Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 167
Перейти на страницу:

— Ach, u diabła, rozumiem! Jest to prośba, której Portos bardzo nie lubi, kiedy nie ma pieniędzy; ale wiem, że powinien je mieć.

— Myśmy tak samo myśleli, panie, ponieważ prowadzimy dom bardzo solidnie i robimy rachunki co tydzień, po ośmiu dniach przedłożyliśmy mu rachunek, ale zdaje się, że trafiliśmy na złą chwilę, bo od razu posłał nas do wszystkich diabłów; co prawda grał poprzedniego dnia.

— Jak to grał poprzedniego dnia, z kim?

— Och, mój Boże, czy to można wiedzieć! Z pewnym przyjezdnym szlachcicem, któremu zaproponował partię lancknechta.

— Otóż to, biedak wszystko przegrał.

— Wraz z koniem, panie; kiedy ów szlachcic miał wyjeżdżać, zauważyliśmy, że jego służący siodła konia pana Portosa. Zwróciliśmy mu na to uwagę, ale odparł, że wtrącamy się do nie swoich spraw i ten koń należy do niego. Natychmiast uprzedziliśmy pana Portosa, ale kazał nam powiedzieć, że jesteśmy hultaje, skoro powątpiewamy w słowo szlachcica; jeśli bowiem ów szlachcic oświadczył nam, że koń należy do niego, nie może być inaczej.

— Poznaję go po tym — mruknął d’Artagnan.

— Za czym — ciągnął gospodarz — kazałem mu powiedzieć, że skoro nie możemy się porozumieć co do zapłaty, mam nadzieję, że zechce przynajmniej okazać swe łaski mojemu koledze, imć panu oberżyście z gospody “Pod Złotym Orłem”, ale pan Portos odpowiedział mi, że moja gospoda jest lepsza i woli tu zostać. Ta odpowiedź była zbyt pochlebna dla mnie, bym nalegał dalej. Ograniczyłem się więc do prośby, by zechciał opuścić swój pokój, który jest najlepszy w całym zajeździe, i zadowolił się miłym pokoikiem na trzecim piętrze. Ale na to pan Portos odpowiedział, że czeka lada chwila swej kochanki, jednej z najznakomitszych dam dworu, i powinienem zrozumieć, że pokój, który łaskawie zajmuje, jest jeszcze o wiele za skromny dla takiej osoby. Jednakże, choć uznałem słuszność jego słów, musiałem nalegać; ale nie zadając sobie nawet trudu porozumienia się ze mną, pan Portos chwycił za pistolet, położył go na nocnym stoliku i oświadczył, że na pierwsze słowo o przenosinach na zewnątrz czy wewnątrz palnie w łeb temu, kto będzie dość nieostrożny, by wtrącać się do sprawy dotyczącej tylko jego. Toteż od tego czasu, panie, nikt prócz jego służącego nie wchodzi do pokoju, który zajmuje.

— Mousqueton jest więc tutaj?

— Tak, panie; w pięć dni po swym wyjeździe powrócił w bardzo kiepskim humorze; zdaje się, że on także zaznał kłopotów w podróży. Niestety, jest bardziej żwawy niż jego pan, co sprawia, że chcąc mu usłużyć wywraca cały dom do góry nogami; ponieważ zaś przypuszcza, że może mu czegoś odmówią, bierze wszystko, czego mu trzeba, bez pytania.

— W samej rzeczy — odparł d’Artagnan — zauważyłem, że Mousqueton jest bardzo oddany i ma niepospolitą inteligencję.

— To być może, panie, ale wyobraź sobie, że jeśli tylko cztery razy do roku zetknę się z równym oddaniem i inteligencją, jestem zrujnowany.

— Nie, ponieważ Portos ci zapłaci.

— Hm! — mruknął oberżysta tonem pełnym powątpiewania.

— Jest to ulubieniec wielkiej damy, a nie zechce ona na pewno, by martwił się taką drobnostką jak owa suma, którą jest ci winien.

— Jeśli wolno mi powiedzieć, co o tym sądzę...

— Mów.

— Powiem więcej: co wiem.

— Co wiesz?

— I czego jestem nawet pewien.

— No, czegóż wreszcie jesteś pewien?

— Że znam tę wielką damę.

— Ty?

— Tak, ja.

— A, jakimże to sposobem?

— Och, panie, gdybym mógł zawierzyć twej dyskrecji...

— Mów; słowo kawalerskie, że nie będziesz żałował.

— Dobrze więc. Przyzna pan, że niepokój może skłonić człowieka do różnych rzeczy.

— Cóżeś zatem zrobił?

— Och, nic takiego, do czego nie miałby prawa wierzyciel.

— A więc?

— Pan Portos dał nam list do tej księżny, polecając oddać go na pocztę. Jego służącego jeszcze tu nie było. Ponieważ nie mógł opuścić swego pokoju, musiał nam powierzyć list.

— Co dalej?

— Zamiast oddać list na pocztę, co nigdy nie jest pewne, skorzystałem z okazji, jeden z moich pachołków jechał bowiem do Paryża, i poleciłem mu, żeby oddał list do rąk księżny. Było to zgodne z życzeniem pana Portosa, który gorąco nam ten list polecił; czy nie tak?

— Mniej więcej.

— A wie pan, kim jest ta wielka dama?

— Nie, słyszałem o niej tylko od Portosa, oto wszystko.

— Czy wiesz, kim jest domniemana księżna?

— Powtarzam ci, że jej nie znam.

— Jest to żona prokuratora z Châtelet[*], panie, stara pani Coquenard[*], która ma co najmniej pięćdziesiąt lat, a jednak wciąż jeszcze stroi miny zazdrosnej kochanki. Wydało mi się zresztą bardzo dziwne, żeby księżna mieszkała przy ulicy aux Ours[*].

— Skąd wiesz o tym?

— Ponieważ wpadła w wielki gniew otrzymawszy list i powiedziała, ze pan Portos jest wietrznikiem i na pewno został ranny z powodu jakiejś kobiety.

— Został więc ranny?

— Ach, mój Boże, co ja powiedziałem!

— Powiedziałeś, że Portos został ranny.

— Tak; ale zabronił mi to mówić.

— Dlaczego?

— Do licha, ponieważ puszył się, że przebije tego nieznajomego, z którym się posprzeczał, a rzecz miała się zgoła inaczej, bo właśnie ów nieznajomy, mimo wszystkich przechwałek pana Portosa, rozciągnął go na ziemi. Pan Portos zaś, człowiek wielce próżny, nie chciał się przyznać nikomu, że został pokłuty szpadą, prócz księżnej, którą chciał zaciekawić swoją przygodą.

— Więc to rana trzyma go w łóżku?

— Było to mistrzowskie pchnięcie, zapewniam pana. Pański przyjaciel ma chyba duszę przybitą kołkami do ciała.

— Byłeś przy tym?

— Wyszedłem za nimi przez ciekawość, panie, tak że widziałem walkę nie będąc widziany.

— I jak to wyglądało?

— Och, walka nie trwała długo, może mi pan wierzyć. Stanęli w pozycji; nieznajomy zrobił fintę i natarł: wszystko potoczyło się tak szybko, że kiedy pan Portos chciał odbić pchnięcie, ostrze na głębokość trzech cali tkwiło mu już w piersi. Padł na wznak. Nieznajomy przyłożył mu natychmiast szpadę do gardła; pan Portos, widząc, że jest wydany na łaskę przeciwnika, uznał się za pokonanego. Wówczas nieznajomy zapytał go o imię i dowiedziawszy się, że nazywa się Portos, a nie d’Artagnan, dopomógł mu wstać, odprowadził do oberży, po czym wskoczył na konia i odjechał.

— Więc ten nieznajomy szukał pana d’Artagnana?

— Zdaje się, że tak.

— A wiesz, co się z nim stało?

— Nie; nie widzieliśmy go nigdy przedtem i nie ujrzeliśmy go potem.

— Doskonale; wiem, co chciałem wiedzieć. Powiadasz tedy, że pokój Portosa jest na pierwszym piętrze, numer jeden?

— Tak, panie, to najpiękniejszy pokój w oberży, już dziesięć razy mogłem go wynająć.

— Ależ uspokój się — rzekł d’Artagnan ze śmiechem — Portos zapłaci pieniędzmi księżny Coquenard.

— Ach, panie, prokuratorowa czy księżna, wszystko jedno, byleby tylko sięgnęła do mieszka; ale powiedziała stanowczo, że ma dość żądań i niewierności pana Portosa i że nie pośle mu ani grosza.

— Przekazałeś tę odpowiedź swemu gościowi?

— Boże uchowaj: zobaczyłby, w jaki sposób wykonaliśmy jego polecenie.

— Czeka więc wciąż na pieniądze?

— A tak, wczoraj znowu napisał list, ale tym razem jego służący oddał list na poczcie.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)