Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71
Перейти на страницу:

— Ma pan rację, mój drogi przyjacielu — odparł Romero dawnym ironicznym tonem. — W naszych czasach serca kobiety nie zdobywa się pięściami. Poza tym zapomniałem, że czekają na mnie goście. Najwidoczniej upiłem się, bo tak samo jak i pan po raz pierwszy spróbowałem starego wina. Życzę dobrych snów.

Odwracając się stracił równowagę. Podtrzymałem go. Dumnym gestem odsunął moją rękę.

— Stój! — powiedziałem wściekłym głosem. Czy nie czas porozmawiać jak przyjaciel z przyjacielem? Dlaczego jesteś tutaj, a nie na Orze?

— Dziwne pytanie — odparł wzruszając ramionami. — Zdaje się zapomniał pan, że tam jest Wiera.

— No to co?

— Przecenia pan moją wytrzymałość nerwową, przyjacielu — warknął Romero. — Z Wierą nic nas nie łączy. Gdyby pan wiedział, jak bardzo pokłóciliśmy się jeszcze wtedy, na statku…

— Widziałem waszą kłótnię, włączyłem się przypadkowo, ale wszystko widziałem.

— A więc widział pan, jak mnie z zimną krwią wygnała? Pańskim zdaniem to można znieść?…

— Głupcze! Po pańskim wyjściu Wiera płakała jak szalona… Pawle, na Plutona codziennie startują trzy ekspresy, zdążysz jeszcze na nocny.

— Zastanowię się — odpowiedział. — A teraz muszę wracać do gości.

Popatrzyłem za nim. Szedł szybko i lekko, jakby wcale nie był pijany.

13

Rankiem obudził mnie Albert. Jego uśmiechnięta twarz promieniała w wideokolumnie.

— Proszę się ocknąć! — krzyczał mój pomocnik. Jak samopoczucie po wczorajszej wyprawie? Mary i ja czujemy się doskonale. Dziewczyna pozdrawia pana… Proszę się wreszcie obudzić!

— Co się stało? — zapytałem zrywając się na równe nogi. — Skąd taki pośpiech?

— Czyżby pan zapomniał, że dziś uruchamiamy łączność z Orą? Jestem już na Saharze. Kogo z pańskich przyjaciół zaprosić?

— Żannę i Mary. Zresztą już je zaprosiłem. — A nasz wczorajszy gospodarz Romero? — Myślę, że jest w drodze na Plutom.

Szybko ubrałem się i poleciałem na dworzec aerobusów kursujących na Saharę.

Wszystko było już przygotowane do uruchomienia łączności. Z naszej strony miała pracować SFP-3, na Orze zaś wysłana tam uprzednio SFP-2.

Gości było niewielu, a wśród nich Żanna. Zaprowadziłem ją do sali i usiadłem obok niej. Prosiła mnie, abym w czasie prób zademonstrował okolice, w których toczyły się starcia ze Zływrogami. Obiecałem jej to.

Później przyszła Mary i z uśmiechem uścisnęła mi rękę.

— Co pan zrobił z Romerem, Eli? Wie pan, że zaraz po zakończeniu święta Paweł odleciał na Orę?

— Martwi to panią?

— Czy wyglądam na zmartwioną? Pan zdaje się myślał, że jestem w nim zadurzona?

— No cóż, cieszę się, że się myliłem — odparłem. Stację miał uruchomić Albert, który zasiadł w specjalnej kabinie zainstalowanej w sali poza naszymi plecami. Przed nami ciemniała obszerna skrzynia podobna do głębokiej sceny teatralnej — sześcian odbiorczy stacji.

— Fala w przestrzeni — powiedział Albert punktualnie o dwunastej.

Wszystko odbyło się bez żadnych efektów zewnętrznych: Ziemia nie zatrzęsła się i nawet fotele nie drgnęły. Ale każdy z nas wiedział, że w przestrzeń kosmiczną pomknął strumień energii o nie znanej dotąd mocy i koncentracji, zdolny w innej postaci rozpylić bez śladu dowolne ciało niebieskie. Gdyby nasze wysiłki doprowadziły jedynie do sterowanej emisji takich ogromnych strumieni energii, to i tak byłby to wielki sukces.

— Gwiazdolot w wiązce — zameldował po kilku minutach automat. — Na połowie drogi do Ory.

W sześcianie odbiorczym płynął samotny, ciemny punkcik, który po chwili zniknął.

— W wiązce Ora! — krzyknął Albert wyprzedzając automat.

Ora leciała ku nam, szybko zwiększając się w mgiełce stereoprzestrzeni odbiorczej. Widzieliśmy na razie nasze impulsy odbite od powierzchni sztucznej planety. Później włączył się jej własny nadajnik. Ujrzeliśmy Salę Gwiezdną wypełnioną tłumem ludzi, a wśród nich Wierę, Olgę, Allana i Marcina Spychalskiego.

Spychalski odchrząknął i powiedział uroczystym tonem:

— Rozpoczynamy pierwszy seans dalekosiężnej łączności galaktycznej. Meldujemy: znaleźliśmy się w waszej wiązce.

Odpowiedziałem w imieniu wszystkich znajdujących się na saharyjskiej stacji i wszystkich, którzy nas w owej chwili słuchali i oglądali na Ziemi:

— Ziemia gorąco wita was i pozdrawia!

Spychalski zameldował, że urządzenie SFP-2 zostało już wcześniej wypróbowane i w łączności ze statkami w locie, i pobliskimi gwiazdami. Później przeszedł do spraw bieżących:

— Potrzebujemy jeszcze co najmniej ze dwadzieścia Gwiezdnych Pługów, aby przyspieszyć syntezę materii dla nowych planet i polepszyć komunikację w naszym rejonie. Albert nieoczekiwanie zwrócił się do mnie:

— Uruchomiliśmy jeszcze jeden kanał łączności z Orą. Tamtejsza stacja zgłasza pilną rozmowę z panem. Gdzie zogniskować obraz?

Spojrzałem nań ze zdziwieniem i powiedziałem spokojnie:

— Nie mam żadnych tajemnic, proszę więc zogniskować w zwykłą wideokolumnę.

W wideokolumnie zobaczyłem inżyniera z Ory, który pozdrowił mnie i zakomunikował, że przełącza kanał na Wegę. „Tylko trzy minuty — uprzedził. — Niestety na więcej nie starcza nam energii!” A później ukazała się Fiola.

Stała wraz z przyjaciółmi w mrocznym parku, do którego nawet w południe nie przenikał promyk światła. — Fiolo! — krzyknąłem zachwycony i wyciągnąłem ku niej ręce.

— Witaj, Eli! — śpiewała dziewczyna. — Widzę cię na dalekiej Ziemi. Wyglądasz wspaniale, choć wiem, że byłeś chory. Jak się czujesz?

— Cudownie! — zawołałem. — A ty?

— Też wspaniale. Chciałabym cię zobaczyć, przyjedź do mnie!

Trzy minuty dobiegały końca i zdążyłem tylko krzyknąć, że na pewno przyjadę. Kiedy Fiola wyłączyła się, Mary powiedziała zimnym tonem:

— Pańska przyjaciółka jest bezsprzecznie malownicza, ale wygląd ma niezbyt ludzki. Kiedy pan będzie na Wedze, proszę przekazać swojej wężycy ukłony od ziemskich dziewcząt.

Roześmiałem się głośno. Mary popatrzyła na mnie z oburzeniem. Zamierzała powiedzieć coś bardzo złośliwego, ale wtedy w przestrzeni odbiorczej pojawiła się Wiera.

— Kończymy przygotowania do wyprawy — powiedziała siostra. — Już prawie na wszystkich statkach zainstalowano lokatory fal przestrzennych. Meldujemy Wielkiej Radzie, że Flota Galaktyczna czeka na rozkaz startu w kierunku Perseusza.

Potem zwróciła się do mnie:

— Na ciebie też czekamy, bracie.

— Już niedługo — odparłem. — Już niedługo. Albert wyłączył Orę. Pierwsza łączność była z konieczności krótka i nieco odświętna. Teraz trzeba było sprawdzić, jak daleko sięgają fale naszego urządzenia.

— Kieruję wiązkę na Hiady — powiedział Albert. Ukazywały się nam kolejno układy planetarne gromady gwiezdnej, odległej o sto dwadzieścia lat świetlnych. Mimochodem zobaczyliśmy też cztery nasze statki znajdujące się w tym rejonie przestrzeni kosmicznej. Później Albert przesunął wiązkę i zwiększył moc nadajnika. W stereoprzestrzeni odbiorczej zapłonęły gwiazdy w Plejadach.

— To zdarzyło się tam — zwróciłem się do Żanny. Plejady były puste. W przestrzeni nie było ani jednego statku. Wspaniała gromada gwiezdna była pusta. Centrum skupiska, gdzie rozegrała się bitwa naszej eskadry z flotyllą gwiezdną wroga, nie wykazywało najmniejszych przejawów życia. Żanna cicho płakała nie wycierając płynących łez, aby nie stracić z oczu planet majaczących w stereoprzestrzeni. Nie pocieszałem jej, gdyż mnie samego ogarnęło silne wzruszenie.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)