Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 197
Перейти на страницу:

— Jasne, że nie! — zaprotestował Perrin. — Ja ją kocham! Po co miałbym na nią krzyczeć?

Elyas zaczął coś mruczeć pod nosem, ale Perrin oczywiście słyszał każde słowo.

— Ażebym sczezł, jak ktoś chce sobie siadać na czerwonej żmii, to niech sobie siada. To jego sprawa. I nie będę też się wtrącał, gdy ktoś zechce grzać dłonie przy ogniu płonącej chałupy. To jego życie. Czy podziękuje mi za nie chcianą radę? A gdzież by tam, nie ma na co liczyć!

— O czym ty gadasz? — spytał podniesionym tonem Perrin. Schwycił Elyasa za ramię i zaciągnął go pod bujny okaz ostrokrzewu, którego kolczaste liście wciąż jeszcze były zielone. Obok nie było prawie nic zielonego, z wyjątkiem jakichś wybujałych pnączy. Pokonali niecałą połowę drogi w dół zbocza. — Faile nie jest ani czerwoną żmiją, ani płonącą chałupą! Zaczekaj, aż ją poznasz, a dopiero wtedy będziesz mógł zacząć gadać tak, jakbyś ją znał.

Zirytowany Elyas przeczesał sobie brodę palcami.

— Ja znam Saldaean, chłopcze. Tamten rok to nie był wyjątek. Poznałem nie więcej jak pięć Saldaeanek, które można by określić mianem potulnych albo przynajmniej łagodnych. Nie, ona nie jest żmiją, tylko lampartem, o to gotów jestem się założyć. Tylko mi tu nie warcz, ażebyś sczezł! Założę się o własne buty, że uśmiechnęłaby się, słysząc, co mówię!

Rozgniewany Perrin otwarł usta i zaraz na powrót je zamknął. Nawet nie zauważył, że z głębi jego gardła dobywa się głęboki warkot. To prawda, Faile uśmiechałaby się, słysząc, że nazywają ją lampartem.

— Nie chcesz chyba powiedzieć, że ona życzy sobie, abym na nią krzyczał, Elyas.

— Właśnie, że tak. A w każdym razie jest to bardzo prawdopodobne. Chyba że okaże się tą szóstą. Tego też nie można wykluczyć. W każdym razie zechciej mnie wysłuchać. Prawie wszystkie kobiety są takie, że gdy tylko podniesiesz głos, zaraz wytrzeszczają oczy albo traktują cię z lodowatą uprzejmością, i nim się zorientujesz, wybucha kłótnia, że to niby ty zeźliłeś się bez powodu. Ale połknij język przy Saldaeance, a zostanie to odebrane tak, jakbyś powiedział, że nie jest dostatecznie silna, by ci sprostać. Obraź ją w taki sposób, a będziesz miał szczęście, jeśli nie nakarmi cię na śniadanie twoim własnym żołądkiem. Wszak Saldaeanka nie jest jakąś byle dziewką z Far Madding, co to się spodziewa, że mężczyzna będzie siadał tam, gdzie ona wskaże, i że będzie podskakiwał, kiedy ona pstryknie palcami. Ona jest lampartem i oczekuje, że jej mąż też będzie lampartem. Światłości! Co ja wyprawiam?! Kto udziela rad żonatemu mężczyźnie, sam doprasza się, by mu wypruli bebechy.

I tym razem sam warknął. Bez potrzeby poprawił kapelusz, rozejrzał się po zboczu ze zmarszczonymi brwiami, jakby się zastanawiał, czy nie zniknąć w lesie, a na koniec jeszcze dźgnął Perrina palcem.

— Posłuchaj mnie tylko. Zawsze wiedziałem, że nie jesteś jakimś zwykłym przybłędą, a gdy tylko sobie poskładałem razem to wszystko, co mi ostatnio powiedziały wilki... no, że właśnie jedziesz do onego Proroka... to pomyślałem sobie, że pewnie przydałby ci się przyjaciel, który będzie strzegł ci pleców. Rzecz jasna, wilki nie wspomniały, że dowodzisz tymi pięknymi mayeniańskimi lansjerami. Gaul też o tym nie napomknął, dopóki na nich nie wpadliśmy. Jeśli chcesz, żebym został, zostanę. Jeśli nie... jest na świecie dużo widoków, których jeszcze nie poznały me oczy.

— Nie stać mnie, by w dzisiejszych czasach odrzucać przyjaciół, Elyas. — Czyżby Faile rzeczywiście chciała, by na nią krzyczał? Przez całe życie kierował się przekonaniem, że zrobi komuś krzywdę, jeśli nie będzie uważał, i dlatego starał się zawsze panować nad swoim temperamentem. Słowa potrafiły zaboleć równie mocno jak cios zadany pięścią, złe słowa, słowa wypowiedziane bezmyślnie w wybuchu złości. To nie mogła być prawda, podpowiadał rozsądek. Żadna kobieta by czegoś takiego nie zdzierżyła, czy to ze strony własnego męża czy ze strony jakiegokolwiek mężczyzny.

Kiedy nagle rozbrzmiał okrzyk sójki, Perrin zadarł głowę i nadstawił uszu. Nawet on ledwie potrafił go usłyszeć, ale chwilę później trel dał się słyszeć ponownie i zaraz potem znowu, za każdym razem coraz bliżej. Elyas uniósł brwi, rozpoznał głos tego ptaka z Ziem Granicznych. Nauczył się tego od Shienaran, między innymi Masemy, a on z kolei przekazał tę wiedzę ludziom z Dwu Rzek.

— Mamy gości — wyjaśnił Elyasowi.

Czterej żwawo galopujący jeźdźcy pojawili się, jeszcze zanim Perrin z Elyasem dotarli do stóp wzgórza. Na czele jechała Berelain, rozbryzgująca wody strumienia, tuż za nią galopowali Annoura, Gallenne oraz jakaś obca kobieta w jasnym płaszczu z kapturem. Bez jednego spojrzenia w tamtą stronę przemknęli obok obozu Mayenian i nie ściągnęli wodzy, dopóki nie zajechali przed wejście do namiotu w czerwono-białe paski. Podbiegło do nich kilku cairhieniańskich służących, którzy odebrali wodze i przytrzymali strzemiona; jeszcze nie opadł wzniecony przez nich kurz, a Berelain i jej towarzysze już zniknęli we wnętrzu płóciennej konstrukcji.

Mówiąc oględnie, swoim przybyciem wywołali niezgorsze zamieszanie. W obozowisku ludzi z Dwu Rzek podniósł się szum, najwyraźniej ludzie na coś czekali, zrozumiał Perrin. Wszechobecni młodzi durnie od Faile, podnieceni całym zdarzeniem, trajkotali o czymś między sobą, głupawo drapiąc się po głowach i nie odrywając oczu od namiotu. Grady i Neald obserwowali namiot zza drzew, co jakiś czas nachylając się ku sobie, dzięki czemu nikt nie słyszał, o czym rozmawiają.

— Wygląda na to, że to nie są tacy zwyczajni goście — stwierdził cicho Elyas. — Obserwuj Gallenne; on może przyczynić się do kłopotów.

— Znasz go, Elyas? Bardzo bym chciał, żebyś został, ale jeśli, uważasz, że mógłby powiedzieć którejś z sióstr, kim jesteś... — Perrin wzruszył ramionami z rezygnacją. — Mógłbym powstrzymać Seonid i Masuri... — Tak mu się w każdym razie wydawało. — ...ale sądzę, że Annoura zrobi, co zechce. — I jakie było jej prawdziwe stanowisko w sprawie Masemy?

— Och, Bertain Gallenne nie nawiązuje znajomości wśród ludzi pokroju Elyasa Machery — odparł Elyas z krzywym uśmiechem. — Głupi Jak nie zna tylu durniów, ilu durniów zna Głupiego Jaka. Za to ja znam Gallenne. Sam nie zrobi nic ani przeciwko tobie, ani też za twoimi plecami, ale jest jeszcze Berelain ze swoim pomyślunkiem. Od swoich szesnastych urodzin napuszczała Tairenian na Illian, żeby ochronić Mayene przed Łzą. Berelain to zręczna manipulatorka, w odróżnieniu od Gallenne, który uważa, że wszystkie problemy rozwiąże szarża na oślep. W tym jest rzeczywiście dobry, ale nie potrafi dostrzec nic więcej, a niekiedy nawet nie zatrzyma się, aby choć chwilę pomyśleć.

— To już sam rozgryzłem — mruknął Perrin. Berelain przynajmniej przywiozła posłańca od Alliandre. No bo chyba nie przybywałaby takim pędem z nową pokojówką. Pytanie jednak brzmiało, dlaczego Alliandre przekazywała swoją odpowiedź za pośrednictwem posłańca. — Chyba postąpię najlepiej, jeśli dowiem się zaraz, czy wieści są dobre, Elyasie. Pogadamy jeszcze o tym, czego się wystrzegać na południu, ale to później. I oczywiście będziesz też mógł poznać Faile — dodał i dopiero wtedy się odwrócił.

— Na południu trzeba się wystrzegać Szczeliny Zagłady — zawołał za nim tamten — bo Szczelina jest bliżej Ugoru, niż się spodziewałem. — Perrinowi znowu się wydało, że słyszy cichy grzmot od zachodu. Ależ byłaby to miła odmiana.

W namiocie zastał Breane, która sztywno dygając, podsuwała srebrną tacę z wodą różaną w misie i ręcznikami. Maighdin, dygająca jeszcze sztywniej, oferowała tacę z pucharami napełnionymi winnym ponczem — zrobionym z resztek suszonych jagód, sądząc po zapachu — a Lini z kolei składała płaszcz podróżny nowo przybyłej. Faile i Berelain z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu stanęły u jej boków, a Annoura zajęła pozycję za ich plecami i uwaga wszystkich trzech najwyraźniej całkowicie skupiona była na gościu. Kobieta, na oko w średnim wieku, miała czepek z zielonej siatki na włosach, które sięgały jej prawie do pasa, i zasługiwałaby na miano pięknej, gdyby nie za długi nos. I gdyby go tak nie zadzierała. Niższa od Faile i Berelain, jakimś sposobem potrafiła spojrzeć na Perrina z góry, lustrując go chłodnym wzrokiem od włosów po buty. I nie zamrugała na widok jego oczu, mimo że za pierwszym razem nikt prawie nie potrafił opanować odruchowej reakcji.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)