Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Zamiast udzielić odpowiedzi na tak istotne pytanie, Alliandre oznajmiła:
— Pierwsza dużo mi o tobie opowiadała, lordzie Aybara, jak również o Lordzie Smoku Odrodzonym, oby Światłość pobłogosławiła jego imię. — To ostatnie zabrzmiało niczym formuła wyuczona na pamięć i wygłoszona bez udziału myśli. — Z nim nie zobaczę się przed podjęciem decyzji, zapragnęłam więc poznać ciebie i na tej podstawie wyrobić sobie opinię. O człowieku można wiele powiedzieć, przyglądając się wybranym przez niego rzecznikom. — Przekrzywiła głowę, niby nad pucharem trzymanym w dłoniach, i przyglądała mu się spod rzęs. Ze strony Berelain byłoby to flirtowanie, Alliandre natomiast równie dobrze mogłaby taksować wzrokiem stojącego przed nią wilka. — Zauważyłam także twoje sztandary — dodała cicho. — Pierwsza omieszkała o nich wspomnieć.
Perrin skrzywił się mimo woli. Berelain dużo o nim opowiadała? I niby co mówiła?
— Te sztandary są tu specjalnie, mają być zauważone. — Gniew sprawił, że do jego głosu zakradła się teraz szorstka nuta, i musiał włożyć odrobinę wysiłku, by nad nią zapanować. To Berelain jest kobietą, na którą powinno się nakrzyczeć, o tak! — Niemniej, uwierz mi, nie istnieją żadne plany wskrzeszenia Manetheren. — Proszę bardzo, przemawiał teraz tonem równie chłodnym jak Alliandre. — A zatem jak brzmi twoja decyzja? Rand jest władny skrzyknąć tu dziesięć albo i nawet sto tysięcy żołnierzy, w nadzwyczaj krótkim czasie. — I niewykluczone, że będzie musiał to zrobić. Seanchanie w Amadorze i Ebou Dar? Światłości, ilu ich jest?
Zanim się odezwała, Alliandre upiła łyk ponczu, ale znowu uchyliła się przed bezpośrednią odpowiedzią.
— Krążą setki pogłosek, jak zapewne wiesz, i może należy im wierzyć, ponieważ czasy są takie, że odrodził się Smok, pojawili obcy, każący w sobie widzieć powracające armie Artura Hawkwinga, sama Wieża zaś rozpada się w wyniku rebelii.
— To ostatnie to sprawa Aes Sedai — wtrąciła ostro Annoura. — Nie powinna interesować nikogo z postronnych. — Berelain rzuciła w jej stronę rozdrażnione spojrzenie, a ona udała, że tego nie zauważa.
Alliandre wzdrygnęła się i obróciła plecami do siostry. Królowa, nie królowa, nikt nie chciałby słyszeć takiego tonu z ust Aes Sedai.
— Świat stanął na głowie, lordzie Aybara. A jakże, donoszono mi nawet o Aielach plądrujących wioski tu, w Ghealdan. — Nagle Perrin połapał się, że chodzi tu o coś więcej, nie tylko o obawę, że mogłaby obrazić Aes Sedai. Alliandre obserwowała go, czekając. Ale na co? Na zapewnienie?
— Jedyni Aielowie na terytorium Ghealdan to ci, którzy mi towarzyszą — oświadczył. — Seanchanie mogą być potomkami armii Artura Hawkwinga, ale Hawkwing umarł tysiąc lat temu. Rand już raz się z nimi rozprawił i zrobi to ponownie. — Pamiętał Falme tak wyraziście jak Studnie Dumai, mimo że bardzo starał się zapomnieć. Z pewnością nie było ich aż tylu, by mogli zająć i Amador, i Ebou Dar, nawet jeśli zaprzęgli swoje damane do pomocy. Balwer twierdził, że wspomagali ich również tarabońscy żołnierze. — I zapewne podniesie cię na duchu, jeśli dowiesz się, że owe zbuntowane Aes Sedai wspierają Randa. To znaczy wesprą go już niebawem. — Przynajmniej tak mówił Rand o tej garstce Aes Sedai: że nie mają dokąd pójść, więc muszą przyłączyć się do niego. Perrin nie był tego taki pewien. Po Ghealdan krążyły pogłoski, jakoby siostrom towarzyszyła armia. I że owa garstka liczy więcej Aes Sedai, niźli było ich wszystkich razem na całym świecie, a jednak... Światłości, jak on by chciał, żeby znalazł się ktoś, kto by rozproszył wszystkie wątpliwości! — A może byśmy tak usiedli? — zaproponował. — Odpowiem na wszystkie twoje pytania, jeśli to ci pomoże w podjęciu decyzji, ale czemu nie zrobić tego w miarę wygodnie? — Przyciągnąwszy do siebie jedno ze składanych krzeseł, przypomniał sobie w ostatniej chwili, że nie powinien opadać na nie całym ciałem, ale i tak pod nim zatrzeszczało.
Lini i dwie inne służące natychmiast zabrały się do ustawiania krzeseł w kręgu, ale kobiety nie zrobiły nawet kroku w ich stronę. Alliandre stała i patrzyła na niego, a reszta dla odmiany patrzyła na nią. Wszyscy z wyjątkiem Gallenne, który niewzruszenie dolał sobie ponczu ze srebrnego dzbana.
Perrin zorientował się, że Faile nie otwarła ust od czasu, gdy wspomniała o kupcach. Był wdzięczny Berelain zarówno za jej milczenie, jak i za to, że nie trzepotała rzęsami na jego użytek w obecności królowej, ale w tym akurat momencie przydałaby mu się jakaś pomoc ze strony Faile. Jakaś drobna rada. Światłości, toż ona wiedziała dziesięć razy więcej o tym, co on tu powinien mówić i robić.
Zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinien jednak stać wraz z pozostałymi, odstawił puchar na jeden z małych stolików i poprosił ją cicho, aby porozmawiała z Alliandre.
— Jeśli ktoś potrafi ukazać jej właściwą drogę, to ty jesteś tą osobą — powiedział. Faile obdarzyła go uśmiechem zadowolenia, ale nie otworzyła ust.
Tymczasem Alliandre niespodzianie odstawiła swój puchar, pewna, że taca znajdzie się na właściwym miejscu. Taca istotnie była, a Maighdin, która ją podsunęła w ostatniej chwili, mruknęła coś, czego, Perrin miał nadzieję, Faile nie dosłyszała. Faile nadzwyczaj skutecznie rozprawiała się ze służącymi, którzy przemawiali takim językiem. Już miał wstać, gdy Alliandre podeszła do niego nagle, i w tym momencie przeżył wstrząs, bo uklękła przed nim z gracją, łapiąc obie jego dłonie. Zanim się zorientował, co ona robi, obróciła swoje dłonie w taki sposób, że przykryły grzbiety jego rąk. I zacisnęła je z taką siłą, że pewnie musiało ją zaboleć; nie miał pewności, czy mógłby się wyswobodzić, nie robiąc jej równocześnie krzywdy.
— W imię Światłości — zaczęła stanowczym tonem, patrząc mu w twarz — ja, Alliandre Maritha Kigarin, powierzam moją dziedzinę lordowi Perrinowi Aybara z Dwu Rzek i ślubuję mu służyć, teraz i na zawsze, chyba że to on sam, z własnej woli, postanowi zwolnić mnie z tej przysięgi. Moje ziemie i tron należą do niego i ja oddaję je w jego ręce. Tak przysięgam.
Na chwilę zapanowała cisza, zakłócona jedynie głośnym jęknięciem Gallenne i głuchym łomotem, który rozległ się, gdy jego puchar upadł na dywanik.
A potem Perrin usłyszał Faile, która znowu szeptała tak cicho, że jej słów nie zrozumiałby nawet ktoś, kto stałby tuż obok.
— W imię Światłości, przyjmuję twoją przysięgę i obiecuję, że będę bronił i ochraniał ciebie i twoich poddanych i przed zgiełkiem bitwy, i przed porywem zimy, i przed wszystkim, co może przynieść los. Ziemie i tron Ghealdan ofiarowuję tobie jako memu wiernemu wasalowi. W imię Światłości, przyjmuję... — Tak właśnie musiała brzmieć saldaeańska formuła odebrania przysięgi. Dzięki Światłości, że była zanadto skupiona na nim i nie widziała, jak Berelain wściekle potakuje, ponaglając, by jej odpowiedział. Obie miały takie miny, jakby się tego spodziewały! Za to Annoura, z szeroko otwartymi ustami, musiała być równie oszołomiona jak on, bo wygląda niczym ryba, która właśnie zobaczyła, że otaczająca ją woda wysycha.
— Dlaczego? — spytał łagodnie, nie zważając na niezadowolone syknięcie Faile i odgłos znamionujący podobne rozdrażnienie ze strony Berelain. „Ażebym sczezł — pomyślał — jestem tylko przeklętym kowalem!” Nikt nie składał hołdów lennych kowalom. Królowe nikomu nie składały hołdów lennych! — Podobno jestem ta’veren, więc może jednak zechcesz przemyśleć całą sprawę, poświęcić jej bodaj godzinę.
— Mam nadzieję, że naprawdę jesteś ta’veren, mój lordzie. — Alliandre roześmiała się, choć wcale nie była rozbawiona, i uchwyciła jego dłonie jeszcze mocniej, jakby z obawy, że mógłby je wyrwać. — Pragnę tego całym sercem. Obawiam się bowiem, że nic innego nie uratuje Ghealdan. Podjęłam taką decyzję, gdy tylko Pierwsza powiedziała mi, dlaczego się tu znalazłeś, a to, co zobaczyłam w tobie, tylko dodatkowo mnie utwierdziło. Ghealdan potrzebuje ochrony, której ja. nie mogę mu zapewnić, a więc obowiązek nakazuje, bym jej poszukała gdzie indziej. Ty taką ochronę możesz mu dać, mój lordzie, ty i Lord Smok Odrodzony, oby jego imię było błogosławione w Światłości. Po prawdzie to przysięgłabym bezpośrednio jemu, gdyby on tu był, ale jesteś jego człowiekiem. Przysięgając tobie, przysięgam jemu. — Zrobiwszy głęboki wdech, wydusiła jeszcze jedno słowo. — Proszę. — Teraz wyczuwało się od niej desperację, a jej oczy lśniły strachem.