Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
A jednak wahał się. Tego właśnie pragnąłby Rand; dokładnie tego, ale Perrin Aybara był tylko zwykłym kowalem. Kowalem i już! Czy mógłby nadal się za takiego uważać, gdyby przyjął hołd królowej? Alliandre wpatrywała się w niego błagalnym wzrokiem. Ciekawe, czy ta’veren działają na samych siebie, zastanawiał się.
— W imię Światłości, ja, Perrin Aybara, przyjmuję twoją przysięgę... — W gardle mu zaschło, zanim skończył wypowiadać słowa, które podszepnęła mu Faile. Za późno, żeby się teraz zatrzymywać i zastanawiać.
Alliandre westchnęła z ulgą i ucałowała jego dłonie. Perrin pomyślał, że nigdy w życiu tak się nie wstydził. Powstał pospiesznie i podźwignął ją na nogi. I zrozumiał, że nie wie, co teraz zrobić. Promieniejąca dumą Faile nie udzielała dalszych wskazówek. Berelain też się uśmiechała, z wyraźną ulgą.
Był pewien, że Annoura zaraz coś powie — Aes Sedai zawsze miały mnóstwo do powiedzenia, zwłaszcza wtedy, gdy dano im pretekst — ale Szara siostra tylko wyciągnęła swój puchar w stronę Maighdin, by ta dolała jej ponczu. Przyglądała się Perrinowi z nieodgadnionym wyrazem twarzy, Maighdin zresztą też się gapiła, przechylając dzban tak długo, aż ochlapała ponczem dłoń Aes Sedai. Annoura wzdrygnęła się w tym momencie, wpatrzona w puchar takim wzrokiem, jakby właśnie przypomniała sobie o jego istnieniu. Faile zmarszczyła czoło, Lini zmarszczyła swoje jeszcze mocniej i Maighdin pomknęła po ściereczkę, żeby osuszyć dłoń siostry, znowu coś mamrocząc pod nosem. Faile dostanie spazmów, jeśli kiedyś usłyszy te mamrotania.
Perrin wiedział, że zbyt długo zwleka. Alliandre oblizała wargi z niepokojem; najwyraźniej spodziewała się jeszcze czegoś.
— No to skoro już wszystko załatwiliśmy, muszę teraz odszukać Proroka — powiedział i skrzywił się. Zbyt obcesowo. Nie miał wyczucia w kontaktach z arystokratami, a jeszcze mniej z królowymi. — Przypuszczam, że zechcesz wrócić do Bethal, zanim ktoś się dowie, że zniknęłaś.
— Z ostatnich wieści, jakie otrzymałam — powiedziała Alliandre — wynika, że Prorok Lorda Smoka przebywa w Abila. To spore miasto w Amadicii, ze czterdzieści lig na południe stąd.
Perrin zareagował mimowolnym grymasem, ale natychmiast opanował się. A więc Balwer miał rację. I choć fakt, że się nie mylił co do tej jednej rzeczy, wcale nie oznaczał, iż miał rację w odniesieniu do wszystkich pozostałych, być może jednak warto wysłuchać tego, co ten człowiek ma do powiedzenia na temat Białych Płaszczy. A także Seanchan. Ilu jest tych Tarabonian?
Faile przywarła do jego boku, położyła dłoń na jego ramieniu i skierowała ciepły uśmiech ku Alliandre..
— Chyba nie chcesz odsyłać królowej już teraz, moje serce. Nie teraz, kiedy dopiero co przyjechała. Pozwól nam porozmawiać tu samym, z dala od słońca, zanim będzie musiała zmierzyć się z trudami jazdy powrotnej. Wiem, że masz ważne sprawy, których musisz dopatrzyć.
Jakoś udało mu się nie wytrzeszczyć oczu, choć kosztowało go to niemało wysiłku. Co mogło być ważniejsze od spotkania z królową Ghealdan? Z całą pewnością nic takiego, do czego pozwolono by mu przyłożyć rękę. Widocznie Faile pragnęła porozmawiać z Alliandre pod jego nieobecność. Może będzie miał szczęście i później dowie się o wszystkim. Elyasowi mogło się wydawać, że zna Saldaean, ale Perrin zdążył już pojąć, że tylko dureń próbuje się dokopać do sekretów własnej żony. Albo pozwala, by ta się dowiedziała, jakie już poznał.
Zapewne należało pożegnać się z Alliandre tak samo ceremonialnie, jak ją powitał, ale ostatecznie zdobył się na skromny ukłon, jednocześnie prosząc ją, by pozwoliła mu odejść, na co ona dygnęła głęboko, mrucząc, że to dla niej zbyt wielki zaszczyt, i na tym się skończyło. Jeszcze tylko skinął głową w stronę Gallenne, dając mu znak, że ma iść za nim. Wątpił, by Faile chciała jego odesłać, a temu pozwoliła zostać. O czym chciała porozmawiać z królową?
Jednooki mężczyzna stojący przed namiotem klepnął Perrina po ramieniu z taką siłą, że ktoś nikczemniejszej postury byłby się zatoczył.
— Ażebym sczezł, w życiu nie słyszałem czegoś podobnego! Teraz mogę mówić, że widziałem na własne oczy, w jaki sposób ta’veren oddziałuje na bieg zdarzeń. Czegoś ty chciał ode mnie? — I co on miał na to rzec?
Dokładnie w tym momencie usłyszał okrzyki od strony obozu Mayenian, odgłosy kłótni, tak głośne, że ludzie z Dwu Rzek powstali, zerkając między drzewami w tamtą stronę, mimo że zbocze wzgórza i tak im wszystko przesłaniało.
— Najpierw sprawdźmy, co tam się dzieje — odparł Perrin. To da mu czas, aby się zastanowić. Nad tym, co powiedzieć Gallenne’owi i nad innymi rzeczami.
Po odejściu Perrina Faile odczekała jeszcze kilka chwil i dopiero wtedy powiedziała służącym, że ona i pozostałe kobiety same się sobą zajmą. Maighdin tak się zagapiła na Alliandre, że nawet nie drgnęła, dopóki Lini nie pociągnęła jej za rękaw. To jednak była sprawa na później. Odstawiwszy swój puchar, Faile odprowadziła trzy kobiety do wyjścia, co wyglądało, jakby je wypędzała, po czym zatrzymała się tam na chwilę.
Perrin i Gallenne maszerowali między drzewami w stronę obozowiska Mayenian. Bardzo dobrze. Większość Cha Faile przycupnęła nieopodal. Złapawszy wzrok Pareleana, wykonała gest na wysokości swojej talii w taki sposób, by nikt stojący za jej plecami nie mógł go zauważyć. Prędki kolisty ruch, a potem dłoń zaciśnięta w pięść. Tairenianie i Cairhienianie natychmiast rozpadli się na dwu- i trzyosobowe grupki i zaraz potem się rozeszli. Sygnały Cha Faile, znacznie mniej skomplikowane niż mowa dłoni Panien, jakoś jednak wystarczały. Po kilku chwilach jej ludzie otoczyli namiot luźnym pierścieniem, z pozoru bez żadnej reguły, zajęci bezpłodnymi pogawędkami albo grą w kocią kołyskę. Nikt jednak nie zbliżyłby się do niej na odległość mniejszą niźli dwadzieścia kroków, bo nim dotarłby do progu, zostałaby ostrzeżona.
Najbardziej obawiała się reakcji Perrina. Kiedy Alliandre pojawiła się tu we własnej osobie, Faile domyślała się, że coś istotnego się wydarzy, nawet jeśli nie to, co rzeczywiście zaszło, ale on dał się całkiem zbić z pantałyku jej przysięgą. Jeżeli teraz wbije sobie do głowy, że powinien się odwzajemnić, sprawić, by Alliandre czuła się dobrze ze swoją decyzją... Och, on naprawdę myślał sercem wtedy, gdy powinien był myśleć głową. I głową wtedy, kiedy powinien był posłużyć się sercem! Kiedy dotarło do niej, co właśnie pomyślała, poczuła lekkie wyrzuty sumienia.
— Osobliwych służących znalazłaś sobie po drodze — odezwała się tonem udawanej sympatii Berelain i Faile wzdrygnęła się. Nie usłyszała, kiedy ta kobieta stanęła za jej plecami. Lini i jej towarzyszki zdążały właśnie w stronę wozów, Lini wygrażała Maighdin palcem, a Berelain wiodła za nimi wzrokiem. Mówiła cicho, ale drwiąca nuta wyraźnie dawała się słyszeć. — Ta najstarsza dobrze wie, na czym polegają jej obowiązki, a nie tylko gdzieś o nich słyszała, ale zdaniem Annoury ta najmłodsza to dzikuska. Bardzo słaba, powiada Annoura, ale dzikuski zawsze przysparzają problemów. Inne zaczną rozpowiadać, jeśli się dowiedzą, a ona prędzej czy później ucieknie. Dzikuski zawsze uciekają, z tego, co mi wiadomo. Oto, jakie są skutki czynienia z przybłęd służących.