Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Pierwsza jeszcze nie wróciła, lordzie Perrinie — oznajmił Nurelle, wykonując ukłon, który niczym cienie powtórzyli pozostali. Wysoki i szczupły, nie wyglądał już tak młodo jak przed Studniami Dumai. W oczach lśniło napięcie, pamiątka widoków przelanej krwi, których starczyłoby na weterana dwudziestu bitew. Mimo stwardniałych rysów twarzy, nadal wyczuwało się od niego pragnienie zadowolenia Perrina. Dla Haviena Nurelle Perrin Aybara był człowiekiem zdolnym latać albo chodzić po wodzie, gdyby tylko mu się zachciało. — Poranne patrole, te, które już wróciły, nic nie zauważyły. Doniósłbym, gdyby było inaczej.
— Nie wątpię — zapewnił go Perrin. — Ja... ja tylko chciałem trochę się rozejrzeć.
Przechadzkę chciał wykorzystać na to, aby znaleźć w sobie odwagę do stawienia czoła Mądrym, ale młody Mayenianin szedł za nim wraz z pozostałymi oficerami, z niepokojem obserwując lorda Perrina, czy ten nie znajduje jakiejś skazy w poczynaniach Skrzydlatej Gwardii, krzywiąc się, gdy napotykali obnażonych do pasa mężczyzn grających w kości na kocu albo jakiegoś człowieka, który jeszcze chrapał, mimo że słońce już wisiało na niebie. Zdaniem Perrina przejmował się zupełnie niepotrzebnie — obóz wyglądał, jakby go zbudowano za pomocą pionu i poziomicy. Każdy miał swoje koce i siodło za poduszkę, w odległości zaledwie dwóch kroków od swojego wierzchowca uwiązanego do długich sznurów zwisających między palikami wbitymi w ziemię. Co dwadzieścia kroków płonęły ogniska, przy których gotowano strawę, a między nimi na okutych stojakach znajdowały się lance. Całość miała kształt kwadratu, w środku którego stało pięć trójgraniastych namiotów, przy czym jeden, w złoto-niebieskie paski, był większy od pozostałych czterech razem wziętych. Widok zdecydowanie odbiegał od obozowiska ludzi z Dwu Rzek, rozbitego na łapu-capu.
Perrin maszerował żwawym krokiem, w miarę możliwości starając się nie robić głupiej miny. Nie był pewien, czy mu się udawało. Korciło go, żeby się zatrzymać i obejrzeć tego czy innego konia — chociaż podnieść kopyto, nie doprowadzając kogoś do omdlenia. Mając jednak w pamięci to, co powiedział Aram, trzymał ręce przy sobie. Wszyscy zdawali się równie zaskoczeni jak Nurelle tym jego dziarskim krokiem. Chorążowie o twardych oczach podrywali swych podkomendnych na nogi, ale zanim zdążyli stanąć na baczność, Perrin już ich mijał, zaledwie skinąwszy głową. Ciągnął się za nim pomruk zdumienia, a jego czułe uszy podchwyciły kilka komentarzy na temat oficerów, lordów zaś w szczególności, takich, że naprawdę należało się cieszyć, iż Nurelle i pozostali nic nie słyszeli. Wreszcie znalazł się na skraju obozu, twarzą do zarośniętego krzakami zbocza, po którym należało się wspiąć, by trafić do namiotów Mądrych. Wśród rzadko rosnących drzew widać było zaledwie kilka Panien i nielicznych gai’shain.
— Lordzie Perrinie — rzekł z wahaniem Nurelle. — Aes Sedai... — Podszedł bliżej, jego głos opadł do chrapliwego szeptu. — Wiem, że one złożyły przysięgę Lordowi Smokowi i że... Ja coś widziałem, lordzie Perrinie. One wykonują różne codzienne prace w obozie! Aes Sedai! Tego dnia Masuri i Seonid zeszły na dół, żeby nabrać wody! A wczoraj, po twoim powrocie... Wczoraj wydawało mi się, że ktoś tam... że ktoś tam płakał. To nie mogła być żadna z sióstr, to oczywiste — dodał pospiesznie i zaniósł się śmiechem na dowód niedorzeczności samego pomysłu, jednak śmiech brzmiał dość niepewnie. — Lordzie Perrinie... sprawdzisz, czy wszystko.., z nimi... w porządku? — Ten człowiek, który na czele dwustu lansjerów wjechał w sam środek czterdziestotysięcznej armii Shaido, teraz garbił się i przebierał nogami, kiedy o tym wszystkim mówił. Rzecz jasna, wówczas zdobył się na ten straceńczy atak, ponieważ Aes Sedai tego zażądały.
— Zrobię co się da — odmruknął Perrin. Być może sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót, niż mu się pierwotnie wydawało. A więc trzeba wreszcie położyć temu kres. Jeśli będzie to w zasięgu jego możliwości. Wolałby już chyba stanąć twarzą w twarz z Shaido.
Nurelle skłonił się z wdzięcznością, jakby Perrin obiecał mu nie tylko to, o co prosił, ale znacznie więcej.
— No to sprawa załatwiona — odparł z wyraźną ulgą. Spoglądając z ukosa na Perrina, chciał dodać coś jeszcze, ale sprawa ta nie miała już być tak drażliwa, jak temat Aes Sedai. — Słyszałem, że ponoć zgodziłeś się na Czerwonego Orła.
Perrin omal nie podskoczył. Tu wieści roznosiły się naprawdę szybko, nawet jeśli do pokonania miały zaledwie obwód jednego wzgórza.
— Chyba tak właśnie należało postąpić — odrzekł powoli. Berelain i tak musiała się o wszystkim dowiedzieć, ale jeśli oprócz niej prawdę pozna zbyt wielu ludzi z następnej wioski albo farmy, jaką miną po drodze, wieści zaczną rozchodzić się w świat. — Te ziemie należały kiedyś do Manetheren — dodał, jakby Nurelle sam tego nie wiedział. Prawda! Już tak się zmienił, że potrafił naginać prawdę niczym Aes Sedai, i to wobec ludzi, którzy byli po jego stronie. — Nie po raz pierwszy tutaj wzniesiono ten sztandar, za to mogę ręczyć, ale nigdy nie nastąpiło to w imię Smoka Odrodzonego. — I jeśli teraz ziarno nie padło na podatną glebę, to chyba nigdy to nie nastąpi.
Nagle dotarło doń, że obserwują go chyba wszyscy żołnierze Skrzydlatej Gwardii, łącznie z oficerami. I bez wątpienia zastanawiają się, co też będzie miał im do powiedzenia na koniec tego całego zamieszania. Nawet chudy i łysawy stary żołnierz, którego Gallenne zwał psokradem, a także pokojówki Berelain, dwie pulchne kobiety o pospolitych twarzach, odziane w suknie znakomicie harmonizujące z barwami namiotu ich pani, wyszli na zewnątrz, by się pogapić na widowisko. Perrin udał, że niczego nie zauważa, ale wiedział, że nie uniknie konieczności wygłoszenia jakiejś pochwały.
Podniósł głos, żeby wszyscy go słyszeli i oświadczył:
— Mayene dumne będzie ze Skrzydlatej Gwardii, jeśli los postawi na jej drodze następne Studnie Dumai. — Były to pierwsze lepsze słowa, jakie mu wpadły do głowy, a jednak krzywił się, gdy je wypowiadał.
I przeżył wstrząs, ponieważ żołnierze natychmiast poczęli wiwatować:
— Perrin Złotooki!
— Mayene ze Złotookim!
Oraz:
— Złotooki i Manetheren!
Żołnierze tańczyli i przytupywali, a niektórzy pochwycili lance i jęli nimi potrząsać, powiewając czerwonymi proporcami. Posiwiali chorążowie obserwowali ich z założonymi rękoma, przytakując z aprobatą. Nie tylko Nurelle promieniał. Oficerowie z siwymi pasmami we włosach i bliznami na twarzach szczerzyli się od ucha do ucha, zupełnie jak mali chłopcy pochwaleni podczas lekcji. Światłości, naprawdę chyba tylko on zachował zdrowe zmysły! Wręcz modlił się, by już nigdy więcej nie oglądać żadnej bitwy!
Zastanawiając się, czy nie wynikną stąd przypadkiem dalsze niesnaski z Berelain, pożegnał się z Nurelle i pozostałymi, po czym ruszył w górę zbocza, depcząc uschłe już albo prawie umierające zarośla, nie sięgające mu nawet do pasa. Zbrązowiałe chwasty chrzęściły głośno pod podeszwami. Obóz Mayenian nadal rozbrzmiewał okrzykami. Niewykluczone, że Pierwsza z Mayene, nawet kiedy pozna prawdę, nie będzie urzeczona tym, że jej żołnierze wiwatują tak gorąco obcemu. Rzecz jasna, mogły stąd również wyniknąć jakieś korzyści. Może Berelain tak się rozzłości, że przestanie go nękać.
Tuż przed szczytem wzgórza zatrzymał się i przez chwilę nasłuchiwał cichnących wreszcie okrzyków. Tam, dokąd zmierzał, nikt nie będzie mu wiwatował. Wszystkie boczne klapy niskich, brązowo-szarych namiotów Mądrych były opuszczone, odgradzając ich mieszkanki od zewnętrznego świata. Na zewnątrz widać było tylko kilka Panien. Przykucnąwszy z gracją pod drzewem skórzanym, w którego koronie prześwitywała jeszcze odrobina zieleni, przyglądały mu się z ciekawością. Gestykulowały, wyraźnie porozumiewając się za pomocą swojej bezsłownej mowy. Po chwili Sulin podniosła się z ziemi, poprawiła ciężki nóż wsunięty za pas i długimi krokami ruszyła mu naprzeciw. Wysoka żylasta kobieta z różową blizną na ogorzałym od słońca policzku spojrzała w stronę, z której przyszedł, z widoczną ulgą, że jest sam, aczkolwiek trudno to było orzec z całą pewnością, jak zawsze w przypadku Aielów.