewnie — o wszystkim, cokolwiek ci się wydawało, że wiesz! — Nie, nie zostało w niej ani strzępka opanowania. — Cokolwiek jest między Mądrymi i nami, to wyłącznie nasza sprawa! Będziesz się trzymał na uboczu, odwracał wzrok i trzymał usta zamknięte!
Zdumiony Perrin przeczesał włosy palcami.
— Światłości, denerwujesz się, bo wiem, że cię wychłostano? — spytał z niedowierzaniem. Sam byłby się denerwował, ale cóż to znaczyło w porównaniu z całą resztą. — Czy do ciebie nie dociera, że te kobiety poderżną ci gardło, z równą łatwością, jaką kosztuje je zwykłe spojrzenie? Poderżną i porzucą przy drodze! Cóż, obiecałem sobie, że do tego nie dopuszczę! Nie lubię cię, ale obiecałem, że będę was chronił przed Mądrymi, Asha’manami i nawet samym Randem, więc zsiądźże wreszcie z tego wysokiego konia! — Dotarło do niego, że krzyczy, więc wciągnął długi oddech i z zażenowaniem opadł na poduszkę. Porwał puchar i upił tęgi łyk.
Wraz z każdym jego słowem Seonid sztywniała z oburzenia, jeszcze zanim skończył, wydęła wargi.
— Obiecałeś? — spytała szyderczo. — Uważasz, że Aes Sedai potrzebują twojej ochrony? Ty?...
— Dość — przerwała jej cicho Edarra i Seonid z trzaskiem zamknęła usta, ale zacisnęła dłonie na fałdach spódnic tak silnie, że aż jej zbielały w stawach.
— Na jakiej podstawie sądzisz, że my ją zabijemy, Perrinie Aybara? — spytała z ciekawością Janina. Wyraz twarzy Aielów rzadko kiedy coś zdradzał, ale pozostałe zmarszczyły czoła albo wpatrywały się w niego z jawnym niedowierzaniem.
— Wiem, co czujecie — odparł powoli. — Wiem, odkąd zobaczyłem was obok sióstr pod Studniami Dumai. — Nie zamierzał wyjaśniać, że wtedy wyczuwał w ich zapachu nienawiść, pogardę, za każdym razem, gdy któraś z Mądrych spojrzała na jakąś Aes Sedai. Teraz tego nie czuł, ale nikt nie był w stanie dusić w sobie dłużej tak zajadłej furii i nie wybuchnąć. Nie czuł tego teraz, ale to nie znaczyło, że Mądrym ta furia przeszła, tylko że zapadła gdzieś głęboko, być może przesiąkając aż do szpiku kości.
Delora parsknęła, co zabrzmiało, jakby ktoś darł płótno.
— Najpierw twierdzisz, że trzeba je niańczyć, bo ty ich potrzebujesz, a teraz, że to dlatego, bo one są Aes Sedai i ty obiecałeś je chronić. Co jest prawdą, Perrinie Aybara?
— I jedno, i drugie. — Perrin przez długą chwilę znosił twardy wzrok Delory, po czym spojrzał na każdą po kolei. — I jedno, i drugie jest prawdą. Mówię, co myślę.
Mądre przez chwilę popatrywały po sobie i każde mrugnięcie powieką oznaczało sto słów i żaden mężczyzna nie potrafił nic w nim wyczytać. Aż wreszcie, poprawiając naszyjniki i szale, znać było, że doszły do jakiegoś porozumienia.
— My nie zabijamy uczennic, Perrinie Aybara — oświadczyła Nevarin. Wyraźnie była wstrząśnięta takim pomysłem. — Kiedy Rand al’Thor poprosił nas, abyśmy je szkoliły, być może uważał, że je zmusi do okazywania nam posłuchu, my jednak nie rzucamy słów na wiatr. One są teraz uczennicami.
— Pozostaną nimi, dopóki pięć Mądrych naraz się nie zgodzi, że mogą stać się kimś więcej — dodała Marline, przerzucając swoje długie włosy na plecy. — I nie będą traktowane inaczej niż pozostałe uczennice.
Edarra przytaknęła, kiwając głową nad pucharem.
— Powiedz, jakiej rady byś mu udzieliła w sprawie Masemy Dagara, Seonid Traighan — rzekła.
Klęcząca kobieta niemal się wiła podczas tych krótkich przemówień Nevarin i Marline, miętosząc spódnicę tak gwałtownie, że zdaniem Perrina mogła lada chwila podrzeć ten jedwab, ale nie ociągała się z wypełnieniem polecenia Edarry.
— Mądre mają rację, niezależnie od kierujących nimi pobudek. I wcale tego nie twierdzę, bo tak sobie życzą. — Znowu zebrała się w sobie, z wyraźnym wysiłkiem przywołując na twarz wyraz opanowania. A mimo to w jej głosie słychać było lekkie tchnienie złości. — Widziałam dzieła tak zwanych Zaprzysięgłych Smokowi, jeszcze zanim poznałam Randa al’Thora. Śmierć i zniszczenia, którym nie towarzyszył żaden sens. Nawet wiernego psa trzeba uśpić, kiedy zaczyna toczyć pianę z pyska.
— Krew i popioły! — warknął Perrin. — Czy po czymś takim mogę pozwolić, abyś bodaj zbliżyła się do tego człowieka? Przysięgłaś Randowi lojalność, wiesz, że on nie tego chce! Co z tymi „tysiącami, które polegną, jeśli go zawiedziesz”? — Światłości, jeśli Masuri myślała tak samo, to w takim razie próżno oczekiwać jakichkolwiek korzyści z wysiłków zjednania sobie Mądrych i Aes Sedai! Nie, jeszcze gorzej. Będzie musiał strzec przed nimi Masemę!
— Masuri równie dobrze jak ja zdaje sobie sprawę, że Masema jest jak pies chory na wściekliznę — odparła Seonid, kiedy zadał jej to pytanie. Odzyskała całe swoje opanowanie. Przyglądała mu się z chłodną, nieodgadnioną twarzą. Jej zapach zaś mówił o nadzwyczajnej baczności. O wielkim napięciu. Jakby rzeczywiście potrzebował swojego nosa, gdy tak utkwiła w nim spojrzenie swoich oczu, wielkich, ciemnych i bezdennych. — Przysięgłam służyć Smokowi Odrodzonemu i przysłużę mu się teraz najlepiej, jeśli poradzę, by nie dopuszczano do niego tej bestii. Już i tak źle, że władcy uważają Masemę za jego zwolennika; będzie jeszcze gorzej, gdy zobaczą, jak ściska się z tym człowiekiem. I tysiące polegną, jeśli ty zawiedziesz, jeśli nie znajdziesz się dostatecznie blisko Masemy, by móc go zabić.
Perrin miał wrażenie, że w głowie wiruje mu jakiś kołowrót. Znowu kolejna Aes Sedai obracała słowami niczym dziecięcym bąkiem, wmawiając, że mówi „czarne”, podczas gdy miała na myśli „białe”. A potem jeszcze Mądre dołożyły swoje.